Elektronika bez baterii: co naprawdę odkryli naukowcy

Czas czytania: 5 min
Geometryczny kryształ z liniami energii zasilającymi małe urządzenia IoT, symbolizujący badania nad elektroniką bez baterii
Badacze sprawdzają, jak specjalne materiały mogą przekształcać sygnały z otoczenia w użyteczny prąd dla małej elektroniki Fot. thefad.pl / AI

Elektronika bez baterii brzmi jak obietnica z przyszłości: czujniki, zegarki i małe chipy, których nie trzeba ładować ani podłączać do gniazdka. Nowe badanie międzynarodowego zespołu fizyków pokazuje, że taka wizja nie jest czystą fantazją, choć droga do niej pozostaje długa. Naukowcy lepiej zrozumieli, jak kontrolować zjawisko kwantowe, które może kiedyś pozwolić małym urządzeniom czerpać energię z otoczenia.

Chodzi o nieliniowy efekt Halla, znany jako NLHE. W największym uproszczeniu jest to zjawisko, w którym materiał może przekształcać sygnały przemienne w prąd stały, czyli taki, jakiego potrzebuje elektronika. To ważne, bo w naszym otoczeniu nieustannie obecne są słabe sygnały elektryczne i elektromagnetyczne: od transmisji bezprzewodowych po inne źródła energii rozproszonej. Gdyby dało się je skutecznie przechwytywać i zamieniać na użyteczną energię, część małych urządzeń mogłaby działać bez klasycznej baterii.

Nie oznacza to jednak, że jutro przestaniemy ładować telefony. Badanie nie opisuje gotowego smartfona, laptopa ani zegarka zasilanego wyłącznie energią z powietrza. To praca podstawowa, czyli taka, która wyjaśnia mechanizm fizyczny i pokazuje, jak można go kontrolować. Jej znaczenie polega na tym, że naukowcy robią krok od abstrakcyjnego efektu kwantowego w stronę możliwych zastosowań technologicznych.

Kwantowy skrót do prądu stałego

Zespół kierowany przez prof. Dongchena Qi z Queensland University of Technology oraz prof. Xiao Renshawa Wanga z Nanyang Technological University w Singapurze badał tellurek bizmutu, materiał o nietypowych właściwościach elektronowych. Naukowców interesowało, co dzieje się w jego wnętrzu, gdy pojawia się nieliniowy efekt Halla. Szczególnie ważne okazały się dwie rzeczy: mikroskopijne niedoskonałości materiału oraz drgania atomów w sieci krystalicznej.

To brzmi technicznie, ale sens odkrycia jest dość prosty. W idealnym świecie materiał zachowywałby się przewidywalnie, jak perfekcyjnie ułożona konstrukcja. W rzeczywistości każdy materiał ma drobne defekty, a jego atomy drgają. Zamiast traktować te cechy wyłącznie jako problem, badacze pokazali, że mogą one pomagać w sterowaniu efektem kwantowym.

Według QUT nieliniowy efekt Halla w badanym materiale pozostawał stabilny do temperatury pokojowej, co jest istotne z punktu widzenia praktycznych zastosowań. Zespół zauważył też, że temperatura wpływała zarówno na siłę, jak i kierunek wytwarzanego napięcia. Przy niższych temperaturach większą rolę odgrywały niedoskonałości materiału. Przy wyższych dominować zaczynały drgania sieci krystalicznej, a sygnał elektryczny mógł odwracać kierunek.

To właśnie ta kontrola jest najciekawsza. Jeśli badacze rozumieją, co decyduje o zachowaniu materiału, mogą w przyszłości projektować struktury lepiej dopasowane do konkretnych urządzeń. Innymi słowy: nie chodzi już tylko o obserwację dziwnego efektu, ale o próbę wykorzystania go jako narzędzia.

Bez baterii nie znaczy bez energii

Hasło „urządzenia bez baterii” łatwo rozpala wyobraźnię, ale wymaga dopowiedzenia. Takie urządzenia nie działałyby magicznie i nie tworzyłyby energii z niczego. Musiałyby ją pobierać z otoczenia, a następnie zamieniać na formę użyteczną dla elektroniki. To podejście znane jest jako pozyskiwanie energii z otoczenia.

Najbardziej realne zastosowania nie dotyczą dziś energochłonnych urządzeń, lecz małych sensorów, chipów, elementów internetu rzeczy czy technologii ubieralnych. Czujnik w budynku, opaska monitorująca podstawowe parametry albo mikroskopijny element systemu bezprzewodowego potrzebują znacznie mniej energii niż telefon. Dla takich urządzeń nawet niewielkie, stabilne źródło zasilania może mieć znaczenie.

W tym sensie odkrycie może być ważne, ale nie jest jeszcze przełomem konsumenckim. Nie ma dowodu, że technologia w obecnym kształcie nadaje się do masowej produkcji. Nie wiadomo też, jak wydajna byłaby w realnym środowisku, ile energii można byłoby w ten sposób uzyskać i jak łatwo dałoby się zintegrować taki materiał z elektroniką produkowaną na dużą skalę.

Dlatego ostrożniej mówić o możliwej przyszłości małych, samowystarczalnych urządzeń niż o końcu baterii. Rynek elektroniki nie zostanie wywrócony jednym eksperymentem. Może jednak stopniowo zmieniać się pod wpływem takich badań, zwłaszcza tam, gdzie wymiana baterii jest kosztowna, niewygodna albo niemożliwa.

Dlaczego to może mieć znaczenie

Jeśli podobne efekty uda się opanować i zastosować w praktyce, największą korzyścią może być nie efektowna wizja telefonu bez ładowarki, lecz cichsza rewolucja w małej elektronice. Miliardy czujników, znaczników, mikrochipów i urządzeń monitorujących wymagają zasilania. Część z nich działa w miejscach trudno dostępnych: w infrastrukturze, medycynie, przemyśle, rolnictwie albo inteligentnych budynkach.

Baterie są tam ograniczeniem. Trzeba je produkować, montować, wymieniać i utylizować. W małych urządzeniach często to właśnie zasilanie decyduje o rozmiarze, żywotności i koszcie całego systemu. Materiały, które pozwalałyby odzyskiwać choćby niewielkie ilości energii z otoczenia, mogłyby wydłużyć czas działania urządzeń albo zmniejszyć zależność od klasycznych ogniw.

Na razie jednak najuczciwszy wniosek brzmi: naukowcy nie pokazali gotowego świata bez baterii, lecz lepiej opisali jeden z mechanizmów, który może do takiego świata prowadzić. To różnica zasadnicza. Dobra nauka często nie zaczyna się od produktu na półce, ale od zrozumienia, dlaczego materiał zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej.

W tym przypadku stawką jest możliwość projektowania elektroniki, która potrzebuje mniej zewnętrznego zasilania i lepiej wykorzystuje energię już obecną wokół nas. Jeżeli ta ścieżka się sprawdzi, przyszłe urządzenia mogą stać się mniejsze, oszczędniejsze i mniej zależne od baterii. Ale zanim to nastąpi, efekt kwantowy musi przejść długą drogę: od kontrolowanego materiału w laboratorium do taniego, trwałego i powtarzalnego elementu elektroniki.

Źródło: Queensland University of Technology, ScienceDaily

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Maja Chwalińska w finale French Open. Martwiła się o hotel, teraz gra o 2,8 mln euro

  2. 2

    Chińskie auta rozpychają się w Europie. Kierowcy mogą na tym zyskać

  3. 3

    Adam Mazguła: Andrzej Zybertowicz – profesor PiS-u

  4. 4

    Dlaczego muzułmańskie kobiety zasłaniają twarz? Czy nikab to faktycznie wymóg religii?

  5. 5

    Start misji BepiColombo. Sonda leci zbadać Merkurego