Szukaj w serwisie

×

Adam Mazguła: Braun wzywa Boga, Moskwa zaciera ręce. Modlitwy w sądzie zamiast prawa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Modlitwy i śpiewy wzywające Boga w sądzie stają się w Polsce tłem dla politycznego spektaklu. Na ławie oskarżonych siedzi „wojownik kołchozowy z koroną polską w myślach”, wokół niego „konfidenci antypolskiej zdrady targowickiej”, szykujący się do roli oligarchów nowego cara. Obiecują, że w imię Boga Wszechmogącego i Maryi zawsze Dziewicy „rozniosą eurokołchoz”, zwalczą obcych i banderowców, izolują Polskę dla Putina, a przerażony sędzia znów nie egzekwuje prawa wobec współczesnych „faszystów katolickich”

Modlitwy i śpiewy wzywające Boga w sądzie.

Gdzie w Polsce modlitwy publiczne, tam i geniusze lumpen-parafialni, tradycyjni górale faszyzmu i rosyjskie interesy.

Na ławie oskarżonych – on, wojownik kołchozowy z koroną polską w myślach i z nadzieją. Wokół sami przyszli magnaci, czyli konfidenci antypolskiej zdrady targowickiej, nie jacyś tam zwykli, tylko korony polskiej. A że koronę król Stasiu zawiózł do Rosji w zamian za udział w łóżkowych igraszkach carycy Katarzyny, to negocjują z Putinem jej zwrot za wierną służbę jako kandydaci na oligarchów nowego cara.

Obiecują zwalczyć obcych, LGBT, jarmułkowych, banderowców, roznieść „eurokołchoz”, izolować dla cara Putina Polskę, i to w imię Boga Wszechmogącego oraz Maryi zawsze Dziewicy. Tak wyglądają współcześni Krzyżacy, szykujący się na kolejną krwawą krucjatę chwały Bożej.

I tylko przerażony sędzia nie ukarał podsądnego, bo Braun przecież nic więcej nie robi, tylko korzysta z bezkarności w demokracji wiecznie przestraszonej.

 

Co za cyrk, co za kompromitacja religii i powagi sądu przez współczesnych rosyjskich szmalcowników Brauna.

Od lat nie ma zdecydowanych działań prawnych w stosunku do faszystów katolickich i rosyjskich szpicli. W tej sytuacji mamy wszędzie poważne problemy na arenie niepoważnych klaunów. A wystarczy bezwzględnie i konsekwentnie egzekwować prawo. Naiwny jestem, bo myślałem, że wracamy do normalności.

Adam Mazguła

 


Roman Giertych: Maski opadły. USA, Rosja i Elon Musk kontra Europa

Roman Giertych

Roman Giertych

Europa z dnia na dzień coraz wyraźniej widzi, że nie jest już dla USA „strategicznym partnerem”, lecz pionkiem w większej rozgrywce z Rosją i Chinami. Gdy Trump szuka porozumienia z Putinem, a Elon Musk otwarcie atakuje Unię Europejską, stawką staje się bezpieczeństwo Polski i całego regionu. Jeśli chcemy pokoju, musimy zacząć myśleć jak państwo frontowe i przygotować się na najgorszy scenariusz – zanim będzie za późno

Strategia USA, wyłożona w oficjalnym dokumencie rządowym, uznaje Europę za konkurenta, gdyż przeszkadza w porozumieniu z Rosją. Dopóki bowiem Europa finansuje Ukrainę, porozumienie Trumpa z Putinem nie może wejść w życie. Zaciekły opór Ukrainy przed armią rosyjską, podtrzymywany przez stały dopływ pieniędzy europejskich, powoduje, że Wielki Reset Trumpa nie może być skuteczny. To wywołuje jego i Putina wściekłość. W otwarty sposób prezentuje tę wściekłość Elon Musk, wzywający do zniszczenia Unii Europejskiej, która utrudnia USA wywieranie nacisków na poszczególne kraje. Musk ujawnił to, co myślą ludzie Trumpa. Ich maski opadły.

Waszyngton pod rosyjskim wpływem? Dlaczego USA przestają być pewnym sojusznikiem

Odrzyjcie się ze złudzeń. Rosjanie opanowali władzę w Waszyngtonie i nim to się nie zmieni, musimy uznawać USA przynajmniej za wątpliwego alianta, a może nawet za przeciwnika. Można łudzić się, że „doskonałe relacje Nawrockiego z Trumpem” nam w sytuacji zagrożenia pomogą, ale kto w nie wierzy, jest gorszym idiotą niż ten, kto wierzy w chęć pokoju ze strony Putina. Prawda jest taka, że jak mamy na kogoś liczyć, to liczmy na siebie i na tych, którzy mają interes w tym, aby nam w razie zagrożenia pomóc.

Unia Europejska jako ostatnia tama przed dealem Trump–Putin

Taki interes obecnie mają kraje UE. Kto więc chce zniszczyć UE, ten chce zniszczyć jedyny mechanizm, który może nam pomóc w razie otwartego konfliktu z Rosją. Dlatego pielęgnowanie sojuszu z krajami europejskimi i Turcją to nasza absolutna racja stanu. Nawet zresztą odejście Trumpa nie musi zmienić perspektywy USA, gdyż wygląda na to, że Amerykanie za iluzję pomocy Rosjan w konflikcie z Chinami są gotowi oddać wszystko. Nie wykluczam, że również Europę Środkową. Lepiej sobie to powiedzieć na głos i szykować się na najgorszy wariant, niż żyć złudzeniami.

Polska odpowiedź: odstraszanie przez zdolność do głębokiego uderzenia

Jaka musi być nasza odpowiedź? Droga jest tylko jedna: uzbroić się tak, aby atak na nas oznaczał straty nieakceptowalne wewnętrznie dla Rosji. Przede wszystkim musimy rozwinąć zdolność do głębokich uderzeń. Jeśli będziemy w stanie zniszczyć wszystkie elektrownie jądrowe w Rosji, to nikt nie zastraszy nas bronią jądrową. Jeżeli będziemy w stanie zniszczyć Kreml i pół Moskwy, to nikt nie uderzy w Warszawę. Jeżeli będziemy w stanie w 10 minut zrobić z Królewca pustynię, to nikt z niego nam nic nie wystrzeli itd. I o ile będziemy w stanie obronić się długo sami, to pomogą nam inni.

Armia, przemysł obronny i złoto: jak zbudować realną siłę państwa

Czy to jest możliwe? Jest. Mamy jeszcze trochę czasu, zanim Rosja może sobie pozwolić na jakiekolwiek kroki zaczepne wobec nas. Jednakże wymaga to przestawienia się na tryb zupełnie nadzwyczajny. Musimy zdobyć dodatkowe pieniądze na armię i zacząć je wydawać w kraju, bo systemy amerykańskie mogą nie mieć wsparcia w sytuacji „W”. Jeżeli kupować z zagranicy, to lepiej kupować od tych, którzy będą mieli interes, aby nam części sprzedawać, bo będziemy ich przedmurzem, czyli od krajów europejskich, a szczególnie od krajów skandynawskich.

Dzięki dobrej polityce gospodarczej polski budżet jest coraz większy, ale myślę, że czas pomyśleć również o planie częściowej sprzedaży przedsiębiorstw (nie o charakterze strategicznym), aby zainwestować mocniej w rodzimy przemysł obronny.

Przemyślałbym również sprawę ściągnięcia do Polski naszych rezerw złota. Pozostawianie ich w USA czy w Wielkiej Brytanii może nas dodatkowo uzależniać. Nie wiem, dlaczego NBP nie zbuduje jakiegoś dużego skarbca w środku Sudetów.

Trump, jego zwolennicy i widmo powtórki z 1938 roku

Idą trudne czasy, a my w Polsce mamy połowę sceny politycznej w rękach zwolenników Trumpa. Oni ufają Orbanowi i Putinowi, podobnie jak ich duchowi poprzednicy w 1938 ufali Hitlerowi i z Węgrami rozbierali Czechosłowację. Już rok później, w 1939, przerzucili się, wierząc w Anglię, jak PiS, Bosak i Braun wierzyliby pewnie, po rozpadzie UE, w zapewnienia USA o wiecznym sojuszu. Niech chociaż raz historia nas czegoś nauczy.

Si vis pacem, para bellum – lekcja, której nie możemy zignorować

Si vis pacem para bellum. Chcesz pokoju, szykuj wojnę. Gdy będziemy do wojny dobrze przygotowani, to się ona nie wydarzy.

Roman Giertych

 


Europa do „korekty”. Co nowa strategia USA znaczy dla UE i Polski

Zapomnijcie o NATO, jakie znacie. Strategia bezpieczeństwa USA, którą właśnie ogłoszono w Waszyngtonie, nie pudruje relacji z Europą, stawia je na ostrzu noża. Dokument mówi o „cywilizacyjnym osłabieniu” kontynentu i zapowiada „kultywowanie oporu” wobec obecnego kursu Unii. W praktyce oznacza to polityczne wsparcie dla sił ‘patriotycznych’, które mają ten kurs odwrócić. W Moskwie słychać brawa, w Brukseli zgrzytanie zębów.

Fot. thefad.pl / AI

USA piszą Europie nowy scenariusz

Waszyngton łączy słabości Europy z migracją, polaryzacją i „przeregulowaniem”, zjawiskami, które w tej logice podkopują konkurencyjność, zdolność do projekcji siły i spójność społeczną. Z tego wywodzi postulat „skorygowania kursu”: mniej instytucjonalnego centralizmu, więcej decyzji w stolicach narodowych, priorytet bezpieczeństwa nad agendami regulacyjnymi. W tym świetle rosnące poparcie dla sił „patriotycznych” jawi się autorom jako dźwignia zmiany, którą warto wzmacniać. To nie język dyskretnej dyplomacji, lecz zapowiedź politycznego nacisku, od narracji po instrumenty współpracy. Dla krajów Unii to test odporności: czy potrafią bronić własnych wyborów i ładu instytucjonalnego, gdy najważniejszy sojusznik zaczyna grać na rozluźnienie integracji jako takiej.j.

Rosja: mniejsza moralistyka, więcej transakcji

Strategia nie piętnuje Rosji słowem „wróg”, tylko mówi o „stabilności strategicznej” i szybkim końcu działań zbrojnych. W praktyce to preferencja dla rozejmu „tu i teraz”, zanim Kijów odzyska przewagę. Komentatorzy „Financial Times” zwracają uwagę, że takie podejście przesuwa akcent z odstraszania na wygaszenie walk, co zwykle zamraża front. Analitycy z CFR i Atlantic Council piszą o rosnącej „transakcyjności” polityki USA: jeśli „stabilność” staje się celem samym w sobie, łatwiej zaakceptować terytorialne status quo. Reuters i „The Guardian” odnotowują, że Kreml czyta to jako szansę na oddech i legitymizację zdobyczy. „Washington Post” oraz „The Times” podkreślają, że dla Ukrainy „szybki pokój” bez twardych gwarancji to pauza techniczna grożąca erozją wsparcia. Eksperci CSIS przypominają wprost: rozejm bez mechanizmów bezpieczeństwa nagradza agresję dziś i prowokuje kolejną jutro.

Dobra wiadomość dla Kremla

Rosja odczytuje strategię jako sygnał, że Zachód jest zmęczony wojną, a pęknięcie transatlantyckie realne. Publicyści „Financial Times” i analitycy CFR/Atlantic Council zwracają uwagę, że priorytet „stabilności” sprzyja rozejmowi na obecnej linii frontu, co de facto nagradza agresję i osłabia odstraszanie. Reuters i „The Guardian” notują, że taki przekaz wzmacnia w Moskwie wiarę w przeczekanie sankcji i rozgrywanie europejskich podziałów, podczas gdy w USA i UE łatwiej sprzedać wyborcom „koniec wojny” niż kosztowną czujność. „Washington Post” przypomina, że dla Kijowa „szybki pokój” bez twardych gwarancji to tylko pauza techniczna grożąca cementowaniem strat i erozją wsparcia.

Europa pod presją działania

Po publikacji strategii USA stolice UE muszą wyjść z trybu deklaracji i wejść w tryb realizacji: przyspieszyć produkcję amunicji i obrony powietrznej, zawierać wieloletnie kontrakty oraz realnie skoordynować wspólne zakupy.

Według „Financial Times” kluczowe okażą się tempo dostaw i wieloletnie kontrakty, a nie wskaźniki zapisane w budżetach. Reuters Breakingviews dodaje, że bez fabryk, kadr i długich serii zamówień nowy cel NATO: 5 proc PKB na bezpieczeństwo (co najmniej 3,5 proc. na wydatki obronne i do 1,5 proc. na inwestycje okołobezpieczne, pozostanie tylko cyframi w tabelach.

Eksperci CFR i Atlantic Council wskazują na konieczność stałego finansowania dla Ukrainy poza cyklem wyborczym oraz na rolę państw „kotwic”, zwłaszcza Polski i Niemiec w budowie europejskiego zaplecza amunicyjnego. Bruegel zwraca uwagę na koordynację popytu, by unikać kanibalizacji krajowych programów, a SIPRI i IISS przypominają o odbudowie zapasów i interoperacyjności.

„Washington Post” pisze wprost: Europa będzie rozliczana nie z oświadczeń, lecz z tego, czy utrzyma stałe dostawy dla Kijowa i zdolność produkcyjną po 2025 roku. Innymi słowy bez jasnych kryteriów rozliczania postępów „autonomizacja” pozostanie hasłem, nie polityką.

Trzy realistyczne ścieżki do 2026

  • Autonomizacja z przyspieszeniem: skok wydatków, wspólne finansowanie przemysłu, większa obecność wojskowa na wschodniej flance.
  • Układ przejściowy: Europa dokłada, USA zostają „nadzorcą” ładu mniej wojsk, więcej presji.
  • Dryf: brak decyzji i rozjazd polityk narodowych; Ukraina traci impet, Rosja zyskuje czas.

Najbardziej prawdopodobny dziś jest wariant drugi. Ale tylko do momentu, gdy zabraknie amunicji lub cierpliwości wyborców. Wtedy rachunek przyjdzie natychmiast.

DF, thefad.pl / Źródło: National Security Strategy, Reuters, The Guardian, Al Jazeera, NATO

 


Syrop na kaszel czy miód z cytryną? Co faktycznie pomaga

Zimowe wirusy wracają jak bumerang, a kaszel potrafi męczyć dłużej niż gorączka. Czy apteczny syrop z „aktywnymi składnikami” naprawdę skraca męki, czy podobny efekt da kubek ciepłej wody z miodem i cytryną? Oddzielamy marketing od tego, co rzeczywiście koi gardło i ułatwia przetrwać infekcję.

Miód z cytryną obok butelki syropu na kaszel — porównanie domowych i aptecznych sposobów

Fot. thefad.pl / AI

Co syrop może, a czego nie może

Większość ostrych kaszlów to skutek przeziębienia. Syropy nie „leczą” wirusa — działają objawowo. Balsamy i gęste, słodkie syropy (np. z gliceryną) tworzą powłokę, która zmniejsza tarcie i łaskotanie w gardle. Mentol z kolei daje uczucie chłodu i chwilowo podnosi próg odruchu kaszlu, dzięki czemu rzadziej „zrywa” do chrząknięcia. To fizjologia, nie magia — dlatego poprawa jest zwykle krótkotrwała.

Warto czytać etykiety: syropy „kojące” mają często bardzo dużo cukru. Jeśli ograniczasz cukry, wybierz wersję bezcukrową lub… ciepły napój bez dodatku sacharozy. Na efekt powlekający wpływa raczej konsystencja i smak niż logo na butelce, więc markowe „premium” nie muszą działać lepiej niż tańsze zamienniki.

„Substancje czynne”: czy faktycznie robią różnicę

Dextrometorfan, reklamowany jako „hamujący kaszel”, w badaniach daje co najwyżej skromny efekt i nie u każdego. Gwajafenezyna, popularny „wykrztuśny”, ma mieszane wyniki: w jednych próbach pacjenci zgłaszali lżejszy kaszel, w innych zyski ograniczały się do rzadszej wydzieliny. Starsze leki przeciwhistaminowe (np. difenhydramina) bywają pomocne głównie dlatego, że ułatwiają sen — samego kaszlu nie „leczą”.

Najważniejsze jest dawkowanie i zdrowy rozsądek. Preparaty przeciwkaszlowe mogą być nadużywane; trzymaj się dawek z ulotki i nie łącz kilku środków o podobnym działaniu. Produkty z kodeiną w wielu krajach ograniczono właśnie z powodu ryzyka uzależnienia i przedawkowania.

Miód z cytryną: domowy konkurent

Dla dorosłych i dzieci powyżej pierwszego roku życia miód potrafi działać kojąco, a w części badań wypada podobnie jak niektóre syropy przeciwkaszlowe. Klucz to ciepły (nie wrzący) napój, który nawilża śluzówki; miód dodaje lepkości i smaku, co zwiększa produkcję śliny i odruch połykania — a to odruch, który „wycisza” kaszel. Uwaga: miodu nie podajemy niemowlętom <12 miesięcy z powodu ryzyka botulizmu.

Cytryna? Wnosi smak i odrobinę witaminy C, ale cudów nie zrobi. Jeśli masz wrażliwe szkliwo lub refluks, postaw na mniej kwaśne dodatki (np. rumianek).

Suchy kontra mokry: różne taktyki

Suchy kaszel to zwykle podrażnione gardło i nadreaktywny odruch. Tu sprawdza się powlekanie: gęsty syrop, pastylka do ssania, ciepły napój z miodem. Przy mokrym kaszlu kaszel bywa… pożyteczny. Pomaga usunąć śluz z dróg oddechowych, więc jego agresywne tłumienie nie zawsze ma sens. Najlepiej działa nawadnianie, ruch w granicach sił i spokojne „wykasływanie”.

Krótki plan działania

  • Suchy kaszel: gęsty syrop (także bezcukrowy), pastylki do ssania, ciepła woda z miodem; wietrzenie i nawilżanie powietrza.
  • Mokry kaszel: dużo płynów, ciepły prysznic/para, delikatny ruch, unikanie dymu i kurzu.
  • Na noc: prosty „kojący” syrop lub miód (jeśli możesz), podniesione wezgłowie.
  • Czego nie nadużywać: wieloskładnikowych mieszanek „na wszystko” i dublowania substancji czynnych.
  • Kiedy do lekarza: kaszel >3 tygodni, duszność, ból w klatce, wysoka gorączka, utrzymująca się chrypka, ciemnobrązowa/krwista plwocina, choroby przewlekłe lub ciąża.

Cena i etykieta ważniejsze niż marka

Jeśli sięgasz po syrop bez recepty, wybieraj prosty skład i uczciwą cenę. W wielu przypadkach działanie „kojące” zapewnia konsystencja i słodycz, a nie magiczny komponent. Zamiast dopłacać do reklamy, spójrz na: zawartość cukru, obecność mentolu (jeśli go lubisz) i klarowne dawkowanie. I pamiętaj: wyroby „na kaszel” nie skracają czasu trwania wirusowego przeziębienia — pomagają przetrwać jego najbardziej dokuczliwą fazę.


DF, thefad.pl / Źródło: BBC Radio 4 – „Sliced Bread” (odcinek o syropach na kaszel), Cochrane – „Honey for acute cough in children”, NICE – „Cough (acute)”, CDC – „Botulism Prevention”.

 


Życie w Niemczech oczami Polaków

Katarzyna Domagała-Pereira opracowanie

Mieszkańców Niemiec zapytano m.in. o zadowolenie z życia, doświadczany szacunek oraz obawy przed skrajną prawicą. Jak odpowiadali Polacy?

Fot. thefad.pl, AI

Prawicowy ekstremizm w Niemczech niepokoi rodowitych Niemców bardziej niż imigrantów i ich potomków. Taki wniosek płynie z analizy Fundacji Konrada Adenauera (KAS) – organizacji zbliżonej do chadeckiej CDU. Analiza bierze pod lupę życie w społeczeństwie imigracyjnym.

Różnice między Niemcami z pochodzeniem migracyjnym a tymi bez takiego pochodzenia dotyczą również postrzegania rosyjskiej wojny napastniczej przeciwko Ukrainie, a także uprzedzeń antysemickich i niechęci wobec osób homoseksualnych.

Polacy mają mniejsze obawy

W reprezentatywnym sondażu, przeprowadzonym między październikiem 2024 roku a końcem stycznia 2025 roku, w całych Niemczech przepytano ponad 3 tys. osób, w tym 1007 cudzoziemców oraz 1003 osoby z pochodzeniem migracyjnym – urodzone za granicą lub mające co najmniej jednego rodzica urodzonego poza Niemcami. W badaniu uczestniczyło 213 osób związanych z Polską (164 z pochodzeniem migracyjnym i 64 z wyłącznie polskim obywatelstwem).

Według sondażu prawie trzy czwarte (74 proc.) Niemców bez pochodzenia migracyjnego zgadza się ze stwierdzeniem: „prawicowy ekstremizm w Niemczech mnie przeraża”, przy czym 46 proc. zgadza się całkowicie, a 28 proc. raczej się zgadza.

Podobne obawy ma prawie dwie trzecie (66 proc.) Niemców z pochodzeniem migracyjnym. Wśród cudzoziemców mieszkających w Niemczech odsetek ten wynosi 55 proc.

Najczęściej zaniepokojenie prawicowym ekstremizmem wyrażają osoby pochodzące z Turcji i Rosji. Znacznie niższy odsetek dotyczy osób pochodzenia polskiego.

Różne spojrzenia na wojnę w Ukrainie

Tylko 38 proc. cudzoziemców mieszkających w Niemczech uważa, że za wojnę w Ukrainie winę ponosi wyłącznie Rosja.

Wśród Niemców z pochodzeniem migracyjnym odsetek ten jest podobny (39 proc.). Natomiast większość (58 proc.) Niemców bez pochodzenia migracyjnego przypisuje winę za wojnę, trwającą od lutego 2022 roku, wyłącznie Rosji.

Osoby pochodzenia rosyjskiego są podzielone w kwestii wyłącznej odpowiedzialności za wojnę w Ukrainie: 30 proc. zdecydowanie się z tym zgadza, a kolejne 14 proc. raczej się zgadza. Z drugiej strony 16 proc. raczej się nie zgadza, a 34 proc. zdecydowanie się nie zgadza. W tej grupie odsetki zdecydowanej zgody i zdecydowanego sprzeciwu są zbliżone.

Osoby pochodzenia polskiego również są podzielone, choć w bardziej umiarkowany sposób. Skrajne kategorie nie są tak wyraźne. 24 proc. osób pochodzących z Polski uważa, że Rosja ponosi wyłączną odpowiedzialność, a 26 proc. raczej się z tym zgadza. Z kolei 25 proc. raczej się z tym nie zgadza, a 17 proc. – zdecydowanie się nie zgadza.

Antysemickie uprzedzenia

Aby zmierzyć postawy antysemickie, uczestników poproszono o ustosunkowanie się do stwierdzenia: „Żydom nie można ufać”. Co dziesiąty ankietowany cudzoziemiec i 9 proc. Niemców z pochodzeniem migracyjnym zgodziło się z tym stwierdzeniem.

Wśród Niemców bez pochodzenia migracyjnego odsetek ten był o wiele niższy i wyniósł tylko 4 proc.

Różnice widoczne są także w zależności od regionu pochodzenia. Około jedna czwarta (26 proc.) osób pochodzenia tureckiego nie ufa Żydom – w porównaniu z 18 proc. w 2015 roku. Wzrost ten prawdopodobnie wiąże się z wojną w Strefie Gazy, która rozpoczęła się po terrorystycznym ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku.

Ponadprzeciętnie wysoki odsetek deklarowanego braku zaufania do Żydów występuje także wśród późnych przesiedleńców (18 proc.). Chodzi o osoby niemieckiego pochodzenia, które po II wojnie światowej, głównie po upadku Związku Radzieckiego, wyemigrowały do Niemiec z Europy Wschodniej i byłego ZSRR.

Nieco mniej wyraźny, ale wciąż wyższy niż wśród Niemców bez pochodzenia migracyjnego, jest wynik odpowiedzi wśród osób pochodzenia polskiego. 12 proc. z nich całkowicie lub częściowo zgadza się, że „Żydom nie można ufać”. Odsetek ten nie zmienił się znacząco od 2015 roku – czytamy w raporcie KAS.

Uprzedzenia wobec osób homoseksualnych

Autorka analizy „Zmiany w społeczeństwie imigracyjnym”, Sabine Pokorny, sprawdziła również, jak imigranci i ich potomkowie postrzegają homoseksualność. Wśród Niemców bez pochodzenia migracyjnego dezaprobata wobec osób homoseksualnych jest dziś rzadkością.

Z kolei Niemcy z pochodzeniem migracyjnym oraz cudzoziemcy odrzucają osoby homoseksualne rzadziej niż dziesięć lat temu, jednak poziom tej niechęci w tych grupach wciąż wynosi 18 i 19 proc. Dla porównania: wśród Niemców bez pochodzenia migracyjnego tylko 7 proc. zgodziło się ze stwierdzeniem: „Nie chcę mieć homoseksualnych przyjaciół”.

Wyniki sondażu wskazują, że około jedna czwarta muzułmanów i prawosławnych chrześcijan nie chce mieć homoseksualnych przyjaciół.

Wśród osób pochodzenia polskiego 16 proc. zdecydowanie lub raczej zgadza się, że nie chce mieć przyjaciół o orientacji homoseksualnej. Dziesięć lat temu odsetek ten wynosił 18 proc.

Życie w Niemczech

 

Na pytanie: „Czy ogólnie lubi Pan/Pani życie w Niemczech?” ponad 90 proc. respondentów ze wszystkich grup odpowiedziało „tak”. W porównaniu z badaniem z 2015 roku odsetek ten nieznacznie spadł. Wśród osób związanych z Polską – ze 100 do 94 proc.

Spośród Niemców bez pochodzenia migracyjnego 37 proc. czuje się zawsze traktowanych z szacunkiem. Wśród osób z pochodzeniem migracyjnym odsetek ten wynosi 39 proc., a wśród cudzoziemców – 52 proc. Wyższy wynik w tej ostatniej grupie może wynikać m.in. z porównania z sytuacją w kraju pochodzenia. Jednak w zestawieniu z 2015 rokiem, gdy w każdej z trzech grup 56 proc. osób miało poczucie, że zawsze spotyka się z szacunkiem, widać negatywny trend.

Wśród osób związanych z Polską prawie połowa (49 proc.) odpowiedziała, że zawsze – według własnego odczucia – jest traktowana z szacunkiem, 41 proc. wskazało „często”, a 9 proc. – „rzadko”.

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


„Quiet divorcing”: cichy rozpad związku, który nie zaczyna się kłótnią

Związki rzadko kończą się jedną wielką awanturą. Częściej obumierają po cichu: ktoś nie odpisze na żart, nie spojrzy na wskazaną ciekawostkę, nie dopyta, jak minął dzień. Ten powolny odwrót ma już własną nazwę „quiet divorcing” i zyskuje popularność, bo trafnie nazywa doświadczenie, które wielu z nas zna, ale rzadko umie uchwycić.

Fot. pixabay

Psycholożka Emily Impett przypomina: nauka o bliskich relacjach opisuje tę dynamikę od lat. W wieloletnich obserwacjach tych samych par widać długi etap cichego wycofania i spadku pozytywnego zaangażowania, zanim dochodzi do otwartego konfliktu. John Gottman nazywa „wezwania do kontaktu” drobnymi sygnałami bliskości: mem na czacie, pół-żartem rzucone „zobacz to”. Gdy partnerzy odpowiadają na nie życzliwie, więź się wzmacnia. Kiedy ignorują je z rozpędu, dystans rośnie, a związek pustoszeje od środka.

Skąd bierze się cicha erozja

Nuda nie jest błahostką. W kilkuletnich obserwacjach par wyższy poziom znudzenia korelował z późniejszym spadkiem satysfakcji, po części dlatego, że zanikały wspólne „iskry nowości” i emocjonalna bliskość. Do tego dochodzą oczekiwania kulturowe: współczesne relacje mają być nie tylko bezpieczne i wspierające, ale też „spełniające”. Kiedy naturalny spadek namiętności przychodzi z czasem, łatwo błędnie uznać, że „coś pękło”. Media społecznościowe dorzucają porównania i poczucie, że inni „kochają się lepiej”.

Płeć i niewidzialna praca emocjonalna

Badania pokazują też wzorce płciowe. Kobiety częściej wcześniej wychwytują emocjonalny dystans, inicjują rozmowę i jeśli związek nie rusza z miejsca także rozstanie. Mężczyźni średnio częściej unikają konfrontacji, co popycha relację w stronę dalszego wycofania. Gdy „niewidzialna praca” podtrzymywania bliskości spada na jedną osobę i nie spotyka się z odpowiedzią, łatwo o poczucie bycia niewidzianym i narastającą frustrację.

Czy da się to odwrócić?

Dobrą wiadomością jest, że to, co latami oddalało partnerów, często da się odwrócić. Pomagają drobne, powtarzalne gesty: reagowanie na sygnały „zobacz mnie”, mówienie „dziękuję” za konkretne drobiazgi i świadome dokładanie nowości do codziennej rutyny. Te zmiany nie działają od razu, ale z czasem odbudowują ciepło i zaangażowanie.

Złą wiadomością bywa to, że więź jest już mocno osłabiona, brakuje zaufania, czułości i dobrej woli. Wtedy nie każdą relację warto ratować za wszelką cenę. Rozstanie może być aktem troski o siebie, o dzieci i o szansę na zdrowsze życie po rozstaniu.

Kiedy odpuścić

Jeśli oboje próbujecie, a nic się nie zmienia, rozmowy są chłodne, bliskość jednostronna to znak, że „cicha erozja” naprawdę was dotyczy. Rozstanie nie musi oznaczać porażki. Bywa dojrzałą, odpowiedzialną decyzją, zwłaszcza gdy codzienność rani.

DF, thefad.pl / Źródło: The Conversation

 


Kto w Europie popiera Trumpa, a kto go darzy niechęcią?

Europejskie nastroje wobec Donalda Trumpa to dziś mozaika skrajnych emocji: od życzliwej ciekawości, przez chłodną kalkulację, po otwartą niechęć. Najwięcej pozytywnych emocji Trump budzi na Południu i w Europie Środkowo-Wschodniej, a negatywnych na Północy i Zachodzie. Na ten podział wpływają nie tylko barwy partyjne, lecz także pamięć o sporach handlowych i pytanie o trwałość amerykańskiego parasola bezpieczeństwa.

thefad.pl / AI

Obraz nastrojów

We Włoszech, gdzie polityczna chemia między Giorgią Meloni a Trumpem jest wyraźna, odsetek ocen pozytywnych sięga około 28 procent, więcej niż w tradycyjnie bliskiej USA Wielkiej Brytanii (około 22 procent) i wyżej niż we Francji czy Hiszpanii (po kilkanaście procent). Na drugim biegunie leży Dania z poziomem bliskim 6 procent, co dobrze współgra z długo utrzymującym się dystansem po „epizodzie Grenlandia”. Równolegle badania paneuropejskie rysują pas względnej sympatii w Rumunii, Węgrzech i w Polsce (z wynikami rzędu 25–30 procent), ale też rosnącą grupę badanych, którzy definiują Trumpa jako polityka nieprzyjaznego Europie, przy czym Polska i część Europy Środkowo-Wschodniej odstają tu od średniej.

Sympatia według elektoratów

Sympatia do Trumpa nie układa się wzdłuż granic państw, lecz według elektoratów. Na czele jest węgierski Fidesz: większość jego wyborców uznaje prezydenturę Trumpa za korzystną dla kraju. Podobnie w Polsce — tak oceniają ją wyborcy PiS, nieco słabiej zaś elektorat Konfederacji. Do tego obrazu pasują także rumuński AUR i Bracia Włosi Giorgii Meloni. Po drugiej stronie stoją elektoraty liberalne i lewicowe w krajach zachodnich, gdzie niechęć do Trumpa stała się elementem tożsamości politycznej. Emocje wzmacnia gospodarka: letnie porozumienie taryfowe USA–UE, z pułapem ceł po stronie USA do 15 proc., wielu Europejczyków odebrało jako upokorzenie, co pogłębiło nieufność wobec Waszyngtonu.

Gdzie ważą się emocje

O temperaturze nastrojów decydują dziś trzy sprawy: bezpieczeństwo na wschodniej flance, pragmatyzm Rzymu oraz handel transatlantycki. Jeśli „oś wschodnia”, z Polską na czele, wciąż będzie widzieć w Trumpie realne wzmocnienie odstraszania wobec Rosji, sympatia po tej stronie Europy się utrzyma. Jeżeli Giorgia Meloni podtrzyma pragmatyczny kurs wobec Białego Domu, włoska życzliwość także może się utrwalić. Odwrotnie w handlu: dopóki trwają taryfy i tarcia regulacyjne, zachodnia opinia publiczna pozostanie rozdrażniona — sondaże pokazywały poczucie „upokorzenia” i przekonanie, że układ nadmiernie premiuje USA. W efekcie mapa uczuć pozostaje asymetryczna: cieplej w Rzymie, Budapeszcie i Warszawie, chłodno w Kopenhadze, Paryżu i Berlinie.

Na europejskie oceny wpływa nie tylko geopolityka, ale i styl przywództwa. Trump jest postrzegany jako przywódca silny, lecz mało „ciepły”: jego konfrontacyjny język i ostentacyjna pewność siebie zyskują punkty u elektoratów ceniących twardość i anty-establishment, a jednocześnie zrażają wyborców przywiązanych do dyplomatycznych norm i inkluzywnego tonu. Efekt? Dodatkowe wzmocnienie podziału: więcej sympatii na Południu i w EŚW, więcej niechęci na Północy i Zachodzie.

thefad.pl / Źródło: YouGov, Le Grand Continent

 


Sejm zajmie się wetem Nawrockiego. Czarzasty: „absolutnie niezrozumiałe”

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ogłosił, że weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o kryptoaktywach i tzw. ustawy łańcuchowej trafi do komisji i na głosowanie. Decyzję głowy państwa nazwał „absolutnie niezrozumiałą” i zapowiedział tryb pilny jeszcze w grudniu.

Co wiemy na pewno

Czarzasty poinformował, że nada druk, skieruje sprzeciw prezydenta do prac w komisji i będzie dążył do szybkiego głosowania. Ustawa łańcuchowa ma trafić do komisji nadzwyczajnej ds. ochrony zwierząt, a projekt o kryptoaktywach — do właściwych komisji gospodarczych i finansowych. Marszałek ocenił weto jako „następną, niezrozumiałą decyzję”, wzywając prezydenta do większej empatii. Do odrzucenia weta potrzeba 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy posłów, czyli minimum 276 głosów. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nie poprze odrzucenia weta w sprawie „łańcuchowej”, choć wcześniej sam ustawę poparł.

Co to zmienia

Spór ma dwie osie: standardy ochrony zwierząt i bezpieczeństwo regulacji krypto. W przypadku „łańcuchowej” rządząca większość będzie musiała policzyć głosy poza własnym klubem, bo część opozycji nie zamierza pomagać w przełamaniu weta. To podnosi próg politycznego ryzyka i może wymusić poprawki, np. przy parametrach kojców i okresach przejściowych. W sprawie kryptoaktywów prezydencki sprzeciw oznacza lukę regulacyjną i niepewność rynku. Rząd zapowiada szybki powrót projektu, ale każda korekta — choćby przy blokowaniu domen czy opłatach — wydłuża kalendarz wdrożenia i podtrzymuje stan zawieszenia dla firm oraz klientów.

Co dalej

Marszałek zapowiada tryb pilny i głosowanie możliwe jeszcze w grudniu, jeśli komisje zakończą sprawozdania. Kluczowe będą rozmowy koalicyjne i ewentualne modyfikacje, które przyciągną brakujące głosy. W wariancie pierwszym Sejm odrzuca weto i ustawy wchodzą na tor publikacji. W wariancie drugim brak 276 głosów wymusza nowy projekt: w „łańcuchowej” — kompromis nad parametrami i egzekwowalnością, w krypto — precyzyjniejsze gwarancje wolności gospodarczej i ograniczenia narzędzi blokowania stron. W obu przypadkach polityczna stawka rośnie, bo porażka w grudniu przeniesie ciężar sporu na początek 2026 roku.

Źródło: TVN24, Onet

 


Nowy 007: Callum Turner na czele wyścigu o Jamesa Bonda

Brytyjski aktor Callum Turner został „gorącym faworytem” bukmacherów do przejęcia roli Jamesa Bonda po Danielu Craigu. Media wskazują na skok kursów w firmie Coral oraz świeżą falę spekulacji, podsycaną obecnością Turnera na Jamajce w okolicy Goldeneye, dawnej posiadłości Iana Fleminga. Równolegle Amazon MGM potwierdził reżyserię Denisa Villeneuve’a i scenariusz Stevena Knighta, lecz oficjalne castingi jeszcze nie ruszyły.

Co wiemy na pewno

Bookmacher Coral obniżył kursy na Turnera do 7–4, wyprzedzając Aarona Taylora-Johnson’a i Henry’ego Cavilla. Doniesienia te opublikowały m.in. redakcje europejskie, podkreślając, że w ostatnich dniach nastąpił gwałtowny wzrost zakładów na aktora. W warstwie produkcyjnej potwierdzono już dwa filary nowego rozdania: Amazon MGM Studios ogłosił, że Denis Villeneuve wyreżyseruje kolejną część serii, a Steven Knight napisze scenariusz. To pierwsza odsłona cyklu realizowana po przejęciu pełnej kontroli kreatywnej nad marką przez Amazon, co domyka erę rodzinnego nadzoru nad 007 i otwiera etap bardziej „studyjnego” planowania.

Co to zmienia

Jeśli trend bukmacherski utrzyma się, Turner stanie się twarzą „nowego” Bonda: młodszego, mniej obciążonego poprzednimi wcieleniami i łatwiejszego do długofalowego kontraktowania. Wybór Villeneuve’a sugeruje ton bardziej eleganckiego thrillera niż pastiszowej akcji. Knight z kolei zapowiada „to samo, ale inaczej”: zachowanie kodu serii przy jednoczesnym odmłodzeniu formuły. Spekulacje wzmacniają sygnały popkulturowe (romans z Duą Lipą, urlop w Goldeneye), ale to raczej paliwo dla narracji medialnej niż twardy fakt obsadowy. Układ sił zmienił też Amazon: centralizacja decyzyjna może przyspieszyć rozwój marki od kalendarza premier po spójność marketingu, choć fani będą wyczuleni na zachowanie kinowego charakteru serii.

Co dalej

Oficjalne castingi rozpoczną się po zakończeniu bieżących zobowiązań twórców, a producent ogłosi nazwisko 007 dopiero po podpisaniu kontraktu. Media branżowe podają, że start zdjęć jest realny w okolicach 2027 roku, a premiera celuje w 2028, ale to wciąż harmonogram orientacyjny. Warto śledzić kolejne ruchy bukmacherów i komunikaty Amazon MGM, potwierdzenia obsady pobocznej, sygnały o sceneriach i motywach przewodnich, to zwykle pierwsze twarde tropy, zanim padnie nazwisko Bonda.

DF, thefad.pl / Źródło: Euronews – 007 casting race heats up, About Amazon – Denis Villeneuve & Steven Knight ogłoszeni

 


Skiba o budowaniu wspólnoty w akcji „Nigdy nie będziesz s*ał sam”!

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

W Teatrze Wielkim, na gali „200-lecia”, gdy Grażyna Torbicka powitała państwa Nawrockich, rozległo się głośne buczenie. Urzędnicy tłumaczyli je jako „pozdrowienia od Wielkiego Bu”. Niezrażony buczeniem Nawrocki słuchał uważnie koncertu i nawet spytał się, co grają. Tymczasem w PiS nerwówka, trzaskanie drzwiami i starcie „maślarzy” z „harcerzami”. W PiS są jeszcze frakcje takie jak „grzybiarze” i „pampersy” (grupa działaczy trzymających władzę, ale niepotrafiących utrzymać moczu). Zdaniem pediatrów do pełnego obrazu politycznego przedszkola brakuje w PiS jeszcze kilku grup, np. grupy Biedronki i Plastusie

BUDOWANIE WSPÓLNOTY

Samotność to zmora współczesnych czasów. Otacza nas tłum, ale ciągle czujemy się samotni.

W budowaniu prawdziwej wspólnoty chcą nam pomóc architekci, projektując takie oto toalety (patrz zdjęcie). Uznano, że nic tak dobrze nie połączy Polaków jak wspólne chwile w tzw. samotniach.

W ramach ogólnopolskiej akcji „Nigdy nie będziesz s*ał sam” planuje się wybudowanie jak największej ilości takich właśnie integracyjnych toalet, w których skłóceni Polacy, wbrew politycznym podziałom, wreszcie się połączą. Projekt już uzyskał poparcie partii Razem.

WYBUCZANI

Para prezydencka zamiast udać się na kebaba i mecz z racami przypadkowo trafiła do Teatru Wielkiego w Warszawie. Tam akurat odbywała się wielka gala z okazji 200-lecia Teatru.

Prowadząca galę Grażyna Torbicka witała wszystkich znanych gości. Gdy powitała państwa Nawrockich, rozległo się głośne buczenie.

Urzędnicy Kancelarii Prezydenta sprytnie skomentowali ten fakt, twierdząc, że buczenie nie był to żaden wyraz dezaprobaty, a pozdrowienia od kolegi prezydenta, znanego gangstera Wielkiego Bu, który sam nie mógł tego zrobić, gdyż aktualnie relaksuje się w zakładzie karnym.

Niezrażony buczeniem Karol Nawrocki słuchał uważnie koncertu i nawet spytał się, co grają. Gdy wyjaśniono mu, że to uwertura, powiedział, że druga tura wyborów już się odbyła i trzecia tura, nawet w wersji „uwer”, nie jest potrzebna.

TRZASKANIE DRZWIAMI

W związku ze spadającymi notowaniami PiS, w partii robi się nerwowo. Nie jest tajemnicą, że po rozpracowaniu przekrętów w Funduszu Sprawiedliwości minister Żurek i prokuratura zaczną stawiać zarzuty politykom partii Jarosława zamieszanym w aferę Agencji Rezerw Strategicznych, a tu przekręty są o wiele większe i tyczą się dworu premiera Morawieckiego.

Podczas narady w Prezydium Komitetu Politycznego PiS doszło do karczemnej awantury. Były krzyki, wyzwiska, a nawet trzaskanie drzwiami. Starły się bowiem dwie nienawidzące się partyjne frakcje.

A konkretnie frakcja „maślarzy” (Czarnek, Jaki, Sasin, Bocheński) z frakcją „harcerzy” (ludzie Morawieckiego). Nazwa „maślarze” pochodzi od słynnej afery samolotowej, w której Tomasz Bocheński zbłaźnił się oburzeniem na niemieckie masło w lotniczym cateringu.

„Harcerze” to z kolei kumple Pinokia, którzy dawno temu byli razem w harcerstwie, ale do dziś lubią zabawę w podchody i zdobywanie sprawności rozbójnika Rumcajsa.

W PiS są jeszcze frakcje takie jak „grzybiarze” (ludzie Terleckiego) i „pampersy” (grupa działaczy trzymających władzę, ale niepotrafiących utrzymać moczu).

Zdaniem pediatrów, do pełnego obrazu politycznego przedszkola brakuje w PiS jeszcze kilku grup, np. grupy Biedronki i Plastusie.


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję