Czy jesteśmy sami w kosmosie? Nauka mówi: prawie na pewno nie
Spójrz w nocne niebo usiane gwiazdami. To tylko maleńki fragment tego, co naprawdę kryje wszechświat. Choć nie mamy twardych dowodów, naukowcy są niemal pewni: tam gdzieś, w bezkresie kosmosu, istnieje życie. Dlaczego jednak — mimo wszystkich możliwości — wciąż nie nawiązaliśmy kontaktu?

DF, thefad.pl. Droga Mleczna widziana z kosmosu — wizualizacja. Ukośny widok na jasne jądro z poprzeczką oraz ramiona spiralne przecinane ciemnymi pasmami pyłu. / Fot. AI
Matematyka życia
Nasza galaktyka, Droga Mleczna, to tylko jedna z setek miliardów galaktyk we wszechświecie. Zawiera od 100 do 400 miliardów gwiazd — najczęściej szacuje się tę liczbę na około 200-300 miliardów. Każda z nich, podobnie jak nasze Słońce, może być źródłem życia na krążących wokół niej planetach.
„Jesteśmy niemal pewni, że tam są” — mówi dr Maggie Aderin-Pocock, specjalistka do spraw kosmosu. „To czysta matematyka. To kwestia prawdopodobieństwa”.
Naukowcy nieustannie odkrywają planety krążące wokół odległych gwiazd — tzw. egzoplanety. Obecnie znamy już ponad 5500 takich obiektów, a katalog ten stale się rozszerza. Dzięki zaawansowanej spektroskopii badają skład chemiczny atmosfer tych ciał niebieskich, szukając warunków podobnych do ziemskich.
Setki obiecujących kandydatów
Wskazówki są zachęcające. Naukowcy zidentyfikowali już setki potencjalnie nadających się do zamieszkania planet — światów krążących w tzw. ekosferze, czyli strefie wokół gwiazdy, gdzie temperatura pozwala na istnienie ciekłej wody.
„Znamy setki potencjalnie nadających się do zamieszkania planet” — potwierdza prof. Tim O’Brien z brytyjskiego University of Manchester. „Prawdopodobnie w ciągu dekady znajdziemy planetę, która może wykazywać oznaki życia”.
Jeszcze bardziej fascynujące odkrycia robimy na samej Ziemi. Organizmy żywe odnaleziono w miejscach wcześniej uznawanych za całkowicie martwe — w najgłębszych rowach oceanicznych, bez dostępu do światła i ciepła, w ekstremalnych warunkach, które kiedyś wydawały się niemożliwe do przetrwania.
Te odkrycia zmieniły nasze myślenie. Kiedyś sądzono, że życie może istnieć tylko na planetach w określonej odległości od gwiazdy. Dziś wiemy, że także księżyce — nie tylko planety — mogą podtrzymywać życie. Życie jest znacznie bardziej odporne, niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy.
Inteligencja to zupełnie inna sprawa
To nie znaczy oczywiście, że znajdziemy gdzieś zielone istoty ze statkami kosmicznymi. Eksperci ostrzegają: nawet jeśli życie istnieje powszechnie, niemal niemożliwe jest stwierdzenie, czy jest inteligentne.
„Przez większość historii życia na Ziemi było ono bardzo proste. Przez miliardy lat istniały tylko bakterie” — przypomina prof. O’Brien.
Rozwój życia wielokomórkowego był wynikiem serii przypadkowych zdarzeń. Aby życie pozaziemskie mogło się z nami skontaktować, musiałoby przejść podobną — lub bardziej zaawansowaną — ewolucję technologiczną. A to wcale nie musi być regułą.
Dlaczego nas nie odwiedzili?
Jeśli nie jesteśmy sami, pojawia się pytanie: dlaczego obcy nas nie odwiedzili? Odpowiedź jest złożona.
„Naszym największym problemem jest to, że mamy tylko jeden przykład życia — życie na tej planecie” — wyjaśnia dr Aderin-Pocock. Nie wiemy, czy to uniwersalny wzorzec. „Jeśli żyjesz przy aktywnej gwieździe, możesz mieszkać pod ziemią… To nie znaczy, że inteligentne życie nie istnieje, ale może nie mieć możliwości nadawania sygnałów”.
Być może po prostu nie mówimy tym samym językiem — w sensie naukowym. Od około 1960 roku naukowcy używają radioteleskopów do nasłuchiwania sygnałów od cywilizacji pozaziemskich. Istnieje jednak wiele różnych sposobów przesyłania informacji — możemy po prostu ich nigdy nie usłyszeć.
Poszukiwania trwają
W ramach projektu Breakthrough Listen naukowcy z University of California w Berkeley przeszukują milion najbliższych gwiazd i centra 100 galaktyk, licząc na kontakt z kimkolwiek zdolnym do wysłania wiadomości. Badają też obszary w centrum Drogi Mlecznej, oddalone o około 26 000-28 000 lat świetlnych.
Problem w tym, że wiadomość z tak odległych miejsc potrzebowałaby dziesiątek tysięcy lat, by do nas dotrzeć. A jeśli wyślelibyśmy odpowiedź? Kolejne dziesiątki tysięcy lat. To międzygwiezdna gra w ping-ponga, która może trwać dłużej niż cała historia ludzkiej cywilizacji.
Więźniowie grawitacji
Podróże międzygwiezdne na ogromne odległości nie będą możliwe w najbliższej przyszłości. Możemy wysyłać fale radiowe z prędkością światła — ale to tylko fale, nie ludzie czy sondy. Żaden pojazd kosmiczny nie jest w stanie podróżować między gwiazdami z takimi prędkościami.
Jeśli nasza cywilizacja nie jest jeszcze do tego zdolna, eksperci twierdzą, że nasi kosmiczni sąsiedzi prawdopodobnie też nie. A nawet jeśli mają technologię, by do nas dotrzeć, mogą po prostu nie chcieć.
Kosmiczne okno możliwości
Potrzebna jest też ogromna dawka szczęścia — albo odpowiednie zgranie w czasie. Życie na Ziemi istnieje od ponad 3,5 miliarda lat, ale współczesny człowiek — zaledwie około 300 000 lat. A ponieważ cywilizacje mogą znikać szybko, okno kontaktu jest bardzo wąskie.
„Jeśli nasze cywilizacje się nie pokrywają” — mówi dr Aderin-Pocock — „to nigdy nie spotkamy obcych”.
Może przybyli dawno temu, kiedy na Ziemi królowały dinozaury — i nikt nie był w stanie ich powitać. Może pojawią się w przyszłości — długo po tym, jak ludzka cywilizacja przestanie istnieć. Być może jesteśmy jak statki mijające się w nocy, nigdy nie dostrzegając nawzajem swoich świateł.
Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Ale sama świadomość, że tam gdzieś — wśród miliardów gwiazd i galaktyk — może istnieć życie, sprawia, że nocne niebo wydaje się trochę mniej samotne.
DF, thefad.pl / Źródło: Na podstawie wypowiedzi dr Maggie Aderin-Pocock i prof. Tima O’Briena dla BBC
Jak Rosja werbuje agentów w Europie? Metody w rekrutacji sabotażystów

Victoria Vlasenko
Podczas wojny z Ukrainą Moskwa stworzyła sieć agentów powiązanych z przestępczym podziemiem do przeprowadzania aktów sabotażu w państwach Unii Europejskiej. Jak można temu zaradzić?

Fot. Zrzut ekranu ze strony internetowej GLOBSEC: Raport „Przestępczość jako narzędzie wojny hybrydowej w Europie”
Na potrzeby wojny hybrydowej przeciwko Europie Rosja stworzyła specjalną sieć agentów, opartą na bliskich powiązaniach placówek państwowych z przestępczym podziemiem. Rekrutuje się do niej także karanych wcześniej rosyjskojęzycznych mężczyzn, by przeprowadzali akty sabotażu w Europie.
Do takiego wniosku doszli eksperci organizacji GLOBSEC i Międzynarodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu (ICCT) z siedzibą w Hadze we wspólnie przeprowadzonym badaniu pod tytułem „Russia’s Crime-Terror Nexus: Criminality as a Tool of Hybrid Warfare in Europe” („Rosyjskie powiązania między przestępczością a terroryzmem: Przestępczość jako narzędzie prowadzenia wojny hybrydowej w Europie”). Jego wyniki przedstawiono w Brukseli na posiedzeniu komisji specjalnej ds. europejskiej tarczy demokratycznej (EUDS) Parlamentu Europejskiego.
Badanie to przedstawia taktykę Moskwy w związku z jej wojną przeciwko Ukrainie i pokazuje, że „operacje hybrydowe nie są żadną sprawą drugoplanową, tylko pełnią główną rolę w rosyjskiej strategii”. Naukowcy porównują ją z działaniami tak zwanego Państwa Islamskiego (ISIS), organizacji terrorystycznej, która także swego czasu rekrutowała w Europie kryminalistów. „Tym razem jednak chodzi nie o organizację terrorystyczną, tylko o działania państwa, które również prowadzi akcję werbunkową i różne operacje” – podkreślają autorzy badania.
Mężczyźni z przeszłością kryminalną
Zwracają uwagę, że w okresie od stycznia 2022 r. do lipca 2025 r. w Europie, głównie w Polsce i we Francji, przeprowadzono 110 aktów sabotażu i prób zamachu mających jakieś powiązania z Rosją. 89 z nich było udanych, a 21 udaremniono. Autorzy podkreślają dalej, że liczba takich udaremnionych ataków i zamachów może być w rzeczywistości znacznie wyższa, ponieważ tajne służby je zwalczające niechętnie podają szczegółowe dane o swoich działaniach.
Ekspertom GLOBSEC i ICCT udało się ustalić tożsamość 131 osób, które uczestniczyły w tych aktach sabotażu i próbach zamachu. Przynajmniej 31 z nich było wcześniej karanych i zwerbowano je w więzieniach lub za pośrednictwem przestępczych organizacji.
Zdaniem autorów badania do aktów sabotażu w Europie Kreml rekrutuje głównie mężczyzn około trzydziestki mówiących po rosyjsku, pochodzących przeważnie z państw, które wyłoniły się z byłych republik radzieckich, oraz znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Ich pozyskanie następuje często online, przeważnie za pośrednictwem aplikacji Telegram, jak również poprzez krewnych i przyjaciół.
Najważniejszą zachętą w akcji rekrutowania sabotażystów są pieniądze. Chodzi tu o stosunkowo niewielkie sumy za rozdawanie prorosyjskich ulotek, od stosunkowo niewielkich sum po pokaźne kwoty za próby przeprowadzenia ataków na obiekty infrastruktury krytycznej.
Zemsta na Europie za pomoc dla Ukrainy
W celu finansowania takich działań Moskwa stawia również na środki nielegalne, aby obejść zachodnie sankcje gospodarcze. „Te kanały umożliwiają Kremlowi obchodzenie ograniczeń z jednej strony i jednocześnie, z drugiej, głębsze włączenie przestępczych sieci w prowadzenie wojny hybrydowej” – piszą autorzy badania.
„Nielegalne przepływy pieniędzy, przestępczość i operacje hybrydowe nie stanowią żadnych odrębnych wyzwań, tylko są elementami tego samego planu działania” – dodają. „Militarne kampanie i działania Rosji, takie jak zamachy bombowe, podpalenia i próby zamachów, mają być traktowane zarówno jako kara dla Europy za jej pomoc dla Ukrainy, jak i przygotowania Rosji do ewentualnego konfliktu na większą skalę”.
Bliskie związki z przestępczym podziemiem
– Posługiwanie się przez rosyjski rząd przestępcami nie jest niczym nowym – wyjaśnia Dominika Hajdu z think tanku GLOBSEC. Ludzie, którzy żyli na wschód od żelaznej kurtyny, dobrze pamiętają, jak stałe braki w zaopatrzeniu w ZSRR zwiększały zależność radzieckiego społeczeństwa od szarej strefy w gospodarce.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego w Rosji, w odróżnieniu od innych państw postkomunistycznych, walka z korupcją nie była żadnym priorytetem dla władz. Przeciwnie, korupcja stała się normą i metodą działania najrozmaitszych instytucji i urzędów. Zdaniem Dominiki Hajdu w 1994 roku w Rosji działało ponad 500 organizacji przestępczych, które kontrolowały około 40 tys. przedsiębiorstw.
– Na początku lat 2000. przedstawiciele organów bezpieczeństwa, a wśród nich oficerowie KGB, zwiększyli swoje wpływy w kontrolowaniu działalności Federacji Rosyjskiej, a ich powiązania z przestępczym podziemiem stały się częścią nowego systemu państwowego – wyjaśnia.
„Chcemy występować przeciwko zwerbowanym”
Także Bartłomiej Sienkiewicz uważa posługiwanie się metodami stosowanymi przez kryminalistów i utrzymywanie bliskich więzi przez rząd Rosji z przestępczym podziemiem za długoletnią praktykę. Sienkiewicz jest posłem do Parlamentu Europejskiego i członkiem frakcji Europejskiej Partii Ludowej.
W rozmowie z DW nie miał żadnych wątpliwości, że Kreml utrzymuje stosunki z przestępczym podziemiem, aby werbować agentów w Europie. Jego zdaniem podstawowy problem dotyczy odpowiedzi na pytanie: „Jak my powinniśmy na to reagować?”. Sienkiewicz zwrócił w tym kontekście uwagę na liczne incydenty z dronami nad unijnymi lotniskami, które sparaliżowały ruch lotniczy w Europie.
– Nikt ich nie zestrzelił. Chcemy występować przeciwko osobom zwerbowanym przez Rosję, ale aktywność na aplikacji Telegram trwa w najlepsze, chociaż UE powinna je w zasadzie kontrolować – podkreśla Sienkiewicz.
Co powinna zrobić Unia Europejska?
Autorzy badania starają się wydać garść zaleceń mogących być podstawą dla możliwych działań UE. Jednym z nich jest lepsze kontrolowanie takich platform internetowych jak Telegram.
Dalszym krokiem powinno być, ich zdaniem, rozszerzenie definicji pojęcia „zagrożeń hybrydowych”, ponieważ w doktrynach wielu państw nie uwzględnia się w należytym stopniu działań ugrupowań przestępczych, ich zmotywowanych ideologicznie przedstawicieli oraz osób działających w pojedynkę. Właśnie takie luki w prawie pozwalają Rosji skutecznie zaprzeczać jej roli w operacjach sabotażowych i innych atakach i występować w roli niesłusznie oskarżanej ofiary pomówień.
Dominika Hajdu uważa bliską współpracę instytucji publicznych i prywatnych w walce z tym zagrożeniem za bardzo ważną. Jak mówi: „Muszą być partnerami, ponieważ przedsiębiorstwa prywatne w Europie dysponują wypróbowanymi metodami wykrywania rosyjskich nielegalnych działań. Dlatego opowiadamy się za powołaniem platformy do koordynowania takiej współpracy, aby skuteczniej zapobiegać rosyjskim atakom hybrydowym na państwa europejskie”.
REDAKCJA POLECA
Spór na linii prezydent-premier nabiera tempa. Czy Nawrocki ma prawo wzywać szefów służb?
Spór na linii prezydent-premier nabiera tempa, eskalując do kryzysu we współpracy kluczowych organów państwa. Donald Tusk stanowczo odrzucił zarzuty Karola Nawrockiego o blokowanie kontaktów szefów służb specjalnych z głową państwa, podkreślając, że obowiązujące przepisy jasno określają zasady współdziałania. W odpowiedzi na oskarżenia o utrudnianie nominacji oficerskich, szef rządu zarzucił Nawrockiemu eskalowanie konfliktu i łamanie konstytucyjnych standardów. Oś sporu stanowi kwestia kontroli nad służbami specjalnymi oraz odmowa nadania stopni oficerskich funkcjonariuszom, co zagraża ciągłości i sprawności działania aparatu bezpieczeństwa.
Kto rządzi służbami? Spór o konstytucyjne formaty współpracy
Sednem trwającego od kilku dni konfliktu jest kwestia dostępu do szefów służb i ich faktycznego przełożonego. Premier Donald Tusk oraz Minister Koordynator Służb Specjalnych Tomasz Siemoniak wskazują na konstytucyjne i ustawowe umocowanie rządu do sprawowania nadzoru i kierowania służbami. W Polsce, Prezes Rady Ministrów (a poprzez niego Minister Koordynator) sprawuje bezpośredni nadzór i kontrolę nad Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i innymi służbami. Szefowie tych służb podlegają właśnie Prezesowi Rady Ministrów, a nie bezpośrednio Prezydentowi.
Nawrocki zarzucił premierowi, że ten podjął decyzję o „zakazie spotykania się szefów służb specjalnych z Prezydentem RP”. W odpowiedzi, szef rządu i minister Siemoniak podkreślili, że prawo nie przewiduje indywidualnych, pozaustawowych odpraw szefów służb z głową państwa. Zamiast tego obowiązują ściśle określone formaty współpracy, takie jak posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego czy Rady Gabinetowej. Co istotne, przedstawiciel Prezydenta uczestniczy w każdym posiedzeniu Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, co zapewnia głowie państwa dostęp do kluczowych informacji zgodnie z wymogami prawa.
Premier Tusk, komentując zarzuty prezydenta, podkreślił, że dopóki prezydent nie zwróci się do niego o spotkanie w konkretnej sprawie, to on jako szef rządu, odpowiedzialny za konstytucyjne standardy, nie pozwoli na łamanie zasad. Stwierdził, że Prezydent ma swoje kompetencje, ale „nie jest od wzywania ministrów czy urzędników państwowych, którzy są podlegli rządowi”.
Żeby być premierem, nie wystarczy wrzucanie postów na X. Trzeba jeszcze umieć rządzić i stawiać Państwo ponad partyjne interesy.
— Karol Nawrocki (@NawrockiKn) November 7, 2025
Bezpieczeństwo Polaków nie ma barw partyjnych, premierze rządu bezprawia. https://t.co/02IfBVyYah pic.twitter.com/GB9WHu2Ejt
Nominacje oficerskie jako oręż w konflikcie politycznym
Spór o dostępy szefów służb błyskawicznie przełożył się na najbardziej widoczny element konfliktu: nominacje na pierwszy stopień oficerski. Premier Donald Tusk publicznie zarzucił prezydentowi zablokowanie nominacji 136 przyszłych oficerów SKW i ABW. To Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nadaje pierwszy stopień oficerski na wniosek właściwego ministra, a akt ten ma tradycyjnie uroczysty i apolityczny charakter, co podnosi rangę zarzutów, szczególnie w kontekście uroczystości związanych z 11 listopada.
Minister Siemoniak podkreślił, że odmowa podpisania tych nominacji jest „wielkim błędem i wielkim wstydem”, który nijak ma się do nieprawdziwych zastrzeżeń Prezydenta. Według szefa resortu, Prezydent wykorzystuje pagon jako narzędzie politycznej walki, mszcząc się na funkcjonariuszach, co godzi w morale służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. Minister przypomniał, że Andrzej Duda w okresie swojej prezydentury zawsze przestrzegał zasad współpracy ze służbami za pośrednictwem premiera lub ministra koordynatora i nigdy nie rozważał odmowy podpisania nominacji na pierwszy stopień oficerski.
Wszystkich wzmożonych kwestią relacji prezydent-służby specjalne polityków PiS proszę choćby o jeden przykład indywidualnego spotkania prezydenta z szefem służby specjalnej w okresie grudzień 2023- lipiec 2025. Prezydent Andrzej Duda przestrzegał zasad i rozmawiał o sprawach…
— Tomasz Siemoniak (@TomaszSiemoniak) November 7, 2025
Nawrocki ripostował, że to właśnie na odwołanych spotkaniach z szefami służb „miały zapaść decyzje dotyczące nominacji oficerskich”, sugerując, że brak możliwości bezpośredniej rozmowy uniemożliwił mu podjęcie decyzji. Szef rządu stanowczo odrzucił tę narrację, mówiąc: „Wolałbym, żeby nie mijał się z prawdą i także, żeby znał konstytucję”.
To nieprawda, że służby specjalne nie przekazują informacji prezydentowi. Otrzymuje on tak samo jak poprzednicy stosowne informacje, podobnie jak uprawnieni urzędnicy jego kancelarii. Współpracę prezydenta ze służbami specjalnymi regulują przepisy, które nie przewidują… pic.twitter.com/2kWHPR35lV
— Tomasz Siemoniak (@TomaszSiemoniak) November 7, 2025
Konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa
Konsekwencją tego sporu jest erozja autorytetu procedur i realne ryzyko dla stabilności służb specjalnych, które powinny być odporne na bieżące napięcia polityczne. Nominacje oficerskie, nadawane na wniosek ministrów obrony lub spraw wewnętrznych, to nie tylko formalność. Prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych, ma konstytucyjny obowiązek ich podpisywania.
Tusk, odpowiadając na zarzuty o izolacji prezydenta, zapewnił: „Nikomu niczego nie zakazuje. Szefowie służb, ministrowie, wiceministrowie będą spotykali się z prezydentem, jeśli pan prezydent zwróci się do mnie z informacją, w jakiej sprawie, i o co chodzi”.
DF, thefad.pl / Źródło: Onet Wiadomości, TOK FM, Rządowy Portal Gov.pl, BBN.gov.pl
Prysznic rano czy wieczorem? Dermatolodzy rozstrzygają spór
Rano czy wieczorem? To pytanie dzieli społeczeństwo niemal tak mocno jak debata o ananasie na pizzy. Jedni nie wyobrażają sobie rozpoczęcia dnia bez gorącego prysznica, inni nie zasną, dopóki nie „zmyją dnia”. A co na to nauka?
Jedni nie wyobrażają sobie rozpoczęcia dnia bez orzeźwiającego prysznica, inni nie zasną bez kąpieli przed snem. Zamiast przerzucać się argumentami, spójrzmy na badania i zalecenia dermatologów. Odpowiedź na pytanie „kiedy lepiej?” jest mniej oczywista, niż myślisz.
Co dzieje się z twoją skórą w nocy?
Skóra to żywy ekosystem. Na każdym centymetrze kwadratowym bywa od dziesiątek tysięcy do około miliona bakterii różnych gatunków. Ten mikrobiom współtworzy naszą barierę ochronną. Pamiętajmy też, że zapach ciała nie bierze się z samego potu (ten jest bezwonny), lecz z metabolitów drobnoustrojów rozkładających pot i łój.
Jak wyjaśnia dr Primrose Freestone, mikrobiolożka z University of Leicester: „Nawet jeśli weźmiesz prysznic wieczorem, w nocy nadal się pocisz i złuszczasz naskórek. Tworzysz wilgotne mikrośrodowisko, które bakterie uwielbiają. Kiedy wstajesz rano, jesteś już nieco nieświeży.”
Niezależnie od wieczornej kąpieli, podczas chłodnej nocy możemy wydzielić nawet do pół litra płynu i zostawić w pościeli ponad 50 000 komórek skóry. To prawdziwa uczta dla roztoczy kurzu domowego. Właśnie dlatego rano, na skórze i włosach, mamy to, co „przyszło” z pościeli. To najsilniejszy argument za porannym prysznicem jako „świeżym startem”.
Czy wieczorny prysznic gwarantuje lepszą higienę?
Intuicja podpowiada, że tak. W końcu zmywamy kurz, pyłki, alergeny i miejski osad, zanim wtulimy się w kołdrę. Problem w tym, że kluczowa bywa nie tyle pora kąpieli, tylko higiena łóżka. Mikroorganizmy potrafią przeżyć na tkaninach tygodniami, a w poduszkach znajdowano liczne gatunki grzybów, szczególnie istotne zwłaszcza dla alergików i osób z astmą.
„Prawdopodobnie ważniejsze jest regularne pranie pościeli niż wieczorne branie prysznica” – mówi dr Holly Wilkinson z University of Hull. „Bo jeśli kładziesz się spać po kąpieli, ale nie zmieniasz pościeli przez miesiąc, to gromadzą się na niej bakterie, brud i roztocza.”
Wieczorny prysznic ma sens, ale nie zmienia faktu, że w nocy i tak się pocimy i złuszczamy naskórek. Rzeczywistą różnicę robi higiena łóżka: pranie poszewek i prześcieradeł co tydzień (u alergików w 60°C) oraz regularne wietrzenie sypialni.
Tajemnica lepszego snu
W kwestii snu, wieczorna kąpiel ma silną, naukowo potwierdzoną przewagę. Metaanaliza 13 badań naukowych wykazała fascynującą zależność: ciepły prysznic lub kąpiel (woda około 40–42,5°C), wzięte 1–2 godziny przed snem i trwające minimum 10 minut, skracają czas zasypiania średnio o około 10 minut i poprawiają efektywność snu.
Dlaczego to działa? Ciepła woda rozszerza naczynia krwionośne, które po wyjściu z łazienki szybciej oddają ciepło do otoczenia. Temperatura rdzeniowa ciała spada, a zegar biologiczny dostaje wyraźny sygnał: pora spać. To prosty, biologiczny hack na sen. Pamiętajmy jednak, by nie brać gorącej kąpieli tuż przed położeniem się – organizm potrzebuje czasu na schłodzenie.
Co naprawdę ma znaczenie?
Jeśli myjesz się raz dziennie, pora prysznica najpewniej ma mniejsze znaczenie niż higiena łóżka i to, jak funkcjonujesz w ciągu dnia. Poranny prysznic daje „świeży start”, dodaje energii, budzi, orzeźwia, pomaga w stylizacji włosów i przygotowuje skórę do dziennej pielęgnacji. Wieczorny zasypianie, zmywa z ciała alergeny i zanieczyszczenia z ulicy, relaksuje i daje więcej czasu na wieczorną pielęgnację.
Co do częstotliwości, nauka jest wyrozumiała: o ile codziennie myjesz kluczowe obszary ciała (pachy, pachwiny, stopy), pełny prysznic kilka razy w tygodniu może wystarczyć dla osób mało aktywnych. Oczywiście, jeśli trenujesz, pracujesz fizycznie lub masz skłonność do trądziku/atopii, codzienny prysznic jest uzasadniony.
Zaskakująca prawda o częstotliwości
Czujesz presję, że musisz brać prysznic codziennie? Nauka ma dla ciebie dobre wieści: o ile codziennie myjesz kluczowe obszary ciała, pełny prysznic kilka razy w tygodniu może wystarczyć. Oczywiście, jeśli jesteś rolnikiem, pracujesz fizycznie czy intensywnie ćwiczysz potrzebujesz częstszych kąpieli. To zależy od indywidualnych potrzeb.
Werdykt
Poranny prysznic daje świeży start, wieczorny pomaga lepiej spać. O zdrowiu decyduje jednak przede wszystkim porządek w sypialni i konsekwentne nawyki. Jeśli gorzej śpisz, spróbuj przez tydzień brać prysznic 60–120 minut przed snem. Jeśli potrzebujesz „iskry” na początek dnia, zostań przy porannym rytuale.
A pościel? Pierz ją regularnie co tydzień, w wysokiej temperaturze i wietrzenię sypialnię. To ona częściej niż pora prysznica rozstrzyga dyskusję o tej formie higieny.
Koniec końców, nie chodzi o to, która strona ma rację, nauka daje wolny wybór, ale pamiętaj o wymianie pościeli. Serio, rób to.
DF, thefad.pl
Orban atakuje Tuska: „Podżegacz wojenny. Uczynił z Polski wasala Brukseli”
Premier Węgier Viktor Orban opublikował ostry atak na Donalda Tuska, nazywając go „podżegaczem wojennym” i zarzucając, że „uczynił z Polski wasala Brukseli”. To odpowiedź na krytykę spotkania węgierskiego premiera ze Zbigniewem Ziobrą w Budapeszcie.
Orban kontra Tusk – eskalacja konfliktu
W sobotę 1 listopada Viktor Orban zamieścił w mediach społecznościowych obszerny wpis, w którym nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskiego premiera. „Premier Donald Tusk rozpoczął kolejny atak na Węgry. Robi to, ponieważ ma poważne kłopoty w kraju” – napisał szef węgierskiego rządu.
Według Orbana problemy Tuska wynikają z porażki jego partii w wyborach prezydenckich, niestabilności rządu oraz spadających notowań w sondażach. „Wraz z Manfredem Weberem stał się jednym z najgłośniejszych podżegaczy wojennych w Europie – a jednak jego polityka wojenna zawodzi: Ukrainie kończą się europejskie pieniądze, a Polacy są zmęczeni wojną” – argumentował premier Węgier.
„Wasal Brukseli” i „panika”
Orban posunął się jeszcze dalej w swojej krytyce. „Nie może zmienić kursu, ponieważ uczynił z Polski wasala Brukseli. Teraz jest w trybie paniki: ściga swoich przeciwników politycznych środkami prawnymi i atakuje stanowisko Węgier, aby odwrócić uwagę od własnych wewnętrznych problemów politycznych. To smutne” – napisał węgierski przywódca.
Prime Minister @donaldtusk has launched another attack against Hungary.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) November 1, 2025
He is doing this because he is in big trouble at home. His party lost the presidential election, his government is unstable, and he is trailing in the polls. Together with @ManfredWeber, he has become one of…
Kontrowersyjne spotkanie Orbana z Ziobrą
Wszystko zaczęło się od czwartkowego spotkania Viktora Orbana ze Zbigniewem Ziobrą w Budapeszcie. Były minister sprawiedliwości, przeciwko któremu polska prokuratura wniosła o uchylenie immunitetu i zgodę na aresztowanie, przebywał w stolicy Węgier na premierze filmu „Przejęcie” Marcina Tulickiego.
Orban opublikował wspólne zdjęcie z Ziobrą i napisał: „Sprawiedliwość dla Polski! Polska prawica odniosła ogromne zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Od tego czasu pro-brukselski rząd Polski rozpoczął przeciwko niej polityczną nagonkę”.
🇵🇱 Justice for Poland! The Polish right achieved a tremendous victory in the presidential election. Since then, the pro-Brusselian Polish government has launched a political witch hunt against them.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) October 30, 2025
Today, I met with former Minister of Justice @ZiobroPL in Budapest. The Polish… pic.twitter.com/U5WtAGyhhW
Tusk: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”
Premier Donald Tusk ostro zareagował na spotkanie Orban-Ziobro, publikując krótki, ale wymowny wpis: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.
Zbigniew Ziobro odpowiedział w podobnym stylu: „Najpóźniej za dwa lata pakuj manatki – albo do Berlina, albo za kratki”.
Najpóźniej za dwa lata pakuj manatki – albo do Berlina, albo za kratki. https://t.co/Bz1s5RfoAo
— Zbigniew Ziobro | SP (@ZiobroPL) October 30, 2025
26 zarzutów dla Ziobry
We wtorek prokuratura złożyła do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Chodzi o aferę związaną z Funduszem Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca byłemu ministrowi sprawiedliwości popełnienie 26 przestępstw, w tym założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Posiedzenie komisji sejmowej w tej sprawie zaplanowane jest na 6 listopada.
Orban apeluje o pokój
Na zakończenie swojego wpisu Viktor Orban zaznaczył: „Historyczna przyjaźń węgiersko-polska zasługuje na więcej. Nie poprę polityki wojennej pana Tuska. Węgry idą inną drogą — ścieżką pokoju. Węgry nie chcą być wasalami Brukseli. Czas, żeby Pan Tusk się z tym pogodził — i pilnował swoich spraw”.
DF, thefad.pl / Źródło: X
Odebranie tytułów to za mało. Brytyjczycy widzą księcia Andrzeja za kratami

Alexandra Jarecka
Powiązania ze skazanym za pedofilię Jeffreyem Epsteinem pozbawiły księcia Andrzeja tytułu oraz rezydencji w Windsorze. Gazety komentują.
Andrew could lose out on most of his compensation for leaving Royal Lodge https://t.co/GTS7MyuWCo pic.twitter.com/ubvYRzxleI
— The Independent (@Independent) November 1, 2025
Teraz to zwyczajnie Andrzej
„Tytuł książęcy przestał obowiązywać – «teraz to zwyczajnie Andrzej» – stwierdził w telewizyjnym wywiadzie wzruszony do łez brat Virginii Giuffre. Giuffre, która w kwietniu popełniła samobójstwo w wieku 41 lat, była najbardziej znaną spośród kobiet uznanych za ofiary sprawcy przestępstw seksualnych Jeffreya Epsteina. Prawdopodobnie także Andrzeja Mountbattena-Windsora, wcześniej noszącego tytuł księcia Andrzeja” – pisze „Süddeutsche Zeitung”.
Bezczelny, skorumpowany
„Choć nadal zaprzecza zarzutom, to po pośmiertnym opublikowaniu biografii Virginii Giuffre najwyraźniej nie wierzy mu już nawet jego własny brat” – dodaje dziennik. „Andrzej Mountbatten-Windsor jest, według dostępnych informacji, osobą skorumpowaną, prawdopodobnie nigdy niepociągniętą do odpowiedzialności sprawczynią przestępstw seksualnych, a ponadto – jak się wydaje – na tyle bezczelną, by domagać się królewskich rezydencji dla siebie i swojej byłej żony” – czytamy.
Więzienie właściwym miejscem
„Fakt, że teraz, jako zwykły obywatel, zamieszka – według brytyjskiego dziennika «Daily Mail» – sam w Sandringham, może być postrzegany w kręgach królewskich jako «totalna degradacja». Jednak wielu Brytyjczyków uważa, że zamiast przytulnego domku w idyllicznym Norfolk lepszym miejscem dla niego byłoby jedno z więzień w Anglii, nazywanych His Majesty’s Prison” – pisze niemiecka gazeta.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że odebranie przez króla Karola wszystkich tytułów i przywilejów Andrzejowi oraz wymóg opuszczenia Royal Lodge to krok bez precedensu wobec członka rodziny królewskiej. Dziennik przypomina jednocześnie, że mimo tej decyzji Andrzej pozostaje ósmy w kolejce do tronu, a zmiana porządku sukcesji wymagałaby aktu parlamentu. Tłem dla decyzji są wieloletnie kontrowersje wokół relacji księcia z Jeffreyem Epsteinem oraz oskarżenia formułowane przez Virginię Giuffre; sprawa — także za sprawą publikacji jej wspomnień — ponownie znalazła się w centrum uwagi. Brytyjskie media informują też o przenosinach Andrzeja do posiadłości w Sandringham, co część komentatorów odczytuje jako symboliczne zamknięcie jego publicznej roli.
Sukcesja i decyzja Pałacu Buckingham
Nawet po odebraniu wszystkich tytułów honorowych Andrzej nadal pozostaje ósmy w kolejce do brytyjskiego tronu – wskazuje dziennik. Aby to zmienić, potrzebne byłoby uchwalenie specjalnej ustawy – co jeszcze bardziej osłabiłoby fundamenty monarchii, opartej na niezmiennych zasadach dziedziczenia. Pałac Buckingham przekazał, że król wolał sam odebrać bratu wszystkie tytuły honorowe, zamiast pozostawiać decyzję w gestii parlamentu. Tłumaczono to tym, że nie chciano marnować cennego czasu parlamentu. „Jednak w tej wypowiedzi nie słychać troski, lecz strach” – wskazuje dziennik z Frankfurtu.
Głos prasy regionalnej: „Hessische-Niedersächsische Allgemeine”
W ocenie regionalnego dziennika „Hessische-Niedersächsische Allgemeine” potępienie Andrzeja przyszło późno, lecz lepiej późno niż wcale. „Ze względu na wagę oskarżeń decyzja króla Karola – spadająca niczym gilotyna – była także w jego własnym interesie. Karol stoi przed koniecznością ochrony zarówno własnej reputacji, jak i instytucji monarchii. Coraz więcej Brytyjczyków traci wiarę w tę instytucję, nie tylko po aferze z księciem Andrzejem, zastanawiając się, dlaczego miliony z podatków marnowane są na arystokratyczną kastę. To słuszne pytanie, które należałoby również zadać w innych krajach Europy”.
REDAKCJA POLECA
Viktor Orban spotkał się ze Zbigniewem Ziobrą. „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”
Budapeszt znów stał się sceną dla polskiej polityki. W czwartek, 30 października 2025 roku, Viktor Orbán opublikował zdjęcie ze Zbigniewem Ziobrą i komentarz, który odbił się echem w Warszawie i Brukseli. „Sprawiedliwość dla Polski” — napisał, dodając, że polskie władze prowadzą nagonkę na prawicę. „W absurdalnych czasach żyjemy” — zakończył. Wpis Orbána zbiegł się z wnioskiem prokuratury o uchylenie Ziobrze immunitetu.
Budapeszteński kadr i nieplanowana rozmowa
Ziobro przyleciał do Budapesztu na premierę filmu „Przejęcie” Marcina Tulickiego o zmianach w TVP po wyborach 2023 roku. Jak relacjonował, spotkanie z premierem Węgier nie było wcześniej planowane, a rozmowa dotyczyła spraw ogólnopolitycznych i sporów o suwerenność. Orbán, od lat akcentujący napięcia między rządami państw a instytucjami unijnymi, wykorzystał tę sytuację do wzmocnienia własnego przekazu.
„Sprawiedliwość dla Polski! Polska prawica odniosła ogromne zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Od tego czasu pro-brukselski rząd polski rozpoczął przeciwko niej polityczną nagonkę. Dziś spotkałem się w Budapeszcie z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro. Polski rząd próbuje doprowadzić do jego aresztowania. Wszystko to dzieje się w sercu Europy, podczas gdy Bruksela milczy. W absurdalnych czasach żyjemy” — napisał Viktor Orbán, komentując spotkanie z Ziobro.
🇵🇱 Justice for Poland! The Polish right achieved a tremendous victory in the presidential election. Since then, the pro-Brusselian Polish government has launched a political witch hunt against them.
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) October 30, 2025
Today, I met with former Minister of Justice @ZiobroPL in Budapest. The Polish… pic.twitter.com/U5WtAGyhhW
Reakcje w Warszawie
Na wpis Orbána natychmiast odpowiedziała polska polityka. Donald Tusk skwitował całą sytuację jednym zdaniem: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie”.
Albo w areszcie, albo w Budapeszcie.
— Donald Tusk (@donaldtusk) October 30, 2025
Wicepremier Radosław Sikorski ironicznie dopytywał o możliwy azyl. Krótkie, celne riposty zastąpiły długie oświadczenia, bo w takim formacie dziś toczy się większość sporów o symbole i narracje.
Jak Państwo obstawiacie, będzie azyl czy nie? https://t.co/nmz6Q4FkVr
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) October 30, 2025
„Brednie”, Fundusz Sprawiedliwości i 26 zarzutów
Prokuratura Krajowa skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowy areszt. Śledczy wskazują na nieprawidłowości przy dysponowaniu środkami z Funduszu Sprawiedliwości i wyliczają 26 zarzucanych czynów, w tym działanie w zorganizowanej grupie. W uzasadnieniu mówią o obszernym materiale dowodowym, ryzyku niestawiennictwa i możliwości matactwa.
Prawo i Sprawiedliwość przedstawia działania prokuratury jako politycznie motywowane. Jarosław Kaczyński ocenił decyzję śledczych jako „skandaliczną”, a planowane wobec Ziobry zarzuty nazwał „bredniami i bzdurami”, publicznie kwestionując ich zasadność.
DF, thefad.pl
Akt oskarżenia wobec Mateckiego. „Wątek szczeciński” Funduszu Sprawiedliwości trafia do sądu
W czwartek 30 października Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia wobec ośmiu osób, w tym posła PiS Dariusza Mateckiego. Śledczy zarzucają politykowi udział w „ustawianiu” konkursów na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, przywłaszczenie środków publicznych, „pranie pieniędzy” oraz fikcyjne zatrudnienie w Lasach Państwowych. Mateckiemu grozi kara do 10 lat więzienia.
Akt oskarżenia i sześć zarzutów
Według prokuratury Dariusz Matecki usłyszał sześć zarzutów, a sprawa obejmuje trzy konkursy, w których dotacje miały trafiać do z góry wskazanych organizacji. Polityk został zatrzymany 7 marca przez funkcjonariuszy ABW. Tego samego dnia, po przesłuchaniu w Prokuraturze Krajowej, przedstawiono mu zarzuty. Nie przyznał się, złożył wyjaśnienia i po dwóch miesiącach aresztu opuścił go pod koniec kwietnia, po wpłaceniu 500 tys. zł poręczenia.
„Wątek szczeciński”: jak działał mechanizm dotacji
Oskarżenie dotyczy tzw. wątku szczecińskiego. Według komunikatu PK konkursy Funduszu Sprawiedliwości miały być konstruowane w sposób zapewniający wielomilionowe dotacje dla dwóch stowarzyszeń: Fidei Defensor i Przyjaciół Zdrowia. Łącznie 16,5 mln zł miało zostać przywłaszczone i wydatkowane niezgodnie z przeznaczeniem, m.in. poprzez fikcyjne lub zawyżone faktury, pozorne umowy najmu i usług promocyjnych oraz finansowanie aktywności polityczno-medialnych.
„Pranie pieniędzy” i fikcyjne zatrudnienia
Część środków, około 3,6 mln zł według prokuratury miała zostać objęta działaniami mającymi udaremnić lub istotnie utrudnić stwierdzenie ich przestępczego pochodzenia. Kwota ta dotyczy łącznie kilku oskarżonych i nie jest w całości przypisana Dariuszowi Mateckiemu, wobec którego odrębnie sformułowano zarzut „prania” co najmniej 447,5 tys. zł.
W odrębnym wątku śledczy opisują fikcyjne zatrudnienie posła w Centrum Informacyjnym Lasów Państwowych oraz w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie w latach 2020–2023. Według prokuratury dokumentacja poświadczała wykonanie pracy, która w rzeczywistości nie została wykonana, a wypłacone wynagrodzenia były nienależne.
Lista współoskarżonych i dalszy bieg sprawy
Wraz z Dariuszem Mateckim na ławie oskarżonych mają zasiąść m.in. Adam S. (prezes Fidei Defensor, dawniej Nowy Koliber) i Mateusz W. (prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Zdrowia, były wicewojewoda zachodniopomorski), a także pięć innych osób. Wszyscy mieli działać wspólnie i w porozumieniu. Prokuratura informuje, że żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Sprawa trafiła do szczecińskiego sądu okręgowego. W najbliższych tygodniach należy spodziewać się decyzji o terminach pierwszych posiedzeń i ewentualnych wniosków dowodowych. Na tym etapie obowiązuje domniemanie niewinności.
DF, thefad.pl / Źródło: PAP, Onet, RP
Krzysztof Skib: ZERO BLIŻEJ KRAT! Afera goni aferę, okręt PiS tonie!

Krzysztof Skiba
Słynny „Zero”, samozwańczy szeryf, któremu prokuratura zarzuca aż 26 przestępstw oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, może trafić za kraty nawet na 30 lat. Tymczasem radiowy hejter Tomasz Duklanowski, jeden z istotnych oficerów propagandy PiS, został skazany na karę w wysokości 18 tys. zł oraz konieczność odpracowania wielu godzin na cele społeczne. Do tego wszystkiego, wybuch afery ze sprzedażą strategicznej działki pod budowę CPK trafił się ekipie Jarosława w najgorszym możliwym momencie. Okręt tonie
ZIOBRO CORAZ BLIŻEJ KRAT
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zwrócił się do Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu dla Zbigniewa Ziobry. Słynny „Zero”, samozwańczy szeryf, któremu prokuratura zarzuca aż 26 przestępstw oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, może trafić za kraty nawet na 30 lat.
To pierwszy w historii Polski przypadek, by były minister sprawiedliwości miał aż tak ciężkie zarzuty i miłą perspektywę długich wakacji poza społeczeństwem.
We Francji były prezydent Sarkozy już siedzi w pierdlu, skazany na pięcioletni wyrok za nielegalne finansowanie swojej partii z pieniędzy otrzymanych od libijskiego dyktatora Kadafiego.
Czas, by w całej Europie politycy bez względu na wysokie stanowiska zaczęli odpowiadać za swoje przestępstwa i łamanie prawa.
Tymczasem „Kastrat i Symulant” taktycznie szybko wyjechał na Węgry, gdzie spotkał się z uciekinierem Romanowskim i pluje tam na Polskę oraz UE przed sługusami Putina.
W ramach oczerniania rodzimego kraju „Zero”, trzymając się za ręce ze swoim podwładnym z gangu, aktywistą Opus Dei Romano, ruszył wesoło do kina na film o… złym Tusku.
Może sensowniej byłoby, gdyby obaj poszli do kina na takie filmy jak „Skazani na Shawshank” czy „Ucieczka z Alcatraz”?
RADIOWA HIENA SKAZANA
To nie koniec dobrych wiadomości. Bomba medialna wokół ministra Ziobry przysłoniła zupełnie nie tak drobną sprawę radiowego hejtera Tomasza Duklanowskiego, jednego z istotnych oficerów propagandy PiS.
Ten były pisowski truciciel i redaktor naczelny Radia Szczecin opowiadał na antenie zmyślone historie o łapówkach byłego przewodniczącego Senatu, doktora Tomasza Grodzkiego.
Nagonka na Grodzkiego to była perfidna, ciągnąca się miesiącami kampania nienawiści. Opozycja miała przewagę w Senacie i wyrwała kawałek władzy z łap guru moherów Jarosława. Przewodniczącym Senatu został Tomasz Grodzki reprezentujący opozycję.
Z miejsca więc wszystkie ośrodki rządowej propagandy przystąpiły do wylewania kubłów gnojówki na pana doktora. Celował w tym Duklanowski, który opowiadał bajki o tym, że Grodzki brał łapówki w czasie, gdy pracował w Szczecinie w szpitalu. Te jego słowa cytowały następnie wszystkie media zarządzane przez śliskiego maga propagandy Kurskiego.
Gdy doszło do procesu, okazało się, że pan Duklanowski nie potrafi przedstawić ani żadnych świadków, ani dowodów na rzekome łapownictwo Grodzkiego.
Te praktyki rządów PiS pokazały, że zmieszać z błotem można każdego, kto stoi im na drodze. Hejter Duklanowski został skazany na karę w wysokości 18 tys. zł, plus koszty sądowe oraz konieczność odpracowania wielu godzin na cele społeczne. Jeżeli Duklanowski będzie grabił w Szczecinie trawniki, to będzie pierwsza pożyteczna rzecz w jego życiu.
Czeka go jeszcze jeden proces. I tu mam nadzieję, że wyrok będzie bardziej surowy. W ramach brudnej jak nogi szambonurka walki politycznej Towarzysz Hiena ujawnił wrażliwe dane dotyczące nieletniego syna posłanki Filiks, po których ten biedny chłopiec popełnił samobójstwo.
Określenie „Hiena” w stosunku do Duklanowskiego jest, jak widać, w pełni uzasadnione i nawet nie wiem, czy nie zbyt łagodne. Hieny na tle okropnych działań Duklanowskiego wydają się całkiem sympatyczne.
OKRĘT TONIE
Wybuch afery ze sprzedażą strategicznej działki pod budowę CPK w ostatnich dniach rządów PiS trafił się ekipie Jarosława w najgorszym możliwym momencie.
Cwaniacki mechanizm okradania państwa jest dla wszystkich tak ewidentny, że trudno tu ściemniać, a oburzające praktyki teamu Telusa, Horały, Morawieckiego potępił w ostrych słowach nawet popularny Kanał Zero Krzysztofa Stanowskiego, na co dzień sympatyzujący z PiS i Konfederacją.
A wszystko to w sytuacji, gdy od jakiegoś czasu mocno spadają notowania Kaczej Armii. Teraz, po tej milionowej aferze, spaść mogą jeszcze bardziej. Do piwnicy.
Dzielny Jaro, który zwykle broni swoich ludzi jak Westerplatte i nawet najgorszych indywiduów nigdy nie zostawia na lodzie, tym razem wobec przygniatających faktów zawiesił Roberta Telusa w swoim kabarecie.
Z przecieków wiadomo, że Dziadek do orzechów z Nowogrodzkiej tak się wściekł, że nawet głaskanie kota mu nie pomogło. Najgorzej, że afera wybuchła dzień po konwencji partyjnej, która miała zewrzeć szeregi partyjne i pospawać wszystkie aferalne dziury.
Tymczasem cały misternie przygotowany efekt propagandowy poszedł psu na budę. A jak ćwierkają wróbelki, to nie koniec ujawniania pisowskich brudów.
Fraszka
Nie pomoże Kurski
Nie pomoże OMO
Kto tak pięknie kradł
Wszystkim już wiadomo
Krzysztof Skiba
Jesz awokado codziennie? zdrowy nawyk czy kaloryczna pułapka?
Awokado zrobiło w ostatnich latach karierę jak mało który produkt spożywczy. Najpierw było symbolem „modnych tostów”, później zaczęło pojawiać się wszędzie: w smoothie, w sałatkach, jako zamiennik masła, a nawet jedzone łyżką prosto ze skórki. Co się jednak dzieje z organizmem, jeśli awokado staje się stałym elementem diety, każdego dnia?
Zanim pójdziemy dalej, ważne zastrzeżenie. Ten tekst ma charakter informacyjny. Nie jest to porada lekarska ani indywidualny plan żywieniowy. To, że produkt jest ogólnie uważany za „zdrowy”, nie znaczy, że jest idealny dla każdego w dowolnej ilości. Jeśli masz problemy nerkowe, przy których trzeba kontrolować potas, jesteś na diecie zaleconej przez lekarza, masz alergie pokarmowe albo inne ograniczenia – duże zmiany w diecie omawia się ze specjalistą. To dotyczy także awokado.
Awokado to nie jest sałatowy listek z memów. To produkt o wysokiej gęstości odżywczej
Większość owoców kojarzymy z cukrem prostym i szybką energią. Awokado jest inne. Zamiast cukru dostarcza zdrowych tłuszczów jednonienasyconych przede wszystkim kwasu oleinowego, tego samego rodzaju tłuszczu, który stoi za reputacją oliwy z oliwek jako tłuszczu korzystnego dla serca. Do tego dochodzi błonnik, potas, foliany oraz witaminy K, E i C. Jednocześnie awokado praktycznie nie ma cholesterolu pokarmowego i ma bardzo mało cukru.
W praktyce wygląda to tak: około 100 gramów miąższu awokado to mniej więcej 160 kilokalorii, głównie z tłuszczu jednonienasyconego. Taka porcja daje średnio około sześciu–siedmiu gramów błonnika, co stanowi zauważalny wkład w dzienne zapotrzebowanie, oraz ponad 400 mg potasu, czyli minerału ważnego m.in. dla pracy mięśni i regulacji ciśnienia krwi.
To właśnie ta kombinacja: zdrowe tłuszcze, błonnik, potas, witaminy i niska zawartość cukru sprawia, że awokado jest produktem o wysokiej wartości odżywczej. Innymi słowy: to nie są puste kalorie. To kalorie, za którymi idzie realna wartość.
Serce korzysta na takim tłuszczu – pod warunkiem, że to zamiana, a nie dokładka
Najbardziej znany argument „za” awokado dotyczy serca i cholesterolu. I to nie jest mit, tylko coś, co faktycznie zaobserwowano w badaniach.
W badaniach klinicznych, w których osoby z nadwagą lub podwyższonym cholesterolem jadły jedno awokado dziennie w ramach diety o umiarkowanej zawartości tłuszczu, notowano spadek tzw. „złego” cholesterolu LDL, szczególnie tych frakcji uważanych za najbardziej problematyczne dla naczyń krwionośnych. Chodzi o małe, gęste cząsteczki LDL i formy cholesterolu podatne na utlenianie – to właśnie one łatwiej wnikają w ściany naczyń i biorą udział w procesie miażdżycowym.
Ta różnica ma znaczenie. To realnie korzystniejsze warunki dla tętnic, a efekt pojawiał się, kiedy tłuszcze nasycone z codziennego, wysoko tłuszczowego jedzenia były zastępowane tłuszczem z awokado – a nie wtedy, gdy awokado było po prostu dokładane do talerza, który i tak był już tłusty. W praktyce chodzi o to, żeby zastąpić masło awokado a nie dorzucać awokado do posiłku, który i tak jest już tłusty.
Dochodzi do tego jeszcze potas. Wyższe spożycie potasu przy jednocześnie niższym spożyciu sodu sprzyja kontroli ciśnienia krwi. A stabilne ciśnienie to fundament profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych. Awokado jest naturalnie bogate w potas i jednocześnie bardzo ubogie w sód.
Istnieją też badania obserwacyjne, w których osoby jedzące awokado regularnie, przynajmniej kilka razy w tygodniu, wykazywały niższe ryzyko chorób układu krążenia.
Sytość i kontrola apetytu
Awokado sprawia, że po posiłku dłużej czujesz się najedzony. Jeśli do lunchu dorzucisz mniej więcej pół awokado i w zamian zmniejszysz porcję szybkich węglowodanów (słodki sos, bułka, majonez), to zwykle głód wraca później. W badaniach, w których to sprawdzano, uczestnicy zgłaszali mniejszą chęć podjadania nawet kilka godzin po takim posiłku. Mechanizm jest prosty. Połączenie zdrowych tłuszczów i błonnika spowalnia opróżnianie żołądka i łagodzi gwałtowne skoki cukru we krwi po jedzeniu. Zamiast klasycznego scenariusza: bardzo syty posiłek, a po godzinie nagły głód, dostajesz stabilniejszy poziom energii i spokojniejszy apetyt.
Trzeba też pamiętać, że awokado nie jest lekkie kalorycznie. Jedno średnie awokado to zwykle około 220–300 kilokalorii, w zależności od wielkości. Połowa owocu to mniej więcej 110–150 kilokalorii. Jeśli dorzucasz awokado do posiłku, który i tak jest już syty i tłusty, po prostu dokładasz kolejne kalorie. Jeśli jednak zastępujesz nim coś cięższego – np. majonez albo grubą warstwę sera – wtedy bilans działa na twoją korzyść, bo dostajesz kalorie, które realnie sycą, zamiast pustego tłuszczu.
Co dzieje się w jelitach
W diecie większości dorosłych brakuje błonnika. Awokado pomaga to nadrobić. Dostarcza zarówno błonnik rozpuszczalny, jak i nierozpuszczalny.
Błonnik rozpuszczalny staje się pokarmem dla dobrych bakterii w jelitach. Dzięki temu powstają związki, które wzmacniają wyściółkę jelit i pomagają utrzymać barierę ochronną. Z kolei błonnik nierozpuszczalny zwiększa objętość treści w jelitach i ułatwia regularne wypróżnienia. W badaniach klinicznych, w których osoby z nadwagą jadły jedno awokado dziennie, mikrobiom stawał się bardziej zróżnicowany i stabilny.
Awokado nie jest cudownym lekiem. Ale jedzone regularnie może ułatwiać pracę układu trawiennego, nie przez „detoks”, tylko poprzez dostarczanie błonnika.
Prawdy i mity. Czy awokado zastąpi botoks?
Awokado dostarcza witaminy E, która działa antyoksydacyjnie i pomaga utrzymać barierę lipidową skóry, oraz witaminy C, potrzebnej m.in. do produkcji kolagenu. Do tego dochodzą zdrowe tłuszcze, które wspierają szczelność bariery naskórkowej od środka ograniczają utratę wody i przesuszenie.
Warto jednak zaznaczyć, że nie ma solidnych dowodów na to, że jedzenie awokado spłyca zmarszczki w zauważalny, mierzalny sposób. Jednak dieta z rozsądną ilością zdrowych tłuszczów i antyoksydantów daje skórze lepsze warunki do regeneracji i utrzymania elastyczności.
Codziennie czy jednak nie codziennie
W badaniach, w których uczestnicy jedli jedno awokado dziennie nawet przez kilka miesięcy, nie obserwowano przyrostu masy ciała wynikającego tylko z tego nawyku. Zauważano za to poprawę niektórych markerów sercowo-naczyniowych, lepsze poczucie sytości i sygnały, że mikrobiom jelitowy zmienia się w stronę bardziej stabilnego i zróżnicowanego profilu. Pojawiały się też pierwsze sugestie, że taki sposób jedzenia może przekładać się na spokojniejszy apetyt wieczorem, a w konsekwencji nawet na lepszy sen.
To wszystko brzmi obiecująco, ale są też zastrzeżenia. O ile awokado jest źródłem cennych składników, nie jest neutralne dla każdego. Jeśli musisz kontrolować poziom potasu, na przykład przy przewlekłej chorobie nerek, codzienne jedzenie awokado bez kontroli lekarskiej nie będzie dobrym pomysłem. Co więcej, u osób z alergią na lateks występuje tzw. „latex-fruit syndrome”, czyli ryzyko reakcji krzyżowej, w tym na awokado. Pamiętaj też o najważniejszym: kalorie z awokado są nadal kaloriami. Hasło „zdrowe” nigdy nie oznacza „bez limitu”.
Jeżeli jesteś zdrowym dorosłym, możesz traktować awokado jako stałe źródło dobrego tłuszczu i błonnika. Kluczowe nie jest to, żeby dodawać je do wszystkiego, tylko to, co nim zastępujesz. Jeśli awokado wchodzi w miejsce masła, ciężkich sosów albo przypadkowego podjadania, zaczyna pracować na twoją korzyść: dla serca, dla jelit i dla kontroli głodu – bez potrzeby dorabiania mu magii.
DF, thefad.pl / Źródło: USDA National Nutrient Database; Journal of the American Heart Association, Harvard T.H. Chan School of Public Health, Nutrition Journal





