Skiba: Na szczęście ostatni już raz musieliśmy się męczyć słuchając teatralnych wynurzeń prezydenta Dudy

W najnowszym felietonie Krzysztof Skiba bezlitośnie punktuje oratorski teatr prezydenta Dudy – od groteskowych pauz po kabaretowy ton. Czy to jeszcze przemówienie, czy już aktorski występ? Satyra ostrzejsza niż ostry cień mgły.
Czas czytania: 4 min
Fot. screen shot, youtube
Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Na szczęście ostatni już raz musieliśmy się męczyć słuchając teatralnych wynurzeń prezydenta Dudy z okazji Święta Konstytucji 3 maja. Jak zwykle Duduś wykorzystał swoje wystąpienie do partyjnych bredni, a nie do łączenia Polaków. Nikt po tym prezydenckim spektaklu nie poczuł się dumny, że jest Polakiem. Po raz kolejny mogliśmy podziwiać żenujące chwyty teatralne, którymi posługuje się ten komediowy aktor

Krzysztof Skiba w swojej satyrycznej recenzji przemówienia prezydenta Dudy z okazji Święta Konstytucji 3 maja serwuje czytelnikowi ostry koktajl ironii, przesady i politycznego szyderstwa. Nie bawi się w subtelności – tnie równo, wyśmiewając teatralność Dudy, jego „pauzy mutantów” i rzekomą nieudolność. Każde zdanie to pstryczek w nos, a prezydent jawi się jako karykatura wodza, który zamiast łączyć – dzieli, a zamiast powagi – oferuje farsę.

Skiba trafnie punktuje absurdalność gestów i oratorskich póz, które w nadmiarze stają się autoparodią. Wyliczanka prezydenckich grzechów – od łamania konstytucji po kabaretowe bon moty – buduje obraz nie prezydenta, lecz performera. Ot, satyra na poziomie solidnego kabaretu: rozbawi, zirytuje, ale nie pozostawi obojętnym.

Poniżej publikujemy pełny tekst Krzysztofa Skiby w oryginalnej wersji.

Na szczęście ostatni już raz musieliśmy się męczyć słuchając teatralnych wynurzeń prezydenta Dudy

Na szczęście ostatni już raz musieliśmy się męczyć, słuchając teatralnych wynurzeń prezydenta Dudy z okazji Święta Konstytucji 3 maja.

Jak zwykle przy takich ważnych rocznicach, Duduś wykorzystał swoje wystąpienie do partyjnych bredni, a nie do łączenia Polaków. Nikt po tym prezydenckim spektaklu nie poczuł się dumny, że jest Polakiem, ale za to wszyscy mogli poczuć się przestraszeni, że rządzi Tusk. Fajne jak ptasia kupa na masce czystego samochodu.

Po raz kolejny mogliśmy podziwiać żenujące chwyty teatralne, którymi posługuje się ten komediowy aktor. W zasobie jego tanich chwytów, takich jak podnoszenie głosu, robienie pseudopoważnej i groźnej miny, podnoszenie podbródka do góry niczym włoski dyktator, są też długie przerwy między wypowiadanymi zdaniami.
I nad tymi pauzami w mowach prezydenckich chciałbym się trochę zatrzymać. Pauza to zawsze ważny element monologu aktorskiego. Należy jednak wiedzieć, jak i w którym miejscu ją stosować.

Przekombinowanie z pauzą lub jej nadużywanie może dać efekt odwrotny, czyli komiczny. Bo pauza zwykle służy temu, aby wygłaszany tekst nabrał powagi i dostojności.

Niestety, w wypadku aktora Dudiego szastanie pauzami, doprowadzone wręcz do zabawnego absurdu, powoduje, że słuchacz nabiera pewności, iż ma do czynienia z mutantem, osobą opóźnioną w rozwoju i nie w pełni władz umysłowych.

Istnieją dwie teorie dotyczące prezydenckich przerw w przemówieniach publicznych. Pierwsza mówi o tym, że pauza jest po to, bo Jędruś zastanawia się, co sam przed chwilą powiedział. Druga sugeruje, że to „cytaty z Agaty”, bo małżonka milczy permanentnie i milczenie to jej znak rozpoznawczy.

Myślę, że ciągle uczący się prezydent Duda do końca swojej kadencji nie opanował umiejętności robienia sensownych przerw we własnych przemówieniach. Strzela nimi jak z karabinu maszynowego, co przynosi jedynie wiadomy efekt komediowy zamiast uroczystej zadumy.

Cała jego dziesięcioletnia kadencja zostanie zapamiętana jako wielka PRZERWA dla Polski. Można było w tym czasie zrobić jako prezydent coś sensownego. Niestety, zapamiętamy tylko trzynaście wstydliwych decyzji prezydenta łamiących konstytucję (tak wyliczyli prawnicy), infantylne rapowanie o ostrym cieniu mgły, dyspozycyjność partyjną i pomocnictwo Kaczorowi w rozbijaniu wspólnoty narodowej, dialogi z Leśnym Ruchadłem, olanie Frankowiczów, którym w kampanii obiecał pomoc, blokowanie ustawy o mowie nienawiści (bo hejt się prezydentowi bardzo podoba i jest składnią gniazda szerszeni z Nowogrodzkiej) oraz haniebny cytat na poziomie żulerki prawicowej: „LGBT to nie ludzie, to ideologia”.

Tak, Andrzej Duda powinien mieć pseudonim jak rdzenni Amerykanie w hollywoodzkich westernach – czyli Wódz Plemienia Wielka Pauza. W myśleniu.

Krzysztof Skiba

opr. DF, thefad.pl

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Czarnobyl po 40 latach. Powrót do miasta widma

  2. 2

    „Cud w Polsce”. Świat odkrył historię Mai. Łatwogang zebrał ponad 250 milionów złotych

  3. 3

    Oświadczenie zespołu Big Cyc w związku z bezprawnym wykorzystaniem utworu przez TVP Info

  4. 4

    Wstrząsające zdjęcia, które długo pozostaną w pamięci

  5. 5

    Ks. Stanisław Walczak do Beaty Mazurek: Swoim „ćwierkaniem” przemieniła Pani żałobę w walkę z porządnymi, uczciwymi ludźmi, w odwet, w zemstę…