Sąd: Kancelaria Prezydenta musi rozpatrzyć wniosek o informacje o prezentach dla prezydenta
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał Kancelarii Prezydenta rozpatrzenie wniosku o informację publiczną dotyczącego spotkania prezydenta Karola Nawrockiego z Rafałem Brzoską i Omeną Mensah oraz ewentualnych prezentów związanych z tą wizytą. Wyrok z 23 stycznia 2026 r. jest nieprawomocny. Sprawę do sądu skierowała Sieć Obywatelska Watchdog Polska.
Z dostępnych dokumentów wynika, że organizacja wystąpiła do Kancelarii Prezydenta z wnioskiem 4 września 2025 r., pytając nie tylko o to, czy spotkanie rzeczywiście się odbyło, lecz także o jego charakter, listę uczestników, możliwe korzyści materialne oraz o to, czy w kancelarii powstały notatki, protokoły lub inne dokumenty. Wniosek był reakcją na doniesienia medialne o wizycie biznesmena w Pałacu Prezydenckim i o paczkach z upominkami dla prezydenta oraz jego rodziny. W części publicznej sprawy nie ma dziś potwierdzonej listy przedmiotów ani ich wartości.
W odpowiedzi z 18 września 2025 r. Kancelaria Prezydenta poinformowała Watchdog Polska, że „nie posiada informacji objętych zakresem żądania”. Jednocześnie kancelaria wskazała, że dane o spotkaniach można wiązać z kalendarzem prezydenta oraz z rejestrem wejść i wyjść, ale kalendarz ma mieć charakter dokumentu wewnętrznego, a rejestry wejść i wyjść status informacji niejawnej z klauzulą „zastrzeżone”. Pismo podpisał Tomasz Pilarski, radca prawny w Biurze Szefa Kancelarii.
Watchdog Polska uznał tę odpowiedź za niewystarczającą i złożył do sądu administracyjnego skargę na bezczynność. Według relacji „Rzeczpospolitej” Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał organizacji rację, wskazując, że szef Kancelarii Prezydenta jest podmiotem zobowiązanym do udostępniania informacji publicznej i że w sprawie doszło do bezczynności przy rozpatrywaniu wniosku. Na moment publikacji nie udało się potwierdzić w otwartych rejestrach pełnej treści uzasadnienia oraz sygnatury wyroku, dlatego wnioski co do jego szczegółowych przesłanek należy traktować ostrożnie.
Spór ma też wymiar praktyczny: bez jednoznacznie udostępnionych danych opinia publiczna nie ma możliwości zweryfikowania, czy i jakie korzyści przyjęli prezydent oraz jego bliscy w związku z wizytą wpływowego przedsiębiorcy. Równolegle w przestrzeni publicznej funkcjonują rozbieżne przekazy o skali upominków, od opisu „ponad 20 paczek” po wersję o trzech niewielkich przesyłkach z pamiątkami. Dopiero wykonanie wyroku i formalne rozpatrzenie wniosku pokaże, czy kancelaria ujawni informacje, odmówi ich udostępnienia w decyzji administracyjnej, czy też podejmie inne kroki procesowe.
DF, thefad.pl / Źródło: KPRP, Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, rp.pl
PiS sugeruje ryzyko niedoborów paliwa po eskalacji na Bliskim Wschodzie. ORLEN odpowiada: „to nieprawda”
PiS zasugerowało w mediach społecznościowych, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może szybko odbić się na sytuacji na polskich stacjach paliw. ORLEN odpowiada, że to przekaz nieprawdziwy, a rafinerie pracują normalnie i nie ma zakłóceń w dostawach surowca.
Niczego bardziej rosyjsko-propagandowego nie zobaczycie w tym tygodniu. A jest dopiero poniedziałek. Dla porządku: to całkowita nieprawda, nasze rafinerie pracują normalnie, dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń, mamy zdywersyfikowane źródła dostaw.
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
Wpis PiS był zbudowany wokół pytania „Czy zabraknie nam paliwa?” i tezy, że rosnące ceny ropy oraz nerwowe reakcje rynków mogą przełożyć się na krajowy rynek. Partia dołączyła grafikę z kolejką samochodów przed stacją, sugerując rosnące obawy społeczne i zarzucając rządowi bierność. Sam komunikat nie zawierał jednak danych o realnych brakach paliwa ani informacji o zakłóceniach w polskiej logistyce.
Biuro Prasowe ORLEN zareagowało ostro, nazywając przekaz „całkowitą nieprawdą” i podkreślając, że rafinerie pracują normalnie, a dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń. W osobnym wpisie spółka użyła sformułowania „STOP FAKE NEWS!” i zapewniła, że „zaopatrzenie w paliwa jest stabilne i niezakłócone”, łącząc dementi z apelem o „powstrzymanie się od populizmu i dezinformacji”. ORLEN wskazywał też na dywersyfikację kierunków i źródeł dostaw, kwestionując samą podstawę alarmistycznej narracji.
STOP FAKE NEWS! Jedyny kryzys paliwowy w Polsce, to ten wywołany przez Daniela Obajtka przed wyborami w 2023 roku. Apelujemy o elementarną odowedzialność za państwo i powstrzymanie się od populizmu i dezinformacji. Zapraszamy na stacje ORLEN do tankowania do pełna a przy pokazji…
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
W tym samym dniu ORLEN przekazał mediom dodatkowe zapewnienia dotyczące bezpieczeństwa dostaw. Według relacji opartej na informacji przekazanej Polskiej Agencji Prasowej, koncern nie identyfikuje na tym etapie zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw do Polski ani dla funkcjonowania rafinerii, wskazując m.in., że nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz oraz monitoruje rozwój sytuacji w regionie.
Kiedy cały dzień szerzysz rosyjską propagandę, ale nikt w nią nie wierzy. pic.twitter.com/RiyHor9oLQ
— Biuro Prasowe ORLEN (@b_prasoweORLEN) March 2, 2026
Polityczny spór rozgrywa się na tle gwałtownie pogarszającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie, która już wpływa na globalne nastroje rynkowe. Cieśnina Ormuz, kontrolująca wyjście z Zatoki Perskiej na otwarte wody, pozostaje jednym z kluczowych punktów światowego handlu ropą i paliwami, a jej destabilizacja tradycyjnie podbija premię ryzyka w cenach surowców. To jednak nie jest równoznaczne z automatycznym scenariuszem niedoborów na polskich stacjach..
DF, thefad.pl / Źródło: X
Krzysztof Skiba: Ta wojna nic nie zmieni. To tylko pompowanie ego cyrkowca z Białego Domu
Ta wojna absolutnie nic nie zmieni. Trump bawi się w Boga, ale jest groźniejszy dla Amerykanów i UE niż dla Iranu. Nie da się rakietami obalić reżimu w Teheranie.
To tylko pompowanie ego cyrkowca z Białego Domu. Ameryka musi się wyleczyć z tej durnej metody naprawiania świata poprzez zrzucanie czegoś groźnego z powietrza. Wiele lat temu amerykański pisarz Kurt Vonnegut, w jak zawsze ironicznym stylu, opisał amerykańską metodę prowadzenia polityki.
Ameryka grozi obcym krajom, zmusza je do zachowania się tak, jak ona chce, bo w przeciwnym wypadku zrzuci im coś z samolotów. I nie będzie to guma do żucia.
Próbowali wielokrotnie i nic z tego nie wyszło. A najlepszy przykład to Afganistan, gdzie po próbach zmian nastąpiły zmiany na gorsze i obecnie rządzą tam najbardziej radykalni talibowie.
Ta wojna jest lipą, zabawą starego, zdziwaczałego milionera, ale trupy i konsekwencje są niestety prawdziwe.
Amerykańska rakieta trafiła w szkołę dla dziewcząt w Minabie. Zginęło 57 dziewczynek. W Bahrajnie płoną biurowce, w Dubaju lotnisko. Świat pogrąża się w konflikcie.
Tymczasem Pomarańczowy Świr gra w golfa na Florydzie, a w przerwach na kawę pyta, czy świat już mu dziękuje. Krążą żarty, że to pierwsza wojna Rady Pokoju Trumpa.
I dobrze, że nie daliśmy się wciągnąć do tego osobliwego grona, choć pan Jarosław z Żoliborza usilnie naciskał i nawet twierdził, że Polska powinna wysupłać ten miliard dolców na wpisowe.
Trump z uśmiechem sprzedawcy pasty do zębów podaje, że zginęło kilku ważnych przywódców Iranu, w tym ajatollah Chamenei. Ma to już w swoim notesiku odfajkowane, jak zakup nowych kijów golfowych.
Ale to nie obali reżimu smutnych talibów. Będą następni. Demokracja przez rakiety. To jeszcze nigdzie się nie udało.
Krzysztof Skiba
„Chamenei nie żyje” – Trump i Izrael ogłaszają przełom, Iran odpowiada dementi
W sobotę 28 lutego 2026 roku światowe agencje odnotowały doniesienia, że ajatollah Ali Chamenei mógł zginąć w wyniku wspólnych uderzeń USA i Izraela na cele w Iranie. Reuters przekazał, że o śmierci Najwyższego Przywódcy mówi „wysoki rangą izraelski urzędnik”, a Donald Trump publicznie ogłosił to jako fakt. Teheran nie wydał jednak jednoznacznego, oficjalnego potwierdzenia, a w przekazach powiązanych z irańskim państwem pojawia się dementi.
Według depeszy Reutersa izraelskie źródło twierdzi, że Chamenei został zabity podczas nalotów wymierzonych w irańskie kierownictwo. W tle pojawiają się informacje o ciężkich zniszczeniach w rejonie kompleksu przywódcy w Teheranie. Reuters podkreśla zarazem, że nie było irańskiego potwierdzenia losu Chameneiego. Agencja przypomina podstawowe fakty: Chamenei ma 86 lat i stoi na czele Islamskiej Republiki od 1989 roku, gdy przejął funkcję po ajatollahu Ruhollahu Chomeinim. W systemie Iranu to właśnie Najwyższy Przywódca ma ostateczną kontrolę nad kluczowymi instytucjami politycznymi, wojskowymi i religijnymi.
Associated Press opisuje, że Donald Trump ogłosił śmierć Najwyższego Przywódcy w mediach społecznościowych, wiążąc ją bezpośrednio z operacją USA i Izraela. AP podkreśla jednak, że po stronie irańskiej nie pojawiło się natychmiastowe, weryfikowalne potwierdzenie, a irański minister spraw zagranicznych miał temu zaprzeczać. W depeszy AP pojawia się też kontekst szerszej eskalacji i odwetów, co w praktyce ogranicza możliwość niezależnego sprawdzenia kluczowych informacji z miejsca wydarzeń.
Niemal równolegle z deklaracjami o „zabiciu” przywódcy pojawiają się irańskie przekazy wprost temu zaprzeczające. Reuters w relacji bieżącej cytuje irańskie stanowisko, według którego Chamenei „dowodzi na polu”, co ma oznaczać, że żyje i kieruje działaniami. Ten sam ton pojawia się w informacjach podawanych przez media powiązane z irańskim państwem, na które powołują się zagraniczne redakcje.
Stawka: sukcesja i stabilność państwa w środku eskalacji
Jeśli doniesienia o śmierci Chameneiego zostałyby potwierdzone, natychmiast otworzyłby się temat sukcesji i tego, jak szybko Iran jest w stanie wypełnić lukę na szczycie władzy. Reuters przypomina, że formalnie następcę wybiera Zgromadzenie Ekspertów, czyli gremium duchownych, które w irańskim systemie ma kompetencję do wskazania Najwyższego Przywódcy. W praktyce wybór następcy zawsze wiąże się z układem sił w obozie konserwatywnym i z rolą aparatu bezpieczeństwa, a moment wojny dodatkowo podbija ryzyko tarć wewnętrznych.
DF, thefad.pl / Źródła: Reuters, Associated Press, The Guardian, Le Monde
Bateria w używanym elektryku: twarde dane z UK zderzają obawy z rzeczywistością
Niepewność dotycząca kondycji baterii jest jedną z najczęściej przywoływanych barier przy zakupie używanego samochodu elektrycznego. Nowe dane z Wielkiej Brytanii sugerują jednak, że przeciętny obraz jest spokojniejszy niż obiegowe obawy. Raport „Generational 2025 Battery Performance Index” wskazuje, że średnio badane pojazdy zachowały 95,15% pojemności w porównaniu ze stanem nowym.
„Generational 2025 Battery Performance Index” to branżowy raport przygotowany przez brytyjską firmę specjalizującą się w diagnostyce baterii. Dokument porządkuje wyniki pomiarów kondycji akumulatorów trakcyjnych w samochodach już eksploatowanych i ma służyć jako punkt odniesienia dla rynku wtórnego, operatorów flot oraz instytucji finansujących, które ryzyko muszą wyceniać na podstawie danych, nie na podstawie opowieści. Według autorów zestaw obejmuje ponad osiem tysięcy pomiarów wykonanych w 2025 roku i ma być największą tego typu analizą kondycji baterii na rynku brytyjskim.
Badanie obejmuje samochody w pełni elektryczne oraz hybrydy ładowane z gniazdka, zarówno osobowe, jak i lekkie dostawcze. W próbie znalazły się pojazdy 36 marek, od nowych do dwunastoletnich, z roczników 2013–2025. Zakres przebiegów rozciąga się od zera do ponad 160 tysięcy mil, czyli powyżej 257 tysięcy kilometrów, co pozwala porównać auta nowe, kilkuletnie i mocno eksploatowane w jednej siatce odniesienia.
W raporcie kondycja baterii jest wyrażana jako procent pojemności, jaką akumulator miał, gdy był nowy. To wskaźnik, który ma bezpośrednie przełożenie na praktyczną użyteczność auta, bo spadek pojemności oznacza mniej energii do dyspozycji, a w konsekwencji krótszy zasięg w porównywalnych warunkach. Autorzy podkreślają, że na rynku wtórnym problemem nie jest wyłącznie sama degradacja, lecz przede wszystkim brak porównywalnej informacji o stanie baterii w konkretnym egzemplarzu. W takiej sytuacji ceny i decyzje finansowe łatwo zaczynają opierać się na założeniach, a nie na parametrach.
Najbardziej wrażliwą grupą dla kupujących są auta starsze, bo to wokół nich narasta obawa o kosztowną naprawę. Raport podaje, że w grupie pojazdów w wieku 8–9 lat mediana pojemności wynosi około 85% wartości początkowej. Generational zestawia ten wynik z progami spotykanymi w gwarancjach producentów, wskazując, że granica około 70% bywa traktowana jako punkt odniesienia dla roszczeń związanych z degradacją. W takim ujęciu typowy wynik dla tej grupy wiekowej pozostaje zauważalnie powyżej poziomu, który na rynku uchodzi za problematyczny.
Przebieg nie jest prostym wyrokiem dla baterii
Raport zwraca uwagę na pułapkę intuicji, zgodnie z którą przebieg miałby automatycznie oznaczać słabą baterię. Według Generational pojazdy z przebiegami przekraczającymi 100 tysięcy mil często osiągają wyniki w przedziale od 88% do 95% pojemności względem stanu nowego. Autorzy sugerują, że większy wpływ na kondycję akumulatora mają sposób użytkowania i historia eksploatacji niż sama liczba przejechanych kilometrów. W praktyce oznacza to, że dwa auta o podobnym przebiegu mogą mieć różny stan baterii, a młodszy samochód intensywnie używany w przewidywalnych warunkach może wypadać lepiej niż starszy egzemplarz eksploatowany mniej, ale w sposób niekorzystny dla akumulatora.
Największe ryzyko kryje się w rozrzucie wyników
Z danych Generational wynika, że sama średnia potrafi ukryć to, co dla kupującego jest najistotniejsze: różnice między egzemplarzami rosną wraz z wiekiem auta. W grupie samochodów 4–5-letnich mediana kondycji baterii wynosi 93,53%, ale najsłabsze przypadki w tej grupie spadają do 80,76%. Wśród aut mających 8–12 lat mediana to 85,04%, a około co czwarte auto ma 82% lub mniej. To pokazuje, że ryzyko na rynku wtórnym nie bierze się z „masowej” degradacji, tylko z niewielkiej grupy wyraźnie słabszych aut, których bez pomiaru trudno nie odróżnić od reszty.
Jeśli stan baterii w danym aucie nie jest jasno udokumentowany, w wycenie pojawia się założenie na niekorzyść sprzedającego, bo kupujący i instytucje finansujące próbują zabezpieczyć się przed najgorszym scenariuszem. Raport opisuje tę dynamikę jako problem przejrzystości, który może ciążyć wartościom rezydualnym i spowalniać rozwój rynku wtórnego. Im większe różnice między egzemplarzami wraz z wiekiem, tym bardziej liczy się wiarygodny pomiar kondycji baterii w konkretnym samochodzie, a nie sam wiek i wskazanie licznika.
Generational zaznacza przy tym ograniczenie, o którym w dyskusji publicznej łatwo zapomnieć. To analiza pomiarów wykonanych klientom firmy w 2025 roku, a raport nie opisuje próby jako losowo dobranej reprezentacji całej floty elektryków w Wielkiej Brytanii. Wyniki mogą więc odzwierciedlać profil aut trafiających na badanie, na przykład w procesach odkupu, sprzedaży lub w zarządzaniu flotą. Z punktu widzenia rynku wtórnego materiał pozostaje użyteczny, bo dotyczy samochodów realnie krążących w transakcjach, ale nie powinien być traktowany jako pełny obraz „średniej krajowej” bez dodatkowych danych o doborze próby.
W praktyce raport przesuwa ciężar rozmowy o używanych elektrykach z pytania „czy bateria wytrzyma” na pytanie „w jakim stanie jest bateria w tym konkretnym egzemplarzu”.
Jeśli ktoś dziś szuka używanego elektryka, sama liczba kilometrów coraz mniej mówi o realnej kondycji auta. Warto więc prosić sprzedającego o wynik pomiaru kondycji baterii dla konkretnego egzemplarza, czyli informację, jaki procent pierwotnej pojemności pozostał w akumulatorze. To jeden z niewielu parametrów, które pozwalają zamienić ‘wyczucie’ na twardą podstawę do rozmowy o cenie.
DF, thefad.pl Źródło: „Generational 2025 Battery Performance Index – Industry Benchmark Report” (luty 2026)
Trump atakuje Roberta De Niro: „chory” „obłąkany” o „skrajnie niskim IQ”
Donald Trump opublikował 25 lutego 2026 roku wpis na Truth Social, w którym zaatakował demokratyczne kongresmenki Ilhan Omar i Rashidę Tlaib oraz aktora Roberta De Niro. Reuters relacjonował, że wpis pojawił się po spięciu w Kongresie podczas orędzia o stanie państwa, gdy Omar i Tlaib protestowały w trakcie wystąpienia prezydenta. „The Guardian” opisał, że w tej samej wypowiedzi Trump przeniósł atak także na De Niro, od lat publicznie krytykującego prezydenta.
Według Reutersa Trump nazwał dwie demokratyczne kongresmenki Ilhan Omar i Rashidę Tlaib „lunatyczkami”, a także użył wobec nich sformułowania „institutionalized”, sugerując, że powinny zostać przymusowo umieszczone w placówce psychiatrycznej. Agencja podała również, że Trump napisał o „odesłaniu ich tam, skąd przybyły”, mimo że obie są obywatelkami Stanów Zjednoczonych. Reuters odnotował krytyczne reakcje na te słowa, w tym wypowiedź lidera demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeema Jeffriesa oraz stanowisko organizacji Council on American-Islamic Relations.
„The Guardian” relacjonował, że w tym samym wpisie Trump zaatakował Roberta De Niro, podważając jego sprawność umysłową i inteligencję oraz wyśmiewając go. Dziennik podał, że Trump określił aktora jako „chorego” i „obłąkanego”, a także pisał o „skrajnie niskim IQ” i drwił z jego emocji. „The Guardian” łączył tę odpowiedź z ostatnimi wypowiedziami De Niro w mediach, w tym z rozmową w podcaście Nicolle Wallace, w której aktor nazwał Trumpa „idiotą” i mówił o potrzebie odsunięcia go od władzy.
W tle sporu pojawia się także wydarzenie „State of the Swamp”, zorganizowane w Waszyngtonie jako kontrprogram wobec orędzia. Materiał Reuters dokumentuje, że De Niro przemawiał tam 24 lutego 2026 roku w National Press Club, równolegle do wystąpienia Trumpa w Kongresie. „The Guardian” podawał, że aktor wzywał na tym spotkaniu do obywatelskiej mobilizacji i sprzeciwu wobec działań prezydenta.
DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, The Guardian
Gates przyznaje się do romansów i przeprasza za relacje z Epsteinem
Bill Gates podczas wewnętrznego spotkania z pracownikami Gates Foundation przepraszał za kontakty z Jeffreyem Epsteinem i mówił, że z jego strony nie doszło do niczego niezgodnego z prawem. Fundacja potwierdziła, że jej współzałożyciel odpowiadał na pytania zespołu i „wziął odpowiedzialność za swoje działania”. Sprawa wraca wraz z publikacją kolejnych pakietów dokumentów dotyczących Epsteina w Stanach Zjednoczonych.
Rzecznik Gates Foundation przekazał agencji Reuters, że Gates odniósł się do tematu podczas spotkania typu town hall, które odbyło się we wtorek 24 lutego. Fundacja zabrała głos po publikacji „Wall Street Journal”, który opisał przebieg rozmowy i wskazał, że redakcja analizowała jej nagranie. Z relacji wynika, że Gates przepraszał za utrzymywanie kontaktów z Epsteinem oraz za skutki tej decyzji dla osób z jego otoczenia. W tych samych doniesieniach pojawia się też jego deklaracja, że nie spędzał czasu z ofiarami Epsteina ani z kobietami z jego otoczenia.
W streszczeniach spotkania pojawia się również wątek życia prywatnego Gatesa. „Wall Street Journal”, cytowany przez Reutersa, napisał, że Gates przyznał się do dwóch romansów z Rosjankami i mówił, że Epstein później dowiedział się o tych relacjach. W tej samej relacji zaznaczono, że romanse nie dotyczyły osób określanych jako ofiary Epsteina. Gates Foundation nie opublikowała nagrania ani stenogramu spotkania i ograniczyła się do potwierdzenia, że do rozmowy doszło oraz że Gates odpowiadał na pytania pracowników.
Tłem sprawy jest proces ujawniania akt dotyczących Epsteina. Departament Sprawiedliwości USA informował pod koniec stycznia o publikacji ponad 3 milionów stron materiałów w ramach wdrażania przepisów dotyczących ujawniania dokumentów, a łączna produkcja w tym trybie ma sięgać około 3,5 miliona stron. Wraz z kolejnymi publikacjami do obiegu publicznego trafiają fragmenty korespondencji i notatek, co podtrzymuje zainteresowanie kontaktami Epsteina z osobami ze świata biznesu i filantropii. Reuters wskazywał, że wśród ujawnianych materiałów są dokumenty sugerujące spotkania Gatesa z Epsteinem po tym, gdy finansista odbył karę, a także fotografie, które — według relacji ze spotkania — Gates tłumaczył jako zdjęcia z asystentkami Epsteina robione po rozmowach.
Reuters informował 19 lutego, że Gates wycofał się w ostatniej chwili z wystąpienia programowego na India AI Impact Summit, co łączono z rosnącą uwagą wokół publikowanych akt. W tle pozostają wcześniejsze komunikaty Gates Foundation, że fundacja nie przekazywała Epsteinowi pieniędzy ani go nie zatrudniała. Na tym etapie w trybie hard news da się opisać przede wszystkim fakt spotkania w fundacji, treść oświadczenia rzecznika oraz to, jak największe redakcje streściły wypowiedzi Gatesa. Dalszy rozwój zależy od kolejnych publikacji akt i tego, jakie materiały zostaną udostępnione opinii publicznej.
DF, thefad.pl / Reuters,
„Dotarło, zakute łby?” – Donald Tusk nie gryzie się w sprawie SAFE i pieniądze dla zbrojeniówki
Donald Tusk opublikował nagranie ze Stalowej Woli, w którym w ostrych słowach uderzył w polityków PiS, broniąc unijnego instrumentu SAFE. W wideo, nagranym w hali Huty Stalowa Wola, mówi o miliardach złotych, które mają przełożyć się na zamówienia i inwestycje w polskim przemyśle obronnym. Jego wypowiedź, zakończona pytaniem „Dotarło, zakute łby?”, natychmiast wywołała polityczną odpowiedź opozycji.
W nagraniu Tusk odnosi się do argumentu opozycji, że środki z SAFE to w praktyce „pieniądze dla Niemców” i przedstawia go jako dezinformację lub manipulację polityczną. Premier akcentuje, że realnym beneficjentem mają być polskie zakłady, a Stalowa Wola ma być przykładem tego, jak instrument może zasilić krajową zbrojeniówkę. W tym kontekście pada deklaracja o „20 miliardach złotych” przypisywanych Hucie Stalowa Wola.
Dotarło, zakute łby? pic.twitter.com/4FroXZ7B9l
— Donald Tusk (@donaldtusk) February 23, 2026
Tusk wrócił do sprawy także podczas wystąpienia po spotkaniu z premierem Norwegii Jonasem Gahrem Støre, łącząc temat SAFE z tempem dozbrajania i rozwojem przemysłu obronnego w Polsce. W przekazie rządu instrument ma być sposobem na przyspieszenie zakupów i zwiększenie mocy produkcyjnych, a polskie firmy mają zyskać na skali zamówień. Spór dotyczy więc nie tylko pieniędzy, ale też tego, jak szybko państwo ma uruchamiać mechanizmy finansowania i w jaki sposób przekładać je na konkretną produkcję.
Opozycja odpowiada, że SAFE jest instrumentem pożyczkowym, a nie pulą bezzwrotnych grantów, i wskazuje na ryzyka związane z zadłużeniem oraz potencjalnymi warunkami politycznymi po stronie instytucji unijnych. W podobnym tonie wypowiadali się politycy PiS podczas wydarzeń w Stalowej Woli, budując przekaz o możliwym „nacisku” z Brukseli.
Z kolei Mateusz Morawiecki, reagując na słowa Tuska, przeniósł spór na historię Huty Stalowa Wola i oskarżył obecnego premiera o decyzje z przeszłości dotyczące zakładu.
Stalowa Wola stała się w tej historii symbolem, bo łączy dwa wątki, o które toczy się spór: bezpieczeństwo państwa i wielkie pieniądze dla przemysłu.
DF, thefad.pl / Źródło: TVN24
Zobacz końcową klasyfikację medalową zimowych IO 2026: Norwegia przed USA, Polska z czterema medalami
Największymi wygranymi zimowych igrzysk olimpijskich Milano Cortina 2026 są Norwegowie, zdobywając 18 złotych medali i łącznie 41 krążków. Drugie miejsce zajęły Stany Zjednoczone z 12 złotymi medalami i 33 w sumie. Na kolejnych pozycjach znalazły się m.in. Holandia oraz Włochy, które zakończyły igrzyska z identyczną liczbą złotych medali po 10.
Klasyfikacja medalowa na igrzyskach olimpijskich jest układana przede wszystkim według liczby złotych medali, a dopiero potem – w razie remisu – według srebrnych i brązowych. To dlatego suma wszystkich krążków nie zawsze przekłada się na wyższe miejsce w tabeli. W praktyce można mieć więcej medali ogółem, ale przegrać z rywalem, który częściej wygrywał konkurencje.
W czołówce Milano Cortina 2026 widać różne „profile” zdobywania podium. Japonia zakończyła igrzyska z 24 medalami, ale aż połowę z nich stanowiły brązy, co pokazuje szeroką obecność na podium przy mniejszej liczbie zwycięstw. Szwajcaria i Francja zdobyły po 23 medale, co utrzymało je w ścisłej grupie najlepszych, choć nie na samym szczycie.
Dla gospodarzy z Włoch bilans 10 złotych, 6 srebrnych i 14 brązowych medali oznacza łącznie 30 krążków i wyjątkowo szeroki rozrzut sukcesów w wielu dyscyplinach. Holandia, przy 20 medalach ogółem, miała ten sam dorobek złota, co podkreśla, jak silnie o miejscu decyduje pierwszy stopień podium. Tabela na koniec igrzysk zamyka więc nie tylko rywalizację o liczbę medali, ale też opowieść o tym, kto potrafił wygrywać najważniejsze starty.
Polska zakończyła igrzyska bez złotego medalu, ale z czterema krążkami: trzema srebrnymi i jednym brązowym. W ujęciu medalowym to wynik, który utrzymuje reprezentację w grupie państw wracających z Włoch z kilkoma miejscami na podium, ale w klasyfikacji „na złoto” nie pozwala przesunąć się w górę tabeli. To najkrótszy i najuczciwszy opis polskiego bilansu w końcowym zestawieniu.
W poprzednich zimowych igrzyskach, w Pekinie w 2022 roku, Polska zdobyła jeden medal, brązowy i zajęła 27. miejsce w końcowej klasyfikacji medalowej.
W dniu zamknięcia igrzysk tabela medalowa przestaje być żywym zapisem zmieniającym się po każdym finale, a staje się podsumowaniem całego cyklu przygotowań. Dla Norwegii to potwierdzenie dominacji w sportach zimowych, dla pozostałych ekip – punkt odniesienia przed kolejnymi czterema latami rywalizacji o to, kto częściej stanie na najwyższym stopniu podium.
| M. | Zdobywca medalu | 🥇 | 🥈 | 🥉 | 🏅 |
|---|
DF, thefad.pl
NASA ogłasza datę „powrotu na Księżyc”. Artemis II: pierwszy załogowy lot od pół wieku
NASA wyznaczyła 6 marca 2026 roku jako najwcześniejszy termin startu misji Artemis II, pierwszej od ponad pół wieku załogowej wyprawy w kierunku Księżyca. Wbrew hasłu o „powrocie na Księżyc” nie chodzi o lądowanie, lecz o lot wokół Księżyca i powrót na Ziemię. Agencja zastrzegła, że termin zależy od zakończenia prac na stanowisku startowym, analizy danych z testów i przeglądu gotowości do lotu.
Artemis II ma wystartować z Kennedy Space Center na Florydzie na rakiecie SLS, a załoga poleci kapsułą Orion. W misji wezmą udział astronauci NASA Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch oraz Jeremy Hansen z Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej. Lot ma potrwać około 10 dni i obejmować przelot po trajektorii prowadzącej na daleką stronę Księżyca oraz powrót na Ziemię. NASA podkreśla, że to etap sprawdzający systemy i procedury w głębokiej przestrzeni, zanim program przejdzie do prób lądowania.
Datę wskazano po zakończeniu drugiej „mokrej próbie generalnej”, czyli tankowania i symulacji odliczania z użyciem paliw kriogenicznych. Reuters i AP relacjonowały, że tym razem udało się przeprowadzić tankowanie bez problemów, które wcześniej zdominowały przygotowania, w tym bez wycieku wodoru zgłaszanego podczas wcześniejszego testu. NASA informowała też o przejściowej utracie łączności z infrastrukturą naziemną w trakcie prób, ale zespoły miały przełączyć się na rozwiązania zapasowe i wskazać sprzęt odpowiedzialny za incydent. W praktyce ogłoszony termin jest „celowany”, a nie gwarantowany, co w lotach załogowych oznacza, że ostateczną decyzję przesądzą wyniki przeglądu gotowości i stan systemów w dniach poprzedzających start.
Równolegle ruszyły procedury medyczne przed lotem. NASA podała, że 20 lutego astronauci weszli w kwarantannę w Houston, która ma ograniczyć ryzyko infekcji tuż przed startem. Według AP marcowe okno startowe jest krótkie i obejmuje pięć możliwych dni. Jeśli z przyczyn technicznych lub pogodowych start nie dojdzie do skutku, kolejna możliwość ma pojawić się dopiero pod koniec kwietnia. To dodatkowa presja na harmonogram, bo każda korekta terminu oznacza nie tylko logistykę na wyrzutni, ale też powrót do sekwencji przygotowań i testów.
Lądowanie pozostaje poza ogłoszoną datą
Artemis II nie jest misją lądowania i nie oznacza jeszcze powrotu ludzi na powierzchnię Księżyca. Na oficjalnej stronie misji Artemis III NASA utrzymuje horyzont startu „do 2028 roku”, a więc wciąż bez konkretnego dnia w kalendarzu. W tym sensie 6 marca jest datą przełomową głównie jako pierwszy twardy punkt w najbliższym etapie programu: ma pokazać, czy Orion i SLS są gotowe, by bezpiecznie zabrać ludzi w okolice Księżyca i sprowadzić ich z powrotem. Jeśli lot przebiegnie zgodnie z planem, NASA dostanie najważniejszy argument w dyskusji o Artemis — dowód w postaci misji, a nie kolejnej aktualizacji harmonogramu.
DF, thefad.pl / Źródło: NASA, Reuters, Associated Press, The Guardian









