Maja Chwalińska w finale French Open. Martwiła się o hotel, teraz gra o 2,8 mln euro
Maja Chwalińska pokonała w półfinale French Open rozstawioną z numerem 25. Dianę Sznajder 7:6(4), 6:4 i awansowała do pierwszego wielkoszlemowego finału w karierze. Do Paryża przyjechała jako kwalifikantka, poza pierwszą setką rankingu i bez wcześniejszego występu w tej fazie turnieju tej rangi. W sobotę zagra o tytuł z Mirrą Andriejewą.
Polka wygrała w Paryżu dziewięć meczów, trzy w kwalifikacjach i sześć w turnieju głównym. Oficjalny serwis Roland Garros podał, że została pierwszą kwalifikantką w historii, która dotarła do finału singla na paryskich kortach. WTA wskazuje, że przed turniejem była notowana na 114. miejscu, a po awansie do finału jest blisko debiutu w najlepszej dwudziestce rankingu.
Ten wynik zmieni jej sportową i finansową sytuację. Finalistka Roland Garros ma zapewnione 1,4 mln euro nagrody, a zwyciężczyni otrzyma 2,8 mln euro. Jeszcze kilka dni wcześniej jednym z tematów wokół Chwalińskiej był jednak dalszy pobyt w Paryżu i koszty hotelu.
Hotel, którego nie planowano na tak długo
Po jednym z wcześniejszych zwycięstw Chwalińska została zapytana o przedłużający się pobyt w Paryżu. Odpowiedziała, że ma nadzieję, iż wystarczy jej pieniędzy, bo nagrody z turnieju nie są przelewane od razu. Na jej słowa zareagowała firma Oshee, która poinformowała, że zajmie się rezerwacją noclegu dla tenisistki i jej bliskich.
Kilka dni później ta sama firma ogłosiła rozpoczęcie współpracy z Chwalińską. Logo Oshee pojawiło się na jej koszulce podczas turnieju, co odnotowały polskie media sportowe. To szczegół, który dobrze pokazuje tempo, w jakim jeden wynik w Wielkim Szlemie może zmienić pozycję zawodniczki wobec sponsorów.
Wątek stroju Chwalińskiej również stał się częścią opowieści o jej paryskim występie. Eksperci od marketingu sportowego zwracali uwagę, że elementy jej wyposażenia pochodziły od różnych producentów. Wskazywali przy tym, że sukces w Paryżu może otworzyć jej drogę do stałej współpracy z partnerem technicznym.
Tak wygląda tenis poza pierwszym planem. Zawodnik nie otrzymuje co miesiąc klubowej pensji. Sam finansuje podróże, noclegi, sprzęt, przygotowanie fizyczne, fizjoterapię, trenera i leczenie urazów. Jeśli jest poza ścisłą czołówką, część tych wydatków zależy od tego, czy uda się wygrać kilka meczów w odpowiednim momencie sezonu.
Jeden turniej może opłacić sezon
Dla tenisistek i tenisistów z dalszych miejsc rankingu awans do głównej drabinki Wielkiego Szlema ma znaczenie większe niż sam prestiż. W Roland Garros zawodniczka odpadająca w pierwszej rundzie singla otrzymuje 87 tys. euro. W kwalifikacjach nagrody są niższe i wynoszą od 24 tys. do 48 tys. euro, zależnie od rundy.
Chwalińska zaczęła paryski turniej właśnie od kwalifikacji. Musiała wygrać trzy mecze, zanim znalazła się w głównej drabince. Dopiero potem przyszły zwycięstwa, które dały jej awans do finału i punkty rankingowe zmieniające pozycję na całe kolejne miesiące.
Podobne realia opisywali w ostatnich dniach inni zawodnicy. Brytyjska tenisistka Francesca Jones mówiła BBC Sport, że trudno wyjść na zero, jeśli nie jest się w okolicach pierwszej siedemdziesiątki piątki rankingu. Niemka Anna Lena Friedsam szacowała, że potrzebuje około 300 tys. funtów rocznie, aby pokryć koszty sezonu. Gdy zarabia mniej, jedzie na kolejny turniej bez trenera.
Brytyjczyk Toby Samuel po przejściu kwalifikacji i pierwszym awansie do głównej drabinki Wielkiego Szlema w Paryżu zarobił około 75 tys. funtów. Mówił, że taka kwota pozwala sfinansować dalszą część sezonu i utrzymać zespół. W tym modelu jeden turniej wpływa nie tylko na ranking, ale także na skład sztabu, plan startów i warunki przygotowań.
Podróże, pokoje, sztab
Niżej notowani zawodnicy ograniczają koszty na wiele sposobów. Podróżują samotnie, latają klasą ekonomiczną, dzielą pokoje, wybierają tańsze hotele i rezygnują z części zaplecza. Australijczyk Tristan Schoolkate mówił BBC Sport, że klasę biznes rozważa tylko w wyjątkowych sytuacjach, bo za droższe bilety płaci z własnej kieszeni.
Australijczyk Rinky Hijikata wspominał, że na wcześniejszym etapie kariery oszczędzał nawet na pełnowartościowych posiłkach. BBC przypomniało też historię Brytyjczyka Billy’ego Harrisa, który przez trzy i pół roku podróżował po turniejach, śpiąc w samochodzie dostawczym. Miał łóżko z tyłu auta, gotował przy drodze i nocował na parkingach.
Takie przykłady nie oznaczają, że wszyscy zawodnicy spoza czołówki są w identycznej sytuacji. Różnią się kontrakty sponsorskie, wsparcie krajowych federacji, koszty podróży, miejsce treningów i indywidualne potrzeby zdrowotne. Stały pozostaje jednak mechanizm: im niższy ranking i im mniej startów w największych turniejach, tym trudniej utrzymać pełne profesjonalne zaplecze.
Maja Chwalińska w Paryżu stała się przykładem tej zależności. Jeszcze przed turniejem jej celem było przebicie się przez kwalifikacje i poprawa pozycji rankingowej. Po półfinale oficjalny serwis Roland Garros pisał już o jej pierwszym finale Wielkiego Szlema i meczu z ósmą rozstawioną Mirrą Andriejewą o Coupe Suzanne Lenglen.
Spór o pieniądze wrócił podczas French Open
Sukces Chwalińskiej zbiegł się z protestem części czołowych tenisistów podczas French Open. Zawodnicy ograniczyli obowiązki medialne, domagając się zmian w sposobie dzielenia przychodów z turniejów wielkoszlemowych. Według relacji z Paryża obecnie Wielkie Szlemy przeznaczają na nagrody około 15 proc. przychodów, a postulowany poziom to około 22 proc. do 2030 r.
Wśród zawodników popierających działania wymieniano między innymi Arynę Sabalenkę, Jannika Sinnera, Coco Gauff i Igę Świątek. Sabalenka podkreślała, że chodzi nie tylko o najlepiej zarabiających, lecz także o niżej notowanych graczy, zawodników wracających po kontuzjach i tych, którzy próbują utrzymać się w zawodowym tourze.
Organizatorzy Wielkich Szlemów wskazują, że pule nagród rosną, a przychody są przeznaczane także na infrastrukturę, bezpieczeństwo, obsługę turniejów i rozwój obiektów. French Tennis Federation po rozmowach z przedstawicielami zawodników zapowiedziała przygotowanie propozycji dotyczących nagród, warunków pracy i reprezentacji graczy.
Spór o nagrody jest częścią szerszej debaty o zawodowym tenisie. W 2025 r. Professional Tennis Players Association podjęła działania prawne przeciwko władzom dyscypliny, zarzucając im między innymi praktyki antykonkurencyjne i niewystarczającą troskę o dobrostan zawodników. ATP i WTA odrzuciły te zarzuty.
Finał Mai Chwalińskiej nie zmienia sam w sobie całego systemu. Pokazuje jednak, jak duża jest różnica między tenisowym szczytem a drogą, którą trzeba pokonać, zanim zawodniczka zacznie regularnie korzystać z pieniędzy, zaplecza i uwagi sponsorów. W tej drodze hotel, koszulka, trener i bilet lotniczy nie są detalami. Są częścią codziennego budżetu, który w zawodowym tenisie często zależy od jednego dobrego turnieju.
Źródło: Roland Garros, WTA, Reuters, BBC Sport
Opracowanie: Darek Frach
Najczęściej czytane
-
1
Trump na Wyspach atakuje premier May za jej strategię brexitu i stwierdza, że „Johnson byłby świetnym premierem”
-
2
Roman Giertych: Dlaczego PiS, pomimo afer, nieudolności, korupcji nadal ma ponad 30% poparcia?
-
3
Turcja. Wyborczy finisz: Erdogan kontra Kilicdaroglu. Kto wygra w niedzielę?
-
4
Radek Wiśniewski: Do jadącej porannym pociągiem dziewczyny z klasy mundurowej
-
5
Adam Mazguła: Producent jadu