Szukaj w serwisie

×
21 października 2017

Rodzina mężczyzny ktory podpalił się na Placu Defilad, przerywa milczenie

Rodzina mężczyzny z Niepołomnic, który dokonał aktu samopodpalenia 19 października na warszawskim Placu Defilad, to inteligentni i wykształceni ludzie.

On sam studiował chemię ze specjalizacją z chemii teoretycznej. Współpracował z samorządami i organizacjami pozarządowymi, prowadził szkolenia.

Żona aptekarka a dwoje dorosłych już dzieci doktoranci - córka na akademii sztuk pięknych, a syn na wydziale telekomunikacji.

Nie chcą podawać swoich danych, choć mają świadomość, że nie mają szan na zachowanie anonimowości.

54 latek nie angażował się jak mówi żona w działalność opozycyją . Nie chodził na manifestacje, nie należał do KOD-u ani innych organizacji.

Manifest stworzył sam.

Najbardziej boją się, jak mówią w wywiadzie dla oko.press, że media i politycy pokażą go jako wariata i umniejszą jego motywację.

Stan mężczyzny jest ciężki, duży procent skóry został spalony. Zagrożone są podstawowe funkcje życiowe. Może nie przeżyć.

Decyzja o podpaleniu się, nie była gwałtowna. Z relacji rodziny wynika że raczej przygotowywał się do niej od dłuższego czasu. Musiał przecież napisać treść listu- apelu w którym wyjawił powód swojego działania. Napisał listy pożegnalne do rodziny. Najprawdopodobniej na internetowej aukcji kupił megafon.

Rodzinę poinformował że wybiera się do Warszawy na szkolenie, co zdarzało się od czasu do czasu jak mówi syn, w związku z czym nie było dla nikogo zaskoczeniem.

W dniu, w którym dokonał samopodpalenia, wysłał do najbliższych smsy, które mogły sugerować próbę samobójczą.

Raczej chciał pozostać anonimowy. Dokumenty tożsamości pozostawił w domu, a prawo jazdy które było mu potrzebne podczas podróży do Warszawy, zniszczył.

Syn zastanawia się nad podobieństwem, czynu ojca z postacią z "Małej apokalipsy" Tadeusza Konwickiego (którego ojciec czytał), a której bohater dokonał aktu samospalenia właśnie przed Pałacem Kultury.

Na pewno chciał, aby jego czyn - protest, został zauważony, ale żeby miał czas na doprowadzenie go do końca. W innym miejscu na przykład przed Sejmem nie byłoby to możliwe, ze względu na dużą ilość policji.

Jest spokojnym człowiekiem, dlatego gwałtowność sposobu jak wybrał aby zamanifestować swój sprzeciw wobec działań obecnie rządzących, dla rodziny jest niezrozumiały.

Żona zastanawia się, jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? "Jak bardzo przepełniła się ta czara… Często mówił, że jest rozżalony, bezsilny".

Wdług relacji rodziny, mężczyzna od 8 lat zmaga się z depresją. Ale jak mówią jego czyn nie miał z tym związku, to nie był odruch szaleńca. Leczył się w Krakowie u najlepszych lekarzy, regularnie był na wizytach. Falowało, były okresy remisji, ostatnio się pogorszyło. Ale to nie jest choroba dwubiegunowa, tylko depresja endogenna.

Najbliższym trudno się pogodzić z decyzją męża i ojca. Jak mówią, obawiają się, że ten akt desperacji też nie da ludziom do myślenia. Ale granice zostały przekroczone i ja się z nim zgadzam - mówi żona.

Całą rozmowę przeprowadzoną na życzenie członków rodziny z oko.press przeczytacie Tutaj.

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję