Korea Północna może wysłać Rosji nawet 50 tys. żołnierzy. Eksperci oceniają, co to zmieni na froncie

Danilo Bilek
Z Kijowa dochodzą informacje, że Rosja może rozmieścić na swoim terytorium od 30 do 50 tys. kolejnych żołnierzy z Korei Północnej. Moskwa coraz częściej korzysta także z północnokoreańskich pocisków balistycznych. Eksperci pytani przez Deutsche Welle nie spodziewają się jednak, by większe zaangażowanie Pjongjangu samo w sobie stało się punktem zwrotnym wojny.
Północnokoreańscy żołnierze walczyli już po stronie Rosji. Odegrali istotną rolę podczas walk w obwodzie kurskim, którego część wojska ukraińskie zajęły w 2024 roku. Według szacunków przywoływanych przez DW Korea Północna wysłała do Rosji kilkanaście tysięcy żołnierzy, a straty wśród nich były wysokie.
Nie ma pełnych oficjalnych danych dotyczących liczebności północnokoreańskiego kontyngentu. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył na początku sierpnia, że zapadła decyzja o rozmieszczeniu w Rosji od 30 do 50 tys. Koreańczyków z Północy.
Zełenski poinformował również o nowych dostawach północnokoreańskich pocisków balistycznych. Ostrzegł przy tym, że udział w wojnie pozwala Pjongjangowi zdobywać doświadczenie w prowadzeniu współczesnych działań zbrojnych oraz rozwijać własne systemy uzbrojenia. Jego zdaniem konsekwencje tej współpracy mogą być odczuwalne nie tylko w Ukrainie, ale również w Azji i regionie Pacyfiku.
Północnokoreańscy żołnierze mogą uwolnić rosyjskie siły
Ukraiński ekspert wojskowy Ołeksandr Kowałenko uważa, że istniejący północnokoreański kontyngent nadal pozostaje w obwodzie kurskim, a kolejne oddziały mogą zostać rozmieszczone w rosyjskim obwodzie woroneskim. Ich zadaniem miałaby być między innymi ochrona rosyjskich regionów przygranicznych w przypadku nasilenia walk.
– Siły te uwolnią oddziały rosyjskich wojsk okupacyjnych. Rosja będzie mogła wówczas rozmieścić około 15 tysięcy żołnierzy na liniach frontu wowczańskiego, charkowskiego, sumskiego, a nawet czernihowskiego – powiedział Kowałenko w rozmowie z DW.
Ekspert nie spodziewa się jednak, by północnokoreańscy żołnierze zostali skierowani bezpośrednio do walk na terytorium Ukrainy. Według niego Rosja chciała tego już podczas operacji w obwodzie kurskim, ale Pjongjang miał odmówić.
Podobnie sytuację ocenia rosyjski ekspert wojskowy Rusłan Lewijew, mieszkający obecnie w Stanach Zjednoczonych.
– Odzyskać zajęte terytorium Rosji to jedno, a zupełnie co innego być obecnym na uznanym przez społeczność międzynarodową terytorium Ukrainy i prowadzić tam agresywną wojnę. Dyplomatycznie rzecz ujmując, to dwie zupełnie różne sprawy – powiedział DW.
„Rosja wciąż ma wystarczająco dużo własnych sił”
Lewijew zaznacza jednocześnie, że nie widzi konkretnych dowodów na masową obecność nowych oddziałów północnokoreańskich w Rosji. Jego zdaniem Moskwa nadal dysponuje wystarczającą liczbą własnych żołnierzy, by prowadzić działania na froncie.
– Jeśli spojrzeć na obecną linię frontu, widać, że armia rosyjska znacznie zintensyfikowała aktywność od połowy lipca, co wyraźnie wskazuje na to, że wciąż dysponuje wystarczającą liczbą sił – ocenił.
Do podobnych wniosków prowadzą szacunki dotyczące rosyjskiej rekrutacji przygotowane przez ekonomistę Janisa Kluge z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa, SWP. Po słabszym pierwszym kwartale tempo zawierania kontraktów wojskowych ponownie wzrosło.
Według danych z rosyjskich budżetów regionalnych w drugim kwartale liczba nowych kontraktów wróciła do poziomu około tysiąca dziennie. Kluge zwraca jednak uwagę, że jednocześnie rosną koszty pozyskiwania nowych żołnierzy.
Pjongjang dostarcza Rosji rakiety balistyczne
Znacznie mniej wątpliwości budzi wykorzystanie przez Rosję północnokoreańskich pocisków balistycznych KN-23 i KN-24. Wołodymyr Zełenski poinformował, że Moskwa otrzymała kolejne dostawy tego rodzaju uzbrojenia.
Ukraińskie służby przekazały również informacje o północnokoreańskiej jednostce rakietowej rozmieszczanej w zachodniej części Rosji. Według ukraińskiego wywiadu może ona zostać wyposażona w sześć wyrzutni i nawet 120 pocisków balistycznych.
Północnokoreańskie rakiety były już używane przeciwko celom w Ukrainie. Zełenski mówił o ich zastosowaniu podczas ataku na Zaporoże. Wcześniej pocisk tego typu został również użyty podczas uderzenia w rejonie Krzywego Rogu, w którym zginęli członkowie jednej rodziny.
Ukraiński prezydent ocenia, że dalsze dostawy z Korei Północnej pokazują rosnące uzależnienie rosyjskiej armii od pomocy Pjongjangu. Nie wszyscy eksperci zgadzają się jednak z takim wnioskiem.
Rakiety jako „narzędzie terroru”
Ołeksandr Kowałenko uważa, że Rosja nadal jest w stanie produkować wystarczającą liczbę własnych pocisków balistycznych. Północnokoreańska broń pozwala jej jednak zwiększyć skalę ataków.
– Chcą wystrzelić ich jeszcze więcej, aby szerzyć jeszcze większy terror – powiedział ekspert.
Podobną ocenę przedstawia Jurij Fiodorow, rosyjski ekspert wojskowy przebywający na emigracji. Nazywa północnokoreańskie rakiety „narzędziem terroru”. Zwraca uwagę, że przypominają rosyjskie Iskandery, ale są od nich mniej precyzyjne.
– Bardzo trudno jest trafić północnokoreańskimi rakietami w stosunkowo mały cel – powiedział Fiodorow DW.
Jego zdaniem mniejsza precyzja nie stanowi przeszkody, gdy pociski są używane przeciwko rozległym obszarom miejskim.
Rusłan Lewijew wskazuje natomiast na jeszcze jeden czynnik. Pociski balistyczne odgrywają coraz większą rolę w rosyjskich atakach, ponieważ Ukraina ma ograniczoną liczbę rakiet przechwytujących przeznaczonych do systemów obrony powietrznej.
Według eksperta dla Władimira Putina ważne jest więc utrzymanie dodatkowego, pewnego źródła dostaw. Lewijew zauważa, że latem Rosja używała pocisków balistycznych znacznie intensywniej niż wcześniej. Jeżeli własne zapasy zaczną się kurczyć, rakiety z Korei Północnej mogą pozwolić Moskwie na utrzymanie tempa ataków.
Czy Korea Północna może zmienić przebieg wojny?
Eksperci pytani przez DW nie uważają, by ewentualne zwiększenie północnokoreańskiego zaangażowania samo w sobie doprowadziło do przełomu na froncie.
Amerykańska ekspertka ds. Korei Jenny Town ocenia, że moment, w którym pomoc Pjongjangu mogła zasadniczo zmienić zdolność Rosji do dalszego prowadzenia wojny, już minął. Jej zdaniem między oboma państwami powstała natomiast trwała współpraca, z której każda ze stron czerpie korzyści.
– Korea Północna i Rosja są partnerami w tej wojnie od lat, a partnerstwo to uległo zacieśnieniu – powiedziała Town.
Ołeksandr Kowałenko również nie spodziewa się rosyjskiego przełomu, ale z niepokojem patrzy na nadchodzące miesiące.
– Październik, listopad i grudzień mogą okazać się dla Ukrainy ciężką próbą – ocenił.
Ekspert wskazuje na możliwość połączenia kilku czynników: zwiększenia rosyjskich sił, wykorzystania wojsk północnokoreańskich do zabezpieczenia zaplecza oraz dalszego używania rakiet dostarczanych przez Pjongjang.
Jurij Fiodorow podkreśla, że dodatkowe wsparcie Korei Północnej nie musi przesądzić o wyniku wojny, ale zwiększa zasoby znajdujące się w dyspozycji Moskwy.
– To dodatkowe zasoby w rękach Rosji, dodatkowe siły zbrojne – podsumował.
Opracowanie: Darek Frach
Najczęściej czytane
-
1
Czy można złamać penisa? Jeśli tak, to w jakich okolicznościach może dojść do takiej kontuzji?
-
2
Nagość bez skrępowania. Dlaczego w Niemczech to nikogo nie dziwi?
-
3
Foteliki samochodowe w 2018 roku – co warto wiedzieć?
-
4
Krzysztof Skiba: Poglądy z gumy, władza z betonu: Jak PiS pokochał rosyjską narrację w imię sondaży
-
5
Krzysztof Skiba: Matoły historyczne