MUNDIAL 2026 Terminarz i wyniki Godziny meczów podawane według Twojej strefy czasowej.
Finał KONIEC
Hiszpania 1
Argentyna 0
Mecz o 3. miejsce KONIEC
Francja 4
Anglia 6
Półfinał KONIEC
Anglia 1
Argentyna 2
Półfinał KONIEC
Francja 0
Hiszpania 2
Ćwierćfinał KONIEC
Argentyna 3
Szwajcaria 1
Ćwierćfinał KONIEC
Norwegia 1
Anglia 2
Ćwierćfinał KONIEC
Hiszpania 2
Belgia 1
Ćwierćfinał KONIEC
Francja 2
Maroko 0
1/8 finału KONIEC
Szwajcaria 4
Kolumbia 3
1/8 finału KONIEC
Argentyna 3
Egipt 2
1/8 finału KONIEC
USA 1
Belgia 4
1/8 finału KONIEC
Portugalia 0
Hiszpania 1
1/8 finału KONIEC
Meksyk 2
Anglia 3
1/8 finału KONIEC
Brazylia 1
Norwegia 2
1/8 finału KONIEC
Paragwaj 0
Francja 1
1/8 finału KONIEC
Kanada 0
Maroko 3
1/16 finału KONIEC
Kolumbia 1
Ghana 0
1/16 finału KONIEC
Argentyna 3
Republika Zielonego Przylądka 2
1/16 finału KONIEC
Australia 3
Egipt 5
1/16 finału KONIEC
Szwajcaria 2
Algieria 0
1/16 finału KONIEC
Portugalia 2
Chorwacja 1
1/16 finału KONIEC
Hiszpania 3
Austria 0
1/16 finału KONIEC
USA 2
Bośnia i Hercegowina 0
1/16 finału KONIEC
Belgia 3
Senegal 2
1/16 finału KONIEC
Anglia 2
DR Konga 1
1/16 finału KONIEC
Meksyk 2
Ekwador 0
1/16 finału KONIEC
Francja 3
Szwecja 0
1/16 finału KONIEC
Wybrzeże Kości Słoniowej 1
Norwegia 2
1/16 finału KONIEC
Holandia 3
Maroko 4
1/16 finału KONIEC
Niemcy 4
Paragwaj 5
1/16 finału KONIEC
Brazylia 2
Japonia 1
1/16 finału KONIEC
RPA 0
Kanada 1
GRUPA J KONIEC
Jordania 1
Argentyna 3
GRUPA J KONIEC
Algieria 3
Austria 3
GRUPA K KONIEC
Kolumbia 0
Portugalia 0
GRUPA K KONIEC
DR Konga 3
Uzbekistan 1
GRUPA L KONIEC
Panama 0
Anglia 2
GRUPA L KONIEC
Chorwacja 2
Ghana 1
GRUPA G KONIEC
Nowa Zelandia 1
Belgia 5
GRUPA G KONIEC
Egipt 1
Iran 1
GRUPA H KONIEC
Urugwaj 0
Hiszpania 1
GRUPA H KONIEC
Republika Zielonego Przylądka 0
Arabia Saudyjska 0
GRUPA I KONIEC
Norwegia 1
Francja 4
GRUPA I KONIEC
Senegal 5
Irak 0
GRUPA D KONIEC
Turcja 3
USA 2
GRUPA D KONIEC
Paragwaj 0
Australia 0
GRUPA F KONIEC
Tunezja 1
Holandia 3
GRUPA F KONIEC
Japonia 1
Szwecja 1

Trump wraca do Ukrainy. Europa nie chce układu pokojowego ponad głowami Kijowa

Donald Trump znów mówi o zakończeniu wojny w Ukrainie. Po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim podczas szczytu G7 w Évian prezydent USA przekonywał, że Rosja powinna zawrzeć porozumienie, a on sam jest gotów pomóc w doprowadzeniu do rozmów. Brzmiało to jak zapowiedź nowego dyplomatycznego otwarcia. Problem w tym, że za słowami Trumpa wciąż nie widać jasnego planu nacisku na Moskwę.

Dla Ukrainy i europejskich stolic to moment szczególnie delikatny. Kijów potrzebuje pokoju, ale nie pokoju narzuconego z zewnątrz. Europa również nie chce zostać sprowadzona do roli obserwatora, który finansuje bezpieczeństwo Ukrainy, dostarcza broń, ponosi polityczne i gospodarcze koszty wojny, a potem dowiaduje się, jakie warunki uzgodniono gdzieś indziej.

Trump znów obiecuje koniec wojny

Trump od dawna przedstawia się jako polityk zdolny przeciąć konflikty szybciej niż tradycyjna dyplomacja. W przypadku Ukrainy ta obietnica brzmi jednak szczególnie ryzykownie. Według doniesień Reutersa rozmowa Trumpa z Zełenskim na szczycie G7 została oceniona przez stronę amerykańską jako dobra. Ukraiński prezydent zabiegał przede wszystkim o dalsze wsparcie w obronie powietrznej oraz o zwiększenie presji sankcyjnej na Rosję.

Kijów nie chce pokoju pisanego za jego plecami

Zełenski próbuje przekonać Zachód, że Ukraina nie jest biernym uczestnikiem cudzej gry dyplomatycznej. Kijów chce rozmów, ale takich, które nie zaczynają się od założenia, że część ukraińskiego terytorium można po prostu wpisać w cenę pokoju. Dlatego tak ważne jest, kto siedzi przy stole i kto ustala warunki. Jeśli negocjacje zostałyby sprowadzone do szybkiego układu między Waszyngtonem a Moskwą, Ukraina mogłaby znaleźć się w sytuacji państwa, którego przyszłość omawia się ponad jego głową. Tego obawia się nie tylko Kijów, ale także europejscy sojusznicy Ukrainy.

Europa chce miejsca przy stole

Europejscy przywódcy popierają rozmowy pokojowe, ale coraz wyraźniej podkreślają, że nie mogą one odbywać się bez Ukrainy i bez Europy. To nie jest wyłącznie kwestia prestiżu. Każde porozumienie dotyczące Ukrainy będzie miało bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa całego kontynentu.

Europa wie też, że Rosja uważnie obserwuje podziały Zachodu. Jeżeli Kreml uzna, że Trump szuka przede wszystkim szybkiego politycznego sukcesu, może próbować wykorzystać tę presję. Pokój zawarty zbyt wcześnie, zbyt słabo zabezpieczony i zbyt korzystny dla agresora mógłby zostać w Moskwie odczytany nie jako koniec imperialnej polityki, lecz jako dowód, że cierpliwość i brutalność się opłacają.

Pokój czy polityczny skrót?

Ukraina potrzebuje zakończenia wojny, ale nie potrzebuje dyplomatycznego skrótu, który zamrozi konflikt, pozostawi Rosji zyski z agresji i osłabi bezpieczeństwo Europy. Trump może stać się politykiem, który pomoże wymusić na Moskwie realne negocjacje. Może też jednak uznać, że sam fakt ogłoszenia „pokoju” jest ważniejszy niż jego trwałość. Europa nie boi się pokoju. Boi się pokoju źle napisanego: bez Kijowa, bez trwałych gwarancji i bez zrozumienia, że ustępstwa wobec Moskwy mogą nie zakończyć wojny, lecz tylko przesunąć ją w czasie.


Orbán, rodzina i Ameryka. Węgry żyją pytaniem, gdzie jest były premier

Po wyborczej porażce Viktora Orbána na Węgrzech pojawiły się doniesienia, że były premier może spędzić dłuższy czas w Stanach Zjednoczonych. Na razie twarde fakty są jednak skromniejsze: jego najbliższa rodzina już wcześniej związała najbliższy rok szkolny z USA, a sam Orbán ma polecieć na finał piłkarskich mistrzostw świata.

Sprawa stała się głośna, ponieważ Orbán po 16 latach stracił władzę, a nowy premier Péter Magyar zapowiada rozliczenia, odzyskiwanie publicznych pieniędzy i naprawę instytucji państwa. W takiej atmosferze każda informacja o podróżach, majątku i planach ludzi z dawnego obozu władzy natychmiast nabiera politycznego ciężaru.

Co jest faktem, a co tylko medialnym tropem

Nie ma publicznego potwierdzenia, że Viktor Orbán już wyjechał do USA z rodziną. Są natomiast potwierdzone informacje, że jego córka Orbán Ráhel, jej mąż István Tiborcz i dzieci mają spędzić rok szkolny 2025/2026 w Stanach Zjednoczonych ze względu na studia Orbán Ráhel. Taką odpowiedź przekazała mediom grupa BDPST, związana z Tiborczem.

Węgierski dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi napisał, że były premier wybiera się latem do USA, gdzie ma oglądać mecze mundialu, spędzić czas z rodziną w Nowym Jorku i kontaktować się z kręgami amerykańskiej prawicy. Według jego źródeł Orbán ma być obecny na finale mistrzostw świata 19 lipca na stadionie MetLife w New Jersey.

Budapeszt zaprzecza wersji o dłuższym pobycie

Podobny wątek pojawił się później w „The Guardian”. Brytyjski dziennik napisał, powołując się na źródło związane z Fideszem, że Orbán może spędzić w USA kilka tygodni, a sama podróż miała być planowana jeszcze przed wyborami. Gazeta osadziła to w szerszej opowieści o napięciu wśród ludzi dawnego obozu władzy i przenoszeniu aktywów za granicę przez część osób powiązanych z Fideszem.

Rządowe centrum informacji w Budapeszcie szybko zareagowało. W oficjalnym komunikacie stwierdziło, że Orbán nie wybiera się do USA „na dłuższy czas”, lecz zgodnie ze swoim zwyczajem obejrzy finał piłkarskich mistrzostw świata. Wszystko, co wychodzi poza tę wersję, nazwano „nieprawdziwym i bezpodstawnym”.

Dlaczego ta podróż budzi tyle emocji

Dlatego najuczciwsza wersja brzmi dziś tak: wyjazd Orbána do USA jest spodziewany, ale spór dotyczy jego długości i politycznego znaczenia. Oficjalna strona mówi o krótkiej podróży na finał mundialu. Dziennikarze śledczy i część zagranicznych mediów opisują możliwy szerszy plan: czas z rodziną, kontakty z amerykańską prawicą i szukanie nowego miejsca dla Orbána po utracie władzy.

Wybory z 12 kwietnia zakończyły się dla Fideszu ciężką porażką. Partia Tisza Pétera Magyara zdobyła większość konstytucyjną, a Orbán po raz pierwszy od początku wolnych węgierskich parlamentów nie zasiadł w nowym Zgromadzeniu Narodowym. Zamiast tego zapowiedział reorganizację „strony narodowej”.

Nowa władza zapowiada rozliczenia

Magyar zbudował kampanię na obietnicy rozliczenia systemu Orbána. Po objęciu urzędu zapowiedział m.in. walkę z korupcją, odbudowę relacji z Unią Europejską i próbę odblokowania miliardów euro środków unijnych. To właśnie dlatego doniesienia o podróżach ludzi z dawnego układu władzy są na Węgrzech czytane nie jak zwykłe informacje towarzyskie, ale jak sygnały politycznego przesilenia.

Fakt, że córka Orbána i jej rodzina mieszkają czasowo w USA, jest potwierdzony. Fakt, że Orbán ma obejrzeć finał mundialu, został w praktyce potwierdzony także przez rządową stronę. Niepotwierdzone pozostaje natomiast to, czy planuje dłuższy pobyt, czy USA mogłyby stać się dla niego politycznym zapleczem po utracie władzy.

Źródło: AP, Reuters, OSW, The Guardian, Panyi Szabolcs/Substack, Telex, MTI/Nemzeti Közleménytár

 


Gdzie jest Romanowski? Mieszkanie w Budapeszcie czeka na nowego najemcę

Mieszkanie w Budapeszcie, w którym przez ostatnie miesiące miał przebywać Marcin Romanowski, jest puste. Według ustaleń TVN24 lokal został „wyczyszczony” i czeka na nowego najemcę, a umowa najmu wygasła z końcem kwietnia. Wciąż nie ma jednak potwierdzonej informacji, gdzie obecnie przebywa były wiceminister sprawiedliwości.

Reporter TVN24 Bartłomiej Ślak ustalił, że przedstawiciel właściciela mieszkania ostatni raz widział Romanowskiego 21 kwietnia. Umowa najmu miała obowiązywać do 30 kwietnia, a mieszkanie czeka obecnie na nowego lokatora. Jeszcze pod koniec kwietnia węgierski portal śledczy Direkt36 ujawnił, gdzie Romanowski mieszkał w Budapeszcie. TVN24, powołując się na te ustalenia, podawało, że lokal należał do osoby związanej z Fideszem. Współwłaściciel nieruchomości przekonywał wtedy, że Romanowski sam opłaca swój pobyt, a umowa zostanie rozwiązana, jeśli status prawny polityka na Węgrzech się zmieni.

Puste mieszkanie to fakt. Nowy adres nie

Potwierdzone medialnie jest to, że lokal, w którym mieszkał Romanowski, jest pusty. Nie ma natomiast oficjalnej informacji, dokąd polityk się przeniósł ani czy nadal przebywa na Węgrzech.

W tle pojawił się wątek Stanów Zjednoczonych, bo media poinformowały o wyjeździe Zbigniewa Ziobry. TVN24 otrzymało zdjęcie byłego ministra sprawiedliwości z lotniska Newark w New Jersey. W przypadku Romanowskiego takiego potwierdzenia nie ma. TVN24 przypomina, że Roman Imielski z „Gazety Wyborczej” zaprzeczył informacjom, jakoby Romanowski miał wyjechać do USA. Według „GW” amerykańską wizę miał otrzymać tylko Ziobro.

Fakt.pl przytoczył z kolei wypowiedź Jacka Karnowskiego z Telewizji wPolsce24, który stwierdził, że według jego informacji Romanowski „się ukrywa”. Karnowski mówił też, że sytuacja byłego wiceministra jest inna niż sytuacja Ziobry, bo wobec Romanowskiego obowiązuje Europejski Nakaz Aresztowania.

Dlaczego sprawa wróciła

Romanowski jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu łącznie 19 przestępstw, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawianie konkursów za pieniądze z funduszu. Polityk nie przyznawał się do zarzutów.

W lutym 2026 roku Sąd Okręgowy w Warszawie ponownie wydał wobec Romanowskiego Europejski Nakaz Aresztowania. Pierwszy ENA został wydany w grudniu 2024 roku, kiedy wyszło na jaw, że rząd Viktora Orbana udzielił Romanowskiemu ochrony międzynarodowej. Później nakaz został uchylony, ale prokuratura ponownie wystąpiła do sądu, a sąd przychylił się do wniosku.

Sprawa ma też nowy kontekst polityczny. Po zmianie władzy na Węgrzech premier Péter Magyar zapowiadał, że jego kraj nie będzie miejscem schronienia dla osób uciekających przed wymiarem sprawiedliwości.

Źródło: TVN24, PAP, Fakt.pl


Ziobro w USA? Żurek stawia sprawę jasno

Sprawa Zbigniewa Ziobry wróciła z nową siłą po doniesieniach, że były minister sprawiedliwości miał opuścić Węgry i pojawić się w Stanach Zjednoczonych. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział, że jeśli ta informacja zostanie potwierdzona, Polska wystąpi o ekstradycję.

Żurek mówił w Polsat News, że Ziobro miał pojawić się na lotnisku w USA, ale zastrzegł, że nie oznacza to jeszcze, iż polityk PiS zamierza zostać w Stanach Zjednoczonych. Według ministra trzeba ustalić, czy USA były celem podróży, czy tylko miejscem tranzytu. „Rozmawiałem z prokuratorem krajowym. W poniedziałek zaczynamy akcję i jeśli będzie potwierdzone, że Zbigniew Ziobro jest w USA, wystąpimy o jego ekstradycję” — powiedział Żurek.

Co wiadomo, a czego wciąż nie potwierdzono

Polsat News podał, że Ziobro przebywa w Stanach Zjednoczonych, powołując się na źródło w PiS. TVN24 poinformował z kolei, że opublikował zdjęcie byłego ministra z lotniska Newark w stanie New Jersey, otrzymane od widza za pośrednictwem Kontakt24.

Żurek zaznaczył również, że polskie władze nie wiedzą, jakim dokumentem miałby posługiwać się Ziobro. Wcześniej MSZ unieważnił jego paszport zwykły i dyplomatyczny. Według informacji przekazywanych przez obrońcę polityka po uzyskaniu ochrony na Węgrzech Ziobro miał otrzymać dokument podróży przewidziany w Konwencji Genewskiej.

Ten dokument, potocznie nazywany paszportem genewskim, umożliwia podróżowanie osobie objętej ochroną, ale eksperci podkreślają, że nie jest immunitetem. Dr hab. Marcin Marcinko z Uniwersytetu Jagiellońskiego wyjaśniał w rozmowie z „Faktem”, że taki dokument zastępuje zwykły paszport, ale nie chroni przed europejskim nakazem aresztowania ani przed ekstradycją. Podobnie Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, mówił Polskiemu Radiu, że procedura ekstradycyjna z USA byłaby długotrwała, skomplikowana i zależna zarówno od sądu, jak i decyzji organów amerykańskich.

Dlaczego sprawa jest tak poważna

Zbigniew Ziobro jest poszukiwany w związku ze śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura Krajowa informowała wcześniej, że sąd wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu byłego ministra, między innymi z powodu ukrywania się przed organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości. Następnie prokurator wydał postanowienie o poszukiwaniu go listem gończym.

Według ustaleń śledczych sprawa obejmuje 26 przestępstw. Chodzi między innymi o zarzuty dotyczące kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz współudziału w przywłaszczeniu środków z Funduszu Sprawiedliwości. Ziobro odrzuca oskarżenia i twierdzi, że sprawa ma charakter polityczny. Jego obrońcy również wskazywali, że przyznanie ochrony na Węgrzech było uzasadniane przez tamtejsze władze oceną sytuacji prawnej w Polsce.

W listopadzie 2025 roku Sejm uchylił Ziobrze immunitet w odniesieniu do wszystkich 26 zarzutów, które chciała mu postawić Prokuratura Krajowa. Posłowie wyrazili też zgodę na jego zatrzymanie i ewentualne tymczasowe aresztowanie.

Węgry przestały być pewnym schronieniem

Przez ostatnie miesiące Ziobro przebywał na Węgrzech. Ten wątek był szczególnie drażliwy, bo podobną ochronę uzyskał wcześniej Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości i polityk związany z obozem Ziobry.

Sytuacja zmieniła się po politycznej porażce Viktora Orbana. Nowy premier Węgier Peter Magyar zapowiadał, że jego kraj nie będzie schronieniem dla osób uciekających przed wymiarem sprawiedliwości innych państw Unii Europejskiej.

Żurek powiedział w Polsat News, że strona polska będzie sprawdzać wszystkie wątki, w tym dokument, na którym Ziobro miałby podróżować. Minister mówił też, że chce ustalić, czy ktokolwiek pomagał politykowi PiS w wyjeździe.

Ekstradycja nie działa jak przelew natychmiastowy

Nawet jeśli okaże się, że Ziobro rzeczywiście przebywa w USA, jego sprowadzenie do Polski nie byłoby automatyczne. Polska i Stany Zjednoczone mają obowiązującą umowę o ekstradycji, ale każda taka procedura wymaga formalnego wniosku, oceny prawnej i decyzji po stronie państwa, do którego wniosek trafia.

Eksperci zwracają uwagę, że w sprawach ekstradycyjnych badane są między innymi podobieństwo zarzucanych czynów w obu systemach prawnych, ewentualne przeszkody humanitarne oraz argumenty polityczne. To oznacza, że nawet mocna zapowiedź polskiego ministra jest dopiero początkiem drogi, a nie jej końcem.

Źródło: Polsat News


Złoty Trump w Miami. Przy polu golfowym stanął „Don Colossus”

Przy polu golfowym Donalda Trumpa w Doral na Florydzie odsłonięto pozłacaną figurę amerykańskiego prezydenta z uniesioną pięścią. Rzeźba ma własną nazwę, własną historię, własny kryptowalutowy wątek i pastora, który musiał publicznie wyjaśniać, że nie chodzi o bałwochwalstwo. W sprawie zabrakło właściwie tylko tego, by pomnik sam zabrał głos.

Figura nazywa się „Don Colossus”. Ma około 15 stóp wysokości, czyli 4,6 metra, a razem z cokołem około 22 stóp, czyli 6,7 metra. Na zdjęciach wygląda jak złota, ale złotem nie jest. To rzeźba z brązu pokryta złotem płatkowym, wykonana przez amerykańskiego rzeźbiarza Alana Cottrilla.

Pomnik przedstawia Trumpa w pozie z uniesioną pięścią. To nawiązanie do sceny z 13 lipca 2024 roku, gdy podczas wiecu w Butler w Pensylwanii doszło do próby zamachu na jego życie. Po strzałach Trump, z krwią na twarzy, został otoczony przez agentów Secret Service i uniósł pięść w stronę tłumu. Ten kadr szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów jego kampanii.

W Doral obraz trafił więc na cokół. Podczas ceremonii rzeźba była przykryta biało-niebieską tkaniną, a goście siedzieli na krzesłach ustawionych przy palmach. Uroczystość prowadził pastor Mark Burns, związany z ruchem Pastors for Trump. Według relacji amerykańskich mediów Donald Trump zadzwonił w trakcie wydarzenia i podziękował uczestnikom.

Burns po ceremonii odniósł się do komentarzy, w których porównywano figurę do „złotego cielca”. Napisał, że chrześcijanie czczą Jezusa Chrystusa, a pomnik nie ma być obiektem kultu. Według niego rzeźba powstała jako wyraz wdzięczności, patriotyzmu i uznania dla Trumpa. Innymi słowy: złota figura tak, modlitwy do figury nie.

Historia pomnika ma też część biznesową. „Don Colossus” został zamówiony przez grupę związaną z kryptowalutowym projektem $PATRIOT. Rzeźba miała pomóc w promocji memecoina, czyli cyfrowego aktywa budowanego wokół internetowej popularności, rozpoznawalnego symbolu i społeczności. W tym przypadku rozpoznawalnym symbolem był 4,6-metrowy Trump z pięścią w górze.

Projekt nie przebiegał bez tarć. Reuters opisywał wcześniej spór między rzeźbiarzem a zleceniodawcami dotyczący pieniędzy oraz praw do wykorzystania wizerunku rzeźby. Cottrill mówił, że nie chce instalować figury, dopóki nie zostaną uregulowane należności. Według późniejszych relacji projekt ostatecznie trafił na Florydę, a pozłacany Trump stanął przy należącym do prezydenta kompleksie golfowym.

Rzeźbiarz miał najpierw wykonać figurę z brązu. Złote wykończenie pojawiło się później. Według relacji The Independent Cottrill mówił, że pomysł złota spodobał się otoczeniu Trumpa bardzo szybko.

 


Orban dla „Bild”: Następne dwa lub trzy miesiące będą o wiele bardziej brutalne niż nam się wydaje

Monika Stefanek

Premier Węgier Viktor Orban przybył do Pekinu w ramach samozwańczej „misji pokojowej”. W gazecie „Bild” mówi, że za czasów Angeli Merkel nie doszłoby do wojny w Ukrainie.

Chiny to kolejny nieoczekiwany cel podróży Viktora Orbana, po ubiegłotygodniowych wizytach w Kijowie i Moskwie. W Pekinie premier Węgier spotkał się w poniedziałek (8.07.2024) z przywódcą Chin Xi Jinpingiem w ramach wizyty, którą określił jako „misja pokojowa 3.0”.

Podczas spotkania Xi wezwał światowe mocarstwa do wsparcia wysiłków na rzecz wznowienia bezpośrednich rozmów pokojowych między Rosją a Ukrainą. „Społeczność międzynarodowa powinna stworzyć warunki i zapewnić pomoc obu stronom we wznowieniu bezpośredniego dialogu i negocjacji” – powiedział Xi Orbanowi, według chińskiego nadawcy państwowego CCTV.

„Tylko wtedy, gdy wszystkie główne mocarstwa wykażą się pozytywną energią, a nie negatywną, zawieszenie broni w tym konflikcie może pojawić się tak szybko, jak to możliwe” – stwierdził prezydent Chin.

Orban ostrzega

W wywiadzie udzielonym niemieckiemu dziennikowi „Bild” i innym mediom grupy Axel Springer Orban ostrzegł przed dalszą eskalacją walk w Ukrainie.

„Uwierzcie mi: następne dwa lub trzy miesiące będą o wiele bardziej brutalne niż nam się wydaje” – powiedział Orban. „Jest więcej broni, a Rosjanie są bardziej zdeterminowani. Tak więc energia konfrontacji, liczba zmarłych, liczba ofiar będzie bardziej brutalna niż w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy”.

W wywiadzie dla „Bild” węgierski premier powtórzył swoje wezwanie do negocjacji pokojowych. Jego zdaniem teraz jest właściwy czas, aby przejść „od polityki wojny do polityki pokoju”. „Nie spieram się o to, kto ma rację, a kto nie. Ponieważ moim celem jest pokój i zawieszenie broni” – dodał.

Według Orbana atak Rosji na państwa członkowskie NATO jest wykluczony. „Atak na NATO jest całkowicie niemożliwy – nie tylko dla Rosji, ale dla kogokolwiek na świecie – ponieważ NATO jest zdecydowanie najsilniejszą wspólnotą wojskową” – powiedział w wywiadzie szef węgierskiego rządu. „Żadna poważna osoba nie może powiedzieć, że Rosja ma zamiar zaatakować NATO”.

Orban przyznał także, że uważa się za znawcę Rosji. „Jest bardzo niewielu ludzi na świecie, którzy wiedzą więcej o Rosji niż Węgrzy, a zwłaszcza ich premier” – powiedział Orban. „Znam Rosjan. Różnią się od nas. Mają inną historię, inną kulturę, inne instynkty i postawy. Inne rozumienie wolności i inne rozumienie suwerenności narodowej”.

Jego zdaniem była kanclerz Niemiec Angela Merkel rozumiała wówczas „liberalną demokrację w Rosji” i miała niewiele zrozumienia dla „tego głupiego podejścia wielu ludzi Zachodu”. Jak podkreślił, gdyby Merkel nadal była kanclerzem, nie doszłoby do wojny.

Samozwańcza misja pokojowa Orbana

W miniony piątek (5.07.2024) premier Węgier spotkał się w Moskwie z Władimirem Putinem. Wizyta ta została ostro skrytykowana zarówno przez Kijów, jak i UE, które stwierdziły, że grozi ona podważeniem wspólnego stanowiska unijnego w sprawie wojny. Także Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podkreślił, że Orban nie reprezentuje Sojuszu. Biały Dom nazwał tę podróż „kontrproduktywną”.

Premier Węgier powiedział, że zdaje sobie sprawę, że nie ma mandatu UE na podróż do Moskwy, ale pokoju nie da się zaprowadzić „z wygodnego fotela w Brukseli”. Pomimo wojny w Ukrainie, Orban nadal utrzymuje bliskie stosunki z Moskwą i sprzeciwia się linii UE. Wielokrotnie opóźniał sankcje wobec Rosji i pomoc finansową UE dla Kijowa. Krytykował również rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą.

Współpraca Chin z Węgrami

Pod rządami prawicowego rządu Orbana Węgry stały się ważnym partnerem handlowym i inwestycyjnym dla Chin. W przeciwieństwie do innych krajów UE, które starają się zmniejszyć swoją zależność od drugiej co do wielkości gospodarki świata. W październiku Orban był jednym z niewielu europejskich przedstawicieli i jedynym szefem kraju UE, który wziął udział w chińskim forum na temat „Nowego Jedwabnego Szlaku”.

Węgry są również częścią chińskiego projektu inwestycyjnego, dzięki któremu Pekin realizuje projekty infrastrukturalne na całym świecie, rozszerzając w ten sposób swoje wpływy.

Orban rozpoczął swoją „misję pokojową”, jak sam ją nazywa, po tym, jak 1 lipca br. Węgry przejęły rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Do 3 lat więzienia za trzymanie psa na łańcuchu. A jaka jest rzeczywistość?

Kara aresztu do lat trzech i grzywny do tysiąca złotych grożą właścicielom, którzy trzymają psy na łańcuchu. Zgodnie z prawem pies nie może być przywiązany dłużej niż przez 12 godzin, na uwięzi krótszej niż 3 metry. W rzeczywistości jednak ciężko udowodnić naruszenie tego przepisu.

Fot. Hossein Ghaem /Unsplash

– Nadszedł czas, żeby powiedzieć stop utrzymywaniu psów na uwięzi. Pies to nie jest tani system alarmowy – podkreśla Michał Dąbrowski, dyrektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Szansą na zmianę może być obywatelski projekt ustawy, przygotowany przez kilka organizacji działających na rzecz ochrony zwierząt, który trafił niedawno do Sejmu.

W Polsce nie tylko można utrzymywać psy na łańcuchach, ale i na uwięzi, bo generalnie nie ma definicji prawnej uwięzi. Co to jest uwięź? Prawo wskazuje, że pies może być utrzymywany na uwięzi do 12 godz. Po tym czasie, powinien być zwolniony z tej uwięzi, ale prawo już nie precyzuje, na jak długo – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dąbrowski, dyrektor zarządzający Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce.

Obecnie kwestie ochrony zwierząt reguluje w Polsce ustawa znowelizowana w 2012 roku. Według przepisów nie można trzymać zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godz. w ciągu doby lub powodujący u nich uszkodzenie ciała, lub cierpienie. Długość uwięzi nie może być krótsza niż 3 m, nie może powodować urazów ani cierpień oraz musi zapewnić zwierzęciu możliwość niezbędnego ruchu.

Ustawa dodatkowo wskazuje, że właściciel musi zapewnić pomieszczenie chroniące zwierzę przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z dostępem do światła dziennego, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, a także odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.

– Staramy się uświadomić właściciela, że może lepiej zrobić jakiś większy kojec, wybieg, żeby pies mógł reagować, że pies nie stanowi substytutu taniego systemu alarmowego, to nie tędy droga. Ale spotykamy się z sytuacjami, kiedy właściciel mówi: mój dziadek, mój tata miał tu psa, on tutaj zawsze szczekał. Ale jak mówimy mu, co ten pies przeżywa, to często dochodzi do tego, że uwalnia go z łańcucha, bo trzeba było tylko dotrzeć z takim przekazem. To nie wynika z chęci zadawania cierpienia, ale raczej z niewiedzy – przekonuje ekspert.

Uwięzienie na łańcuchu ma dla psów poważne konsekwencje – nie tylko zdrowotne, ale i behawioralne. Trzymanie go w izolacji blokuje jego instynkt stadny – psy są bowiem zwierzętami bardzo towarzyskimi, czują silną potrzebę bycia częścią stada, również ludzkiego, a na uwięzi są tego pozbawione. To prowadzi do cierpienia i traumy, często depresji.

– Do tego dochodzą często problemy związane ze zwyrodnieniem kręgosłupa, ze względu na to, że pies w naturalny sposób próbuje się szarpać na uwięzi. Cierpi też behawior zwierzęcia: staje się wyalienowane, niekiedy agresywne – wskazuje Michał Dąbrowski.

Jak podaje PETA, powołując się na badania lekarzy z Amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom, psy trzymane na łańcuchu atakują 2,8 raza częściej niż psy, które nie były przywiązane. Zwierzęta żyjące na uwięzi mogą tę agresję kierować również wobec siebie, co prowadzi do samookaleczenia.

Instytucje działające na rzecz zwierząt dziennie przeprowadzają kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt interwencji. Większość odbywa się dzięki sygnałom od innych ludzi, że zwierzęciu może dziać się krzywda.

Jest pozytywny prognostyk, że ludzie potrafią się do nas zgłosić i powiedzieć: utrzymywałem psa na uwięzi przez wiele lat, a teraz wiem, że to jest złe i zgłaszam, że sąsiad to robi. Widać ten proces przemiany. Jednak dla nas każdy pies, który wegetuje na łańcuchu, często w ciężkich warunkach, jest czymś strasznym I my z tym walczymy. Póki w Polsce prawo będzie zezwalało na utrzymywanie zwierząt na uwięzi, to tak naprawdę możemy jedynie starać się minimalizować dolegliwości z tym związane, a nie walczyć z samym problemem – podkreśla dyrektor Zarządu Głównego TOZ w Polsce.

Stop utrzymywaniu psów na uwięzi

Część krajów europejskich wprowadziła już zakaz trzymania psów na uwięzi, m.in. Austria i Szwecja. Niemcy i Słowacja z kolei wprowadziły zakaz stosowania łańcuchów, z pewnymi ograniczonymi wyjątkami.

– Są kraje, które sobie poradziły z tego typu problemami. W Polsce mamy rozwiązania, które mogą temu służyć. Politycy muszą tylko podjąć decyzję i stwierdzić, że nadszedł czas, żeby powiedzieć: stop utrzymywaniu psów na uwięzi. Pies to nie jest tani system alarmowy, ale najbliższy przyjaciel, potrzebujący odpowiednich warunków, które realizować będą jego potrzeby – podkreśla Michał Dąbrowski.

W Polsce w maju br. do Sejmu trafił obywatelski projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który zakazuje stosowania łańcuchów i uwięzi, poza sytuacjami, kiedy zwierzę jest wyprowadzane na spacer lub transportowane. To propozycja Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej: STOP łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt, w którego skład weszły m.in. organizacje działające na rzecz ochrony zwierząt: Mondo Cane, Viva, OTOZ Animals i Akcja Demokracja, posłowie i aktorzy. Jak podkreślają przedstawiciele komitetu, pod koniec czerwca marszałek Sejmu wydał postanowienie o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu inicjatywy obywatelskiej. Tym samym komitet uzyskał osobowość prawną i rozpoczął akcję zbierania 100 tys. podpisów obywateli w całym kraju. Ma na to jeszcze niecałe trzy miesiące.

źródło: newseria