Orban w Moskwie: Kontrowersyjna „Misja pokojowa”
Premier Węgier Viktor Orban spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Moskwie, zaledwie trzy dni po wizycie w Kijowie. Orban, określający swoją misję jako „pokojową”, zaznaczył, że celem jego wizyty było zrozumienie stanowisk obu stron konfliktu w Ukrainie. Podczas otwartego dla mediów spotkania z Putinem, wyraził chęć omówienia „ważnych kwestii dla Europy”.
The #peace mission continues. Second stop: #Moscow. pic.twitter.com/kPOkKBsJQm
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) July 5, 2024
Jednakże, już wcześniej przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel oraz szef unijnej dyplomacji Josep Borrell podkreślali, że Węgry, sprawując rotacyjną prezydencję UE, nie mają mandatu do nawiązywania kontaktów z Rosją w imieniu Unii Europejskiej. Borrell wyraźnie zaznaczył, że wizyta Orbana w Moskwie odbywa się wyłącznie w ramach dwustronnych stosunków Węgier i Rosji, i nie oznacza żadnej zewnętrznej reprezentacji UE.
Podkreślono również, że stanowisko UE w sprawie agresywnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie wyklucza oficjalne kontakty z Putinem. Warto przypomnieć, że Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Putina w związku z przymusową deportacją dzieci z Ukrainy do Rosji.
Podczas konferencji po spotkaniu Putin wyraził zadowolenie z wizyty Orbana, określając rozmowy jako „użyteczne i szczere”. Orban natomiast podkreślał, że najbliższe pół roku prezydencji Węgier w UE postrzega jako „misję pokojową”. Węgierski premier wezwał również do wstrzymania ognia, by stworzyć warunki do negocjacji w sprawie Ukrainy.
Wizyta Orbana w Rosji wywołała liczne komentarze przywódców krajów Unii Europejskiej. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stwierdziła, że polityka ustępstw nie powstrzyma Putina, a jedynie jedność i determinacja mogą utorować drogę do pokoju na Ukrainie. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zaznaczył, że Orban odbywa spotkania z Putinem jedynie w swoim własnym imieniu, a premier Estonii Kaja Kallas podkreśliła, że Orban wykorzystuje prezydencję w UE, aby siać zamieszanie.
Warto dodać, że przed wizytą w Moskwie, Orban spotkał się w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, deklarując wsparcie dla Ukrainy i chęć podpisania globalnej umowy o współpracy.
In the framework of the Presidency of the Council of the European Union, my first trip took me to Kyiv today, as the issue of peace is important not only for the security of Ukraine, but for the security of Europe as a whole. #HU24EU @ZelenskyyUa pic.twitter.com/P35J04At7B
— Orbán Viktor (@PM_ViktorOrban) July 2, 2024
thefad.pl / Źródło: media
Politycy! Nie zabijajcie polskich mediów!
Wydawcy mediów w Polsce zjednoczyli się w proteście przeciwko nowym zapisom w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które są obecnie rozpatrywane przez polski parlament. Na pierwszych stronach gazet oraz w serwisach internetowych pojawiły się grafiki z hasłem: „Politycy! Nie zabijajcie polskich mediów!”, co jest wyrazem sprzeciwu wobec planowanych regulacji.
Kontekst Nowelizacji
Trwające prace nad nowelizacją ustawy mają na celu dostosowanie polskiego prawa do dynamicznie zmieniającego się rynku medialnego i technologicznego. Jednakże, zapisy proponowane przez Sejm spotkały się z ostrą krytyką ze strony wydawców i dziennikarzy. Zdaniem przedstawicieli mediów, nowe regulacje mogą znacząco zaszkodzić branży, ograniczając ich zdolność do prowadzenia działalności i konkurowania na rynku.
Problem z Platformami Technologicznymi
Kluczowym punktem kontrowersji są regulacje dotyczące relacji między gigantami technologicznymi, takimi jak Google i Facebook, a mediami. Obecnie, te globalne platformy korzystają z treści produkowanych przez media, obracając nimi i czerpiąc zyski z monetyzacji, nie dzieląc się jednak tymi zyskami z autorami treści. Takie praktyki, zdaniem protestujących, prowadzą do wyzyskiwania redakcji i dziennikarzy, którzy tracą możliwość godziwego wynagradzania swojej pracy.
Głos Mediów w Procesie Legislacyjnym
Protest wydawców ma na celu zwrócenie uwagi polityków i opinii publicznej na pominięcie postulatów środowiska dziennikarskiego w procesie legislacyjnym. Wydawcy apelują o uwzględnienie ich głosu oraz wprowadzenie zmian, które zapewnią uczciwe i sprawiedliwe zasady współpracy między mediami a platformami technologicznymi.
Apel do Polityków
W obliczu nadchodzących zmian, polskie media jednogłośnie wzywają polityków do ponownego rozważenia proponowanych regulacji i uwzględnienia interesów lokalnych wydawców oraz dziennikarzy. Argumentują, że bez odpowiednich zapisów, które zapewnią sprawiedliwe podziały zysków i ochronę praw autorskich, przyszłość polskiego dziennikarstwa może być zagrożona.
W obliczu tak poważnych zmian, przyszłość mediów w Polsce wymaga wyważonych i przemyślanych decyzji legislacyjnych, które nie tylko będą chronić interesy twórców, ale także zapewnią zdrową konkurencję i rozwój rynku medialnego. Protest wydawców jest wyraźnym sygnałem, że głos mediów musi zostać wysłuchany, aby przyszłość polskiego dziennikarstwa nie została zagrożona przez nierówne zasady gry narzucane przez globalnych gigantów technologicznych.
Poniżej cały apel.
Politycy! Nie zabijajcie polskich mediów!
Polskie media są ważną częścią życia każdego z nas – wszystkich żyjących, mieszkających i pracujących w Polsce.
Są częścią naszego dziedzictwa kulturowego i systemu demokratycznego. I jako takie muszą przetrwać.
W całej swojej, także niedawnej historii, stały na straży wolności, demokracji, obywatelskiego prawa do debaty publicznej, prawdy i odpowiedzialności za słowo. W interesie Polski jest, by to się nie zmieniło.
Niestety, musimy mierzyć się z groźbą, jaką jest dominacja globalnych gigantów technologicznych na rynku polskich mediów. To organizacje niezwykle potężne i wpływowe.
Wskutek szybkiego rozwoju przejęły lwią część środków reklamowych finansujących dotąd polskie media. Bezkarnie i nieodpłatnie wykorzystują tworzone przez nas treści, a zyski przekazują za granicę.
Dlatego, by przetrwać, musimy mieć wsparcie demokratycznego państwa. Tego samego, którego zawsze z tą samą pasją bronimy. Niestety, po raz kolejny państwo w tej roli się nie sprawdza.
Podczas uchwalania przepisów o prawie autorskim w świecie cyfrowym kompletnie zlekceważono nasze postulaty. A o wiele nie zabiegaliśmy.
Oczekiwaliśmy wprowadzenia instrumentów mediacji między platformami i wydawcami w przypadku sporu o należne nam tantiemy, sprawiedliwej rekompensaty za ekspozycję naszych treści w sieci oraz ochrony przed ich kopiowaniem.
To były nasze główne postulaty, kompletnie zignorowane przez MKiDN i Sejm.
Sprawy, o których piszemy, są kluczowe dla polskich mediów, ambitnego dziennikarstwa i rzetelnej debaty o sprawach publicznych.
Niechęć rządzących do zajęcia się tym problemem świadczy o braku odpowiedzialności i krótkowzroczności. Dziś nie jest jeszcze za późno.
Apelujemy do władzy, do posłów i senatorów wszystkich opcji politycznych, by wysłuchali naszych racji i poprawili szkodliwe prawo.
Oddanie tych obszarów w całości globalnym graczom technologicznym nie tylko poważnie zuboży nas jako społeczeństwo, ale może też zagrozić demokracji, jaką znamy. Nie wolno do tego dopuścić. Politycy – zróbcie coś nie tylko dla zagranicznych gigantów technologicznych, ale też dla Polski, Polek i Polaków!
Polscy wydawcy, redakcje i dziennikarze
Joe Biden rozważa rezygnację? Biały Dom zdecydowanie zaprzecza
Joe Biden, w rozmowie ze swoim bliskim współpracownikiem, przyznał, że jest świadomy trudności, jakie mogą stanąć na drodze jego reelekcji. Jak podał „New York Times”, Biden wie, że może nie być w stanie uratować swojej kandydatury, jeśli nie przekona społeczeństwa o swojej zdolności do sprawowania urzędu. Biały Dom jednak stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom.
Według informacji „New York Times”, Biden miał powiedzieć swojemu współpracownikowi, że wie, iż może nie być w stanie uratować swojej kandydatury, jeśli nie uda mu się przekonać publiki w nadchodzących dniach, że jest zdolny do tej pracy. Jeden z rozmówców gazety stwierdził, że Biden jest w pełni świadomy politycznych wyzwań, przed którymi stoi.
Na te doniesienia niemal natychmiast zareagował zastępca rzecznika Białego Domu, Andrew Bates. Na platformie X napisał, że twierdzenie o rozważaniu przez Bidena wycofania się z wyścigu jest „absolutnie fałszywe”. Podkreślił przy tym, że „New York Times” nie dał administracji więcej niż 7 minut na komentarz, co utrudniło odpowiedź na zarzuty.
That claim is absolutely false. If the New York Times had provided us with more than 7 minutes to comment we would have told them so. https://t.co/SRTYIVTy7v
— Andrew Bates (@AndrewJBates46) July 3, 2024
Seria Publicznych Wystąpień Bidena
Aby rozwiać wątpliwości dotyczące kondycji prezydenta po słabym występie podczas debaty, Biały Dom ogłosił we wtorek szereg nowych publicznych wystąpień Bidena. Planowane są kampanijne wiece w Wisconsin i Filadelfii, wywiad w telewizji ABC oraz konferencja prasowa podczas szczytu NATO w przyszłym tygodniu. Te wystąpienia mają być kluczowe dla przyszłości Bidena jako kandydata Demokratów.
Rosnące Wątpliwości w Partii Demokratycznej
W ciągu ostatnich dni, niektórzy Demokraci pełniący funkcje publiczne, jak kongresmeni Jared Golden, Lloyd Doggett i Marie Gluesenkamp-Perez, otwarcie wyrazili swoje wątpliwości co do szans Bidena na reelekcję. Wezwali go nawet do wycofania się z wyścigu. Była liderka partii w Kongresie, Nancy Pelosi, podkreśliła, że zasadne jest pytanie, czy słaby występ Bidena podczas debaty był jedynie epizodem, czy może oznaką poważniejszych dolegliwości. Wezwała zarówno Bidena, jak i Trumpa, do poddania się badaniom lekarskim.
Sondaże i Poparcie
Z opublikowanego przez CNN sondażu wynika, że choć debata nie zmieniła notowań Bidena, to wciąż pozostają one gorsze od notowań Trumpa. Co więcej, wiceprezydentka Kamala Harris, będąca naturalną następczynią Bidena, cieszy się większym poparciem. Według badania, w ujęciu ogólnokrajowym, Biden przegrywa z Trumpem stosunkiem 43-49%, zaś Harris 45-47%.
NATO przygotowuje się na powrót prezydentury Trumpa

Monika Stefanek
NATO chce przejąć koordynację dostaw broni dla Ukrainy i szkoleń ukraińskich sił zbrojnych. Ma tym zajmować się kwatera główna w Wiesbaden.
Sojusz Północnoatlantycki zamierza zwiększyć swoją obecność cywilną w Ukrainie. Jak dowiedziała się niemiecka agencja prasowa DPA, 32 państwa należące do NATO postanowiły wysłać do Kijowa specjalnego przedstawiciela. Ma on na miejscu zajmować się politycznym i praktycznym wsparciem Sojuszu.
Tłem tej decyzji jest w fakt, że na przyszłotygodniowym szczycie NATO w Waszyngtonie, Sojusz zamierza poinformować o starcie nowej inicjatywy koordynującej dostawy broni dla Ukrainy i szkolenia tamtejszych sił zbrojnych. Kwatera główna ma zostać utworzona do tego celu w niemieckim mieście Wiesbaden.
Koordynacja z Hesji
Na razie nie podano, kto otrzyma nowe stanowisko w Kijowie. Sojusz ma swoje oficjalne przedstawicielstwo w stolicy Ukrainy od prawie dekady. Obejmuje ono również istniejące od lat 90. biuro łącznikowe oraz centrum informacji i dokumentacji.
Koordynacja dostaw broni i działań szkoleniowych, którą NATO chce w przyszłości przejąć, była dotychczas prowadzona przez Stany Zjednoczone. Pod koniec 2022 roku utworzyły one do tego celu w europejskiej kwaterze sił zbrojnych USA w Wiesbaden w Hesji tzw. grupę wsparcia bezpieczeństwa Ukrainy (Security Assistance Group-Ukraine). Liczy ona ok. 300 żołnierzy.
W razie wygranej Trumpa
Obecny projekt NATO jest postrzegany m.in. jako środek zapobiegawczy w przypadku ewentualnego powrotu w 2025 roku Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA. Wypowiedzi republikanina w przeszłości budziły wątpliwości, czy Stany Zjednoczone będą nadal wspierać Ukrainę w jej wojnie obronnej przeciwko Rosji. W Sojuszu istnieją obawy, że polityczna zmiana w Waszyngtonie może mieć również wpływ na koordynację dostaw broni i działań szkoleniowych dla ukraińskich sił zbrojnych.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Upadek kraju. Francja może wypaść z UE i NATO

Katarzyna Domagała-Pereira
„Macron sam sobie zadał klęskę” – komentuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”). „Strategiczne pomysły Macrona zawsze budziły wątpliwości”, „prezydent, który bez potrzeby naraża na szwank swoją większość w parlamencie, z pewnością nie będzie mógł liczyć na miłosierny wpis w podręcznikach historii” – uważa na łamach frankfurckiego dziennika Nikolas Busse.
#Mundo 🇫🇷 Según los datos de France Television y Radio France el partido Agrupación Nacional, encabezado por Marine Le Pen, logró cerca del 33% de los votos en la primera ronda de los comicios legislativos en ese país.
— Pie de Página (@PdPagina) July 1, 2024
✍️Redacción
📷Redes Marine Le Penhttps://t.co/pAjxTsVPrg
I dodaje, że wynik pierwszej tury pospiesznie zorganizowanych wyborów parlamentarnych jest klęską dla sojuszu wyborczego Macrona, który teraz zapewne nie będzie w stanie wystawić następnego premiera. W jaki sposób Macron zamierza dotrwać do końca kadencji, jest zagadką – czytamy.
Problemy z migracją
Wybory europejskie, na które Emmanuel Macron „zareagował tak bezmyślnie”, nie były wpadką – uważa komentator „FAZ”. Szczególnie wysoka frekwencja wyborcza potwierdza wyniki zdobyte w wyborach do Parlamentu Europejskiego: bardzo silna prawica, silna lewica i słabe centrum. A powtarzające się tematy sięgają od siły nabywczej przez bezpieczeństwo do migracji.
„Zwłaszcza ta ostatnia kwestia orze europejski krajobraz polityczny z niesłabnącą siłą. Główną winę ponoszą przy tym wszyscy politycy o ugruntowanej pozycji tacy, jak Macron, którzy zbyt połowicznie zareagowali na to ogromne wyzwanie” – zauważa frankfurcki dziennik.
„Żadna z opcji politycznych, które wydają się mieć realne szanse po niedzielnych wyborach, nie ułatwi zadania partnerom Francji. Kraj zmierza w kierunku kohabitacji, być może nawet blokady swojego systemu politycznego. Francja może na wiele lat wypaść z UE i NATO. Byłoby to mile widziane, nie tylko w Moskwie” – komentuje „FAZ”.
„Upadek” kraju
„Porażka i wina Macrona” – tytułuje niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” („SZ”). „Pokerową zagrywką z nowymi wyborami prezydent Francji otworzył szeroko wrota dla skrajnej prawicy. Już od dłuższego czasu to, co mówi, nie trafia do Francuzów, a wielu z nich zaczyna myśleć, że raj, w którym żyją, jest piekłem” – komentuje Oliver Meiler.
„Wielu wyborców na wsi ma nadzieję, że Le Pen i jej mówiący automat Jordan Bardella mogą odwrócić ich losy. Inni mówią: nigdy wcześniej nie rządzili, więc niech zrobią to chociaż raz. Jakby to była zupełnie normalna zmiana władzy” – stwierdza dziennikarz „SZ”. Dodaje, że w przeciwnym obozie odczuwalna była do tej pory rezygnacja. Wielu ludziom zdaje się nie przeszkadzać homofobia, islamofobia i antysemityzm u kandydatów do parlamentu z ramienia RN.
Lepeniści korzystają również z tego, co we Francji nazywa się „déclinisme” (od słowa „déclin”, czyli „upadek”). Francuzi uważają swój kraj za podupadły po wiekach prawdziwej wielkości. Inni z kolei uważają się za przegranych. Do nich też trafia Le Pen, serwując im ponury obraz kraju. „To tania sztuczka populistów, dopóki są w opozycji” – analizuje „SZ”.
Cómo Marine Le Pen logró "desdemonizar" a la extrema derecha en Francia ➡️ https://t.co/n7h9WAXYbZ pic.twitter.com/JdU51tQNZy
— puranoticia (@puranoticia) July 1, 2024
„Kulawa kaczka”
„To, co mówi prezydent Emmanuel Macron, od dłuższego czasu nie trafia do ludzi, ale on dalej mówi. Jego optymizm i samochwalstwo tak silnie kolidują z pesymizmem Francuzów, że wielu po prostu chce jego odejścia. (…) Teraz dał ludziom szansę ukarania go i jego obozu, i wielu to zrobiło” – czytamy.
Komentator dodaje, że konstytucja na razie chroni prezydenturę i Macron może pozostać w Pałacu Elizejskim do końca swojej kadencji, czyli do roku 2027. „Będzie jednak pozbawiony blasku jak klasyczna kulawa kaczka”.
Pokerowy ruch z nowymi wyborami doprowadził do tego, że Macron szeroko otworzył wrota dla skrajnej prawicy. I nie wiadomo, czy uda się je ponownie zamknąć. Jeśli lepeniści dojdą do władzy, będzie to również porażka i wina Macrona. Na początku swojej prezydentury obiecał bowiem, iż poprzez rozważne rządzenie zapewni, że już nikt nie ulegnie pokusie głosowania na skrajną prawicę. Po siedmiu latach rządów Macrona jest ona silniejsza niż kiedykolwiek w historii kraju – konstatuje „SZ”.
Triumf partii Le Pen
W internetowym wydaniu tygodnika „Die Zeit” mowa jest o „historycznym momencie”. Zjednoczenie Narodowe (RN) Marine Le Pen odniosło nie tylko zwycięstwo, ale triumf – czytamy.
„Oznacza to, że w zasięgu ręki jest coś, co było nie do pomyślenia jeszcze cztery tygodnie temu: po raz pierwszy od powstania Piątej Republiki w 1958 roku przedstawiciel skrajnej prawicy może zostać premierem. Gdyby tak się stało, nie pozostałoby to bez wpływu na europejską politykę” – stwierdza Matthias Krupa w „Die Zeit”.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Adam Mazguła: Szczęśliwych ubywa, Zawiedzionych coraz więcej

Adam Mazguła
Jeśli Koalicja 15. Października w sposób zdecydowany nie utrwali władzy, PiS wróci szybciej, niż się wszystkim wydaje. Zdecydowanie i z przytupem pokaże, jak sprawnie i nie oglądając się na niuanse prawne oczyścić demokrację z życia Polaków. Pokaże jak mścić się na ludziach, którzy odebrali im nie tylko władzę i przywileje, ale i dumę z bycia katolickim patriotą.
Naród dalej żyje w kłamstwie i odwróconych pojęć
PiS-agresja manipulacji, propaganda, kłamstwo, narzucanie chamstwa partyjnego i przemocy religijnej nie prowadziło do szczęścia całego narodu, ale dawała iluzję polskiego patriotyzmu.
Kiedy PiS zapoznał ociemniałe wiarą miernoty ze słodkim smakiem władzy i bogactwa, to kierował swoją ofertę do wybranej przez Kaczyńskiego „rasy panów”. Budował swoją „rasę lepszego sortu”. Pompował im pieniądze i przywileje, aby nawet w złym czasie dla nich, mogli przeczekać i mieć środki, aby opłacić powrót do władzy. To partia rozpychających się łokciami „elit” na niby, wraz z ich rodzinnym i koleżeńskim inwentarzem.
Te „elity” stworzyły naród na niby. Niby Polacy, niby katolicy, niby dbające o przyszłość Polski, na niby wspierający życie i nasze rodziny. W rzeczywistości to oderwana od narodu mafijna grupa okupująca, okłamująca, dzieląca i manipulująca ludźmi poprzez wszechobecną propagandę agresywną i wszechobecną. Jej celem jest bezkarna władza dla siebie, która wszystko może.
Ta zakłamana Polska fałszu i odwróconych pojęć, krzyżaków, obcych agentów i oszustów zagarnęła Polskę dla siebie. Zawłaszczyli wszystkie instytucje państwowe, a Kaczyński chwalił się, że zmienił ustrój Polski. To oni pod katolickim hasłem „czyńcie sobie ziemię poddaną”, narzucali wszystkim swoim wyznawcom chorą i wywyższającą ich wizję świata, ograniczali prawa innych ludzi, niszczyli powietrze, świadomie wycinali drzewa, zabijali zwierzęta i ścigali tych, którzy się temu przeciwstawiali.
Ludzie władzy fałszywych katolików i fanatyków religijnych pomylili nawet opływające złotem, ludzkim potem i śmiercią kościoły, ze zróżnicowaną przyrodą, która podobno jest dziełem Boga.
PiS wypychał Polaków na peryferie wiedzy i logiki, na wyizolowaną od cywilizacji wyspę zadowolonych z siebie ukrzyżowanych intelektualnie kretynów. To przerażający wstęp do samozagłady. Sami się wyrżną w walce o przywileje i władzę, jeśli tylko braknie im wspólnego wroga.
Na szczęście wspólny wróg jest i odebrał im władzę. Na ich szczęście, wcale nie chce jej mocno utrwalić. Dlatego zorganizowane i bogate PiS-elity robią swoje.
Jest 7 miesięcy po wyborach, a dalej na urzędach, w służbach, w wojsku, spółkach skarbu państwa dominują oszukani absolwenci Collegium Humanum, potakiwacze partyjni i złodzieje. Prawniczy ściek moralny orzeka w sądach i trybunałach. Mimo nielegalności nikt ich nie odwołuje, nie blokuje, nie zwalnia, nie zabiera nienależnych pensji, przywilejów, mieszkań i samochodów służbowych, telefonów, komputerów i wpływów.
Dalej funkcjonuje druga Polska, PiS Polska fałszywa. Dalej się rozwija i odbudowuje to, co im zabrała legalna władza. Chodzi o aparat propagandy. Media, a przede wszystkim telewizję i niezliczone kłamstwa publiczne, podawane jako PiS-prawda objawiona. Przejęli już telewizję Republika i szybko podłączono ją do przekazów pakietów naziemnych. Dalej działa partyjny przekaz dnia międzynarodowej agencji walki agitacyjnej, a durne sprzedajne dranie, określające się jako dziennikarze, z szacunkiem i powagą zapraszają zbrodniarzy do programów o największej oglądalności w Polsce. Boją się im zadać pytania o zamach na ustrój w Polsce i ich w tym roli. Biskupi dalej rządzą w Polsce mocą kościołów w każdej wiosce i mieście, kapelanami w każdej instytucji, uległością organów państwa, szkół i miernot, których pomogli wybrać ze wszystkich opcji politycznych.
Jeśli Koalicja 15. Października w sposób zdecydowany nie utrwali władzy, PiS wróci szybciej, niż się wszystkim wydaje. Zdecydowanie i z przytupem pokaże, jak sprawnie i nie oglądając się na niuanse prawne oczyścić demokrację z życia Polaków. Pokaże jak mścić się na ludziach, którzy odebrali im nie tylko władzę i przywileje, ale i dumę z bycia katolickim patriotą.
Zawiedzionych coraz więcej. Czas się obudzić Koalicjo.
PSL zaciera ręce swojej klauzuli sumienia. Hołownia nie chce rozliczeń. To jasny dowód, że czują się pewnie przy kościele, który chętnie dołączy ich do złodziejskiego PiS, aby koalicjantów katolickich, a więc i okupantów Polski było więcej.
Tylko zdecydowane działania zawarte w obietnicach wyborczych może zatrzymać ten marsz porażki na własne życzenie, z nieróbstwa, ze strachu, z przesadnej kultury i szacunku do przestępców.
Nie zgadzam się z Ministrem Sprawiedliwości Adamem Bodnarem, chociaż go bardzo szanuję, który czeka na honor tych prawników, którzy gwałcą prawo, aby sami zrezygnowali.
Taki nacisk nie wystarcza, bo przecież Przyłębska, Manowska, Piebiak, Święczkowski… dlatego zostali wybrani na sędziów do dewastacji polskiego systemu prawnego przez największego szkodnika Polski Andrzeja Dudę, bo honoru nie mieli i nie mają. Będą trwać i czekać na zwrot w ich kierunku, przeszkadzać i wbijać szpilę wszędzie tam, gdzie mogą zaszkodzić. To jest ich życiowa rola, polityczne wyzwanie, wdzięczność za urząd. Przecież sędziami powinni być ludzie o nieposzlakowanej opinii, niezawiśli, niezależni politycznie, a nie emeryci polityczni ścieku moralnego. Nie można powoływać się na honor ludzi upadłych z wyboru, którzy zamiast honoru mają intratny interes polityczny i finansowy.
Nie możecie zawodzić Koalicjo. Najpierw utrwalcie władzę. Demokratyczną i konstytucyjną. Postawcie Polskę na stabilnym gruncie, rozliczcie, zatrzymajcie lub pogońcie drani, złodziei i zamachowców na ustrój Polaki. Sprawnie i szybko, bo to jest w naszym podstawowym interesie. Potem czekać Was będzie naprawianie szkód, karanie i wyróżnianie.
Adam Mazguła
Krzysztof Skiba: Rozliczajmy drani gangu Żoliborskiego Dziada

Krzysztof Skiba
Polska jest ważniejsza niż wasze wakacje i grille. PiS i cała ta złodziejska banda ma zakopane worki złota, przekupionych dziennikarzy, farmy etatowych trolli hejtujących dzień i noc, artystów których przez lata nakarmili dotacjami, ma bojówki, prezydenta i poparcie biskupów. To cały czas niezwykle groźna, szkodliwa dla Polski formacja.
Zapomnieliśmy o nim. Myśleliśmy już sobie po cichutku, że chyba nawet nie istnieje. Niestety. On jest częścią nas. Częścią naszej tożsamości. Teraz widać go już wyraźnie. SŁOMIANY ZAPAŁ. Polak od zawsze. Bardziej polski niż bigos, płacząca wierzba i polonezy Chopina. To polskie „Bij, zabij!”, ułańska fantazja i zbiorowe „huraaaaa!. Jego siostrą Zryw, akcja i Powstanie.
Sumienni historycy i wrażliwi poeci opisywali, że naród polski, to urodzeni konspiratorzy, gdy trzeba knuć, walczyć, obalać jesteśmy najlepsi. Gdy trzeba BUDOWAĆ, chętnych nie ma. Marszałek Piłsudski wygłosił słynną maksymę: Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. I tak jest z małymi wyjątkami do dziś. Udało się nas zmobilizować do obalenia KOMUNY BIS, czyli Jarka i PiS, ale po pół roku czyszczenia Polski z kup po Prezesie i jego ludziach i już są masowe objawy zniechęcenia.
Nie brakuje głosów, że dwie główne partie naszej sceny politycznej nigdy nie zrobią sobie krzywdy. Że to druga strona tego samego medalu.
Są też tacy, którzy natychmiast chcą widzieć wszystkich PiSowców w więzieniach. Żądają odwetu i niemalże krwi. Co tam prawo i procedury! Ci z najbardziej znanymi nazwiskami powinni już siedzieć, a kilku to powinno się wziąć na tortury i powiesić. To czysta bolszewia.
Po latach odkryto rozkaz Lenina z 1917 roku. Kazał na wsiach powiesić tysiąc co bardziej zamożnych chłopów. Bez wyroków. Bez zarzutów. Tak dla przykładu. „Aby się nas bali” napisał.
Ziobro też wsadzał szybko do więzień i kazał wszystkich podsłuchiwać. Bez dowodów. Tak, żeby się go bali. Jego metoda pierdel i konferencja prasowa. Tak się robi politykę – mówił. Taki Nowak przesiedział w pierdlu ponad trzy lata i musieli go wypuścic, bo zarzuty były denne.
Przez osiem lat swoich rządów pieprzyli o złodziejstwach PO i zbrodniach Tuska i nie było żadnych procesów. Mieli w garści wymiar sprawiedliwości, ich największym propagandowym sukcesem było zgubienie jakiegoś szmatławego obrazu w kancelarii Komorowskiego, który był na stanie, ale nie było go w magazynie. To wystarczyło, by zaspanego misia, co przegrał wybory nazwać złodziejem i kpić z Komora jako z faceta o lepkich rączkach. Obraz znalazł się kilka miesięcy później w budynkach prezydenckich pod stołem w kuchni, czy gdzieś za szafą.
Nauczmy się budować społeczeństwo obywatelskie i własny kraj. Polska jest ważniejsza niż wasze wakacje i grille. PiS i cała ta złodziejska banda ma zakopane worki złota, przekupionych dziennikarzy, farmy etatowych trolli hejtujących dzień i noc, artystów których przez lata nakarmili dotacjami, ma bojówki, prezydenta i poparcie biskupów. To cały czas niezwykle groźna, szkodliwa dla Polski formacja.
Zaminowali nam kraj, zostawiając wszędzie śmierdzące kupy po Jarosławie i teraz powoli trzeba go odminować i przywrócić Polakom.
PiS powoli rozumie, że reguły gry się zmieniły. Że wielu z nich rzeczywiście skończy w pudle. Twarz Jarosława wygląda przecież jak blade oblicze kobiety w histerii.
Ostatnio na wniosek prokuratury aresztowano siedem osób wokół sitwy dawnego ministra kultury w tym Ryszarda S. brata znanego polityka PiS. Woś już stracił immunitet. Kolejni kumple Ziobry stoją w kolejce.
Rozliczajmy drani z rozwagą i konsekwentnie. Powołano zespół stu prokuratorów, którzy będą rozliczać machloje gangu Żoliborskiego Dziada. Mozolnie budujmy normalne państwo polskie, co ani łatwe, ani lekkie nie jest. Oby po raz kolejny w historii nie okazało się, że to wszystko było na nic, bo jak zawsze mieliśmy tylko SŁOMIANY ZAPAŁ.
Przyznać trzeba, że Normalność nas nudzi. Polska to taki kraj, że albo totalne jaja, albo kurewski cyrk.
Krzysztof Skiba
Rzuty karne Lewandowskiego: Śmieszne i irytujące, ale dozwolone

Anna Widzyk
Robert Lewandowski nie zrobił nic niedozwolonego – piszą niemieckie media o wykonaniu rzutu karnego przez polskiego napastnika w meczu z Francją na Euro 2024.
Polska pożegnała się z turniejem EURO 2024, ale nagle rozgorzała dyskusja na temat wykonania rzutu karnego w meczu Polska-Francja przez byłą gwiazdę Bayernu Roberta Lewandowskiego – zauważa w czwartek (27.06.2024) niemiecki dziennik „Bild” w internetowym wydaniu.
„Pytanie brzmi: czy to naprawdę powinno być dozwolone?” – dodaje gazeta. Dziennik przypomina, że rzut karny został powtórzony, bo francuski bramkarz za wcześnie wyszedł z bramki. Lewandowski trafił za drugim razem. Jednak w obu przypadkach opóźniał strzał.
„Bierze głęboki oddech, robi krok w lewo, podskakuje, podbiega i przy przedostatnim kroku znów opóźnia” – opisuje „Bild” pierwsze podejście Lewandowskiego. Przy drugiej próbie polski napastnik również wykonywał podobne zwody.
„Jedno jest pewne: Lewandowski od lat strzela rzuty karne w ten sposób. Polak trafił tak w sumie 80 (!) razy” – pisze „Bild”. „Jednak surowa zasada, że bramkarz musi trzymać co najmniej jedną nogę na linii, podczas gdy Lewy może praktycznie robić, co chce, spowodowała, że trener Didier Deschamps wyraził dezaprobatę po meczu”.
Gazeta cytuje francuskiego selekcjonera: „Jego (Lewandowskiego – red.) rozbieg się nie zmienił. Możesz po prostu opóźnić sposób, w jaki robi przedostatni krok. Nie ja ustalam zasady. UEFA i FIFA je ustalają. My musimy je stosować. Ale kiedy myślę, że Mike (Maignan – red.) obronił rzut karny, a potem został on powtórzony, cóż…”.
Śmieszne i irytujące, ale dozwolone
„Czy Lewandowski naprawdę tak może? Tak!” – podkreśla „Bild”. I cytuje eksperta Patricka Ittricha, który w wywiadzie telewizyjnym wyjaśnia, że strzelający rzut karny może podczas podbiegu zatrzymywać się tak często, jak zechce. „Dopiero gdy dochodzi do strzału i noga podpierająca znajduje się obok piłki, należy wykonać zamach” – dodaje, zaznaczając, że „jest to dozwolone, chociaż może wydawać się śmieszne i irytujące dla bramkarza”.
Także „Der Spiegel” wskazuje, że Lewandowski wykonał rzut karny w typowy dla siebie sposób. „Niektórzy twierdzą, że Lewandowski udoskonalił ten opóźniony rzut karny. Inni są poirytowani i twierdzą, że bramkarz stawiany jest w niekorzystnym położeniu” – pisze „Spiegel Online”. „Lewandowski jest doskonałym strzelcem rzutów karnych. W swojej długiej karierze strzelał w sumie 89 razy z jedenastego metra, trafiając 80 razy. We wczesnych latach w Borussii Dortmund jego podejście było, nazwijmy to, klasyczne: płynny ruch, dużo dynamiki, oczy na piłkę, potężny strzał” – dodaje.
„Z czasem jednak 35-latek zaczął zmieniać swoje podejście. Jego głównym celem było skupienie się na bramkarzu i jego reakcji. Chodzi o wypatrywanie, przewidywanie wyskoku, a następnie pchnięcie piłki w przeciwległy róg bramki. Jeśli plan się powiedzie, strzał wymaga mniejszej siły, ponieważ bramkarz nie ma szans ze względu na swoją decyzję – a jest zmuszony do jej podjęcia decyzji przez opóźnienie Lewandowskiego podczas rozbiegu” – wyjaśnia „Spiegel” w wydaniu internetowym.
Chodzi o karę
Wskazuje, że jest to zgodne z regułami, a wykonywanie zwodów w trakcie podbiegu jest dozwolone ze słusznego powodu. Powód, dla którego strzelec jest w korzystniejszej sytuacji niż bramkarz, nie jest wyraźnie zapisany w przepisach, ale „można go znaleźć w nagłówku reguły 14.: „Rzut karny”. „Rzut karny jest pomyślany jako kara; okazje do zdobycia bramki są często udaremniane przez faule lub zagrania ręką” – zauważa „Spiegel”.
Portal kicker.de także wyjaśnia, że Robert Lewandowski „nie zrobił nic niedozwolonego”. „Nikt temu później nie zaprzeczył – a jednak były dyskusje i wyrazy niezadowolenia. Oczywiście dotyczyło to również Maignana, który krytykował samą zasadę” – zauważa kicker.de. Przypomina, że we wtorek po meczu francuski bramkarz udostępnił na Instagramie swój post z 2023 roku, w którym napisał z gorzką ironią: „Nowe zasady IFAB od 2026 roku: Bramkarz musi odwrócić się plecami do strzelającego w danym momencie. Jeśli przytrzyma piłkę, zostanie przyznany rzut wolny pośredni”. We wtorek Maignan uzupełnił ten post, pisząc „Podczas gdy napastnik wykonuje 87 zwodów w trakcie rozbiegu…”
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Niemcy. Wchodzi w życie nowa ustawa. Będzie łatwiej o obywatelstwo

Peter Hille
W Niemczech wchodzi w życie nowa ustawa o obywatelstwie. Cudzoziemcy będą mogli je szybciej pozyskać, zachowując paszport kraju pochodzenia.
Bordowy paszport z orłem Republiki Federalnej Niemiec cieszy się dużą popularnością. Nic dziwnego, obywatele Niemiec mogą podróżować po świecie niemal bez nieograniczeń, mieszkać, pracować, mieć wpływ na decyzje polityczne i swobodnie wybierać zawód na terenie całej UE. Droga do niego została teraz uproszczona. Nowe prawo dotyczące obywatelstwa wchodzi w życie od 27 czerwca tego roku. Duża część spośród dwunastu milionów obcokrajowców żyjących w Niemczech, będzie teraz mogła ubiegać się o niemiecki paszport.
Szybka ścieżka naturalizacji
Po pięciu latach legalnego pobytu w Niemczech cudzoziemcy mogą ubiegać się o obywatelstwo niemieckie. Dzięki „szczególnym zasługom integracyjnym” naturalizacja jest możliwa nawet po trzech latach. Każdy, kto wykazuje się znajomością języka na wysokim poziomie (C1), czyli potrafi płynnie się wypowiadać, pracuje w ramach wolontariatu bądź też osiąga bardzo dobre wyniki w szkole lub pracy, może szybciej uzyskać niemiecki paszport. Dotychczas można się było o niego ubiegać najwcześniej po ośmiu latach życia w Niemczech.
Rząd, złożony z socjaldemokratycznej SPD, Zielonych i liberalnej FDP, ma nadzieję, że ułatwiając proces naturalizacji, zachęci cudzoziemców do szybszej integracji. Jej wskaźnik w Niemczech był jak dotąd niski w porównaniu z innymi krajami UE, choć w ostatnim czasie wzrósł. Krytycznie do zmian podchodzi prawica. Skrajnie prawicowa (AfD) oraz konserwatywna CDU/CSU obawia się, że niemiecki paszport stanie się „tandetnym śmieciem”.
Konieczne własne dochody
Obecne wymogi dotyczące naturalizacji pozostają w mocy. Dlatego w dalszym ciągu każdy, kto chce pozyskać niemiecki paszport, musi być w stanie sam się utrzymać. Względem osób o niskich dochodach przepisy uległy nawet zaostrzeniu, by jego otrzymanie nie było zbyt łatwe.
Nie dla rasistów i antysemitów
Najważniejszym warunkiem dla ubiegających się o paszport RFN było i jest wyznawanie podstawowych wartości wolnego, demokratycznego porządku niemieckiej konstytucji. Wyklucza to przede wszystkim działania antysemickie, rasistowskie lub inne godzące w ludzką godność. Osoby odrzucające równouprawnienie mężczyzn i kobiet albo żyjące w wielożeństwie, także nie mogą ubiegać się o niemieckie obywatelstwo.
Historyczna odpowiedzialność Niemiec
Zmiany w ustawie uwzględniają także odpowiedzialność Niemiec za rozpętanie II wojny światowej, która zaczęła się agresją na Polskę, i w której zamordowano około sześciu milionów europejskich Żydów w ramach zorganizowanego przez państwo ludobójstwa. Dlatego nowo naturalizowani Niemcy muszą także zobowiązać się do ochrony żydowskiego życia i nieakceptowania agresywnej wojny napastniczej. Kto nie podziela tych postaw, nie może zostać obywatelem RFN. W ocenie poglądów ubiegającego się o obywatelstwo ma pomóc test naturalizacyjny.
Niemiecki paszport podlegający unieważnieniu
Do tej pory każdy, kto w trakcie procedur naturalizacyjnych skłamał, mógł w ciągu dziesięciu lat stracić niemieckie obywatelstwo. Od teraz osoba, która nie traktuje poważnie swojego zaangażowania w historyczną odpowiedzialność Niemiec, na przykład rozpowszechniając antysemickie nienawistne treści, również straci niemiecki paszport.
Podwójne obywatelstwo dla każdego
Osoby, które otrzymały obywatelstwo RFN, nie muszą już rezygnować z paszportu kraju swojego pochodzenia. Wszyscy migranci mogą posiadać obywatelstwo wielokrotne. Wcześniej było to możliwe tylko dla obywateli państw UE. Rząd federalny chce w ten sposób zapewnić wsparcie ludziom, którzy czują bliską więź ze swoją starą ojczyzną. W jego ocenie dla integracji ważniejsze niż drugi paszport są takie czynniki jak znajomość języka, wykształcenie i przywiązanie do wartości demokratycznych.
Ułatwienia dla gastarbeiterów i pracowników kontraktowych NRD
Mniej rygorystyczne zasady dotyczą osób z pokolenia tzw. gastarbeiterów, którzy przybyli do Niemiec Zachodnich w latach 1955–1972, a także pracowników kontraktowych w dawnej NRD. Ma to na celu uhonorowanie ich znaczącego wkładu w rozwój Niemiec. Nie muszą oni biegle posługiwać się niemieckim, wystarczy znajomość języka na poziomie życia codziennego. Ponadto nie obowiązuje ich test naturalizacyjny.
Dzieci szybciej stają się Niemcami
Według nowej ustawy dzieci cudzoziemskich rodziców mogą otrzymać niemieckie obywatelstwo, jeżeli jedno z rodziców legalnie przebywało w Niemczech dłużej niż pięć lat. Dotychczas było to możliwe dopiero po ośmiu latach. Badania pokazują, że dzieci z migranckim pochodzeniem odnoszą tym większe sukcesy w szkole i pracy, im wcześniej uzyskały niemieckie obywatelstwo. Jednakże nowe rozporządzenie nie działa wstecz. Oznacza to, że skorzystają na nim wyłącznie dzieci urodzone po 27 czerwca 2024 roku.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Czy powinniśmy zapłacić podatek od prezentów ślubnych? Komentarz ekspercki
Lato to nie tylko czas wyjazdów wakacyjnych i odpoczynku. To również czas ślubów, chrzcin i innych uroczystości rodzinnych. Organizując taką imprezę, mamy sporo wydatków, ale nie tylko. Finalnie, po wydarzeniu, często dysponujemy niemałą sumą pieniężną z otrzymanych od gości “kopert”. Albo też dostajemy wartościowy prezent. Właśnie tu pojawia się pytanie… czy nie powinniśmy zgłosić takiego dochodu fiskusowi?

Ustawa o podatku od spadku i darowizn
Otrzymane prezenty lub też środki pieniężne traktujemy jak darowizny. Ustawa o podatku od spadku i darowizn wskazuje, że przekazane nam od innych środki, o ile nie przekroczą wyznaczonych progów, nie muszą być zgłaszane organom podatkowym.
Kwota wolna od podatku jest różna i zależna od tego, w jakim stopniu jesteśmy spokrewnieni z darczyńcą.
Jeżeli wartość wpłat od osoby nam obcej, należącej do III grupy podatkowej, nie przekracza 5733 zł podczas okresu 5 lat, czyli kwoty wolnej dla darowizn, to od takiej darowizny nie jest naliczany podatek.
W przypadku II grupy podatkowej, do której należy np. rodzeństwo naszych rodziców, dzieci siostry, wnuki brata, będzie to kwota 27 090 zł.
Natomiast od naszych bliskich, np. małżonka, dzieci, rodziców, pasierba, zięcia, synowej, rodzeństwa, ojczyma, macochy czy teściów, czyli od I grupy podatkowej, możemy otrzymać bez zgłoszenia 36 120 zł.
Trzeba też pamiętać, że kwoty te są przewidziane na okres 5 letni, czyli jeśli otrzymujemy co jakiś czas darowizny od danej osoby, powinniśmy sumować ich wartość i w razie przekroczenia limitu zgłosić darowiznę skarbówce. Stawka podatku zależy wówczas od stopnia pokrewieństwa i otrzymanej kwoty darowizny. Tak więc każdego gościa weselnego rozpatrujemy oddzielnie i weryfikujemy, czy nie otrzymaliśmy od niego darowizn wyższych niż kwota wolna wskazana w ustawie.
Czy prezenty mogą nie zostanć objęte podatkiem?
Pamiętajmy, że prezenty otrzymane od najbliższej rodziny, tzw. zerowej grupy podatkowej, np. dzieci, rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, ojczym, macocha itp. nie zostaną objęte podatkiem bez względu na kwotę darowizny, pod warunkiem, że zostaną spełnione określone warunki tj. obdarowany w ciągu 6 miesięcy od dnia otrzymania prezentu złoży we właściwym urzędzie skarbowym deklarację o otrzymaniu darowizny, jak również przekazanie darowizny nastąpi na konto bankowe lub przekazem pocztowym na adres obdarowywanego. Prezent przekazany w formie gotówki nie będzie wówczas zwolniony od podatku.
Komentarz: Monika Piątkowska, doradca podatkowy w e-pity.pl.




