Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
Adam Mazguła

Adam Mazguła

Modlitwy i śpiewy wzywające Boga w sądzie stają się w Polsce tłem dla politycznego spektaklu. Na ławie oskarżonych siedzi „wojownik kołchozowy z koroną polską w myślach”, wokół niego „konfidenci antypolskiej zdrady targowickiej”, szykujący się do roli oligarchów nowego cara. Obiecują, że w imię Boga Wszechmogącego i Maryi zawsze Dziewicy „rozniosą eurokołchoz”, zwalczą obcych i banderowców, izolują Polskę dla Putina, a przerażony sędzia znów nie egzekwuje prawa wobec współczesnych „faszystów katolickich”

Modlitwy i śpiewy wzywające Boga w sądzie.

Gdzie w Polsce modlitwy publiczne, tam i geniusze lumpen-parafialni, tradycyjni górale faszyzmu i rosyjskie interesy.

Na ławie oskarżonych – on, wojownik kołchozowy z koroną polską w myślach i z nadzieją. Wokół sami przyszli magnaci, czyli konfidenci antypolskiej zdrady targowickiej, nie jacyś tam zwykli, tylko korony polskiej. A że koronę król Stasiu zawiózł do Rosji w zamian za udział w łóżkowych igraszkach carycy Katarzyny, to negocjują z Putinem jej zwrot za wierną służbę jako kandydaci na oligarchów nowego cara.

Obiecują zwalczyć obcych, LGBT, jarmułkowych, banderowców, roznieść „eurokołchoz”, izolować dla cara Putina Polskę, i to w imię Boga Wszechmogącego oraz Maryi zawsze Dziewicy. Tak wyglądają współcześni Krzyżacy, szykujący się na kolejną krwawą krucjatę chwały Bożej.

I tylko przerażony sędzia nie ukarał podsądnego, bo Braun przecież nic więcej nie robi, tylko korzysta z bezkarności w demokracji wiecznie przestraszonej.

 

Co za cyrk, co za kompromitacja religii i powagi sądu przez współczesnych rosyjskich szmalcowników Brauna.

Od lat nie ma zdecydowanych działań prawnych w stosunku do faszystów katolickich i rosyjskich szpicli. W tej sytuacji mamy wszędzie poważne problemy na arenie niepoważnych klaunów. A wystarczy bezwzględnie i konsekwentnie egzekwować prawo. Naiwny jestem, bo myślałem, że wracamy do normalności.

Adam Mazguła

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
Adam Mazguła

Adam Mazguła

Każde dziecko chce być akceptowane, kochane i ważne. W wieku siedmiu–ośmiu lat dowiaduje się nagle, że do kochania nie są już rodzice i dziadkowie, ale ważniejszy jest Bóg i jego namiestnik – ksiądz. Z dziecięcego punktu widzenia to zawalenie się systemu wartości, a cały ten rytuał staje się początkiem podporządkowania i kontroli, które nie kończą się nawet po śmierci — bo cmentarze też przekazano religii.

W Polsce nikt nie pyta siedmiolatka, czy chce wstąpić do Kościoła — po prostu się go do tego prowadzi. W bieli, z różańcem w ręku, przez tłum wzruszonych krewnych, pod czujnym okiem księdza. Dla wielu dzieci to pierwszy moment, gdy słyszą, że ich serce nie należy już do mamy, taty czy babci, ale do Boga — reprezentowanego przez człowieka w sutannie. I choć wszystko owinięte jest w rytuał, prezent i uśmiech, to właśnie wtedy zaczyna się coś znacznie poważniejszego: proces podporządkowania, w którym religia miesza się z władzą, a dziecięca ufność staje się narzędziem kontroli.

Adam Mazguła nie zostawia tu złudzeń — to nie jest opowieść o duchowości, lecz o systemie, który od chrztu po cmentarz rości sobie prawo do sumienia człowieka. Systemie, który uczy miłości do księdza zanim dziecko zdąży zrozumieć, czym w ogóle jest miłość. I który za swoją świętość nie odpowiada przed nikim — ani Bogiem, ani państwem, ani społeczeństwem. W imię tradycji, ciszy i białego opłatka.

Poniżej publikujemy pełny tekst Adama Mazguły, który od lat krytycznie komentuje relacje państwa z Kościołem. Tym razem Mazguła przygląda się pierwszej komunii świętej jako momentowi symbolicznego podporządkowania dziecka religijnemu systemowi. Jego głos jest mocny, kontrowersyjny, ale też prowokujący do refleksji nad tym, komu i czemu naprawdę powierzamy nasze dzieci.

Do pierwszej komunii – marsz!

Każde dziecko chce być akceptowane, kochane i ważne. Dla naszych pociech najważniejsza jest mama, później tata i zaraz potem w hierarchii ważności do kochania ustawiają się rozpieszczający dzieci babcie i dziadkowie.

Dziecko w wieku ok. 7–8 lat dowiaduje się nagle, że do kochania nie są rodzice i dziadkowie, ale ważniejszy jest Bóg i jego namiestnik – ksiądz. Z dziecięcego punktu widzenia, to zawalenie się systemu wartości. Na dodatek całemu aktowi powierzenia dziecka Bogu towarzyszy długi proceder przygotowań, chodzenie wraz z rodzicami na spotkania z księdzem i tłumaczenie dziecku o jego nowym obowiązku miłości.

Oczekują więc na tę miłość, której nie rozumieją, przyjmują wolę rodziców i spodziewają się uznania ze strony otoczenia i rodziny za okazane posłuszeństwo. Przed nimi piękne białe stroje, ochy i achy nad ich wyglądem i postawą, ale przede wszystkim uczta na ich cześć i pierwsze drogie prezenty od całej rodziny! Wmawia się dzieciom, że to wszystko dla nich — staną się ważniejsi i bardziej dorośli, będą odpowiedzialni za swoje grzechy.

Obiektem tej nowej najważniejszej miłości dziecka nie może być przecież wiszący na krzyżu okaleczony, obolały i umierający Chrystus, ale dobry i miły ksiądz. W oczach dziecka to on reprezentuje Boga, tak pięknie mówi niezrozumiałe rzeczy, że wszyscy przed nim klękają. To jego trzeba kochać i jemu poprzez spowiedź powierzać swoje tajemnice. To on jest gospodarzem domu bożego i to on daje Boga do buzi. Zresztą rodzice klękają przed nim, dając wzorce dziecku. Wie o tym ksiądz i często wykorzystuje tę sytuację, czasem w okrutny sposób. Jeśli nawet krzywda wyrządzona dziecku wyjdzie na jaw, to wierni i tak będą bronić księdza przed wymiarem sprawiedliwości, a biskup, co najwyżej, przeniesie go do innej parafii.

Na bazie pozyskanych duszyczek w okresie największego zaufania dziecka do ludzi, rodzice oddają je pod system indoktrynacji i kontroli poddańczej. Tak powstaje imperium kontroli Kościoła nad życiem małego dziecka, które nie skończy się nawet po jego dorośnięciu i po śmierci, bo cmentarze też przekazano religii.

Rodzice mają konstytucyjne prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoją wolą i przyjętym przez siebie wzorcami. Szkoda jednak, że często nie pozwalają dzieciom żyć i dorastać w szacunku do wszystkiego, co je otacza. Nie pozwalają poznawać świata swoimi oczyma, oceniać go, kochać, do czasu, gdy staną się pełnoletnie i dokonają świadomego wyboru wiary i religii, zgodnie z ich zdobytą wiedzą o życiu i świecie.

Nie liczę na rezygnację duchownych z dotychczasowych praktyk łapania wiernych, gdy tylko pojawi się szansa. Nie odpuszczą żadnej duszyczce, tak jak nie odpuścili milionom innych zamordowanych w bestialski sposób za wiarę. Powtórzę, wiarę, czyli swoisty system poddaństwa i wpływów określonego boga. System, który od poczęcia, chrzest, poprzez pierwszą komunię, indoktrynację religijną w szkole, ślub, aż po pochówek na oddanym duchownym cmentarzu jest jednym wielkim ciągiem kontroli i wyzysku człowieka, bez jego woli. Bo zanim obywatel stanie się świadomy, już dawno wielkie żarna religijne zmielą jego pojęcie świata na materiał ugniatanego poddaństwa, realizowanego na klęczkach i klepiącego bezmyślnie regułki ciemnoty.

Ten bezkrytyczny rodzaj kontroli człowieka poprzez wiarę jest tak silny, że nie pozwala swobodnie myśleć, kieruje naszym zachowaniem i jest gotowy na każdy rodzaj poświęcenia.
Duchowni poprzez powołanie się na Boga wzywają do działania, bo Bóg wzywa, to się Bogu nie podoba, lub rozgrzeszają w stylu: „Bóg tak chciał”. Poddanie bywa tak chore, że pozwala oddać swoje dziecko dla pedofila, albo uzasadnia mordowanie innych w najokrutniejszych wojnach religijnych, oczywiście, w imię Boga.

Tymczasem biskupi w praktyce nie podlegają polskiemu prawu i nie ponoszą odpowiedzialności za swoją przestępczą działalność. Mało tego — obecny rząd i pożal się Boże Duda, publicznie okazują poddaństwo tym biskupom. Tak więc żyjemy w kraju, w którym rządzi mafijna władza pozorów i tylko pozorów.

Mistyczny Bóg Chrystus, który nie żyje od dwóch tysięcy lat, został z woli Dudy nawet królem Polski, a jego matka królową. Tak abdykował Duda i stał się strażnikiem wiary i władzy biskupów. Prawo do ich świętości posiadają największe kanalie społeczne, zakłamani swoją bezczelnością. Ci biskupi jednak nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny, bo zawsze można powiedzieć, że Bóg tak chce. Oni biorą sobie tylko system kontroli nad społeczeństwem, bogactwo, władzę, bezkarność, zabawę i radosne bezprawie. Wszystko to za zasłoną świętości zatroskanej i bezkarnej.

Każdy obywatel ma prawo do wolności wyznawania swojej religii, ale — do jasnej cholery — dzieci też mają to prawo! Pozwólcie naszym dzieciom chociaż dorosnąć, aby mogły podejmować decyzje religijne w sprawie nie waszego, ale swojego prywatnego życia!

Adam Mazguła

 

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze

W sercu Wiecznego Miasta, na skromnym wzgórzu, leży Watykan – najmniejsze państwo świata, które swoją duchową i kulturalną potęgą przyćmiewa wiele globalnych mocarstw. Zajmując zaledwie 44 hektary, jest domem dla Bazyliki św. Piotra, Muzeów Watykańskich i, co najważniejsze, siedziby Kościoła Katolickiego. Od wieków przyciąga pielgrzymów, badaczy i ciekawskich, którzy z zapartym tchem śledzą każdy sygnał płynący z Placu św. Piotra. Nic jednak nie budzi większego zainteresowania niż konklawe – tajemniczy rytuał wyboru papieża, w którym splatają się modlitwa, polityka i pradawne tradycje.

Kaplica Sykstyńska: Świadek historii

Wyobraźmy sobie wnętrze Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie pod majestatycznym freskiem „Sądu Ostatecznego” Michała Anioła zbierają się kardynałowie w purpurowych szatach. Powietrze jest ciężkie od ciszy i odpowiedzialności. To tutaj, w otoczeniu renesansowych arcydzieł, podejmowana jest decyzja, która może zmienić losy miliardów wiernych. Kaplica, przygotowana z niezwykłą starannością, staje się fortecą odciętą od świata. Technicy skrupulatnie sprawdzają każdy kąt, by wykluczyć możliwość podsłuchu, a specjalny piec czeka na karty wyborcze, które wkrótce zdecydują o kolorze dymu unoszącego się nad Watykanem. Ten piec, instalowany z precyzją godną teatralnej sceny, jest symbolem konklawe – prostym, a zarazem pełnym znaczeń.

Pod kluczem: Tajemnica konklawe

Słowo „konklawe” pochodzi od łacińskiego cum clave – „pod kluczem”. I choć brzmi to jak relikt średniowiecza, zasada izolacji pozostaje nienaruszona. Gdy papież umiera lub, jak w rzadkim przypadku Benedykta XVI w 2013 roku, rezygnuje, kardynałowie z całego świata zjeżdżają do Watykanu, by wybrać jego następcę. Podczas konklawe kardynałowie mieszkają w Domus Sanctae Marthae – watykańskim pensjonacie, gdzie żyją w ciszy, bez internetu, telefonów i kontaktu ze światem. Korespondencja jest sprawdzana, a rozmowy ograniczone, by zapewnić absolutną poufność. W świecie, gdzie informacje rozchodzą się w ułamku sekundy, taka izolacja wydaje się niemal magiczna, a jednak jest fundamentem tego duchowego procesu.

Demokracja w cieniu modlitwy

W konklawe biorą udział kardynałowie, którzy nie ukończyli 80. roku życia – elita Kościoła, reprezentująca różne kontynenty, kultury i wizje. Każdy z nich, po złożeniu przysięgi milczenia, oddaje głos na specjalnej karcie, zapisując imię kandydata. Teoretycznie papieżem może zostać każdy ochrzczony mężczyzna, ale od wieków wybór pada na jednego z kardynałów. Aby wygrać, kandydat musi zdobyć dwie trzecie głosów, co często prowadzi do gorących debat i subtelnych negocjacji. Głosowania odbywają się dwa razy dziennie – rano i po południu – zgodnie z ustalonym rytmem konklawe, przeplatanym modlitwami i czasem przeznaczonym na indywidualną refleksję.

Po każdym głosowaniu karty trafiają do pieca. Jeśli wynik jest nierozstrzygający, do ognia dodaje się substancję, która barwi dym na czarno – fumata nera, znak, że świat musi jeszcze poczekać. Gdy jednak wybór zostanie dokonany, dym staje się biały – fumata bianca – a tłum na Placu św. Piotra eksploduje radością. Ten prosty sygnał, znany od wieków, pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Watykanu, łącząc tradycję z uniwersalnym językiem nadziei.

Ludzkie oblicze konklawe

Choć konklawe jest wydarzeniem pełnym powagi, nie brakuje w nim ludzkich momentów. Historia zna przypadki, gdy proces wyboru papieża zamieniał się w próbę cierpliwości. W 1268 roku kardynałowie w Viterbo przez niemal trzy lata nie mogli dojść do porozumienia. Zdesperowani mieszkańcy zdjęli dach nad salą obrad i ograniczyli racje żywnościowe, co w końcu przyspieszyło decyzję. To wydarzenie zainspirowało Grzegorza X do ustanowienia ścisłych zasad konklawe w 1274 roku, które w zmodyfikowanej formie obowiązują do dziś.

Nie brak też chwil lżejszych. Jeden z kardynałów, zapytany po konklawe, czy głosował na siebie, odparł z uśmiechem: „Nie, ale byłoby to rozsądne!”. Inny, w geście żartu, zapisał na karcie imię Jezusa – głos, rzecz jasna, unieważniono. Te anegdoty przypominają, że za purpurowymi szatami kryją się ludzie zmagający się z presją i odpowiedzialnością, która wykracza poza granice Watykanu.

Globalny wpływ wyboru

Wybór papieża to coś więcej niż religijny rytuał – to wydarzenie o globalnym znaczeniu. Nowy papież, jako lider 1,4 miliarda katolików, ma moc kształtowania dialogu międzyreligijnego, polityki międzynarodowej czy debaty na temat palących problemów, takich jak zmiany klimatyczne czy nierówności społeczne. Gdy w 2013 roku kardynałowie wybrali Jorge Mario Bergoglio, świat był w szoku. Pierwszy papież spoza Europy od ponad tysiąca lat, jezuita o skromnym stylu życia, zrewolucjonizował wizerunek Kościoła. Jego encyklika Laudato Si’, wzywająca do troski o planetę, stała się manifestem nie tylko dla katolików, ale i dla globalnych ruchów ekologicznych. Decyzje podejmowane w Kaplicy Sykstyńskiej rezonują daleko poza murami Watykanu, wpływając na rozmowy w ONZ, na ulicach Ameryki Łacińskiej czy w afrykańskich wioskach.

Ewolucja tradycji

Konklawe, choć zakorzenione w średniowiecznych zwyczajach, nie jest odporne na zmiany. W 1996 roku Jan Paweł II wprowadził modyfikacje, które pozwalały na wybór papieża zwykłą większością w razie przedłużających się obrad. Benedykt XVI cofnął tę zasadę, przywracając wymóg dwóch trzecich głosów, by zapewnić szerszy konsensus. Te subtelne korekty pokazują, że Watykan, mimo konserwatyzmu, potrafi dostosowywać się do wyzwań współczesności. Nawet logistyka konklawe ewoluuje – od prymitywnych pieców po nowoczesne zabezpieczenia, które chronią proces przed wścibskimi oczami mediów.

Watykan: Maleńki gigant

Watykan to nie tylko konklawe. To także Archiwa Apostolskie, skrywające dokumenty sprzed wieków, i Instytut Dzieł Religijnych, który w przeszłości budził kontrowersje. To miejsce, gdzie duchowość spotyka się z dyplomacją, a decyzje podejmowane za Spiżową Bramą wpływają na światową politykę. Maleńkie państwo, otoczone murami, jest gigantem w świecie idei, wiary i kultury.

Gdy następnym razem biały dym uniesie się nad Kaplicą Sykstyńską, świat znów wstrzyma oddech. Kim będzie kolejny papież? Czy poprowadzi Kościół ku większej otwartości, jak Franciszek, czy może skieruje go na bardziej tradycyjną ścieżkę? Odpowiedzi na te pytania kryją się w sercach kardynałów, w ciszy Kaplicy Sykstyńskiej i w tajemnicach, które Watykan strzeże od wieków.

Dariusz Frach, thefad.pl

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze

Gdy nad Kaplicą Sykstyńską unosi się biały dym, świat wstrzymuje oddech, oczekując nowego papieża. Ten pradawny rytuał, symbol odnowy dla niemal półtora miliarda katolików, wciąż fascynuje, ale w 2025 roku towarzyszy mu głęboki sceptycyzm. Kościół Katolicki, uwikłany w skandale i krytykowany za patriarchalne struktury, zmaga się z kryzysem zaufania. W tym kontekście głos Manueli Gretkowskiej, polskiej pisarki i ikony feministycznej publicystyki, wybrzmiewa z niezwykłą siłą. W swoim facebookowym wpisie z kwietnia 2025 roku, który zyskał szeroki rozgłos, Gretkowska bezlitośnie punktuje hipokryzję Watykanu. „Sądzę, że razem z JP2 zmarła wiara w Kościół. Nie w Boga, czy Jezusa, to osobna parafia” – pisze, oddając frustrację tych, dla których instytucja stała się symbolem sprzeczności. Czy Kościół to wciąż moralny autorytet, czy, jak sugeruje pisarka, jedynie „rytuał hipokryzji i mizoginii”?

Watykan w cieniu skandali

Manuela Gretkowska nie owija w bawełnę, pisząc o Watykanie jako instytucji, która utraciła prawo do moralizowania. Jej wpis w mediach społecznościowych, pełen sarkazmu, celnie punktuje medialne próby wybielania Kościoła. „Orgazm śmiertelny katoholików relacjonujących 'istotę pontyfikatu'” – ironizuje, odnosząc się do narracji o wielkości papieży, która maskuje nieodpokutowane grzechy. Skandale pedofilskie, ujawniane od początku XXI wieku, to nie epizod, lecz rana, która nie chce się zagoić. Tuszowanie przestępstw przez hierarchów, od Australii po Polskę, podkopało zaufanie wiernych na całym świecie.

Papież Franciszek, ceniony za skromność i otwartość, podjął próbę reform, ale, jak zauważa Gretkowska, nie zdołał naprawić systemu. „Instytucja, mająca szerzyć dobro, czyni zło i nic z tym się nie da zrobić” – pisze, wskazując na paradoks Kościoła, który głosi miłość, a zmaga się z niemoralnością. Nieprzejrzystość finansowa Watykanu, w tym skandale związane z bankiem watykańskim, tylko pogłębia wrażenie, że instytucja ta bardziej chroni siebie niż swoich wiernych. Dla wielu, w tym Gretkowskiej, opowieści o „dobrym papieżu” brzmią jak puste frazesy w obliczu systemowych patologii.

Hipokryzja czy bezsilność?

Dlaczego skandale tak bardzo niszczą autorytet Kościoła? Chodzi nie tylko o same przestępstwa, ale o brak odpowiedzialności. Tuszowanie pedofilii przez dekady, przenoszenie księży między parafiami zamiast karania ich, to decyzje, które zdradziły wiernych. Gretkowska, znana z ciętego języka, nie kryje oburzenia: „Chyba trzeba mieć zwatykaniały umysł, żeby nie przełożyć tego na ludzki: instytucja, mająca szerzyć dobro, czyni zło”. Jej słowa oddają frustrację milionów, którzy oczekiwali od Kościoła moralnego kompasu, a dostali machinę władzy. Czy to cyniczna hipokryzja, czy może bezsilność wobec własnych struktur? Odpowiedź nie jest prosta, ale dla pisarki jedno jest jasne: Watykan stracił prawo do bycia nieomylnym.

Patriarchat w purpurze

Konklawe, tajemniczy rytuał wyboru papieża, to dla Gretkowskiej symbol anachronizmu. „137 facetów z torbami na głowach” – tak opisuje kardynałów, którzy w Kaplicy Sykstyńskiej decydują o przyszłości Kościoła. W świecie, który coraz głośniej domaga się równości, Watykan pozostaje bastionem męskiej władzy. Kobiety, choć stanowią większość z półtora miliarda wiernych, nie mają głosu w tych decyzjach. Gretkowska, od lat zaangażowana w walkę o prawa kobiet, nie kryje sarkazmu: „Parada bezsilności w insygniach, obciachowym przepychu”. Jej słowa to nie tylko krytyka, ale i wezwanie do zmiany struktur, które wykluczają połowę społeczeństwa.

Pisarka, która w 2007 roku założyła Partię Kobiet, od dekad piętnuje patriarchat, także w Kościele. W 2010 roku mówiła: „Gdyby była równość kobiet i mężczyzn, to dopiero byśmy im spuściły wpierdol”. Choć dosadne, jej słowa oddają gniew na system, który nie tylko marginalizuje kobiety, ale i oczekuje od nich posłuszeństwa. Watykańskie rytuały, pełne przepychu i symboliki, dla Gretkowskiej są jedynie fasadą, za którą kryje się głęboko zakorzeniona mizoginia. W dobie #MeToo i globalnych ruchów feministycznych takie podejście wydaje się coraz bardziej oderwane od rzeczywistości.

Kobiety bez głosu

Wykluczenie kobiet to nie tylko problem Watykanu, ale i wyzwanie dla Kościoła w świecie, który stawia na równouprawnienie. Kobiety pełnią kluczowe role w parafiach, organizacjach charytatywnych i edukacji religijnej, ale w hierarchii pozostają niewidoczne. Gretkowska, której twórczość, od Polki po Posag dla Polki, celebruje kobiecą siłę, widzi w tym absurd. „Po odkryciu tylu skandali próby wykrzesania przez media sensacji ze śmierci Franciszka są próbami wskrzeszenia Watykanu” – pisze, sugerując, że Kościół desperacko trzyma się starego porządku, ignorując głos połowy swoich wiernych. W świecie, gdzie kobiety przewodzą rządom i korporacjom, brak ich wpływu w Kościele jest coraz trudniejszy do obrony.

Bóg osobisty, nie watykański

Gretkowska nie odrzuca wiary jako takiej – jej krytyka dotyczy instytucji, nie duchowości. „Razem z JP2 zmarła wiara w Kościół” – podkreśla, ale dodaje, że wiara w Boga to „osobna parafia”. W jej oczach wielu katolików odchodzi od Watykanu, szukając Boga na własnych zasadach. „Bóg katolicki jest coraz częściej Bogiem osobistym. Takim pecetem niepodłączonym do serwera Watykanu” – pisze, trafnie ujmując trend sekularyzacji i indywidualizacji wiary. W Polsce, gdzie Kościół przez dekady kształtował tożsamość narodową, młodzi coraz częściej odrzucają instytucjonalne ramy, wybierając duchowość bez rytuałów.

Ten proces nie jest nowy, ale nabrał tempa w obliczu skandali i anachronizmów Watykanu. Gretkowska, absolwentka filozofii i antropologii, widzi w tym szansę na autentyczniejszą wiarę, wolną od „białego dymku, z opium palonego dla ludu”. Jej ironia, porównująca watykański rytuał do „dymu puszczanego przez sexy cowboya z reklamy Marlboro”, oddaje pustkę instytucjonalnych gestów, które bardziej kuszą, niż prowadzą do prawdy. Dla pisarki wiara nie potrzebuje purpury ani konklawe – jest osobista, intymna i wolna od watykańskich serwerów.

Wiara bez rytuałów?

Czy wiara może istnieć bez instytucjonalnych ram? Gretkowska zdaje się sugerować, że tak. W świecie, gdzie ruchy duchowe, od mindfulness po neopogaństwo, zyskują popularność, Kościół traci monopol na sacrum. „Dlaczego mam w napięciu czekać na biały dymek, z opium palonego dla ludu?” – pyta retorycznie, odrzucając watykańskie spektakle. Jej słowa rezonują z tymi, którzy w Kościele widzą bardziej muzeum tradycji niż żywą wspólnotę. Jednak ta indywidualna wiara, choć wolna, stawia nowe wyzwania – jak budować wspólnotę bez instytucji? Gretkowska nie daje odpowiedzi, ale jej pytanie zmusza do refleksji nad duchowością XXI wieku.

Przyszłość bez złudzeń?

W oczekiwaniu na kolejny biały dym świat patrzy na Watykan z mieszanką fascynacji i zwątpienia. Czy nowy papież zdoła tchnąć życie w instytucję, która dla wielu stała się symbolem sprzeczności? Gretkowska, z właściwą sobie przenikliwością, każe nam zapytać: „Kościół powinien stuknąć się w głowę sam, czy jeszcze żyje, czy jest tylko rytuałem hipokryzji i mizoginii?”. Jej krytyka, choć ostra, jest wezwaniem do rachunku sumienia – nie tylko dla Watykanu, ale dla społeczeństwa, które wciąż daje instytucjom kredyt zaufania.

Mimo pesymistycznego tonu, Gretkowska nie traci nadziei na zmianę. Jej twórczość, od intymnej Polki po manifest kobiecej siły Przeprawę, pokazuje wiarę w jednostkową sprawczość. Porównując biały dym do „dymu puszczanego przez sexy cowboya z reklamy Marlboro”, pisarka przypomina, że złudzenia, choć kuszące, prowadzą do zguby. Czy Kościół zdoła się zreformować, czy wiara znajdzie drogę poza Watykanem? Odpowiedź zdefiniuje nie tylko przyszłość katolicyzmu, ale i jego miejsce w świecie, który coraz mniej czeka na sygnały z Kaplicy Sykstyńskiej.

Głos Gretkowskiej, pełen goryczy, ale i pasji, jest iskrą do debaty o wierze, władzy i równości. Jak pisała w innym kontekście: „Bóg katolicki jest coraz częściej Bogiem osobistym”. Może w tym tkwi przyszłość – wolna od złudzeń, bliższa człowiekowi niż watykańskim rytuałom.

Podziel się swoją opinią w komentarzach: czy Kościół to wciąż autorytet, czy „rytuał bez duszy”?


DF, thefad.pl / Źródło: Manuela Gretkowska (https://patronite.pl/manuelagretkowska)

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze

Od lat w Watykanie pojawiają się spekulacje dotyczące możliwej abdykacji papieża Franciszka. Teraz, gdy 88-letni Ojciec Święty przebywa w rzymskiej klinice Gemelli z powodu poważnych problemów zdrowotnych, temat ten znów nabiera rozgłosu. Czy możemy spodziewać się historycznej decyzji o rezygnacji w 2025 roku? Stan zdrowia papieża, jego wcześniejsze wypowiedzi i precedensy z przeszłości podsycają dyskusję wśród wiernych i ekspertów.

Stan zdrowia papieża Franciszka 2025 – najnowsze doniesienia

Stan zdrowia papieża Franciszka budzi wiele emocji wśród katolików na całym świecie. Franciszek trafił do szpitala 14 lutego 2025 roku z diagnozą obustronnego zapalenia płuc. Według oficjalnych komunikatów Watykanu jego stan uległ lekkiej poprawie: nie ma gorączki, serce funkcjonuje prawidłowo, a Ojciec Święty może spożywać posiłki.

Pomimo hospitalizacji papież nadal pełni swoje obowiązki zdalnie, dokonując m.in. nominacji biskupich. To dobra wiadomość dla wiernych, którzy od kilku dni modlili się o jego szybki powrót do zdrowia. Jeszcze niedawno media spekulowały, że jego stan jest krytyczny, ale dziś sytuacja wydaje się stabilna, choć proces rekonwalescencji wciąż trwa.

Czy papież Franciszek zrezygnuje w 2025 roku? Eksperci komentują

Wśród duchowieństwa i watykańskich komentatorów możliwa abdykacja papieża staje się coraz częstszym tematem. Kardynał Jean-Marc Aveline, metropolita Marsylii, stwierdził: "Wszystko jest możliwe". Kardynał Gianfranco Ravasi podkreśla, że Franciszek może ustąpić, jeśli uzna, że zdrowie uniemożliwia mu kierowanie Kościołem.

Spekulacje nasiliły się w 2022 roku, gdy Franciszek odwiedził L’Aquilę – miejsce pochówku Celestyna V, papieża, który w 1294 roku dobrowolnie zrzekł się urzędu. Wielu uznało tę wizytę za symboliczny gest, zwłaszcza że towarzyszyły jej wypowiedzi papieża o przemijaniu.

Historia abdykacji papieży – precedensy z przeszłości

Abdykacja w Kościele katolickim nie jest częstym zjawiskiem, ale historia zna kilka takich przypadków. Najbardziej znanym przykładem jest decyzja Benedykta XVI, który w 2013 roku zrezygnował z urzędu z powodu pogarszającego się zdrowia i wieku.

Wcześniej, w 1294 roku, papież Celestyn V ustąpił po zaledwie pięciu miesiącach pontyfikatu. Ten pobożny mnich, wybrany wbrew swojej woli, uznał, że nie podoła politycznym wyzwaniom urzędu i wrócił do życia pustelniczego. Innym historycznym przykładem jest abdykacja Grzegorza XII w 1415 roku, która zakończyła Wielką Schizmę Zachodnią – okres, gdy równocześnie urzędowało kilku papieży i antypapieży.

Co się stanie, jeśli papież Franciszek abdykuje? Możliwe scenariusze

Ewentualna rezygnacja papieża Franciszka miałaby ogromne znaczenie dla Kościoła. Kardynałowie musieliby zebrać się w Watykanie, by wybrać nowego papieża, co mogłoby trwać kilka tygodni. Wybór następcy mógłby wpłynąć na politykę Kościoła – bardziej konserwatywną lub progresywną, zależnie od kandydata. Część katolików mogłaby przyjąć decyzję z ulgą, inni z niezrozumieniem, widząc w niej zerwanie z tradycją. Abdykacja Benedykta XVI pokazała, że taki krok nie destabilizuje Kościoła, ale budzi emocje i pytania o przyszłość.

Co media i wierni mówią o możliwej abdykacji papieża?

Wśród wiernych opinie są podzielone. Niektórzy, zwłaszcza w mediach społecznościowych, wyrażają troskę o zdrowie papieża i popierają pomysł rezygnacji, jeśli miałaby poprawić jego jakość życia. „Papież to człowiek, nie maszyna. Powinien odpocząć” – piszą użytkownicy na platformie X. Inni uważają, że abdykacja byłaby zdradą misji powierzonej przez Boga.

Włoskie gazety, takie jak "La Stampa" czy "Il Messaggero", regularnie analizują sytuację, przypominając o kruchości zdrowia Franciszka i jego wcześniejszych problemach, np. operacji jelita w 2021 roku. Międzynarodowe media również śledzą temat. Brytyjski "The Guardian" zauważył, że abdykacja w 2025 roku mogłaby być przełomem w historii Kościoła.

Przyszłość Kościoła katolickiego po ewentualnej abdykacji Franciszka

Na razie papież Franciszek pozostaje w szpitalu, a jego stan jest monitorowany. Watykan uspokaja, że nie ma powodów do paniki, ale nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Czy 88-letni Ojciec Święty zdecyduje się na historyczny krok? Na to pytanie nie ma jeszcze odpowiedzi.

DF, thefad / Źródło: Catholic News Agency, Vatican.va, Reuters, La Stampa, The Guardian, BBC News, Associated Press, Il Messaggero, Corriere della Sera

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Uważam tak po ludzku, bez żadnego fanatyzmu i zacietrzewienia, że dzieci powinno trzymać się z daleka od Kościoła. Dla ich dobra. Fundowanie dziatwie szkolnej księdza, który wpędzi ich w strach, rozwali psychikę na temat własnej cielesności, utrwali wiarę w zabobony i pomiesza w głowie, to tortury, za które płaci państwo z publicznej kiesy.

We wrześniu modne jest hasło "Witaj szkoło!". A w zasadzie, drogie dzieci, powinno być "Witajcie w piekle". Bowiem na lekcjach religii, ksiądz diabełek będzie znowu Was uczył o Bogu i uczył jak być posłusznym Kościołowi.

Jestem z pokolenia, które chodziło na religię do salek katechetycznych. Ksiądz mało opowiadał o historii Jezusa, czy o tym, dlaczego Bóg jest dobry. Głównie nas straszył. Miałem może osiem lat i dowiedziałem się, że nie wolno łapać się za siusiaka. Ksiądz powiedział nam, że był taki chłopiec, który zbyt często dotykał swojego małego węża i zmarł. Ze strachu przez rok sikałem jak dziewczyna, czyli na siedząco. Bałem się dotknąć swojego pisiorka, bo nie chciałem umierać.

Kościół i te jego obsesje seksualne

To jest temat niewyczerpany. W starszych klasach ksiądz opowiadał już bardziej wyrafinowane historie, ale wszystkie kończyły się śmiercią.

Raz usłyszeliśmy opowieść o tym, jak grupa chłopców zebrała się w domu rodziców jednego z nich. Tata gospodarza był lekarzem i miał w domu książkę medyczną. W tamtych czasach nie było internetu, a dostęp do drukowanych pornoli był nielegalny, więc jedyne zdjęcia gołych kobiet drukowano w atlasach medycznych. I ci chłopcy dotykali swych siusiaków, przeglądając książkę medyczną. W ciągu tygodnia wszyscy zmarli.

Była też opowieść o tym, że chłopiec, który się onanizował, szedł raz ciemną klatką do własnego mieszkania. Zapukał do drzwi i tym pukaniem wywołał ducha, który go udusił.

Tego dowiedziałem się na lekcjach religii. Przez długi czas nigdy nie pukałem do drzwi. Używałem tylko dzwonka. Bałem się też ciemności, bo wiedziałem, że duch, który dusi dziesięcioletnich chłopców lubi ciemność.

Ten ksiądz, który uczył nas religii, to nie był żaden dewiant. Nikogo nie obmacywał ani nie zapraszał na zaplecze, by ściągać mu spodenki. Był to normalny, "dobry" ksiądz. Ceniony wychowawca i opiekun dzieci. Wpędził nas wszystkich w głębokie traumy. Tak nas nastraszył, że baliśmy się ciemnych klatek, własnych siusiaków i podręczników medycyny.

Po zaliczeniu bierzmowania, które uważano za konieczne, frekwencja na lekcjach religii słabła. W liceum mało już kto chodził na religię. Ale była wesoła grupa, która tuż przed maturą pojechała na pielgrzymkę do Częstochowy, by pomodlić się o powodzenie na egzaminach. Cała ekipa się mocno upiła, a dwie dziewczyny straciły dziewictwo.

Z badań wynika, że większość Polaków jest przeciwna religii w szkołach. Spora grupa jest też za ograniczeniem ilości lekcji do jednej tygodniowo.

Uważam tak po ludzku, bez żadnego fanatyzmu i zacietrzewienia, że dzieci powinno trzymać się z daleka od Kościoła. Dla ich dobra. Fundowanie dziatwie szkolnej księdza, który wpędzi ich w strach, rozwali psychikę na temat własnej cielesności, utrwali wiarę w zabobony i pomiesza w głowie, to tortury, za które płaci państwo z publicznej kiesy.

Wszyscy polscy politycy są niewolnikami biskupów. Tych średniowiecznych mandarynów żyjących w pałacach poza polskim prawem i oderwanych od rzeczywistości. Dlatego długo nic się nie zmieni.

Oczywiście wyboru często dokonuje sama dziatwa szkolna. Nogami. Uciekając z lekcji religii. Psychika to jednak delikatna materia. Wiele dzieciaków nie zdąży uciec lub nie ma wyboru, bo rodzice są fanatykami.

Kora Jackowska, gwiazda Maanamu wspominała w swej biografii, jak w sierocińcu siostry zakonne smarowały kupą kilkuletnie dzieci, które narobiły w majty. W normalnym kraju w majty powinni robić kościelni dewianci i krzywdziciele, a nie małe szkraby ze strachu. Dla wielu Polaków mądrości biskupów ze złotych pałaców są ważniejsze niż ich własne dzieci. Niestety.

Ksiądz dla dorosłych, od dzieci wara!

Krzysztof Skiba

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Naukowcy sprawdzili, co wyróżnia leworęcznych

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
Fot. zrzut z ekranu / facebook.com/MorawieckiPL

W poniedziałek TVN24 wyemitowało dokument "Franciszkańska 3". Głównym bohaterem jest Karol Wojtyła. Reporter Marcin Gutowski pokazał nieznane fakty z życia kardynała Karola Wojtyły z lat 1964-78 i wykazał, że Wojtyła wiedział o nadużyciach seksualnych księży, a także, że ukrywał je jeszcze zanim został papieżem.

Reporter rozmawiał ze znajomymi i ofiarami księży: Bolesława Sadusia, Eugeniusza Surgenta i Józefa Loranca - wszyscy oni w latach 60-tych podlegali kardynałowi Wojtyle. Marcin Gutowski dotarł też do ludzi, którzy osobiście informowali Wojtyłę o przestępstwach popełnianych przez duchownych, oraz do kościelnych dokumentów potwierdzających jego działania i zaniechania.

Prawda wcale nie leży pośrodku

Dokument Gutowskiego wywołał burzę w internecie. Internauci podzielili się na tych, którzy twierdzą, że prawda wyszła na jaw, że Jan Paweł II chronił gwałcicieli dzieci, wiedział o przemocy seksualnej w kościele i z innego punktu odniesienia należy na niego spojrzeć - i tych, którzy uważają, że ustalenia reportera TVN są nieprawdziwe, dążą do zdyskredytowania postaci Karola Wojtyły i są atakiem na kościół katolicki w Polsce.

Swoje zdanie w tej sprawie, choć nie bezpośrednio, wyraził też Mateusz Morawiecki. W mediach społecznościowych zamieścił zdjęcie Jana Pawła II z podpisem "Nie lękajcie się".

Choć Morawiecki nie określił, po której ze stron się opowiedział, to interpretacja słów "Nie lękajcie się" z papieżem na zdjęciu, w odniesieniu do reportażu Marcina Gutowskiego może mieć szerokie, wymowne i przewrotne znaczenie.

Bo, czy: "Nie lękajcie się" - skierowane jest do wiernych kościoła, i władza chce nam tu przekazać: nie lękajcie się, oddajcie się w ręce kościoła, duchowni krzywdy nie zrobią - TVN kłamie, atak na kościół, to atak na polskość.

bądź:

"Nie lękajcie się" - nie ma przyzwolenia na zboczeńców wśród kleryków, rozprawimy się z nimi bezwzględnie i z całą stanowczością.

A może przekaz ten skierowany jest do duchowny:

"Nie lękajcie się" - na ręce patrzeć nie będziemy, przymrużymy oczy, krzywdy nie zrobimy.

Albo, kto wie? Może Morawiecki ukrył jeszcze jakiś inny, głębszy przekaz? Oceńcie sami.

Na marginesie, odbiegając od głównego nurtu tego tematu: nikt nie umniejsza ogromnej roli Jana Pawła II w przejściu Polski do demokracji, na jego wpływ na powstanie pierwszego niekomunistycznego rządu w Europie Wschodniej, na przemiany jakie dokonały się w Polsce w latach 80-tych XX wieku. Nic jednak nie przysłoni przyzwolenia na pedofilię.

Dariusz Frach, thefad.pl

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
Jan Paweł II. Fot. flickr.com / Levan Ramishvili, Public domain

Jan Paweł II wiedział o pedofilii w Kościele. Jako kardynał "chronił przede wszystkim instytucję, a nie ofiary"

Po obejrzeniu reportażu o Karolu Wojtyle, który - co tu dużo mówić - zajmował się seks turystyką księży pedofilów (a znał ich niemało, więc i pracy z dystrybucją księżych pożądań wiele) i robił to z sentymentów do swojego mistrza pedofila "księcia" Sapiechy, to myślę sobie, że niewiele jest tak useksualnionych miejsc w Polsce, jak Kościół katolicki.

A potworna krzywda setek dzieci? Co tam dzieci, liczy się władza!

A księża, jak to mężczyźni, są istotami seksualnymi, a że potrzeby mają nietypowe, to chronią się w kościele - instytucji, która stwarza jak żadna inna mnóstwo okazji do zaspokojenia nienormatywnych chuci. A ponadto ma potężną ideologię, by sprawy zatajać, winy nie czuć, milczeć i wypierać Prawdę.

Magdalena Środa

Karol Wojtyła wiedział o pedofilii w Kościele. Chronił instytucję, a nie ofiary

Jan Paweł II wiedział o nadużyciach seksualnych księży i ukrywał je jeszcze zanim został papieżem. Marcin Gutowski w reportażu "Franciszkańska 3", który 6 marca miał premierę w TVN24, pokazał nieznane fakty z życia kardynała Karola Wojtyły z lat1964-78.

Reporter rozmawiał ze znajomymi i ofiarami księży: Bolesława Sadusia, Eugeniusza Surgenta i Józefa Loranca - wszyscy trzej podlegali w latach 60. kardynałowi Wojtyle. Marcin Gutowski dotarł też do ludzi, którzy o przestępstwach popełnianych przez duchownych osobiście Wojtyłę informowali, oraz do kościelnych dokumentów potwierdzających jego działania i zaniechania.

thefad.pl

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Kościół katolicki potrzebuje - w przeciwieństwie do ewangelickiego - “cudów”, zwłaszcza objawień, ale także uzdrowień, aby uzasadnić swoje długie trwanie. Istnieje dzisiaj zapotrzebowanie na cudowne, niewytłumaczone zjawiska, religijną sensację i religijnych celebrytów, a widzący z Medjugorje najwyraźniej wpisują się w ten nurt - zostali po prostu jeszcze jednymi religijnymi celebrytami, czerpiącymi dosłowne zyski (a także zyski symboliczne) z wielkiego kłamstwa, jakim jest to sanktuarium.

Ciągnąca się już od ponad 40 lat historia tak zwanych prywatnych “objawień maryjnych” w bośniackim miasteczku Medjugorie nasuwa wiele pytań i wątpliwości, zarówno natury egzystencjalnej, jak i psychospołecznej.

Niemal od początku wspomniane objawienia budziły kontrowersje, początkowo wyłącznie związane z faktem, że miały mieć miejsce w kraju głęboko komunistycznym, w którym panował światopogląd naukowy, oparty na dialektycznym i historycznym materializmie. Wydawało się, że właśnie w takim kraju powinien - dla przeciwwagi - wydarzyć się jakiś “cud” albo “znak” i tak też się “stało”.

Kościół lokalny na początku odczuł, że istnieje szansa na odzyskanie utraconej w wyniku ekspansji komunizmu mocnej dawniej pozycji w społeczeństwie. Jednak objawienia już na drugi dzień stały się mocno wątpliwe i podzieliły obserwatorów na gorących zwolenników oraz równie zaciekłych przeciwników. Ci ostatni wyłonili się nie tylko spośród ateistów czy agnostyków, wyznających światopogląd racjonalistyczny, ale również spośród przedstawicieli innych religii, szczególnie protestanckich odłamów chrześcijaństwa.

Ci ostatni - zaznaczymy tylko - krytykowali objawienia z pozycji radykalnego chrystocentryzmu, zarzucając tym, jak i innym objawieniom maryjnym nieuprawnione zajmowanie pozycji należnej Chrystusowi, bałwochwalstwo, a w skrajnych przypadkach tak zwane “szatańskie zwiedzenia”. Już sama ta nomenklatura wskazuje na głębokie podziały, jeśli chodzi o głęboką prawdę o Medjugoriu. Dziś Kościół, chociaż oficjalnie nie zajął stanowiska w tej sprawie, to ustami papieża nieoficjalnie stwierdził, że objawienia medjugorskie, o ile w ogóle są autentyczne, niewiele wnoszą do chrześcijaństwa, a tym samym - nie są wiele warte.

Powstaje jednak pytanie, czy Kościół nie popełnia błędu, z góry zakładając, że w Medjugorie może dochodzić do “fałszywych objawień”, przepisywanych na przykład istotom ze złego świata. Kwestią fundamentalną nie jest to, kto czy co objawia się w Medjugorie, ale pytanie, czy ktoś lub coś w ogóle się tam objawia.

Zanim będziemy zastanawiać się nad naturą fenomenów z Medjugorie, trzeba postawić pytanie, czy w ogóle dochodzi tam do jakichkolwiek zjawisk przepisywanych najszerzej rozumianej Transcendencji, innemu wymiarowi, zjawiskom ufologicznym czy jakiejkolwiek innej aktywności paranormalnej.

Jeżeli - jak twierdzi Kościół - objawienia te nie są prawdziwe, to trzeba postawić pytanie, gdzie w czasie fałszywych objawień znajduje się rzekomy nadawca tychże, czyli postać Matki Bożej. Pytanie, jakie otwiera sprawa Medjugorie, jest zupełnie fundamentalne: jeżeli w Medjugorie nic się nie dzieje, to co się tam właściwie dzieje?

Jeżeli w Medjugorie nie pojawia się Maryja, to zachodzi wątpliwość, czy gdziekolwiek indziej się pojawia albo pojawiała w przeszłości.

Medjugorie jest takim eksperimentum crucis, które stawia na ostrzu noża podstawowe pytanie o samą możliwość objawień maryjnych. Innymi słowy, pytamy, czy w XXI wieku w ogóle możliwe są nie tylko objawienia, czy uzdrowienia, ale także jakiekolwiek fenomeny niewytłumaczalne jeszcze na drodze naukowej.

Pytać też należy o pozostałe objawienia maryjne, o jakich donoszą parafie z różnych części świata, a wreszcie zapytać o najsłynniejsze objawienia wcześniejsze - z La Salett z Lourdes czy z Fatimy, by wymienić pierwsze z brzegu.

Pytanie więc ostatecznie jest nie, czy Maryja pojawia się w Medjugorie, ale czy gdziekolwiek w ogóle może się pojawić, a tym samym, czy gdziekolwiek w ogóle przebywa, istnieje, więc żyje…

***

Na potrzeby tego artykułu przeanalizowano dokładnie jeden z zapisów wideo z domniemanego objawienia maryjnego w Medjugorje, jakie miało miejsce w poprzedniej dekadzie na terenie bardzo dziś rozbudowanego sanktuarium, do którego zmierzają tysiące, a może nawet miliony pielgrzymów każdego roku.

Zachodzi więc pytanie, czy i komu może dzisiaj zależeć na tym, aby fenomen Medjugorie - niezależnie od jego natury - utrzymywał się jak najdłużej?

Jest oczywistym fakt, że wokół Medjugorie krążą olbrzymie środki finansowe, jest to miejsce numer jeden, jeśli chodzi o pojęcie sacro-biznesu - po prostu im więcej pielgrzymów, czyli klientów, tym większe dochody, nie tylko tego sanktuarium, ale całej parafii, diecezji czy archidiecezji, a ostatecznie i większe dochody Watykanu. Nie jest już tajemnicą, że każda parafia odprowadza część pieniędzy w postaci tak zwanej “daniny diecezjalnej”, a każdy kraj wpłaca jakąś sumę do kasy watykańskiego banku.

Na wspomnianym zapisie wideo widać grupę osób, a kamera obserwuje jedną z nadal widzących, czyli Mirjanę, która klęcząc modli się razem z prowadzącym modlitwy przez megafon oraz z ludźmi zgromadzonymi bezpośrednio wokół (dość ciasno) i nieco dalej. Nie wyczuwa się w ogóle nastroju oczekiwania na coś niezwykłego; przeciwnie, najwyraźniej niektórzy ludzie są tam jakby z przymusu, wyraźnie się nudzą, przenoszą wzrok i punkt obserwacyjny na coraz to inne rzeczy w otoczeniu; charakterystyczne jest też, że unikają patrzenia na samą widzącą.

Mirjana, podobnie jak w czasie innych objawień, jest wyraźnie poddana wpływowi silnego stresu społecznego, co przejawia się charakterystycznymi głębszymi zaczerpnięciami powietrza, tak jakby widząca wzdychała w sposób niezauważalny dla mniej sprawnych obserwatorów. Wyraźnie też jest jakby trochę nieobecna myślami - modli się podobnie jak pozostali uczestnicy raczej mechanicznie. Podobnie, jak dzieje się to zazwyczaj, przez kilka sekund przed nastąpieniem rzekomego kontaktu wzrokowego z nadprzyrodzoną istotą, widząca najwyraźniej zbiera się w sobie tak, jakby się przygotowywała do odegrania sceny aktorskiej. Widząca jakby wybiera sobie moment, kiedy będzie mogła zacząć udawać, że widzi “Maryję”.

Poza wspomnianymi objawami stresu społecznego, który może wiązać się zarówno z powagą sytuacji, jak i - co jest bardziej prawdopodobne - ze świadomością uczestniczenia w kłamstwie, Mirjana nie przejawianżadnych poważniejszych oznak zaburzeń zdrowia neurologicznego czy psychicznego.

Charakterystyczne, że zawsze Maryja pojawia się w górze - widząca zwraca oczy pod kątem około 45 stopni i niemal od początku udaje, że rozmawia z domniemaną Maryją, bezgłośnie poruszając ustami. Wykonuje też ruchy głową, raz potakujące, raz przeczące, a na zbliżeniu wideo w pewnym momencie widać pewną asymetrię widoczną w wielkości źrenic - prawa jest minimalnie szersza od lewej. Może to sugerować zarówno dyskretne problemy neurologiczne, jak i pozostawać bez
znaczenia.

Mimika twarzy podczas objawienia przechodzi przez wiele metamorfoz - od uśmiechu i radości dosyć stonowanej jak na kontakt z istotą, bądź co bądź, nadprzyrodzoną, co musi być dosyć szokującym przeżyciem, przez udawanie, że się uważnie słucha czegoś ważnego z poważną, surową mimiką aż po wyraźnie odgrywane przerażenie, które
zwykle pozostaje aż do końca objawienia i ma prawdopodobnie na celu uzasadnienie późniejszych reakcji po objawieniu; pojawiają się więc później płacz, ocieranie z łez, ciężkie wyschnięcia i wszelkie objawy zbiorowej histerii.

Uważny obserwator może być przekonany, że scena objawienia jest od początku do końca zmistyfikowana, a widząca jest tego świadoma i świadomie - choć nie dobrowolnie - uczestniczy w całym spektaklu, który nosi charakter sakralnego teatru, gdzie każdy spełnia swoją rolę. Podstawowe pytanie, jakie tutaj musimy zadać, brzmi, dlaczego mimo ewidentnej niewiary osób uczestniczących w widowisku, fenomen Medjugoria nadal się utrzymuje i nic nie zapowiada tego, aby miał mieć miejsce jego finał?

Watykan ze zrozumiałych względów zachowuje ostrożność. Z jednej strony nie chce wziąć odpowiedzialności za ewentualne odkrycie i zdemaskowanie prawdy o Medjugorie, a z drugiej strony wie, że jest to sprawa ustawiająca kwestie eschatologiczne na ostrzu noża i że ewentualne zdemaskowanie oszustwa lub choroby umysłowej czy ujawnienie z drugiej strony zjawisk “ufologicznych” może mieć dalko idące psychospołeczne konsekwencje.

Kościół katolicki potrzebuje - w przeciwieństwie do ewangelickiego - “cudów”, zwłaszcza objawień, ale także uzdrowień, aby uzasadnić swoje długie trwanie. Istnieje dzisiaj zapotrzebowanie na cudowne, niewytłumaczone zjawiska, religijną sensację i religijnych celebrytów, a widzący z Medjugorje najwyraźniej wpisują się w ten nurt - zostali po prostu jeszcze jednymi religijnymi celebrytami, czerpiącymi dosłowne zyski (a także zyski symboliczne) z wielkiego kłamstwa, jakim jest to sanktuarium.

Niestety, pytanie o Medjugorie jest też pośrednio pytaniem o historyczność zarówno “wniebowzięcia” Maryi przed dwudziestoma wiekami, jak i historyczności “wniebowstąpienia” Jezusa, a wcześniej jego postulowanego przez wielu świadków wskrzeszenia z martwych.

Podchodząc do sprawy od strony czysto historycznej musimy stwierdzić, że w Medjugorie nie dzieje się nic, co wykraczałoby poza czysto psychologiczne i socjologiczne zjawiska grupowe, zwłaszcza zbiorową histerię, nasilone przeniesienia i przeciwprzeniesienia, a także zbiorowe mechanizmy obronne, szczególnie projekcje, racjonalizacje, wyparcie, zaprzeczenie oraz elementy myślenia urojeniowo-spiskowego i typu paranoidalnego (kto do nas nie należy, jest przeciw nam; kto nas atakuje, atakuje Boga, etc.).

Dotychczasowa krytyka Medjugorje zakłada z góry, że tam coś się dzieje, chociaż nikt nie wie, jakiej jest to natury. Proponowane tutaj stanowisko podchodzi do kwestii Medjugorja nie z pozycji innowierczych czy ufologicznych, lecz racjonalno-naukowych.

Żaden poważny historyk nie będzie z jednej strony negował historyczności postaci Jezusa z Nazaretu oraz jego matki, nazywanej Matką Bożą albo Maryją, a z drugiej nie będzie uznawał historyczności całej sfery nadprzyrodzonej, jaka narosła przez wieki wokół tych postaci, niczym legenda wokół mitycznych herosów albo starożytnych bohaterów. Rzetelny historyk uzna dosłownie traktowaną przez wiernych nadprzyrodzoną sferę jako mitologiczną i symboliczną, a psychologia religii uzupełni ten fakt o elementy psychologii głębi, psychoanalizy, ewentualnie - archetypicznej krytyki jungowskiej.

Tak więc Medjugorje jest ciągle nieuświadomione i nieprzepracowane zarówno przez Kościół, jak i całe społeczeństwo katolickie. Jest fenomenem zbiorowej psyche, a dopóki takim pozostaje, trudno jest tutaj cokolwiek ostatecznie ustalić. Jeżeli prawdą o Medjugorje jest jednak wielkie oszustwo, to przypuszczalnie poznamy je dopiero pod koniec życia ostatnich “widzących” albo nie poznamy nigdy, jeżeli domniemani wizjonerzy postanowią zabrać swoje tajemnice do grobu.

Rafał Sulikowski

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć

Podgląd nowego szablonu artykułu v2
TheFad.pl - Polska i Świat. Opinie i komentarze
W Jordanowie siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną
W Jordanowie siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

W Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem od lat trwa koszmar. Prowadzące ośrodek siostry prezentki znęcają się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną.

 

Kościół katolicki ma dziwny stosunek do dzieci. Z jednej strony walczy o te nienarodzone i zmusza kobiety do rodzenia, nawet gdy płód ma znaczne wady genetyczne i nie ma szansy na przeżycie, a z drugiej strony, jak już dziecko się urodzi to kościół otacza go opieką i tu dopiero zaczyna się prawdziwy horror.

Portal Wirtualna Polska ujawnił praktyki w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie pod Krakowem, prowadzonym przez siostry zakonne. Przebywają tam dzieci, które poddane są torturom fizycznym i psychicznym ku zadowoleniu siostrzyczek modlących się do Pana Jezusa. Dzieci są bite, wyzywane, a bywa, że przywiązywane do łóżek.

Co ciekawe to tę placówkę wychowawczą opisała wiele lat temu Kora Jackowska w swych wspomnieniach. Kora przebywała tam pięć lat. Opisywała jak siostry zakonne znęcały się nad dzieciarnią. Do normalnych praktyk należało bicie, wyzywane i smarowanie odchodami dzieci, które narobiły w majtki.

Minęło 60 lat od tych wydarzeń, gdy wokalistka Maanamu miała wątpliwą przyjemność doznać miłości od personelu Kościoła katolickiego.

Tradycja jak widać zobowiązuje i dalej mają tam miejsce niecne praktyki. Gdzie jest państwo polskie? Gdzie są urzędy sprawujące kontrolę nad tego typu placówkami?

Po ukazaniu się materiału w Wirtualnej Polsce kontrola wreszcie się zjawiła, a dwie najbardziej krewkie siostrzyczki mają postawione zarzuty prokuratorskie.

Myślę, że to nie jest odosobniony przypadek, bo takie ekstremalne zdarzenia w sierocińcach i domach pomocy prowadzonych przez osoby kościelne miały już miejsce, co opisała Justyna Kopińska w słynnej książce o siostrze Bernadettcie.

W Kanadzie sierocińce prowadzone przez lata pod nadzorem Kościoła katolickiego, były oazą patologii i pedofilii. Dzieci tam nie tylko bito, ale także masowo gwałcono i zabijano. Do dziś odkryto 2500 grobów zabitych dzieci w tych ośrodkach. I szukają dalej. Kanada wypłaca milionowe odszkodowania byłym pensjonariuszom tych sierocińców.
Uważam, że w Polsce Kościół też powinien płacić poszkodowanym za cierpienie i straty moralne. Powinien płacić, a państwo powinno trzymać dzieci możliwie z dala od takich placówek, bo jak widać to nie odosobnione przypadki, a smutna reguła.

Może gdyby jakiś kurator przeczytał książkę Kory, to takich przykrych sytuacji już by w przyszłości nie było.

Krzysztof Skiba

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Ile zarabiają nauczyciele? Jak w europejskich rankingach wypada polski nauczyciel

  2. 2

    PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”

  3. 3

    Dlaczego zapominamy, po co weszliśmy do pokoju? Roztargnienie, objaw demencji? A może świadome działanie mózgu?

  4. 4

    Poseł KO: Nawrocki zaproponował mi „wyjaśnienie sprawy na pięści” podczas posiedzenia komisji

  5. 5

    Modlitwa nad Trumpem w Gabinecie Owalnym, której nie da się odzobaczyć


Przeglądasz wpisy z tagu: Kościół katolicki


NASTĘPNA › Strona 1 z 17

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję