Szukaj w serwisie

×
10 lutego 2018

Dariusz Stokwiszewski: Dlaczego nie wyciągamy wniosków z przeszłości?!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

W sumie, w okresie od 1945 roku do końca XX wieku, w wyniku wypowiedzianych oraz niewypowiedzianych wojen i konfliktów zbrojnych, zginęło na całym świecie niemal 190 milionów osób

 

Wiek XX był okresem, w którym świat dotknęły dwa największe kataklizmy w dziejach: pierwsza i druga wojny światowe. Podczas tej, najbardziej krwawej epoki, tylko w I wojnie śmierć poniosło ponad 15 mln ludzi (8,5 mln żołnierzy i 6,6 mln cywilów), w drugiej, ilość ta uległa zwiększeniu do 17,5 mln żołnierzy i 39 mln cywilów, po obu stronach konfliktu. Łączna ilość ofiar tej najstraszniejszej (II) wojny światowej to 56 milionów ludzi.

Poza tymi, dwoma największymi konfliktami, świat przeżył również kilkanaście innych mniejszych, z których każdy kosztował życie kolejnych milionów — w większości niczemu niewinnych ludzi. W sumie, w okresie od 1945 roku do końca XX wieku, w wyniku wypowiedzianych oraz niewypowiedzianych wojen i konfliktów zbrojnych, zginęło na całym świecie niemal 190 milionów osób.

Wielu badaczy przyjmuje te liczby, jako szacunkowe ze względu na brak dostępnych oraz wiarygodnych danych źródłowych. Czasem natomiast, jak w przypadku większości państw Trzeciego Świata będącego areną najkrwawszych wojen, statystyk nie prowadzi się wcale, stąd jeszcze trudniej o w pełni wiarygodne dane.

Gdy na przełomie lat 80. i 90. XX w. pojawiła się pewna szansa na to, że świat stanie się normalny, nadzieja zaczęła wkraczać w serca ludzi na całym globie. Nie była ona może tak wielka w regionach takich jak Afryka, Bliski Wschód, Azja i Ameryka Południowa, które od zawsze (bez względu na to, co działo się u nas) nękane były konfliktami. Większość z państw, o których tu mowa (zwłaszcza te z „czarnego lądu”) nigdy nikogo tak naprawdę nie interesowały, a jeśli, to jedynie w kontekście wykorzystania ich taniej i niewolniczo traktowanej siły roboczej, której były rezerwuarem.

Inaczej ta sytuacja wyglądała na Zachodzie i w państwach środkowo – europejskich, które po zakończeniu zimnej wojny zyskały szanse na pozytywną zmianę, a więc dużo lepszą i pewniejszą przyszłość. Tak widział to Francis Fukuyama — autor, jak się miało wkrótce okazać — mocno kontrowersyjnej i niezbyt trafnej tezy o „końcu historii” i zaniku zagrożeń. Uznał on, że lata 90. XX wieku, nie tylko nie przyniosły nowych niebezpieczeństw, ale miały wiele zmienić na lepsze, co oczywista odnosiło się głównie do rozpadu bipolarnego świata, w tym upadku komunizmu.

Czy były już wówczas uzasadnione podstawy do tak wielkiego optymizmu? Być może, ale głównie z uwagi na takie właśnie oczekiwania ludzi. Dziś, z perspektywy niemal trzech dekad wiemy, że optymizm Fukuyamy był bardziej życzeniowy, niż realnie uzasadniony. Dał jednak pewien asumpt do pogłębionych studiów nad bezpieczeństwem i przyszłością świata. Tak czy inaczej, autorowi „Końca historii” trzeba oddać należny mu szacunek, za odwagę, w prezentowaniu tak śmiałych tez.

Jako uzasadnienie takiego punktu widzenia dodać by można i to, iż w przekonaniu jednego z najbardziej znanych realistów politycznych w nauce o stosunkach międzynarodowych, Hansa J. Morgenthau, „jedynie szarlatani mogą sobie pozwolić na wiarygodne proroctwa”. Fukuyama zaryzykował i nie trafił, ale też „twarzy nie stracił”! Prognozowanie nie może być oparte na tym, co nie jest pewne, a dzisiejszy świat jest zbyt nieprzewidywalny.

Tezę powyższą potwierdzają każdego dnia nowe oraz niespodziewane wydarzenia, które determinują naszą rzeczywistość, podkopując jednocześnie wiarę w lepsze jutro. Świat nie tylko, bowiem nie pozbył się starych, tradycyjnych wyzwań i zagrożeń; musi także stawić czoła dużo szerszemu spektrum innych. Zakres przedmiotowych aspektów bezpieczeństwa uległ tak znacznemu poszerzeniu, że wymaga od ludzi zajmujących się tą sferą zawodowo pogłębionych badań i specjalizacji, dla uzyskania profesjonalizmu w zwalczaniu coraz to nowszych rodzajów zagrożeń.

Kiedyś, rozważając kwestie związane z bezpieczeństwem, myślano przede wszystkim o zagrożeniach militarnych ze strony głównych podmiotów stosunków międzynarodowych – państw. Dziś, to państwo - centryczne podejście musiano poddać weryfikacji ze względu na to, że coraz większą rolę w świecie zaczynają odgrywać podmioty pozapaństwowe.

Ograniczenia użycia siły militarnej przez państwa spowodowały wzrost znaczenia innych rodzajów przemocy w relacjach pomiędzy współczesnymi państwami. Nie oznacza to wszakże, iż pozamilitarne środki nie były wcześniej brane pod uwagę, a jedynie to, że nie traktowano ich na równi z zagrożeniami typowo militarnymi.

Można powiedzieć, że do najpoważniejszych aktualnie zagrożeń bezpieczeństwa państw i międzynarodowego (w grę wchodzą tu także czynniki wewnętrzne) zalicza się, poza sferą militarną (oraz postrzega, jako nie mniej istotne), problemy związane z przedstawionymi poniżej (kilkoma tylko wybranymi) zjawiskami, których dynamika wzrasta.

Powszechnie za najgroźniejszy obecnie uznaje się międzynarodowy terroryzm, który od czasu zamachów z 11 września 2001 r., przeprowadzonych na terytorium USA stworzył nową, nieznaną do tego czasu - „jakość” - głównie w sensie skali działania i ilości ofiar. Zjawisko terroryzmu znane już było w starożytności (sekta zabójców Sicari działająca w Egipcie i Palestynie, na przełomie lat 60./70. n.e. czy Asyryjczycy, którzy pierwsi zaczęli stosować zatruwanie wody pitnej, stając się prekursorami współczesnego bioterroryzmu).

Popularyzacja terroryzmu nastąpiła po wybuchu rewolucji francuskiej, kiedy to francuscy jakobini krwawo stłumili powstanie przeciwników rewolucji w Wandei (1793). Działania te, określane mianem terroru (tj. działań prowadzonych przez państwo oraz skierowanych przeciwko własnym obywatelom), bez wątpienia można byłoby nazwać, jak uważa Brunon Hołyst, ludobójstwem.

Poza terroryzmem nie mniej groźne są: międzynarodowa i zorganizowana przestępczość, w tym handel ludźmi, ich organami, narkotykami etc., czyli tzw. czynniki antropogeniczne, ale także inne, te niezależne od nas, spowodowane często siłami natury czy katastrofami budowlanymi. Na nie wpływu ludzkość nie ma i chyba mieć nie będzie nigdy, choć czyni się, często udane, próby ograniczania negatywnych skutków ich oddziaływań.

Do wymienionych należy dodać również przyszłe, projektowane wyzwania i zagrożenia wynikające z wyczerpywania się surowców energetycznych, a przynajmniej z utrudniania dostępu do nich, czego przyczyny mogą być różnorakie. Surowce to jedno, ale nie mniej, a nawet ważniejszym zagrożeniem, może być zwiększone zapotrzebowanie na wodę pitną, której światowe zasoby wciąż maleją w wyniku różnych, często złożonych przyczyn.

Osobiście uważam, za „niedoceniane” zagrożenia związane z rosnącym w świecie tym, co nazywamy nacjonalizmem, a co niedouczeni ludzie uważają i traktują, jako synonim patriotyzmu. Z nacjonalizmami wiąże się także zjawisko dążeń odśrodkowych niektórych części terytoriów państw, zamieszkałych przez ludność, chcącą zaakcentować swoją inność (kulturową, religijną), w stosunku do dotychczasowej ojczyzny. To nazywamy separatyzmami – ich ilość rośnie w zastraszającym tempie.

Niebezpieczne w tym przypadku jest podsycanie takich ruchów, a także związanych z nimi postaw ksenofobicznych, rasistowskich, atmosfery nienawiści i niechęci, braku empatii czy sztucznie napędzanego strachu przed „obcymi”, niosącymi z sobą jakieś wyimaginowane, straszne choroby.

Często próbuje się także do takich działań wykorzystać (zwykle nie reagując na nie) grupy osób związanych ze środowiskiem „kibolskim” czy neonazistowskim. To jest tym bardziej straszne oraz przykre, gdy czyni się to w kraju, który mieni się być „chrześcijańską ostoją Europy” i/lub „chrześcijańskim przedmurzem”, broniącym przed barbarzyńskim najazdem jakichś „hord heretyków”, chcących zawładnąć nami i naszym krajem (to częsta retoryka!).

Ci, którzy biorą na swoje barki taką odpowiedzialność (nawet nie do końca świadomie, w co nie za bardzo wierzę) siejąc wiatr, muszą myśleć o tym, że kiedyś zbiorą burzę! Nie ma niczego gorszego od wojny domowej/nienawiści obywateli jednego kraju, podzielonego przez tych czy innych ludzi, uznających swoje prawa i propagowaną ideologię za lepsze od uniwersalnych, wywodzonych jeszcze ze starożytnych zasad i praw: Grecji i Rzymu!

 

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję