Sny, które przychodzą przed śmiercią. Lekarze mówią, że nie są przypadkowe

Czas czytania: 8 min
Tuż przed śmiercią wiele osób opowiada o intensywnych snach. Badania pokazują, że nie są one oznaką dezorientacji. Mogą pomóc zarówno umierającym, jak i ich bliskim lepiej zrozumieć pożegnanie oraz relacje międzyludzkie.
Fot. thefad.pl

Tuż przed śmiercią wiele osób opowiada o intensywnych snach. Badania pokazują, że nie są one oznaką dezorientacji. Mogą pomóc zarówno umierającym, jak i ich bliskim lepiej zrozumieć pożegnanie oraz relacje międzyludzkie.

Florence siedzi przy kuchennym stole. Jest tam jej mąż, jest też córka. Śmieją się razem, jedzą kolację, tak jak dawniej. Z jedną różnicą: oboje – mąż i córka – nie żyją już od lat.

Uspokajająca pewność spotkania

– To wydawało się tak realne – mówi Florence. – Jakbyśmy nigdy się nie rozstali.

Nie był to zwykły sen, ale spotkanie. Nigdy wcześniej nie doświadczyła snów o takiej intensywności. Nie odczuwała strachu, lecz głębokie uspokojenie – pewność, że znów zobaczy ich oboje. Pięć dni później Florence umiera.

O takich doświadczeniach opowiada wiele osób w ostatnich dniach życia. Najczęściej pojawiają się podczas snu, czasami także jako wizje na jawie. Dla osób, które ich doświadczają, często wydają się bardziej realne niż zwykłe sny. Osobom postronnym może się to wydawać dziwne.

W badaniach naukowych doświadczenia te określa się mianem End-of-Life Dreams and Visions, czyli snów i wizji u kresu życia. Przez długi czas w medycynie uważano je przede wszystkim za przejaw nagłego splątania, czyli delirium, albo za skutek działania leków. Dziś jednak wiadomo, że takie wyjaśnienie jest zbyt uproszczone.

90 procent osób śni u kresu życia

Amerykański neurobiolog oraz lekarz medycyny paliatywnej i hospicyjnej Christopher Kerr od końca lat 90. zajmuje się snami i wizjami u kresu życia. Przykłady opisane w tym artykule pochodzą z jego udokumentowanych opisów przypadków z badań nad opieką paliatywną.

Przez około dziesięć lat Kerr i jego zespół przeprowadzali wywiady z ponad 1400 pacjentami hospicjum, aż do ich śmierci. Rozmawiano z nimi tylko wtedy, gdy byli przytomni umysłowo i nie wykazywali objawów majaczenia.

Wynik: około 90 procent osób przynajmniej raz opisało takie sny lub wizje – niezależnie od wieku, pochodzenia czy statusu społecznego. Christopher Kerr nie opisuje tych osób jako zdezorientowanych. Wręcz przeciwnie: mówi o nich jako o „niezwykle świadomych i uważnych”. Wydawały się skupione, przytomne i introspektywne.

Również Elisa Rabitti, psycholożka i główna autorka najnowszego włoskiego badania dotyczącego ELDV, podkreśla tę kwestię: „Sny u kresu życia pojawiają się zazwyczaj u osób, które potrafią spójnie opisać swoje doświadczenia, przy pełnej świadomości i orientacji”.

Typowe motywy snów

Sny są żywe, znaczące, a ich częstotliwość i intensywność rosną wraz ze zbliżaniem się śmierci. Często pojawiają się w nich spotkania ze zmarłymi bliskimi lub zwierzętami domowymi, które powracają, aby nieść pocieszenie.

Wiele snów krąży wokół podróży, przygotowań i „bycia w drodze”. Relacje zostają ożywione, konflikty rozwiązane, a na pierwszy plan wychodzą kwestie winy i skruchy. – Im bliżej śmierci znajdują się ludzie, tym częściej sny te dotyczą zmarłych – twierdzi Kerr. Czas i przestrzeń tracą przy tym znaczenie.

Religia nie ma znaczenia

To, czy ludzie są religijni, czy nie, najwyraźniej nie ma większego znaczenia. Z doświadczeń Christophera Kerra wynika, że zarówno osoby religijne, jak i niereligijne opowiadają o podobnych przeżyciach. Decydujące są uniwersalne tematy: miłość, więź i przebaczenie, a nie dogmaty religijne.

Snów związanych z końcem życia nie należy utożsamiać z doświadczeniami bliskimi śmierci. Te drugie pojawiają się zazwyczaj nagle, w sytuacjach ekstremalnych. Sny związane z końcem życia rozwijają się natomiast przez kilka dni lub tygodni. Są mniej spektakularne – rzadziej pojawiają się w nich motywy światła lub tunelu – i w większym stopniu skupiają się na relacjach.

Lekarz nie opisuje ich więc jako objawień, lecz jako chwile wewnętrznego porządku; jako poczucie, że pod koniec życia człowiek znów jest „uporządkowany” albo „złożony w całość”.

Pocieszenie czy konfrontacja?

Większość tych doświadczeń ma charakter pocieszający. W badaniach Christophera Kerra opisywano je głównie jako uspokajające i nadające sens. Niektóre bywają jednak obciążające lub niepokojące.

Właśnie takie sny mogą być szczególnie transformujące, mówi lekarz, ponieważ wydobywają na powierzchnię nierozwiązane kwestie, takie jak poczucie winy czy skrucha.

Przykładem jest Sierra. Ma dwadzieścia kilka lat, małe dziecko i nieuleczalną chorobę. Długo nie może pogodzić się z diagnozą. Rozmowy z zespołem medycznym do niej nie docierają. W wizji pojawia się jej zmarły dziadek. Mówi, że jest z niej bardzo dumny i że wszystko jest w porządku. Potem coś się zmienia. Sierra odnajduje spokój. Tydzień później umiera.

Dla Christophera Kerra takie sny nie są przypadkowymi wytworami mózgu. – Doświadczenia te oferują naturalną możliwość terapeutyczną – mówi. Docierają do ludzi tam, gdzie język medyczny często napotyka swoje granice.

Także Rabitti podkreśla, że sny otwierają mniej zagrażający dostęp do tematu umierania, podczas gdy bezpośrednie rozmowy o śmierci mogą być przytłaczające.

Intensywniejsze w ostatnich dniach

To, że ELDV często pojawiają się w ostatnich dniach lub tygodniach życia, ma przyczyny biologiczne. Christopher Kerr opisuje proces umierania jako fazę nasilającego się snu. – Nikt nie umiera na jawie – zauważa.

Wraz ze zmianą rytmu snu i czuwania uwaga kieruje się bardziej do wewnątrz. Wymagania zewnętrzne schodzą na dalszy plan. – Człowiek zaczyna rozmyślać o rzeczach najważniejszych, a są to zazwyczaj nasze relacje – mówi Kerr.

– Biologicznie można wyjaśnić, dlaczego pojawiają się te sny – dodaje. Tego jednak, dlaczego są one pocieszające, ujawniają konflikty lub pomagają uporządkować własne życie, nie da się wywnioskować wyłącznie z procesów zachodzących w mózgu.

Jeśli chodzi o moment ich pojawienia się, Rabitti ostrzega przed pochopną interpretacją. Sny związane z końcem życia nie są wiarygodnymi zwiastunami śmierci. Żywe sny mogą być także wyrazem normalnego podsumowania życia, bez związku z procesem umierania.

– Sny nie przepowiadają śmierci. Raczej zbliżająca się śmierć może wiązać się z pewnymi snami – mówi. – Korelacja nie jest jeszcze dowodem na związek przyczynowo-skutkowy.

Odwracanie tej zależności może wprawdzie trafić na pierwsze strony gazet, ale nie pomaga zrozumieć samego zjawiska.

Co te sny oznaczają dla bliskich

Wpływ ELDV nie kończy się wraz ze śmiercią. Badania pokazują, że bliscy, którzy dowiadują się o takich snach lub są ich świadkami, często łatwiej radzą sobie ze stratą i lepiej przeżywają rozstanie.

Tak było w przypadku Jennifer. Jej ciężko chory partner Patrick śni o swojej zmarłej babci, która zdradza mu brakujący składnik sosu, jakiego nigdy nie udało mu się odtworzyć: łyżeczkę cukru. Mimo że jest już bardzo osłabiony, ponownie przygotowuje ten przepis razem z Jennifer. Niedługo potem umiera.

Dla Christophera Kerra właśnie w tym momencie staje się jasne, dlaczego te sny odgrywają tak ważną rolę. – Jeśli doświadczenia te zostaną właściwie wyjaśnione, są cenne – mówi. Wtedy śmierć nie jest postrzegana wyłącznie jako zjawisko biologiczne, naznaczone rozpadem i cierpieniem, ale także jako coś, co może zawierać miłość i sens. Ważne jest, aby przekazać właśnie tę perspektywę.

Podobnie doświadczyła tego Jennifer. – Patrick znalazł spokój – mówi. – I szczerze mówiąc: jeśli twoim ostatnim snem w życiu jest sos do spaghetti, nie ma nic bardziej uspokajającego.

Ten sen jej pomógł. Wiedziała, że Patrick był gotowy odejść.

„Wysterylizowaliśmy umieranie”

Dla Christophera Kerra ELDV pokazują wymiar umierania, który współczesna medycyna długo zaniedbywała. – Umieranie nie polega na niewydolności poszczególnych narządów, ale na zakończeniu życia – mówi.

W poprzednich pokoleniach śmierć była coraz bardziej wypierana z codziennego życia: z domów, rodzin i społeczności. – Wysterylizowaliśmy umieranie – mówi Kerr.

Skutkiem tego jest przepaść między tym, czego ludzie pragną pod koniec życia – bliskości i zażyłości – a tym, czego często doświadczają: medycyną, która traktuje umieranie przede wszystkim jako proces techniczno-organizacyjny.

Lekarz uważa, że fakt, iż sny i wizje u kresu życia zyskują dziś ponownie większą uwagę, jest reakcją na tę lukę. Być może mówią one mniej o tym, jak umieramy, a więcej o tym, co podtrzymuje nas do samego końca: relacjach, bliskości i potrzebie, by ktoś przy nas był.

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Wszędzie, byle nie w łóżku. Dlaczego coraz więcej par ucieka z sypialni?

  2. 2

    Co Niemki naprawdę myślą o Polkach?

  3. 3

    Adam Mazguła: nielegalny dyktator

  4. 4

    Krzysztof Skiba: Zbieg Zero

  5. 5

    Izraelski dziennikarz, który w Monachium pytał Morawieckiego o ustawę o IPN: byłem wściekły, miałem łzy w oczach