Człowiek jako wersja przejściowa. Niepokojąca wizja przyszłości Elona Muska

Neuralink prowadzi już badania z udziałem ludzi, a Elon Musk od lat przekonuje, że człowiek musi połączyć się z maszyną, jeśli nie chce przegrać wyścigu ze sztuczną inteligencją. To nie jest już futurystyczna fantazja o odległej przyszłości. To projekt, który stawia jedno z najważniejszych pytań naszych czasów: czy człowiek ma pozostać sobą, czy stać się kolejną wersją technologii.
Czas czytania: 4 min
Profil twarzy człowieka w ciemnym świetle, którego jedna strona przechodzi w niebieską, świetlistą sieć neuronową symbolizującą sztuczną inteligencję i neurotechnologię.
Człowiek na granicy biologii i technologii. Symboliczna wizja przyszłości sztucznej inteligencji i neurotechnologii. Fot. thefad.pl

Neuralink, firma Elona Muska pracująca nad implantami łączącymi mózg z komputerem, prowadzi już badania z udziałem ludzi. Musk od lat przekonuje, że człowiek musi znaleźć sposób na bezpośrednie połączenie z technologią, jeśli nie chce zostać w tyle za sztuczną inteligencją. To brzmi jak science fiction, ale dzieje się naprawdę.

Przez lata Elon Musk kojarzył się przede wszystkim z samochodami Tesli, rakietami SpaceX, wizją wyprawy na Marsa i planem kolonizacji kosmosu. Dziś coraz wyraźniej widać, że kolejna część tej wizji dotyczy już nie odległych planet, lecz samego człowieka: jego ciała, umysłu i granicy między biologią a maszyną. W tej logice rozwój sztucznej inteligencji staje się wyścigiem, w którym człowiek nie może już polegać wyłącznie na biologii. Ma zyskać nowe narzędzie: bezpośrednie połączenie mózgu z komputerem..

Człowiek jako wersja przejściowa

Ben Tarnoff, współautor książki „Muskizm. Świat według Elona Muska”, mówi w rozmowie z Interią: wizja przyszłości Muska jest postludzka. Chodzi o świat, w którym granica między człowiekiem a technologią ma stopniowo zanikać, a biologiczne ograniczenia stają się problemem do technicznego rozwiązania.

Według Tarnoffa Musk nie tylko wierzy w coraz głębsze splecenie człowieka z technologią, ale chce ten proces przyspieszać przez cybernetyczne ulepszenia. Konsekwencje tej myśli są ogromne. Pytanie przestaje brzmieć: kiedy polecimy na Marsa. Brzmi: kim będziemy, zanim tam dotrzemy.

Czip w mózgu jako obietnica i ostrzeżenie

Neuralink przedstawia swoją technologię przede wszystkim jako projekt medyczny. Pierwsze badania z udziałem ludzi mają pomóc osobom z paraliżem sterować komputerem za pomocą sygnałów z mózgu. Dla kogoś, kto stracił możliwość poruszania się, taki implant może oznaczać odzyskanie części samodzielności.

Neurotechnologia może pomagać ludziom, którzy stracili kontrolę nad własnym ciałem. Jednocześnie otwiera pytania, na które nie ma jeszcze prostych odpowiedzi: kto będzie właścicielem danych z mózgu, gdzie przebiega granica ulepszania człowieka i czy technologia przedstawiana dziś jako dobrowolna kiedyś nie stanie się społecznym lub zawodowym przymusem.

Niepokój budzi nie tylko sam implant, ale także sposób myślenia, który za nim stoi. Jeśli człowiek ma rywalizować ze sztuczną inteligencją, ograniczenia ciała i umysłu zaczynają być traktowane jak problem do rozwiązania. W świecie Muska takie problemy rozwiązuje się przez technologię, skalę i eksperyment.

Obietnica wolności, która może oznaczać zależność

Projekty Muska często zaczynają się od obietnicy uwolnienia człowieka od kolejnego ograniczenia. Tesla miała zmniejszyć zależność od paliw kopalnych. SpaceX ma uniezależnić ludzkość od jednej planety. Starlink daje dostęp do internetu tam, gdzie nie dociera tradycyjna infrastruktura. Neuralink wpisuje się w ten sam sposób myślenia: technologia ma przesunąć granice tego, co może ludzkie ciało.

Każda z tych obietnic tworzy jednak nową zależność. Od prywatnej infrastruktury, zamkniętych systemów i firm, które nie pochodzą z demokratycznego wyboru, ale coraz częściej wpływają na komunikację, transport, wojsko i dostęp do internetu. W przypadku Neuralinku ta zależność może sięgnąć jeszcze głębiej: relacji człowieka z własnym mózgiem.

„Muskizm” nie sprowadza się więc do fascynacji ekscentrycznym miliarderem. To opis świata, w którym jeden prywatny przedsiębiorca jednocześnie rozwija samochody elektryczne, rakiety, satelity, modele sztucznej inteligencji, platformę społecznościową i implanty mózgowe. Każdy z tych projektów można analizować osobno. Razem pokazują ambicję budowania infrastruktury, od której coraz bardziej zależy codzienne życie.

Największy eksperyment nie dzieje się w kosmosie

Najbardziej widowiskowe pozostają starty rakiet, ale najważniejsza zmiana może dokonywać się w infrastrukturze codziennego życia: telefonach, samochodach, sieciach społecznościowych, systemach płatności, satelitach i laboratoriach neurotechnologicznych.

Musk nie jest jedynym człowiekiem pchającym świat w stronę coraz głębszego połączenia ludzi z technologią. Jest jednak jego najbardziej spektakularnym symbolem. Potrafi zamienić projekt inżynieryjny w mit, a mit w kapitał, wpływy i polityczną siłę. Dlatego jego wizja przyszłości ma znaczenie nawet dla tych, którzy nigdy nie kupią Tesli, nie polecą w kosmos i nie będą chcieli implantu w mózgu. Stawką jest pytanie, czy w pogoni za przetrwaniem i wydajnością nie zaczniemy traktować człowieka jak niedoskonałego prototypu, który trzeba stale ulepszać.

Źródło: Neuralink, ClinicalTrials.gov, The Guardian, Financial Times.

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Urodzinowy kabaret u Trumpa. Kto wyskoczy z tortu?

  2. 2

    Ciągle krytykujesz innych? To może mówić więcej o tobie niż o nich

  3. 3

    Prawo jazdy po 65. roku życia. UE zmienia przepisy

  4. 4

    Polska ma zapłacić Pfizerowi ponad 5,6 mld zł i odebrać 64 mln dawek szczepionek

  5. 5

    Rozmiar się nie liczy? – zestawienie wielkości męskiego członka z różnych krajów świata