Szukaj w serwisie

×
9 maja 2019

Roman Giertych: Gang Olsena w akcji!

Roman Giertych

Roman Giertych

Morał jest z tej historii jeden. Do każdego stanowiska trzeba dorosnąć.

Nie udało się panu Ziobrze dzisiaj przekonać nawet tych sędziów, których PiS powołał do tzw. Izby Dyscyplinarnej SN, aby spektakularnie uchylić decyzję samorządu adwokackiego, który stanął w mojej obronie.

Rozprawa była moim zdaniem przekomiczna. Sąd wezwał mnie na rozprawę jako stronę (pomimo, że nią nie byłem, gdyż nie postawiono mi żadnych zarzutów dyscyplinarnych).

Zająłem miejsce dla strony i zostałem jako strona przywitany przez przewodniczącego. Przewodniczący zapytał, czy strony mają wnioski formalne. Złożyłem więc wniosek o wyłączenie wszystkich sędziów argumentując, że nie są oni sędziami SN.

Po dwóch godzinach sędziowie wznowili obrady i ogłosili, że ich kolega z tzw. Izby Dyscyplinarnej doszedł jednak do wniosku, że stroną nie jestem i dlatego mój wniosek pozostawił bez rozpoznania. Jednakże sędziowie uznali, że mogę dalej brać udział w rozprawie. Już więc jako nie-strona wygłosiłem najpierw zarzuty do referatu, a następnie merytoryczne stanowisko w odniesieniu do kasacji. Oczywiście dopuszczanie osoby, która nie jest stroną do prezentowania stanowiska na posiedzeniu jakiegokolwiek sądu jest czymś zupełnie absurdalnym.

Następnie "Sąd" udał się na naradę i wrócił totalnie pokłócony. Dwóch sędziów nie chciało zgodzić się ministrem Ziobrą i uwzględnić jego kasację, gdyż uznali, że nie mają pewności, czy ona przysługuje (dlatego muszą się spytać kolegów), a trzeci sędzia będący w mniejszość uznał, że już dziś należało skargę Ziobry pozostawić bez rozpoznania. I ten sędzia w mniejszości zaatakował w ostrym stanowisku swoich kolegów. Jestem adwokatem już 20 lat i czegoś takiego nie widziałem.

Wychodząc z sali przypomniała mi się jedna anegdota z czasów mojej młodości aplikanta, gdy opowiadano historię naszych starszych kolegów aplikantów, którzy wykonywali staż w sądzie karnym. Była przerwa, sędzia poszedł na obiad, a oni siedzieli na sali i się nudzili. Więc wymyślili, że sprawę wywołają. Jeden ubrał się w togę oraz łańcuch i zasiadł za stołem sędziowskim. W sprawie chodziło o znęcanie się mężczyzny nad kobietą. Aplikanci nie bawiąc się w dalsze postępowanie dowodowe orzekli szybko, że oskarżony jest winny, a jako karę wymierzyli... karę śmierci. Oskarżony ponoć zemdlał, a pokrzywdzona błagała "sąd" o zmianę decyzji.

Anegdota jest okrutna, ale i pouczająca. Albowiem aplikantów z hukiem z adwokatury wyrzucili. Broń Boże, nie twierdzę, że miedzy moją dzisiejszą sprawą, a tamtą jest jakaś analogia (unikam w ten sposób czujnego oka prokuratora Święczkowskiego), ale morał jest z tej historii jeden.
Do każdego stanowiska trzeba dorosnąć.

Roman Giertych

PS. Dzisiaj "sądzono" mnie za zdanie, że brak podstaw do zarzutów dla Donalda Tuska za katastrofę smoleńską, ale i za mój tekst na fb, który kpił z wniosku o ściganie mnie za te słowa. Przypominam ten tekst:

List do I Zastępcy Prokuratora Generalnego z samokrytyką.

Szanowny Panie Ministrze!

Gdy dowiedziałem się, że napisał Pan na mnie zawiadomienie dyscyplinarne (zamieszczam je pod tym listem) w pierwszej chwili zrobiło mi się przykro.

Na mnie? Ja przecież tylu dobrych rad udzielam pańskim kolegom. Tyle listów już napisałem w ich obronie (szczególnie bronię min. Macierewicza - to mój ulubieniec!), a Pan pisze na mnie zawiadomienie?

Ale później gdy przeczytałem uważniej, o co Panu chodzi, to zrozumiałem swój błąd. Dlatego postanowiłem niniejszym listem ogłosić publiczną samokrytykę i przyznać się do wielkiej niegodziwości, że oczerniłem Ministra Obrony Narodowej jakoby przez 6 lat głosił kłamstwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Niniejszym ogłaszam, że będę już teraz wierzył we wszystkie jego tezy, a więc iż:

- w Smoleńsku był zamach

- zamach dokonał się poprzez: wybuch trzech ładunków trotylu i/lub poprzez rozpuszczenie sztucznej mgły i/lub poprzez zakłócenia pracy urządzeń pokładowych działaniem fal elektromagnetycznych i/lub poprzez rozpuszczenie helu osłabiającego właściwości nośne powietrza.

-katastrofę przeżyło kilka osób, które następnie dobito.

Wierzę również, że brzoza nie mogła uszkodzić samolotu, gdyż jak wiadomo samoloty bez problemu latają pomiędzy drzewami. Fakt ten dowiodła Podkomisja smoleńska przeprowadzając eksperyment z brzozą rozpędzoną na samochodzie, która zderzyła się z lecącym Tu-154 i nikomu nic się nie stało. A nawet jeżeli takiego eksperymentu nie było, to tylko dlatego, że nie można było znaleźć prawdziwych pilotów-patriotów gotowych na niewielkie ryzyko.

Generała Błasika nie było w kokpicie, a nawet jeżeli był to jego słowa "Zmieścisz się śmiało!" należy interpretować jako zaproszenie dla kolejnego gościa wchodzącego do zatłoczonego kokpitu.

Słowa dyr. Kazany, że "Prezydent jeszcze nie podjął decyzji" odnoszą się do nagród dla pilotów, a nie do kwestii lądowania.
Zamachu dokonali nieznani sprawcy, ale powiązani z pewnością z Tuskiem, który zrobił to bo nienawidzi polskości. A pomagał mu Putin, który zrobił to dlatego, że się bał profesora Lecha Kaczyńskiego.

Dowody na te wszystkie tezy są tak tajne, że tylko najtajniejsze służby MON mają je zgromadzone. Ale wierzę że są.

Teraz już jako nowy, wierny władzy adwokat liczę na odpuszczenie win.

Roman Giertych

PS Wolałbym rowy kopać na Syberii niż być adwokatem według waszego wzoru - żałośni kłamcy.



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję