Szukaj w serwisie

×

Sejm uchylił immunitet i wyraził zgodę na zatrzymanie i areszt Marcina Romanowskiego

Sejm zagłosował w piątek za uchyleniem immunitetu posła Marcina Romanowskiego. Parlamentarzyści wyrazili również zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie, co jest związane z prowadzonym przez Prokuraturę Krajową śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości.

Fot. screen shot / youtube

Zarzuty Prokuratury

Prokuratura Krajowa planuje postawić Romanowskiemu 11 zarzutów, związanych z nadużyciami finansowymi w Funduszu Sprawiedliwości. Zarzuty obejmują udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz naruszenia procedur, które miały prowadzić do defraudacji ponad 112 mln złotych.

Romanowski bronił się, twierdząc, że jego działania były zgodne z polityką resortu sprawiedliwości, a wnioski prokuratury mają podłoże polityczne. Podkreślał, że środki z Funduszu Sprawiedliwości nie zostały zdefraudowane, a inwestycje, jak np. budynek Profeto, miały realną wartość.

Śledztwo dotyczące Funduszu Sprawiedliwości

W śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości zarzuty postawiono 11 osobom, z których trzy trafiły do aresztu. Podejrzani to m.in. byli i obecni urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy mieli zarządzać funduszem.

Poza Romanowskim, prokuratura skierowała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu innemu posłowi PiS, Michałowi Wosiowi, na co Sejm zgodził się już pod koniec czerwca. Śledztwo prokuratury obejmuje szeroki zakres nadużyć, w tym przekroczenie uprawnień oraz niedopełnienie obowiązków przez urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, działających na szkodę Skarbu Państwa.

Marcin Romanowski pełnił funkcję wiceministra sprawiedliwości w latach 2019-2023, a od 2018 roku był pełnomocnikiem Zbigniewa Ziobry do spraw Funduszu Sprawiedliwości. Wniosek o uchylenie jego immunitetu został złożony do Sejmu 19 czerwca, a 3 lipca poparła go sejmowa komisja spraw regulaminowych, spraw poselskich i immunitetowych.


Czy PiS straci subwencje wyborcze? Kaczyński, wyraził swoje stanowisko

W czwartek prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, wyraził swoje stanowisko w sprawie potencjalnej utraty subwencji wyborczej przez PiS. Kaczyński stwierdził, że nie ma żadnych podstaw do utraty subwencji, a jeśli do tego dojdzie, uzna to za kolejny przykład kryminalnego działania obecnej władzy.

Jarosław Kaczyński. Fot. screenshot / X

Kontrowersje wokół subwencji

Kaczyński był pytany przez dziennikarzy w Sejmie, czy jego zdaniem PiS może stracić subwencję wyborczą. Odpowiedział zdecydowanie:

– Nie ma żadnych podstaw do tego, żeby straciło. Jeśli straci to będzie to po prostu kolejne kryminalne działanie tej władzy. Dodał również, że wszelkie oskarżenia przeciwko PiS są bezpodstawne i wynikają z działań obecnej władzy, którą określił jako „kryminalną grupę”.

Fundusz sprawiedliwości i list do Ziobry

Dziennikarze dopytywali Kaczyńskiego o sprawę Funduszu Sprawiedliwości i list, który w tej sprawie wysłał w 2019 roku do Zbigniewa Ziobry, szefa Suwerennej Polski. Kaczyński zapewnił, że nie miał pewnych informacji na ten temat. List, opublikowany przez „Gazetę Wyborczą”, zawierał prośbę Kaczyńskiego do Ziobry o zakazanie kandydatom Solidarnej Polski korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w kampanii wyborczej. Kaczyński podkreślał, że przypadki nadużyć mogą przynieść fatalne skutki zarówno dla kampanii, jak i jej rozliczenia przed Państwową Komisją Wyborczą (PKW).

Sprawozdania finansowe i ich weryfikacja

Sprawozdania finansowe komitetów wyborczych zarejestrowanych w wyborach parlamentarnych z 2023 roku są obecnie badane przez PKW. Proces ten powinien zakończyć się do 15 lipca. PKW bada sprawozdania i załączone do nich dokumenty finansowe, przyjmując je bez zastrzeżeń, wskazując na uchybienia, bądź odrzucając.

Po doniesieniach „Gazety Wyborczej” dotyczących Funduszu Sprawiedliwości, posłanka KO Agnieszka Pomaska oraz europoseł PO Michał Szczerba zapowiedzieli złożenie wniosku do PKW o ponowne sprawdzenie sprawozdania finansowego PiS za 2019 rok. Ich zdaniem, partia powinna stracić subwencję.

Jednak Krajowe Biuro Wyborcze, pytane o możliwość ponownego zbadania sprawozdania finansowego PiS z 2019 roku, wskazało, że przepisy ustawy o partiach politycznych oraz Kodeksu wyborczego nie przewidują możliwości wznowienia postępowania w zakończonych sprawach, w których zapadła prawomocna uchwała PKW.

Źródło: media


Manuela Gretkowska: Nie wiem po co Morawiecki żegna Jerzego Stuhra

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Mateuszek razem ze swoją ekipą zrobił wszystko, żeby uśmiech i radość zniknęły z życia Jerzego Stuhra. TVP pokazywała go regularnie, razem z synem - Maćkiem jako „wrogów narodu”, w typowo faszystowskiej zagrywce szczucia suwerena przeciw elicie. Morawiecki ze swoją ekipą opłacał zdrajców, pożytecznych idiotów, symetrystów. Miliony na propisowskie media, majątek dla aktorów odgrywających „zamach Smoleński”. Dla przeciwników, takich jak Stuhrowie - poniżanie.

Nie wiem po co Morawiecki żegna Jerzego Stuhra wpisem: „I choć w ostatnich latach różniliśmy się na temat Polski i jej problemów…”

Aktor, jeden z najwybitniejszych był uczciwym, mądrym i odważnym człowiekiem, a premier – jednym najgorszych w historii Polski, do tego kłamcą i przestępcą. Rzeczywiście to różnica nie do pogodzenia.

„…nigdy nie zapomnę – napisał Morawiecki – „ile uśmiechu i radości przyniósł kolejnym pokoleniom Polaków. Niech spoczywa w spokoju”.

Mateuszek razem ze swoją ekipą zrobił wszystko, żeby uśmiech i radość zniknęły z życia Jerzego Stuhra. TVP pokazywała go regularnie, razem z synem – Maćkiem jako „wrogów narodu”, w typowo faszystowskiej zagrywce szczucia suwerena przeciw elicie.

„Niech spoczywa w spokoju”? Naprawdę? Przez pisowską propagandę zdewastowano na krakowskim cmentarzu grób rodzinny Stuhrów.

Za życia i po śmierci wrogowie PiS-u mieli nie zaznać spokoju: Pegasus, szykany, przejmowanie majątku, albo odcięcie dotacji i marginalizacja niezależnej kultury.

Morawiecki ze swoją ekipą opłacał zdrajców, pożytecznych idiotów, symetrystów. Miliony na propisowskie media, majątek dla aktorów odgrywających „zamach Smoleński”. Dla przeciwników, takich jak Stuhrowie, Krystyna Janda – poniżanie.

To nie była różnica „na temat Polski”, tylko walka inteligenckiego etosu, rozumu i charakteru przeciw dyktaturze i kryminalistom. Morawieckiemu nadal się wydaje, że jest politykiem, więc żegna pompatycznie Wielkiego Aktora. A jest i był tylko Pinokiem, marionetką pociąganą za sznurki przez podłość.

 

Manuela Gretkowska


Zmarł Jerzy Stuhr. „Marzył żeby umrzeć na scenie i prawie tak się stało”

Polska kultura straciła jednego ze swoich najważniejszych przedstawicieli – 9 lipca 2024 roku zmarł Jerzy Stuhr, wybitny aktor, reżyser i pedagog. Stuhr, urodzony 18 kwietnia 1947 roku w Krakowie, przez ponad pięć dekad był filarem polskiej sceny teatralnej i filmowej. Jego dorobek artystyczny oraz wkład w edukację przyszłych pokoleń aktorów pozostawią niezatarte ślady w polskiej kulturze.

Fot. screen shot / youtube

Kariera aktorska

Jerzy Stuhr ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie w 1970 roku i szybko zyskał uznanie jako utalentowany aktor teatralny. Współpracował z najwybitniejszymi reżyserami swojego czasu, m.in. z Konradem Swinarskim i Andrzejem Wajdą. Jego role w Teatrze Starym w Krakowie, gdzie występował przez wiele lat, były zawsze doceniane przez krytyków i publiczność.

Jednak to jego działalność filmowa przyniosła mu największą popularność. Współpracując z Krzysztofem Kieślowskim, stworzył niezapomniane kreacje w takich filmach jak „Amator” (1979), „Dekalog” (1988), czy „Seksmisja” (1983) w reżyseserii Juliusza Machulskiego. Jego rola w „Amatorze” jako skromny pracownik fabryki, który staje się filmowcem, była przełomowa i przyniosła mu międzynarodowe uznanie.

W 2018 r. został uhonorowany Polską Nagrodą Filmową Orły za osiągnięcia życia. Reżyser Janusz Majewski, mówiąc wówczas o aktorstwie Stuhra, zaznaczył, że zawsze jest w nim prawda. „Każda postać grana przez niego dostaje porcję autentyzmu, jakiejś szczerości. Mimo że każda jego rola jest inna, że do każdej są inne wymagania, to Stuhr we wszystkich kreacjach wciąż pozostaje sobą, zawsze go gdzieś pod spodem, pod tekstem roli, pod prezentowanymi wydarzeniami widać, zawsze gdzieś pod tym wszystkim Stuhr daje się rozpoznać” – ocenił.

Reżyser i pedagog

Stuhr nie ograniczał się jedynie do aktorstwa. Z sukcesem próbował swoich sił jako reżyser. Jego debiut reżyserski „Spis cudzołożnic” (1995) spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, podobnie jak późniejsze filmy, takie jak „Tydzień z życia mężczyzny” (1999) i „Korowód” (2007). Jego filmy często poruszały ważne kwestie społeczne i moralne, ukazując głęboką refleksję nad ludzką naturą.

Jednym z najważniejszych aspektów kariery Jerzego Stuhra była jego działalność pedagogiczna. Jako profesor w krakowskiej PWST (obecnie Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego) wychował liczne pokolenia aktorów, przekazując im nie tylko umiejętności, ale także pasję do zawodu. Jego zaangażowanie w edukację i rozwój młodych talentów było niezwykle cenione.

Ostatnie lata i dziedzictwo

Jerzy Stuhr przez wiele lat zmagał się z problemami zdrowotnymi, które niejednokrotnie zmuszały go do przerwania kariery zawodowej. Mimo to, zawsze wracał na scenę i ekran, udowadniając swoją niezłomność i miłość do sztuki.

Jego śmierć jest ogromną stratą dla polskiej kultury. Stuhr pozostawił po sobie nie tylko bogaty dorobek artystyczny, ale także niezliczone wspomnienia i inspiracje dla kolejnych pokoleń. Jego postać będzie żyć w sercach widzów, uczniów i wszystkich, którzy mieli okazję spotkać go osobiście lub przez jego twórczość.

Fot. screen shot / youtube

Marzył żeby umrzeć na scenie i prawie tak się stało

Jerzego Stuhra żegnają go bliscy – rodzina i przyjaciele. Krystyna Janda wspomniała, że był „nieobojętny na krzywdę, ostrożny w sądach, lojalny, wierny swoim ideałom, prawdziwy, zawsze prawdziwy. Marzył żeby umrzeć na scenie i prawie tak się stało. Do ostatnich sił grał, ostatni spektakl Teatru Polonia, który wyreżyserował i grał, Jego wielki sukces „Geniusz” tak się złożyło, że zagrał w ukochanym Krakowie.”

Maciej Stuhr pożegnał ojca: „Wdzięczność”


NASA opublikowała oszałamiającą wizualizację 3D Filarów Stworzenia

NASA opublikowała zapierające dech w piersiach nowe wizualizacje w trzech wymiarach słynnych Filarów Stworzenia (Pillars of Creation) znajdujących się w Mgławicy Orła (Eagle Nebula). Struktury te stały się ikoniczne dzięki Teleskopowi Kosmicznemu Hubble’a, który po raz pierwszy sfotografował je w 1995 roku. Najnowsza wizualizacja wykorzystuje dane zarówno z teleskopu Hubble’a, jak i z Teleskopu Kosmicznego Jamesa Webba, aby dostarczyć najbardziej szczegółowego i wszechstronnego spojrzenia na te formacje kosmiczne.

Filary Stworzenia(Pillars of Creation). Fot. screen shot, youtube, NASA

Nowa wizualizacja pozwala widzom doświadczyć Filarów Stworzenia w trzech wymiarach, podkreślając ich złożoną strukturę i ukazując różnice między widokiem w świetle widzialnym Hubble’a a widokiem w podczerwieni Webba. Ta kontrastująca prezentacja pomaga zrozumieć, dlaczego obserwacje za pomocą wielu teleskopów kosmicznych są niezbędne do badania różnych aspektów tego samego obiektu. Filarów Stworzenia, które rozciągają się na przestrzeni trzech lat świetlnych, składają się głównie z chłodnego wodoru molekularnego i pyłu. Są one erodowane przez potężne wiatry i promieniowanie ultrafioletowe od pobliskich młodych gwiazd.

Film w trzech wymiarach nie jest tylko artystyczną interpretacją, ale opiera się na dokładnych danych obserwacyjnych, dostarczając naukowych wglądów w procesy formowania się gwiazd wewnątrz filarów. Wizualizacja ujawnia osadzone gwiazdy i dynamiczne procesy, które pomagają nam zrozumieć, jak powstają i ewoluują gwiazdy.

Połączenie obserwacji z teleskopów Hubble’a i Webba pozwoliło naukowcom uzyskać bardziej złożone i holistyczne zrozumienie Filarów Stworzenia. Wizualizacja jest częścią szerszego wysiłku NASA mającego na celu uczynienie złożonych zjawisk astronomicznych dostępnymi dla publiczności. Obejmuje ona model 3D filarów, który można wydrukować, umożliwiając entuzjastom odkrywanie struktury w sposób dotykowy. To także część narracyjnego filmu, który łączy widzów z nauką i naukowcami stojącymi za misjami astrofizycznymi NASA.

 

Projekt jest częścią inicjatywy “Universe of Learning” NASA, która ma na celu przybliżenie cudów nauki kosmicznej publiczności za pomocą interaktywnych narzędzi i wystaw w muzeach i planetariach na terenie Stanów Zjednoczonych. Ta nowa wizualizacja nie tylko pogłębia nasze zrozumienie Filarów Stworzenia, ale także przybliża cuda wszechświata wszystkim, czyniąc skomplikowaną naukę bardziej dostępną i interesującą.


Ukraina rekrutuje więźniów do walki z Rosją

Ihor Burdyha | Anna Pszemyska

Wielu przestępców w Ukrainie woli okopy od więzienia. Armia chce ich zwerbować. Czym różni się mobilizacja więźniów w Ukrainie od tej w Rosji?

Fot. screem shot / youtube

Od rozpoczęcia mobilizacji więźniów w Ukrainie w połowie maja około 3 tys. spośród 27 tys. więźniów przebywających w zakładach karnych zostało zwolnionych „przedterminowo, aby wziąć bezpośredni udział w obronie kraju”, jak to się oficjalnie określa. Jednak mężczyźni nie mogą mówić, że są „wolni”. Pod eskortą Gwardii Narodowej trafiają najpierw do biura poborowego w celu podpisania kontraktu z siłami zbrojnymi. Stamtąd zabierani są do wojskowego centrum szkoleniowego, gdzie mają stać się żołnierzami.

Wielu z nich chciało iść na front od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę i zwracało się do administracji więziennej, odpowiednich władz, członków parlamentu i obrońców praw człowieka. Jednak służba w siłach zbrojnych była zabroniona dla osób skazanych na karę pozbawienia wolności lub karę w zawieszeniu. W pierwszych miesiącach po rozpoczęciu wojny kilkuset mężczyzn zdołano jeszcze przenieść z więzienia do koszar, ponieważ ich sprawy czekały na rozpatrzenie przez sądy. Potem jednak mobilizacja więźniów ustała.

Zainteresowanie przerosło oczekiwania

Serhij Jonuszas, przewodniczący ukraińskiej parlamentarnej komisji ds. ścigania przestępstw, twierdzi, że akurat w tamtym czasie założyciel rosyjskiej Grupy Wagnera Jewgienij Progożyn rozpoczął rekrutację przestępców z rosyjskich więzień. Z kolei rosyjski resort obrony utworzył brygady „Sztorm-Z”, składające się głównie z więźniów.

Według Jonuszasa początkowo były obawy natury etycznej dotyczące wykorzystywania skazanych w ukraińskiej armii. Jednak pod koniec maja 2024 r. na dziedzińcu więzienia w obwodzie kijowskim ogłosił zmianę przepisów, która teraz pozwala Ukrainie mobilizować również więźniów. – W ciągu dwóch tygodni otrzymaliśmy 4564 wnioski od osadzonych z całego kraju. To więcej niż zakładaliśmy – mówi wiceminister sprawiedliwości Ołena Wysocka.

Służba w wojsku nie dla każdego

Rozpatrzenie wniosków trwa około tygodnia. Więźniowie z urazami, a także pacjenci z HIV lub gruźlicą są od razu odrzucani przez lekarzy więziennych. To, czy więźniowie w ogóle kwalifikują się do służby wojskowej, zależy również od tego, za co zostali skazani. Po burzliwych debatach parlamentarzyści w Kijowie zgodzili się nie przyjmować do armii osób skazanych za przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu narodowemu, terroryzm, zabójstwo z premedytacją dwóch lub więcej osób, ataki na funkcjonariuszy policji lub personel wojskowy, spowodowanie śmiertelnych wypadków drogowych w wyniku jazdy pod wpływem alkoholu, przemoc seksualną lub szczególnie poważne przestępstwa korupcyjne.

Kto nie zostaje zmobilizowany natychmiast, jest odwiedzany przez oficerów personalnych ukraińskich brygad. W rozmowie z DW wielokrotnie podkreślali oni zasadniczą różnicę między ich działaniami a mobilizacją w rosyjskich więzieniach. Nie chodzi o nakłanianie więźniów, by szli na front, a raczej znalezienie ochotników, którzy podjęli dobrowolną, świadomą decyzję.

Zgodnie z rejestrem sądowym do 18 czerwca zatwierdzono ponad 2800 wniosków od więźniów, z których większość została rozpatrzona pozytywnie. Już pierwszy przypadek Ołeksandra B., 36-letniego malarza z Charkowa, wywołał poruszenie. Został on skazany na trzy lata więzienia za uchylanie się od mobilizacji. Odwołał się od tego wyroku do Sądu Najwyższego. Po miesiącu spędzonym w więzieniu w Pierwomajsku słynącym z surowych warunków, sam złożył wniosek o powołanie do wojska. 20 maja Ołeksandr B. został przedterminowo zwolniony z więzienia przez sąd. Według jego adwokata jest on już w trakcie szkolenia wojskowego.

Werbunek w całym kraju

Pod koniec maja pod jednym z ukraińskich więzień spotykamy się z dowódcą batalionu Dmytro Kucharczukiem. Jesienią 2021 r. odsiedział trzy miesiące za kratkami pod zarzutem pobicia funkcjonariusza milicji podczas demonstracji. Wraz z nim z białego SUV-a wysiadają psycholog wojskowy, operator kamery i starszy żołnierz. Zespół chce zwerbować tu dziesiątki więźniów, głównie spośród tych, którzy odsiadują już kolejny wyrok.

Przy bramie czeka już dwóch przedstawicieli innej brygady z regionu Odessy. Oni również objeżdżają ukraińskie więzienia jako rekruterzy. – Ktoś namieszał i nie pozwala nam się widzieć z więźniami – wyjaśnia jeden z nich. – Mówią nam, że powinniśmy rekrutować u nas na południu. Ale skąd mamy wziąć ludzi, skoro u nas na każdy kilometr okopu przypada tylko 15 osób?

Kwestia motywacji

Po kilku godzinach rekruterzy wracają nieco rozczarowani. Grupie z Odessy udało się zwerbować 18 więźniów, a Dmytro Kucharczuk wybrał 17 spośród 40 ochotników. Uważa jednak, że jego brygada szturmowa mogłaby liczyć na więcej ludzi. – Jesteśmy jedną z niewielu jednostek, które wiedzą, jak radzić sobie ze skazanymi. Znamy ich psychikę – uważa.

– Stan emocjonalny i psychiczny, chęć pójścia na wojnę i motywacja przyszłego żołnierza są ważniejsze niż obciążenie przeszłymi przestępstwami – mówi Kucharczuk. – Ludzie, których spotykamy w więzieniach, chcą pewnego dnia móc powiedzieć swoim dzieciom, że nie siedzieli w więzieniu podczas wojny, ale że bronili kraju – dodaje.

W innej brygadzie w nadchodzących miesiącach ma powstać oddzielny batalion liczący od 600 do 800 byłych więźniów, być może nawet z byłym więźniem jako dowódcą. – Mamy ogromne niedobory i jeszcze będziemy musieli poczekać na rekrutów zmobilizowanych przez urzędy poborowe. Możemy zatem już teraz wypełnić luki – mówi zastępca dowódcy brygady, który przedstawia się imieniem Władysław. Jako były prokurator nie uważa ludzi rekrutowanych z więzień za przestępców, którzy chcą uciec od wyroku. – Pracujemy z ludźmi, którzy są zmotywowani do wypełniania swoich obowiązków – mówi Władysław.

Jednym z takich ochotników jest 23-letni Witalij J. z Kijowa. Jesienią 2020 r. został zatrzymany w Łucku z paczką syntetycznych narkotyków. Pomimo jego tłumaczeń, że tylko wysyłał pocztą paczki innych osób, został skazany na siedem lat więzienia. – Podczas procesu chciałem iść na wojnę, ale powiedzieli, że mnie nie przyjmą. Odsiedziałem więc dwa lata. Ale kiedy ustawa weszła w życie, złożyłem wniosek o pobór. Wiem, że będę służył w wojsku do końca wojny. Ale tam będzie lepiej niż w więzieniu – mówi.

Bez kompanii karnych

Dowódca batalionu Kucharczuk dość krytycznie ocenia plany zgrupowania byłych więźniów w oddzielną jednostkę bojową.

Nie będziemy tworzyć kompanii karnych, to niedopuszczalne. Mamy dobre doświadczenia z mieszaniem rekrutów z innymi ochotnikami – mówi. Popiera go Ołeh Cwilyj, szef organizacji, zajmującej się obroną praw więźniów w Ukrainie, który od dwóch lat prowadzi kampanię na rzecz umożliwienia więźniom wstąpienia do armii. Uważa, że powinni oni być rozdzielani między różne jednostki. – Więźniowie w areszcie są jak pająki w słoiku. Przeniosą swoje konflikty, hierarchię subkulturową i wrogość do odizolowanych jednostek wojskowych – ostrzega aktywista.

Według Cwilyja nie należy lekceważyć subkultur przestępczych w więzieniach. Istnieje rodzaj samorządu skazanych, który ma skomplikowane relacje z oficjalną administracją. Ich niepisane zasady, które zostały ustanowione sto lat temu, zwykle obejmują wyraźny zakaz służby wojskowej dla tak zwanych „honorowych więźniów”. Tylko „zawodowi przestępcy”, tj. ważni przedstawiciele przestępczości zorganizowanej, mają „prawo” do interpretowania tych zasad.

Jeden z nich, Serhij Łysenko, znany jako Lera Sumskoj, który od kilku lat mieszka za granicą, na początku rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku wezwał ukraińskich przestępców do obrony kraju. – Powołał się na zasadę, zgodnie z którą obowiązkiem każdego „honorowego złodzieja” jest odwet – wyjaśnia Cwilyj.

Jednak zaangażowanie niektórych „zawodowych przestępców” w rekrutację rosyjskich więźniów do jednostek rosyjskiej Grupy Wagnera i rosyjskiego Ministerstwa Obrony Sztorm-Z zostało ostro skrytykowane przez innych bossów podziemia. Poinformował o tym specjalistyczny rosyjskojęzyczny portal „Prime Crime”, który powołał się na rozpowszechnione wśród środowisk więźniów instrukcje.

Więźniowie skarżą się na korupcję

Również władze zakładów karnych sprzeciwiają się mobilizacji skazanych – mówi Cwilyj. – Ich finansowanie zależy od liczby więźniów, a wielu z nich pracuje w produkcji krajowej, co generuje znaczne zyski dla zakładów karnych – wyjaśnia aktywista. Według niego więźniowie skarżą się też na korupcję. Twierdzi, że dyrektorzy więzień żądają łapówek za składanie wniosków o przedterminowe zwolnienie. Za służbę na pierwszej linii frontu można oczekiwać wysokiego wynagrodzenia.

Autorzy nowej ustawy pozostają jednak optymistami. Minister sprawiedliwości Denys Maliuska szacuje „potencjał mobilizacyjny” w ukraińskich więzieniach na 20 tys. mężczyzn. Nie wyklucza możliwości zniesienia w przyszłości niektórych ograniczeń dotyczących zakazu rekrutacji skazanych za niektóre przestępstwa kryminalne, a także rozszerzenia prawa na skazane kobiety.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Roman Giertych: Rozpoczynamy jedną z najważniejszych reform

Roman Giertych

Roman Giertych

Prokuratura najpierw powinna zostać całkowicie oczyszczona z tych prokuratorów, którzy kryli grupy przestępcze PiS i którzy służyli pisowskiej władzy jak żołnierze, wykonując polityczne rozkazy. Wobec 12 milionów wyborców zobowiązaliśmy się do pełnego rozliczenia pisowskiego zła. I to zrobimy. Nikt nas nie zastraszy, nikt nas nie zmanipuluje i nikt nas nie zwolni z tej obietnicy, którą złożyliśmy. I lepiej niech nikt nie próbuje (czy jawnie, czy skrycie) tego robić.

Minister Sprawieldliwości Adam Bodnar rozpoczął prace nad ustawą o rozdzieleniu funkcji Prokuratura Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. Rozpoczynamy więc jedną z najważniejszych reform.
Czas więc i na dyskusję na ten temat.

Adam Bodnar. Fot. scresn shot / youtube

Przed miesiącem niektórzy prokuratorzy z Prokuratury Krajowej (np. prokurator Mariusz Krasoń) mocno mnie zaatakowali za to, że powiedziałem, iż najpierw należy rozliczyć prokuratorów Ziobry, a potem ewentualnie tworzyć autonomię prokuratury poprzez rozdzielenie funkcji Ministra Sprawiedliwości od Prokuratora Generalnego. Zarzut wobec mnie był taki, że pragnąc rozliczenia prokuratorów Ziobry i domagając się przyspieszenia rozliczenia pisowców, naruszam niezależność prokuratury, gdyż próbuję wkraczać z władzą polityczną do wymiaru sprawiedliwości.

Uporządkujmy najpierw pojęcia

Niezależność prokuratorska nie polega na tym, że prokuratura jest autonomiczna, ale na tym, że nikt nie wymusza decyzji procesowych. W niektórych systemach prawnych prokuratura jest podporządkowana pod sądy, a w niektórych pod rządy. W obecnym systemie jest podporządkowana pod rząd. Nie ma chyba jednak takich systemów, w których prokuratura byłaby autonomiczna, czyli nieodpowiadająca przed nikim.

Oczekiwania niektórych prokuratorów, że niezależność prokuratorska przerodzi się w Polsce w całkowitą autonomię prokuratury, jest oczekiwaniem udzielenia absolutnej władzy nad życiem obywateli, która nie podlega żadnej kontroli, żadnej odpowiedzialności, a jednocześnie nie ma żadnego mandatu demokratycznego. Nadto udzielenie takiej autonomii w warunkach, gdy ponad jedną trzecią prokuratorów mianował Zbigniew Ziobro, a im wyżej tym ta statystyka jest dla niego korzystniejsza (w Prokuraturze Krajowej stanowi to ponad 90%) jest oczekiwaniem z grona tych bardziej aroganckich i bezczelnych. I oczywiście nikt się na to nie zgodzi. Żadne publiczne wytyki ze strony stowarzyszeń prokuratorskich skierowane wobec parlamentarzystów lub wobec premiera tego nie zmienią.

Prokuratura powinna zostać całkowicie oczyszczona

W moim przekonaniu prokuratura najpierw powinna zostać całkowicie oczyszczona z tych prokuratorów, którzy kryli grupy przestępcze PiS i którzy służyli pisowskiej władzy jak żołnierze, wykonując polityczne rozkazy.

Jak można prowadzić rozliczenie zorganizowanych grup przestępczych, gdy istotą tych grup było to, że prokuratorzy zapewniali im całkowitą bezkarność? Byli więc oni członkami tych grup. To trzeba rozliczyć, a solidarność zawodowa, która jest w prokuraturze tak mocna, nie może tego rozliczenia blokować.

Bez tego oczyszczenia dyskusja o zakresie autonomii organizacyjnej prokuratury będzie jałowa, gdyż będziemy mówili o autonomii ludzi Ziobry. Nikt się na to nie zgodzi.

To nie jest tak, że z dniem 15.10.2023 roku prokuratorzy, którzy służyli pisowskiej władzy, nabrali statusu niezależności. Takie naiwne myślenie byłoby dziecinne. Ci, którzy porozumieli się ponad podziałami w ramach solidarności zawodowej i liczą, że to oni teraz będą zastępować Ziobrę chętnie korzystając z instrumentarium giętkich kręgosłupów przez niego wytworzonych, myślą, chyba że Koalicja 15 Października składa się z naiwnych pensjonarek. Zapewniam ich, że tak nie jest. Im prędzej to zrozumieją, tym lepiej.

Wobec 12 milionów wyborców zobowiązaliśmy się do pełnego rozliczenia pisowskiego zła. I to zrobimy. Nikt nas nie zastraszy, nikt nas nie zmanipuluje i nikt nas nie zwolni z tej obietnicy, którą złożyliśmy. I lepiej niech nikt nie próbuje (czy jawnie, czy skrycie) tego robić.

Roman Giertych


Ramstein: Największa baza lotnicza USA w Europie i centrum dowodzenia NATO

Christoph Hasselbach

Ta amerykańska baza lotnicza w Niemczech ma ogromne znaczenie dla operacji wojskowych USA i NATO. Szczególne kontrowersje w Niemczech budzą misje dronów bojowych sterowanych z Ramstein.

Amerykańska baza lotnicza w Ramstein to świat sam w sobie. Położona jest na zachodzie Niemiec, w pobliżu miasta Ramstein-Miesenbach. To tam znajduje się rozległy teren wojskowy z pasami startowymi, hangarami i licznymi budynkami. Jest to jakby osobne małe miasteczko pośrodku sielskiego krajobrazu Nadrenii-Palatynatu, ściśle odcięte od otaczającego je pagórkowatego terenu. I chociaż baza lotnicza znajduje się na terytorium Niemiec, cieszy się immunitetem jak zagraniczna ambasada. Niemieccy urzędnicy i politycy mogą wejść tam tylko za zgodą amerykańskiego dowódcy.

W Ramstein pracuje około 9000 osób. Jest to największa amerykańska baza sił powietrznych w Europie. W pobliżu znajduje się również Regionalne Centrum Medyczne Landstuhl, największy amerykański szpital wojskowy poza USA. W sumie w regionie wokół pobliskiego miasta Kaiserslautern mieszka około 50 000 Amerykanów i ich rodzin. Mają oni własne szkoły, sklepy i dostawców usług i często płacą za nie w dolarach. Amerykańskie obiekty są również bardzo ważne dla lokalnej gospodarki.

Ramstein stawało się coraz ważniejsze

Wszystko zaczęło się w 1952 roku na lotnisku używanym przez hitlerowską Luftwaffe i zdobytym przez armię amerykańską na krótko przed końcem wojny w 1945 roku. Po wojnie lotnisko i trakt administracyjny stopniowo rozrastały się w coraz większy kompleks dla wojsk amerykańskich w Niemczech i ostatecznie dla NATO.

Od 1971 roku w Ramstein stacjonuje Dowództwo Wojskowego Lotnictwa Transportowego (ang. Military Airlift Command) i jego samoloty transportowe. W 1973 roku z Wiesbaden do Ramstein przeniesiono kwaterę główną Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w Europie. Rok później Ramstein stało się również centrum dowodzenia sił powietrznych NATO. Z Ramstein NATO monitoruje obronę przeciwrakietową sojuszu, a także działalność kosmiczną państw członkowskich. Również NASA wykorzystuje czasami Ramstein do lotów badawczych.

Prawdopodobnie do 2005 roku – co nigdy nie zostało oficjalnie potwierdzone – w Ramstein przechowywano również broń jądrową. Obecnie jedynym znanym miejscem w Niemczech, w którym przechowywana jest amerykańska broń jądrowa, jest położona o około 100 km na północ od Ramstein baza lotnicza Büchel w pobliżu Koblencji.

Misje dronów bojowych

Baza lotnicza Ramstein ma ogromne znaczenie dla sił zbrojnych USA na całym świecie. Jest to najważniejszy węzeł transportowy dla amerykańskich sił powietrznych, zwłaszcza dla misji w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Europie Wschodniej.

Ramstein ma również szczególne i rosnące znaczenie ze względu na centrum kontroli misji amerykańskich dronów bojowych na całym świecie. Wielokrotnie prowadziło to do debat na temat możliwego zaangażowania Niemiec w celowe zabijanie podejrzanych o terroryzm w Azji i Afryce. W 2013 roku, gdy zarzuty te pojawiły się w mediach, ówczesny prezydent USA Barack Obama powiedział, że Niemcy nie są „punktem startowym” dla ataków dronów – choć nie uciszyło krytyków. Obama ogłosił wtedy, że ataki dronów są najważniejszym narzędziem w tak zwanej „globalnej wojnie z terroryzmem”.

Baza lotnicza trafiła również na pierwsze strony gazet z powodu domniemanych przerzutów osób podejrzanych o terroryzm do tajnych więzień.

Loty ewakuacyjne z Afganistanu

Lotnisko jest również regularnie wykorzystywane do lotów ewakuacyjnych. Ramstein odegrało kluczową rolę w ewakuacji ludzi z Afganistanu latem 2021 r. po przejęciu władzy przez talibów. Teren bazy lotniczej został tymczasowo przekształcony w ogromne miasteczko namiotowe, w którym tymczasowo zakwaterowano ewakuowanych.

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w Ramstein odbywają się spotkania polityków i wojskowych z państw wspierających Ukrainę. Sekretarz obrony USA Lloyd Austin kilkakrotnie zapraszał do Ramstein przedstawicieli kilkudziesięciu państw w celu omówienia dostaw broni na Ukrainę. Stąd, gdy mówi się o krajach wspierających Ukrainę, używane jest określenie „Grupa Ramstein”

Atak terrorystyczny i katastrofa podczas pokazów lotniczych

W latach 80. baza lotnicza Ramstein dwukrotnie trafiła na pierwsze strony gazet na całym świecie. W sierpniu 1981 r. terroryści z lewackiej Frakcji Czerwonej Armii przeprowadzili atak bombowy na bazę. Rannych zostało dwadzieścia osób (głównie Amerykanów), niektóre z nich ciężko. W tym czasie amerykańskie obiekty wojskowe w Niemczech zachodnich były wielokrotnie celem ataków lewicowych ekstremistów.

W sierpniu 1988 r. w Ramstein odbył się pokaz lotniczy. Kiedy samoloty włoskiego zespołu akrobacyjnego zderzyły się w powietrzu, jeden z płonących samolotów spadł na tłum widzów. 35 osób zginęło na miejscu, kolejne 35 zmarło później w wyniku obrażeń, a setki innych zostało rannych. Była to jedna z największych katastrof lotniczych w historii. Od tego czasu w Ramstein nie odbywają się już żadne pokazy lotnicze.

Kontrowersyjna decyzja Trumpa

Podczas sprawowania urzędu prezydenta USA Barack Obama kilkakrotnie zatrzymywał się w bazie Ramstein. Donald Trump zrobił to samo jako prezydent w 2018 r. podczas lotu powrotnego z wizyty wojsk w Iraku.

Latem 2020 roku Trump ogłosił decyzję o masowej redukcji wojsk amerykańskich stacjonujących w Niemczech. Uzasadniał to tym, że Niemcy nie płacą wystarczająco dużo na swoją obronę. Były głównodowodzący wojskami USA w Europie, generał Ben Hodges, ostro skrytykował wówczas te plany. W wywiadzie dla magazynu „Der Spiegel” mówił o „kolosalnym błędzie” i dodał, że decyzja ta „pokazuje, że prezydent nie zrozumiał, jak ważne dla bezpieczeństwa Ameryki są wojska amerykańskie stacjonujące w Niemczech”.

Decyzja Trumpa została cofnięta kilka miesięcy później po objęciu rządów przez Joego Bidena. Ale jeśli Donald Trump zostanie ponownie wybrany na prezydenta USA, obecność wojsk amerykańskich w Niemczech, a tym samym ważna rola bazy lotniczej Ramstein, może ponownie stanąć pod znakiem zapytania.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Ambasada RP ostrzega: Jedziesz do Włoch, przeczytaj!

Ambasada RP we Włoszech ostrzega turystów przed złodziejami. „Ty oglądasz Koloseum, oni oglądają Ciebie. Kto taki? Borseggiatori, czyli kieszonkowcy. Uważaj na nich, szczególnie w tłocznych miejscach! Pilnuj swoich dokumentów i pieniędzy”- apeluje na platformie X.

Panteon w Rzymie – jedna z najlepiej zachowanych budowli z czasów starożytnego Rzymu. Fot. Anna Frach, thefad.pl

„Uważaj na złodziei! Pilnuj swoich dokumentów, rzeczy wartościowych i pieniędzy. Nie trzymaj ich w jednym miejscu. W miejscach publicznych zawsze miej oko na swoją torbę lub bagaż. Czasami wystarczy postawienie torby na chodniku lub ławce, na której siedzisz, by zostać okradzionym. Kradzieże w miejscach turystycznych zdarzają się naprawdę często.

Nie zostawiaj w samochodzie w widocznym miejscu żadnych bagaży ani toreb. W ogóle nie zostawiaj w pojeździe pieniędzy, dokumentów i cennych przedmiotów (komputerów, telefonów) – ostrzega serwis Rzeczypospolitej Polskiej na stronie internetowe.”

Jedziesz do Włoch, przeczytaj!

Ambasada w Rzymie przestrzega, że we Włoszech kradzieże zdarzają się często, szczególnie w miejscach turystycznych.

„Ty oglądasz Koloseum, oni oglądają Ciebie. Kto taki? Borseggiatori, czyli kieszonkowcy. Uważaj na nich, szczególnie w tłocznych miejscach! Pilnuj swoich dokumentów i pieniędzy” – ostrzega turystów.

Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: Serwis Rzeczypospolitej Polskiej


Gierych składa zawiadomienie do prokuratury na Kaczyńskiego

Roman Giertych złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego. Giertych argumentuje, że Kaczyński “zaniechał zawiadomienia prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczącego korzystania przez kandydatów Solidarnej Polski ze środków Funduszu Sprawiedliwości w ramach kampanii wyborcze.”

Fot. screen shot / youtube,

Giertych poinformował o swoich zamiarach w poniedziałek, a w piątek opublikował na platformie X zdjęcie potwierdzające przyjęcie zawiadomienia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. W piśmie Giertycha możemy przeczytać, że Kaczyński miał zaniechać zawiadomienia prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kandydatów Solidarnej Polski, co mogło wpłynąć na kampanię wyborczą do Sejmu RP.

Działając w imieniu własnym zawiadamiam o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ówczesnego funkcjonariusza publicznego, tj. Jarosława Kaczyńskiego – posła na Sejm RP, polegającego na niedopełnieniu obowiązków w zakresie dbałości o interes finansowy budżetu państwa w ten sposób, że działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w postaci dotacji podmiotowej oraz subwencji przez partię Prawo i Sprawiedliwość (…) zaniechał zawiadomienia prokuratury o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczącego korzystania przez kandydatów Solidarnej Polski ze środków Funduszu Sprawiedliwości w ramach kampanii wyborczej do Sejmu RP, czym wypełnił ustawowe znamiona czynu z art. 231 par. 2 Kk” – czytamy w piśmie opublikowanym przez Giertycha na platformie X.

Art. 231 par. 2 Kodeksu karnego mówi, że funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Dowody i reakcje

Dowodem na poparcie swoich zarzutów Giertych wskazuje na list, ujawniony przez Gazetę Wyborczą w artykule „Tajny list Kaczyńskiego”, który miał zostać znaleziony przez ABW podczas przeszukania domu byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. W liście tym, datowanym na okres przed wyborami w 2019 roku, Kaczyński miał zwracać się do Zbigniewa Ziobry o natychmiastowe zakazanie kandydatom Solidarnej Polski korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w kampanii wyborczej.

Kaczyński, pytany o ten list, stwierdził, że nie pamięta, aby takie pismo zostało wysłane. Romanowski jednak potwierdził otrzymanie takiego listu, co wskazuje, że sprawa mogła mieć miejsce, choć prezes PiS wyraził możliwość, że jego pamięć zawodzi.

– Ja tego nie pamiętam, nie pamięta tego też minister Ziobro. Natomiast minister Romanowski twierdzi, że do niego taki list dotarł, więc zakładam, że może po prostu mnie pamięć zawodzi. Zakładając, że taki list został wysłany, ja za to stu procent nie daję, ale zakładam na chwilę, to był on wynikiem czegoś, co zdarza się w każdej kampanii wyborczej. Mianowicie tego, że posłowie przeżywają pewien specyficzny stan psychiczny, który powoduje, że strasznie się denerwują tym, co robią inni posłowie, ich kampaniami wyborczymi. Chodzi oczywiście o tych, którzy konkurują w jednym okręgu – tłumaczyl Kaczyński.

Kontekst Polityczny

Giertych w swoich publicznych wypowiedziach podkreślał, że zespół ds. rozliczeń PiS planuje złożyć zawiadomienie do prokuratury, zarzucając Kaczyńskiemu niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwie. Argumentuje, że Kaczyński posiadał wiedzę o możliwym nielegalnym wykorzystaniu środków publicznych przez jego partyjnych kolegów, ale nie podjął żadnych działań z obawy przed utratą dotacji dla PiS.

Jarosław Kaczyński, odpowiadając na pytania dotyczące możliwości utraty subwencji przez PiS za naginanie prawa, stwierdził, że ugrupowanie nie naruszyło żadnych przepisów. Podkreślił, że sprawa została już rozliczona i jest „res iudicata”, czyli osądzona.


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję