Szukaj w serwisie

×

Cezary Pazura: Zbliża się premiera serialu „Teściowie 2”

Aktor już teraz zachęca do oglądania perypetii Nagórskich i Ledwoniów w kolejnej odsłonie serialu „Teściowie”, która jesienią pojawi się na antenie Polsatu. Zaznacza też, że jego bohater Zenon będzie się zmagał z nie lada dylematami. Produkcja cieszy się dużą popularnością wśród widzów, bo w krzywym zwierciadle pokazuje współczesne obyczaje i stare jak świat konflikty pokoleniowe. Cezary Pazura zdradza też, że już rozpoczęły się prace nad trzecią serią.

„Teściowie” to lekka, ponadczasowa opowieść o różnicach międzypokoleniowych. Jest zabawnie tym bardziej, że w tej historii ścierają się dwie pary o różnych światopoglądach i wartościach: posiadacze dojrzewalni bananów, dorobkiewicze – Violetta i Zenon Nagórscy (Joanna Kurowska i Cezary Pazura) oraz skromni – Dorota i Roman Ledwoniowie (Jolanta Fraszyńska i Cezary Kosiński). Jakby tego wszystkiego było mało, ciągłych kłopotów dostarczają im ich dzieci.

– W nowych odcinkach będzie dużo zaskoczeń, bo w życiu Zenona Nagórskiego pojawią się nowe problemy i to takie zdecydowane, z których będzie musiał wybrnąć. Więcej nie mogę zdradzić, bo komedii nie da się opowiedzieć. Po prostu trzeba ją zobaczyć – mówi agencji Newseria Lifestyle Cezary Pazura.

W kolejnej serii do obsady dołączają m.in. Katarzyna Żak, Andrzej Nejman i Kinga Jasik oraz gościnnie Daniel Olbrychski.

– W drugiej części pojawiły się nowe osoby, nowi bohaterowie, bo tak musi być. W trzeciej części też pojawią się nowi bohaterowie. Zdradziłem, że będzie trzecia część. Tak, teraz uczę się nowych odcinków, bo zaczynamy właśnie trzecią serię – mówi aktor.

Cezary Pazura cieszy się z kontynuacji tego serialu, bo uważa, że jest to wciągająca produkcja. Jako aktor ma w niej duże pole do popisu.

– Lubię ten serial, dlatego że przede wszystkim mamy tam dobry materiał do grania. Jak biorę scenariusz, to patrzę, czy jest co grać, czy nie. I to nie są tylko słowa, napisane żarty, ale to jest dobra intryga, taka, która może się spodobać widzom w każdym wieku, a poza tym jest to świetnie zrealizowane – mówi.

Jak zaznacza, na sukces tej produkcji pracuje wiele osób i każda z nich dokłada swoją cenną cegiełkę. Jego zdaniem dobór aktorów jest strzałem w dziesiątkę.

– Reżyser i operator, pan Grzegorz Kuczeriszka, jest naprawdę specjalistą od takiej roboty i Krzysztof Jaroszyński, który pisze scenariusze, jest też mistrzem w swoim fachu, no i towarzystwo, z którym się spotykam na co dzień w pracy, jest też zacne i bardzo się lubimy. I w takiej atmosferze naprawdę aż się chce chodzić do pracy – podkreśla.

 

Poza zdjęciami do serialu „Teściowie 3” Cezary Pazura jest jeszcze zaangażowany w inne projekty zawodowe, ale dopóki wszystko nie będzie pewne na sto procent, nie chce zdradzać żadnych szczegółów.

– Dzieje się, ale na razie nie mogę nic powiedzieć, przede wszystkim, żeby nie zapeszyć, a po drugie, może coś nie wyjść. Jest dużo propozycji i pomysłów, a wiadomo, od pomysłu do przemysłu to jest daleka droga, więc to się musi wszystko wydarzyć, dojrzeć i niedługo niektóre rzeczy ujrzą światło dzienne – dodaje aktor.

 


Atak wojsk ukraińskich na rosyjskie regiony Kursk i Biełgorod. Miejscowa ludność oskarż rosyjskie władze o zatajanie informacji

Aleksiej Strielnikow

Atak wojsk ukraińskich na rosyjskie regiony Kursk i Biełgorod był szokiem dla miejscowej ludności. Niektórzy oskarżają rosyjskie władze o zatajanie ważnych informacji.

Od tygodnia siły ukraińskie zdobywają przyczółki w kilku miastach i wsiach w obwodzie kurskim w Rosji. 28 miast i wsi znalazło się od 12 sierpnia pod ukraińską kontrolą, co przyznał pełniący obowiązki gubernatora obwodu kurskiego Aleksiej Smirnow podczas spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Największą z tych miejscowości jest Sudża, licząca 5000 mieszkańców.

W poniedziałek ukraińskie siły specjalne poinformowały na kanale Telegram, że miasto jest pod ich kontrolą. Z kolei według propagandowych mediów rosyjskich w pobliżu Sudży trwają obecnie najcięższe walki, a ukraińskie jednostki atakują w różnych kierunkach. W międzyczasie zarządzono ewakuację miasta Lgow, które liczy 17 000 mieszkańców. Również w sąsiednim regionie Biełgorodu trwa ewakuacja. Według Smirnowa w wioskach kontrolowanych przez ukraińskie wojska znajdowało się około 2000 osób. Ich los jest nieznany.

DW rozmawiało z mieszkańcami Biełgorodu i Kurska o sytuacji w ich miastach, ale także o tym, w jakim stopniu ufają rosyjskim władzom.

Jedynie „przejściowe” trudności?

Tylko 9 sierpnia w Kursku było dziesięć alarmów lotniczych, mówią rozmówcy DW. Margarita, która nie chce podawać swojego prawdziwego imienia, mówi, że sytuacja w Kursku jest „spokojna”, a ludzie jak zwykle pracują, robią zakupy i chodzą na spacery.

Syreny często wyją, ale przyzwyczailiśmy się do tego. Alarm dotyczy całego regionu, nie tylko nas – podkreśla. Państwowa telewizja mówi jedynie o „przejściowych trudnościach”.

Margarita dowiedziała się jednak od krewnych, że walki są bardziej intensywne, niż przedstawia się w telewizji, a ludzie uciekają z części obwodu kurskiego graniczących z Ukrainą. Jednak sama Margarita wierzy, że wszystko to jest „krótkotrwałe”. Chce pozostać w swoim rodzinnym mieście.

Antonina również mieszka w Kursku, ale ma siostrę w okupowanej przez Ukraińców Sudży. – Kiedy rozpoczął się ostrzał, moja siostra Julia uciekła z Sudży – mówi. Ona i jej rodzina zatrzymali się u krewnych w Orle, położonym około 260 kilometrów na północ, relacjonuje Antonina. – Julia musiała jednak zostawić wszystkie swoje dokumenty, w tym karty bankowe, w domu w Sudży. Ale najbardziej martwi się o dom i swoje zwierzęta – dodaje. – Wciąż są tam prosięta, kaczki i kury…

Julia i jej rodzina szukają teraz mieszkania. Przez braki w zaopatrzeniu nie zdołała jeszcze dostać żadnych racji żywnościowych. Chce również w końcu otrzymać obiecane przez państwo 10 000 rubli (równowartość 100 euro). Według rosyjskich władz każdy, kto musiał opuścić swój dom, ma do tego prawo.

Strach przed wkroczeniem ukraińskich żołnierzy

Coraz więcej nalotów jest też w regionie Biełgorodu, mówi mieszkająca tam Nina. Ona również nie chce podawać swojego prawdziwego imienia. Podczas rozmowy telefonicznej z DW słychać wycie syren alarmowych, ale młoda kobieta zostaje w swoim pokoju.

– Przyzwyczailiśmy się do tego, przestałam wychodzić na korytarz – mówi. I dodaje, że mieszkańcy miasta odetchnęli z ulgą, że ukraińska armia tu nie wkroczyła. Ale ludzie mówią, że inwazja na ich region jest możliwa. Według Niny od czasu rozpoczęcia ukraińskiej ofensywy w sąsiednim Kursku coraz więcej rosyjskich wojskowych przebywa w Biełgorodzie. Kobieta zauważa, że ludzie w Biełgorodzie coraz częściej krytykują rosyjskie władze, w tym prezydenta kraju. – Widzę, że moi przyjaciele i krewni, którzy popierają wojnę, już nazywają Putina słabym przywódcą, ponieważ nic nie robi – relacjonuje.

Zarzuty wobec rosyjskich władz

W sieciach społecznościowych pojawiły się już ogłoszenia o poszukiwaniu osób z Sudży, z którymi kontakt został zerwany. Niektórzy szukają starszych krewnych, inni znajomych, którzy udali się do regionu, aby ewakuować członków rodziny. Na liście jest około 40 nazwisk.

„Federacja Rosyjska odcięła dopływ prądu do wszystkich tych wiosek, aby powstrzymać ukraińskie wojska. Ponadto po obu stronach prowadzona jest wojna elektroniczna” – pisze użytkownik o pseudonimie Piotr.

Z kolei władze rosyjskie podkreślają, że telekomunikacja i mobilny internet działają w ośmiu okręgach obwodu kurskiego i są teraz bezpłatne. Według odpowiedzialnego za te sprawy ministerstwa możliwe jest nawet wykonywanie połączeń bez potrzeby doładowywania konta. Jednak sieci społecznościowe sugerują, że mało kto nadal ufa oficjalnym informacjom.

„Nie ma łączności. Krewni z odległych regionów nie mogą nawiązać kontaktu” – pisze Juliana na lokalnej stronie sieci społecznościowej. Według niej „wiedziano o zbliżającej się inwazji ukraińskich sił zbrojnych, ale nikt ich przed tym nie ostrzegł”.

Inna użytkowniczka o imieniu Swietłana pyta: „Gdzie były służby specjalne? Oszukali ludzi!”

W rosyjskiej wielojęzycznej sieci „VKontakte” użytkowniczka o imieniu Olga potwierdziła na stronie internetowej kurskiej administracji regionalnej, że zapowiedziano ewakuację Lgowa.

Była na wakacjach z matką niedaleko tego miasta. „Zadzwoniliśmy do służb ratunkowych. Powiedzieli, że wszystko jest w porządku. O ewakuacji dowiedziałam się dopiero od przyjaciółki i odebrał nas mój syn” – pisze.

Władze mówią o „trudnej sytuacji operacyjnej”

Jedną z najczęściej komentowaną w rosyjskich sieciach społecznościowych jest wiadomość, że ci, którzy musieli opuścić swoje domy, otrzymają od państwa pomoc w wysokości 10 000 rubli.

„Mój Boże, to absurd!” – pisze użytkowniczka Anastasia. „Oczywiście nikt nie mówi, że pieniądze wystarczą tylko na namiot” – komentuje. Inni użytkownicy wyjaśniają jednak, że suma ta wystarczy na żywność i lekarstwa na kilka pierwszych dni.

Strony internetowe władz regionu Kurska są pełne ostrzeżeń o nalotach. Rosyjska Obrona Cywilna ogłosiła stan wyjątkowy w tym regionie.

Jednocześnie urzędnicy najwyraźniej próbują uspokoić opinię publiczną. Opisują wydarzenia ostatnich czterech dni jako „trudną sytuację operacyjną”, a uchodźców jako „przymusowych przesiedleńców”.

Politolog Denis Grekow ocenia to krytycznie. – Ludność w rosyjskich regionach graniczących z Ukrainą szczególnie potrzebuje wiarygodnych informacji – wskazuje.

– W końcu chodzi tu o bezpieczeństwo – mówi Grekow. Jak przyznaje, władze rosyjskie nie muszą jednak obawiać się niepokojów społecznych w tych regionach. – Wielu uchodźców jest w bardzo niepewnej sytuacji. Chcą, tylko by władze coś dla nich zrobiły, nie domagają się zmiany władzy – dodaje.

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


Krzysztof Skiba: Ukazał się światu w krawacie zawiązanym od tyłu

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Cała Polska zamarła, gdy Prezes Jarosław ukazał się światu w krawacie zawiązanym od tyłu. Złośliwcy twierdzą, że Prezes jest wizjonerem modowym, królem nowych trendów i po prostu lansuje niedbały strój jako współczesny wizerunek hipisa z odzysku. Z kolei zdaniem komentatorów sceny politycznej Kaczelnik otoczył się dworem potakiwaczy i zer, z których żaden nie ma odwagi poprawić mu krawata

Cała Polska zamarła, gdy Prezes Jarosław ukazał się światu w krawacie zawiązanym od tyłu. Są tacy, którzy twierdzą, że Kaczyński od tyłu jest ciekawszy niż z przodu. Wielu jednak twierdzi, że od tyłu jest tak samo pospolity, jak an face.

Instytut Psychologii Dziecięcej właśnie wydał opinie w sprawie krawata uwiązanego u szyi zbawcy narodu odwrotnie.

Otóż okazuje się, że są osoby, które nie przywiązują wagi do swojego stroju, a tym bardziej nie przywiązują krawata do szyi. Te osoby nie są w kwestiach odzieżowych samodzielne. Mówiąc ostrzej, są w sferze odzieżowej upośledzone. Dzieciom często nakłada się buty czy kurtki, bo same nie potrafią.

Z badań wynika, że geniusz z Żoliborza był do 60 roku życia ubierany przez matkę lub opiekunkę. Już wcześniej, przed aferą krawatową, widziano przywódcę PiS w sweterku nałożonym na drugą stronę, ze szwami na wierzchu. Każdemu z nas takie rzeczy trafiały się w życiu. Ale w wieku pięciu lat.

Głośne było zdjęcie Jarosława, gdy chodził w dwóch różnych butach lub z rozwiązanymi sznurowadłami. Po eskapadach z Brudzińskim, gdy płynął motorówką po Zalewie Szczecińskim, byli tacy, którzy dostrzegli na fotkach obszczane portki.

Fotki z wycieczek górskich pokazują ulubieńca górali w kurtce po Giertychu, czyli w pięć numerów za dużym rozmiarze. Politolodzy zastanawiają się, czy człowiek, który nie potrafi zadbać o siebie, potrafi zadbać o kraj.

Złośliwcy zaś twierdzą, że Prezes jest wizjonerem modowym, królem nowych trendów i po prostu lansuje niedbały strój jako współczesny wizerunek hipisa z odzysku. Z kolei zdaniem komentatorów sceny politycznej Kaczelnik otoczył się dworem potakiwaczy i zer, z których żaden nie ma odwagi poprawić mu krawata.

Analitycy wojskowi, specjaliści od szyfrów i taktyki wojennej, widzą w krawacie od tyłu zupełnie inny sygnał. To sprytnie zaszyfrowany komunikat dla swoich partyjnych działaczy, który znaczy tyle, co „zarządzam odwrót” lub „ratuj się kto może.” Ta ostatnia interpretacja wydaje się najwłaściwszą.

Krzysztof Skiba


Ray Kurzweil: do 2045 roku ludzkość osiągnie osobliwość – moment, w którym człowiek i sztuczna inteligencja zacznie się zacierać

Ray Kurzweil, jeden z najbardziej wpływowych futurystów naszych czasów, od lat budzi zainteresowanie swoimi odważnymi prognozami dotyczącymi przyszłości technologii. Jego najbardziej kontrowersyjne i fascynujące przewidywanie mówi o tym, że do roku 2045 ludzkość osiągnie tzw. osobliwość technologiczną – moment, w którym granica między człowiekiem a sztuczną inteligencją (AI) zacznie się zacierać, a nasze możliwości intelektualne i fizyczne zostaną znacząco wzmocnione przez technologię.

Fot. Alexandra_Koch /Pixabay

Co to jest Osobliwość Technologiczna?

Osobliwość technologiczna, znana także jako „singularity”, to koncepcja, według której rozwój technologiczny – zwłaszcza w dziedzinie sztucznej inteligencji – osiągnie punkt, w którym maszyny staną się inteligentniejsze od ludzi. Kurzweil przewiduje, że AI nie tylko dorówna ludzkiemu umysłowi, ale go przewyższy, prowadząc do epokowych zmian w naszym życiu. Owa „osobliwość” ma być momentem, gdy człowiek i maszyna zbiegną się, tworząc nową formę życia o niespotykanych dotąd możliwościach.

Prawo przyspieszających zwrotów

Swoje przewidywania Kurzweil opiera na koncepcji zwanej „Prawem Przyspieszających Zwrotów”. Zakłada ono, że tempo rozwoju technologii rośnie wykładniczo, a nie liniowo. Innymi słowy, im bardziej zaawansowana staje się technologia, tym szybciej ewoluuje. Kurzweil wskazuje na takie wynalazki, jak komputery, które od lat 60. XX wieku gwałtownie przyspieszyły rozwój technologii, sugerując, że podobny wykładniczy wzrost zobaczymy w przypadku sztucznej inteligencji i biotechnologii.

Co oznacza Osobliwość dla ludzkości?

Jeśli przewidywania Kurzweila się sprawdzą, ludzkość wejdzie w erę, która radykalnie przekształci nasze życie. W przyszłości możemy spodziewać się nanobotów naprawiających nasze ciała od wewnątrz, wszczepiania w nasze mózgi interfejsów AI, a nawet przenoszenia naszej świadomości do cyfrowych nośników. Kurzweil twierdzi, że technologie te mogą potencjalnie umożliwić ludziom osiągnięcie nieśmiertelności, poprzez eliminację chorób, starzenia się, a nawet śmierci.

Kontrowersje wokół przewidywań Kurzweila

Choć wizja Kurzweila jest ekscytująca, budzi także wiele pytań i obaw. Wielu naukowców i filozofów kwestionuje możliwość osiągnięcia osobliwości w tak krótkim czasie, argumentując, że nie mamy jeszcze pełnego zrozumienia ludzkiego mózgu ani nie wiemy, jak stworzyć AI, która mogłaby się równać z ludzką inteligencją, nie mówiąc już o jej przewyższeniu.

Krytycy zwracają również uwagę na potencjalne ryzyka związane z tak zaawansowaną technologią. Możliwość stworzenia AI, która mogłaby przewyższyć człowieka, budzi obawy związane z kontrolą, etyką i bezpieczeństwem. Co stanie się, jeśli AI stanie się samodzielna i nie będzie już podlegać ludzkiej kontroli? Jakie będą konsekwencje dla społeczeństwa, pracy, i samej natury człowieczeństwa?

Co przyniesie przyszłość?

Ray Kurzweil jest optymistą, jeśli chodzi o przyszłość technologii i jej wpływ na ludzkość. Wierzy, że osobliwość technologiczna przyniesie więcej korzyści niż zagrożeń, umożliwiając ludzkości osiągnięcie nowych, niespotykanych dotąd poziomów rozwoju. Niemniej jednak, jego wizja wymaga głębokiej refleksji nad tym, jak kierować rozwojem technologii, aby przyniosła ona jak najwięcej dobra, minimalizując przy tym ryzyka.

Czy do 2045 roku rzeczywiście osiągniemy osobliwość? Tego nie wiemy. Jednak jedno jest pewne: w ciągu najbliższych dekad rozwój technologii będzie nadal zmieniał nasze życie w sposób, który dzisiaj możemy sobie jedynie wyobrazić.

Dariusz Frach, thefad.pl

 


Ofensywa w obwodzie kurskim. Co planuje Ukraina i dlaczego wkroczyła na teren Rosji?

Roman Gonczarenko

Po raz pierwszy od inwazji Rosji Ukraina wykorzystuje swoich żołnierzy do zajęcia rosyjskiego terytorium. Zachodni eksperci dopatrują się w postępach w rejonie Kurska oznak nowej strategii, ale i ryzyka.

Fot. screen shot / youtube

Ukraina mogła podjąć „pierwszy krok” w kierunku zmiany strategii w obronie przed rosyjską inwazją. Tak opisuje wydarzenia ostatnich dni w rosyjskim obwodzie kurskim Jen Spindel, profesorka na Uniwersytecie New Hampshire w USA. – Ukraina nie może kontynuować tej wojny w taki sposób jak w ciągu ostatnich dwóch lat. Po prostu nie ma wystarczających zasobów ludzkich ani zapasów broni, aby to zrobić – powiedziała ekspertka ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w rozmowie z DW.

Byłaby to zmiana, którą Spindel i jej koledzy zalecali w amerykańskim magazynie branżowym „Foreign Affairs” już w maju – „w kierunku wojny na wyczerpanie zamiast wojny na równi”. Ukraińska strategia wojenna powinna „stać się asymetryczna”, co oznaczałoby także ataki na rosyjskim terytorium. Właśnie to wydaje się dziać w Kursku. – Ukraina pokazuje, że rosyjskie terytorium nie jest już nietykalne i że Ukraina je zaatakuje, aby odciągnąć rosyjskie siły od bombardowania i niszczenia jej kraju – mówi ekspertka.

Dlaczego Ukraina wkroczyła do obwodu kurskiego?

Tydzień po rozpoczęciu ukraińskiej ofensywy Kijów pozostaje oszczędny w słowach. Prezydent Wołodymyr Zełenski wspomniał jedynie o „przeniesieniu wojny na terytorium agresora”. Wysoki rangą ukraiński wojskowy powiedział agencji prasowej AFP w weekend, że w działania zaangażowane były „tysiące” ukraińskich żołnierzy”. Celem jest doprowadzenie do „przeciążenia” rosyjskich sił i „destabilizacji” sytuacji.

W poniedziałek (12.08.2024) szef Kremla Władimir Putin ponownie wypowiedział się na temat walk pod Kurskiem. „Przeciwnik stara się poprawić swoją przyszłą pozycję negocjacyjną” – powiedział. Jednocześnie zasugerował, że to się nie powiedzie i pozostawił kwestią otwartą to, jak zareaguje na tę próbę. Głównym celem Rosji w tej chwili jest odparcie ukraińskich sił, stwierdził Putin.

Rosyjskie źródła podały, że siły ukraińskie wkroczyły do obwodu kurskiego 6 sierpnia i szybko posunęły się naprzód o co najmniej 10 kilometrów. W międzyczasie niektóre media donoszą, że ukraińska armia posunęła się o około 30 kilometrów w głąb terytorium Rosji. Linia frontu jest bardzo dynamiczna. Jedno jest pewne: Do tej pory zajęto głównie małe wioski. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdzi, że ukraińskie natarcie zostało zatrzymane, a walki toczą się w dwóch podokręgach na granicy. Moskwa wydaje się szczególnie zaniepokojona z powodu elektrowni jądrowej w Kursku. Walki, według rosyjskich doniesień, toczą się co najmniej 30 km od elektrowni.

To jest pierwsze takie ukraińskie natarcie na terenie Rosji, a nie jak dotąd w okupowanych obszarach. W 2023 roku miały miejsce podobne mniejsze akcje w obwodzie biełgorodzkim, prowadzone przez rosyjskie opozycyjne grupy, które walczą po stronie Ukrainy.

Ekspert: „Dobre dla morale, nieistotne dla wojny”

Ukraiński atak to „wynik starannych planów” strony ukraińskiej oraz „całkowitej porażki rosyjskiego wywiadu” – twierdzi austriacki historyk wojskowy pułkownik Markus Reisner w rozmowie z DW. Przyznaje on Kijowowi „wyraźne zwycięstwo w sferze informacyjnej”, ponieważ wszyscy patrzeć będą na Kursk, a nie na Donbas, gdzie rosyjska armia powoli posuwa się w kierunku miast takich jak Czasów Jar i Pokrowsk. Jeśli Ukraina będzie w stanie dłużej utrzymać tereny w obwodzie kurskim, zmusi to Rosję do przegrupowania swoich sił. – To zmniejszyłoby presję w tym rejonie – wskazuje mówi Markus Reisner.

Gustav Gressel, berliński ekspert think-tanku Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR), ocenia sytuację w Kursku bardziej sceptycznie: „Dobre dla morale, nieistotne dla wojny”. – Nie ma oznak, że Rosja wycofuje siły ze wschodu, aby powstrzymać ukraiński atak – stwierdził Gressel w analizie dla DW w pierwszych dniach ofensywy. Obecnie pojawiły się niepotwierdzone informacje, że Rosja niektóre oddziały z północno-wschodniej Ukrainy przeniosła pod Kursk. – Głównym beneficjentem rozszerzenia linii frontu na terytorium Rosji jest ona sama, ponieważ jeszcze bardziej nadwyręża to ukraińskie siły zbrojne – mówi Gressel.

Zdaniem ekspertów, celem ukraińskiego natarcia w kierunku Kurska może być uzyskanie także lepszej pozycji w negocjacjach z Rosją. – Dla morale ukraińskich żołnierzy, którzy przez półtora roku „tylko” bronili swoich pozycji w wyczerpującej wojnie na wyniszczenie, ta ofensywa – zwłaszcza na terytorium wroga – ma prawdopodobnie nieocenione znaczenie – powiedział DW niemiecki dziennikarz i ekspert ds. Ukrainy Winfried Schneider-Deters. ­– Być może ukraińscy przywódcy chcą zademonstrować Rosji, ale przede wszystkim Zachodowi, że Ukraina nie jest na końcu swoich sił i że nadal ma szansę wygrać wojnę, jeśli nadal będzie otrzymywać dostawy zachodniej broni – dodał.

Co mówią USA i inni partnerzy?

Działanie Ukrainy jest „punktem zwrotnym” i „długo oczekiwane”, uważa Schneider-Deters. Do tej pory Ukraina „prawdopodobnie była powstrzymywana” przez Zachód, a w szczególności USA, które obawiają się dalszej eskalacji wojny i jej terytorialnej ekspansji, analizuje Schneider-Deters. Uważa on, że Ukraina słusznie teraz „to zignorowała”.

Waszyngton, Berlin i inne rządy od dawna zabraniają Ukrainie używania ich broni na terytorium Rosji. Zielone światło dano dopiero w maju 2024 roku po rosyjskiej ofensywie pod Charkowem. Nawet wtedy jednak zachowano pewne czerwone linie. Ukraina może atakować za pomocą zachodniej broni jedynie w obszarze przygranicznym. Użycie amerykańskich rakiet ATACMS pozostaje ograniczone wyłącznie do okupowanego terytorium Ukrainy.

Jak dotąd Stany Zjednoczone zareagowały ostrożnie na ukraińskie posunięcie. Amerykańska ekspertka Jen Spindel zakłada, że odbyło się wiele rozmów telefonicznych na wysokim szczeblu między Kijowem a Waszyngtonem w celu deeskalacji sytuacji.

Jak daleko ukraińskie wojska zdołają się posunąć?

Jen Spindel uważa, że misja w obwodzie kurskim nie ma na celu dotarcia aż do Moskwy, ponieważ nikt nie ma w tym interesu. Im dalej posunie się ukraińska armia, tym większe ryzyko, że jej oddziały zostaną odcięte od zaopatrzenia. Aby osiągnąć swoje cele, Ukraina nie musi posuwać się „zbyt daleko” w głąb rosyjskiego terytorium, mówi ekspertka. – Musi dotrzeć do obszarów, które służą jako strefy rozmieszczenia i gdzie Rosja trzyma swoją broń. Jeśli Rosja nie udzieli „zmasowanej odpowiedzi” w najbliższych dniach, Ukraina może spróbować zaatakować kolejne cele w Rosji – uważa Spindel. Należy też obserwować, czy Moskwa odroczy „nieuchronny atak z północy Ukrainy”.

Według ekspertki „Ukraina musi również zachować równowagę i brać pod uwagę swoich zachodnich partnerów”. Jak dotąd Ukraina posunęła się naprzód „wystarczająco, by przeprowadzić wyraźną operację w Rosji”, ale „nie na tyle, by wywołać obawy o znacznie poważniejszą operację”. Zasadniczo Spindel nie spodziewa się żadnych większych zmian w wojnie w wyniku ukraińskiego natarcia. Zakłada, że będzie więcej takich operacji, w których Ukraina będzie stawiać na zaskoczenie. Cel: „wytrącenie Rosji z równowagi”.

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


Bosak: jeden kandydat na prezydenta z całej prawicy, łącznie z PiS

Jeden z liderów Konfederacji oraz wicemarszałek Sejmu, Krzysztof Bosak, przedstawił odważną propozycję organizacji prawyborów obejmujących całą prawicę. W wywiadzie dla Radia Zet polityk zadeklarował gotowość do rywalizacji i jak najlepszego reprezentowania wyborców Prawa i Sprawiedliwości (PiS) w takim scenariuszu. Bosak wspomniał, że “idea prawyborów na całości prawicy krąży od dawna, teraz PiS nie ma dobrego kandydata, nie ma kandydata, który mógłby walczyć o reelekcję, więc idea prawyborów na całości prawicy, tej demokratycznej, od Konfederacji, przez Solidarną Polskę, po PiS, ta idea jest zasadna”

Fot. screen shot / youtube

Bosak podkreślił, że w przypadku konieczności walki o miejsce w II turze wyborów prezydenckich, zamierza w ramach Rady Liderów Konfederacji namawiać do poparcia Sławomira Mentzena jako kandydata ich ugrupowania. Jednocześnie zaznaczył, że jeśli dojdzie do możliwości organizacji prawyborów obejmujących całą prawicową opozycję, łącznie z PiS, jest gotów stanąć do rywalizacji o nominację.

W trakcie rozmowy Bosak podkreślił, że idea prawyborów na całej prawicy krąży już od dawna. Jego zdaniem, obecnie Prawo i Sprawiedliwość nie dysponuje kandydatem zdolnym do walki o reelekcję, co czyni prawybory zasadnymi. Koncepcja obejmowałaby szeroki zakres ugrupowań, od Konfederacji, przez Solidarną Polskę, aż po niezależne, patriotyczne środowiska obywatelskie.

Jeden kandydat na prawicy?

W opinii Krzysztofa Bosaka, jeśli PiS chce rozwiązać dylemat dotyczący swojego kandydata na prezydenta, powinno zgodzić się na prawybory. Polityk wyraził gotowość do rywalizacji i reprezentowania wyborców PiS w takim scenariuszu. W przypadku, gdyby PiS nie zgodziło się na tę propozycję, Bosak zapowiedział, że będzie namawiał liderów Konfederacji do poparcia kandydatury Sławomira Mentzena. W takim przypadku, według Bosaka, prawybory wewnątrz samej Konfederacji straciłyby sens, gdyż realnie rozważanymi kandydatami pozostają on i Mentzen.

Prawybory jako rozwiązanie impasu w PiS?

Bosak ocenił, że prawybory mogłyby pomóc PiS wyjść z impasu w wyborze kandydata na prezydenta, szczególnie jeśli wewnętrzne analizy partii nie wskazują jednoznacznego faworyta. Wicemarszałek Sejmu zwrócił uwagę, że Konfederacja również prowadzi analizy dotyczące potencjalnych kontrkandydatów i że on sam, jak i Mentzen, są brani pod uwagę w tych badaniach.

Polityk podkreślił, że jest gotowy na każdy scenariusz, co powinno być dobrą wiadomością dla wyborców Konfederacji. Zwrócił również uwagę na konieczność zmiany w polityce rządu, który w jego opinii zbyt często kieruje się w stronę lewicowych rozwiązań. Bosak stwierdził, że prezydent powinien wywodzić się z opozycji.

– Jeżeli prawybory mogłyby się odbyć, to nasi eksperci wskakują, że na jesieni, bo wybory prezydenckie w połowie roku, trzeba rejestrować kandydatury i komitety – dodał, pytany o ewentualny termin takiego rozwiązania. Czy PiS będzie zainteresowane taką propozycją? – Myślę, że jest to mało prawdopodobne, by PiS zgodził się na prawybory. Ale jak politycy nie mają wyboru, to wybierają to co rozsądne. Jeśli w PiS będzie impas co do wyboru kandydata, to takie prawybory pomogą im wyjść – ocenił Bosak.

– Z wiedzy kuluarowej mogę powiedzieć, że PiS jest na etapie przymierzania różnych osób na kandydata na prezydenta i analizowania badań, które pozamawiali. I wiem, że my też, ja i Mentzen, jesteśmy tam ujęci jako kontrkandydaci – powiedział.

Brak jednoznacznego kandydata w PiS

Bosak zauważył, że PiS obecnie nie dysponuje jednoznacznym kandydatem, który mógłby liczyć na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich. Wskazał, że kandydat partii powinien cieszyć się poparciem szerokiego elektoratu. Niemniej jednak, wicemarszałek Sejmu zaznaczył, że dla dobra i jedności Konfederacji, w przypadku braku porozumienia w sprawie prawyborów, ugrupowanie powinno skupić się na wsparciu Sławomira Mentzena.

thefad.pl / Źródło: Radio ZET

 


Ukraińcy kontrolują sporą część rosyjskiego terytorium i kontynuują ofensywę w obwodzie kurskim

Podczas ostatniego posiedzenia u prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, generał Ołeksandr Syrski, poinformował o postępach w trwającej operacji ofensywnej na terytorium Rosji. Jak zaznaczył, Siły Zbrojne Ukrainy obecnie kontrolują około 1000 kilometrów kwadratowych obwodu kurskiego.

Generał Syrski zaznaczył, że operacja ofensywna w obwodzie kurskim jest kontynuowana, a bitwy toczą się na całej linii frontu. – Sytuacja jest pod naszą kontrolą – podkreślił, wskazując na determinację i zaangażowanie ukraińskich sił w realizację wyznaczonych zadań wojskowych.

W odpowiedzi na te wydarzenia, podczas posiedzenia sztabu generalnego, uczestnicy polecili ministrowi spraw wewnętrznych Ukrainy oraz funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) przygotowanie planu humanitarnego dla terenów objętych operacją w obwodzie kurskim. Prezydent Zełenski wyraził wdzięczność wszystkim żołnierzom i dowódcom za ich niezłomność i determinację.

– Najważniejszy był raport dowódcy generalnego Ołeksandra Syrskiego na temat naszych działań obronnych na froncie i operacji w rejonie Kurska – powiedział Zełenski, podkreślając znaczenie tych operacji dla dalszej obrony Ukrainy.

Ponadto, Ministerstwo Obrony oraz ukraińscy dyplomaci otrzymali zadanie przedstawienia listy działań niezbędnych do uzyskania zgody od międzynarodowych partnerów na użycie broni dalekiego zasięgu w obronie terytorium Ukrainy. Tego typu broń może odegrać kluczową rolę w dalszych działaniach defensywnych i ofensywnych, zapewniając Ukrainie przewagę strategiczną.

 


Polscy medaliści z Paryża mogą liczyć na gratyfikacje finansowe

Tysiące sportowców z całego świata przez ponad dwa tygodnie walczyło o miejsca na podium podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Polska zdobyła w sumie 10 medali: jeden złoty, cztery srebrne i pięć brązowych. Chociaż Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie przyznaje nagród finansowych, to rządy czy federacje narodowe mogą dodatkowo w ten sposób motywować sportowców. Polscy medaliści mogą liczyć m.in. na mieszkanie, nagrody pieniężne, obraz czy diament. – Gratyfikacja finansowa dla sportowców z dyscyplin mniej znanych, niszowych, może mieć ogromne znaczenie. To jednak medal olimpijski jest ukoronowaniem lat treningów i wyrzeczeń – ocenia Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

Fot. screen shot / youtube

– Gratyfikacja pieniężna czy w ogóle nagrody za wynik sportowy na igrzyskach to dość skomplikowane zagadnienie. Dla sportowca bardzo się liczy już sam fakt, że staje się olimpijczykiem, przechodzi do historii, będzie miał zapewnioną godną emeryturę. Natomiast nagrody, które przyznaje Polski Komitet Olimpijski, uważam, że są naprawdę porządne. Nie jestem do końca pewien, czy sportowca jest to w stanie zdopingować, bo cała jego kariera, wysiłek i trening jest poświęcony walce o najwyższe trofea, a igrzyska olimpijskie są najważniejszym z możliwych trofeów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Kita. – Gdzieś na pewno ma się w świadomości nagrodę finansową, choć nie jestem pewien, jak bardzo to jest obciążenie, presja, a w jakim stopniu motywacja. Fajnie by było, gdyby go to motywowało. Ale gdyby tylko pieniądze wpływały na wynik sportowy, to mielibyśmy bardzo dużo złotych medalistów pewnie z Kataru, Emiratów Arabskich i innych krajów, które wielkie pieniądze przeznaczają na swoje sukcesy sportowe.

10 medali dla Polski

W igrzyskach olimpijskich w Paryżu walczyło 210 sportowców z Polski. Jedyny złoty medal przywiezie Aleksandra Mirosław, reprezentująca nasz kraj we wspinaczce. Srebro wywalczyli: reprezentacja siatkarzy, Klaudia Zwolińska w kajakarstwie górskim, Julia Szeremeta w boksie, Daria Pikulik w kolarstwie. Z kolei z brązem wracają: wioślarska czwórka Dominik Czaja, Mateusz Biskup, Mirosław Ziętarski i Fabian Barański, tenisistka Iga Świątek, Natalia Kaczmarek – za bieg na 400 m, Aleksandra Kałucka (wspinaczka) i zespół szpadzistek w składzie Martyna Swatowska-Wenglarczyk, Alicja Klasik, Renata Knapik-Miazga i Aleksandra Jarecka.

Choć teoretycznie igrzyska nagradzają mistrzów chwałą i miejscem w historii sportu i brakuje efektownych, gigantycznych czeków wręczanych podczas innych zawodów, nie znaczy to, że najlepsi wrócą do domu wyłącznie z medalem.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie przyznaje nagród pieniężnych zwycięzcom, ale nie zabrania tego federacjom czy narodowym komitetom olimpijskim.

Nagrody od PKOI

PKOl już na początku roku uchwalił wysokość nagród dla polskich medalistów. W konkurencjach indywidualnych za złoto przewidziano 250 tys. zł i dwupokojowe mieszkanie (lub jednopokojowe w przypadku debli, mikstów czy sztafet dla każdego zawodnika), za srebro – 200 tys. zł, a za brąz – 150 tys. zł. Wszyscy medaliści dostaną też diament, obraz i voucher na wakacje. W konkurencjach zespołowych za srebro przewidziano 1,5 mln zł do podziału oraz diament, obraz i voucher na wakacje dla każdego zawodnika.

Bardzo pozytywnym zwyczajem są również nagrody dla trenerów. W sportach indywidualnych, w zależności od miejsca, trener poszczególnego zawodnika otrzymuje 100 tys., 75 tys. lub 50 tys. zł – mówi ekspert.

Nagrody przyznaje również Ministerstwo Sportu i Turystyki. Dodatkowo od przyszłego roku stypendia i nagrody pieniężne dla sportowców i trenerów wzrosną o co najmniej 20 proc. – taką zmianę zakłada podpisana na początku sierpnia przez prezydenta nowelizacja ustawy o sporcie. Kwoty będą uzależnione od wynagrodzenia minimalnego, co oznacza ich automatyczną coroczną waloryzację. Zmiany obejmą także sportowców, którzy osiągnęli wybitne wyniki podczas igrzysk w Paryżu (lub osiągną w trakcie igrzysk paraolimpijskich, które rozpoczną się pod koniec sierpnia).

Oprócz jednorazowych nagród medalistom przysługuje również emerytura olimpijska w wysokości 140 proc. kwoty bazowej dla służby cywilnej. W tym roku wynosi ona 4203,04 zł.

Gratyfikacja sportowa, szczególnie ta, którą sportowcy otrzymują najczęściej, to jest dla nich bardzo ważny element finansowy, szczególnie w długim horyzoncie czasowym. Igrzyska olimpijskie dostarczają wielkiego splendoru na tyle, na ile pozwalają pokazać się masowo opinii publicznej. Dla wielu zresztą sportowców z dyscyplin mniej znanych czy niszowych to jest w ogóle okno na świat i swoiste pięć minut, które często bardzo szybko mija – ocenia prezes Sport Management Polska. – Ja się tymi zagadnieniami zajmuję właściwie od początku lat 2000 i z igrzysk na igrzyska widzę, że coraz szybciej te sukcesy są zapominane.
World Athletics, międzynarodowa organizacja zarządzająca lekkoatletyką, ogłosiła w kwietniu, że złoci medaliści olimpijscy w konkurencjach lekkoatletycznych otrzymają nagrodę w wysokości 50 tys. dol.

Po raz pierwszy w historii zdecydowała się na to światowa federacja zajmująca się daną dyscypliną sportową. Norweski mistrz olimpijski w biegach płotkarskich Karsten Warholm pochwalił World Athletics za ten ruch, podkreślił jednak, że wartość zwycięstwa na igrzyskach jest większa niż jakakolwiek nagroda pieniężna. Dla części sportowców, zwłaszcza reprezentujących mniej popularne dyscypliny, zastrzyk finansowy często jednak decyduje o przyszłości. Medal olimpijski na pewien czas przyciągnie też sponsorów, dzięki którym sportowcy zapewnią sobie spokój w przygotowaniu do kolejnych wielkich imprez.

Sportowiec powinien mieć świadomość, że po zdobyciu medalu ważna jest duża aktywność, rozmowy ze sponsorami, mediami, żeby jak najdłużej utrzymywać zainteresowanie. W dyscyplinach, które w naturalny sposób mają pewien cykl zawodów, jak chociażby lekkoatletyka, sportowcy przypominają się częściej, ale o wielu naszych sportowcach, zapaśnikach, kajakarkach szybko się zapomina, więc od nich zależy, jak wykorzystają te swoje pięć minut – tłumaczy Grzegorz Kita.

Jak wskazuje ekspert, choć igrzyska olimpijskie są przede wszystkim dla sportowców i kibiców, najwięcej zarabia na nich Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

– Wedle najnowszych danych MKOl w czteroleciu olimpijskim obejmującym igrzyska zimowe i letnie w tej chwili generuje około 7,6 mld dol. czystego przychodu. W pewnym sensie można powiedzieć, że to jest przychód netto, bo prawie nieobciążony większymi kosztami – mówi prezes Sport Management Polska. – Te 7,6 mld dol. to nie są pełne przychody, które generują igrzyska olimpijskie. MKOl generuje je zaledwie z dwóch podstawowych źródeł: praw telewizyjnych oraz sponsoringu. Natomiast w przypadku komitetu organizacyjnego igrzysk tam są, mówiąc kolokwialnie, upchane przychody z biletowania, ze sponsoringu lokalnego i to są w tej chwili kwoty na poziomie 3–4 mld dol. Igrzyska są więc w stanie w tej chwili wygenerować przychody na poziomie 11–12 mld dol.

thefad.pl / źródło: newseria


Kaczyńskiemu puściły nerwy: „Ty putinowska szmato”

Każdego 10-ego dnia miesiąca, na Placu Piłsudskiego w Warszawie, odbywa się ceremonia PiS na cześć ofiar katastrofy smoleńskiej. Jarosław Kaczyński, składa kwiaty przed pomnikiem upamiętniającym tragiczne wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku. Za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, te tzw. „miesięcznice smoleńskie” były ochraniane przez policję a trasa przemarszu zwolenników PiS zabezpieczona przez barierki. Co miesiąc w miejscu miesięcznic zbierała się również grupa protestujących, którzy zarzucali prezesowi PiS szerzenie kłamstw dotyczących katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

Fot. screen shot, X / @ArkadiuszSzczu2

Po utracie władzy przez PiS, sytuacja na placu Piłsudskiego staje się coraz bardziej napięta. Służby nie trzymają już protestujących na dystans od lidera PiS, co prowadzi do coraz częstszych spięć, zarówno słownych, jak i fizycznych, między przedstawicielami opozycji a zwolennikami Jarosława Kaczyńskiego.

Podczas ostatniej miesięcznicy, która miała miejsce w sobotę, na placu Piłsudskiego pojawili się przedstawiciele ruchu Obywatele RP. Jednym z nich był Arkadiusz Szczurek, który czekał na Jarosława Kaczyńskiego przy jego limuzynie. Szczurek, uzbrojony w megafon, skierował w stronę lidera PiS ostre słowa:

– Jarek, skończ te łgarstwa! Przestań okłamywać ludzi!.

W odpowiedzi, wyraźnie zdenerwowany Kaczyński, rzucił w jego kierunku obraźliwe słowa:

Ty putinowska szmato.

Incydent ten został zarejestrowany przez samego Szczurka, który następnie opublikował nagranie w sieci. Sytuacja ta nie była jednak odosobniona – prezes PiS już wcześniej w czasie miesięcznic tracił panowanie nad sobą, co wielokrotnie prowadziło do konfliktów z protestującymi.

Jednym z głównych punktów zapalnych podczas tych uroczystości jest wieniec z tabliczką, pozostawiany pod pomnikiem przez aktywistów Obywateli RP. Napis na tabliczce brzmi: „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród polski”. W przeszłości Jarosław Kaczyński wielokrotnie reagował na ten gest złością, zabierając i wyrzucając wieniec, co z kolei prowadziło do szarpanin z aktywistami.

 


Niemcy chcą przejąć PKP Cargo? Czyli jak Morawiecki i prawicowe media wykreowały fejka

Agnieszka Hreczuk

„Niemcy chcą wykupić polski majątek”. Wszystko za sprawą kamizelki z logo DB. Krótka historia fejka.

Autorstwa Andrzej Andre Majka – Praca własna / CC BY-SA 4.0, wikimedia

Na hali sekcji CTON Lublin zjawił się „człowiek ubrany w kamizelkę z logo DB z akcentem niemieckim” i „zapytał o możliwość zrobienia zdjęć hali napraw oraz zdjęć lokomotyw”. „Poruszał się samochodem marki VW Passat na niemieckich numerach rejestracyjnych”. Tak szczegółowo sytuację opisał w swojej notatce służbowej zastępca naczelnika sekcji utrzymania w Lublinie. Notatka była adresowana do dyrektora Wschodniego Zakładu PKP Cargo, a potem została udostępniona dziennikarzowi Telewizji Republika.

Szybko podchwyciły ją prawicowe media i prominentni politycy, w tym były premier Mateusz Morawiecki. „Tego gościa pewnie też zaprosił poprzedni zarząd”, napisał na X i Facebooku Morawiecki, udostępniając notatkę.

Jeszcze dalej w swoich wnioskach poszedł Michał Woś, poseł Suwerennej Polski i były sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. „Gorszące jest, gdy trup jeszcze nie ostygł’, a już rozrywają majątek. Tusk w PKP Cargo posunął się dalej. Firmę dopiero wykańczają, a jak ustalił Michał Jelonek z TV Republika, Deutsche Bahn już inwentaryzuje majątek. Kto ich zaprosił? Mechanizm jak z LOT za pierwszego Tuska” – napisał na X, opierając się na notatce.

PKP Cargo faktycznie ma duże kłopoty finansowe i zapowiedziało sanację firmy. Już zapowiedziano zwolnienia grupowe, obejmujące ok. 4 tys. pracowników. Ale sanacja nie oznacza sprzedaży – zapewniają władze spółki.

Deutsche Bahn: „to nonsens”

Polska Redakcja Deutsche Welle poprosiła o komentarz Deutsche Bahn (DB) w Berlinie. Czy zamierzają przejąć PKP Cargo lub jej majątek? I czy wysłało do Lublina swojego przedstawiciela, by sfotografował lokomotywy?

Rzecznik prasowy jest zaskoczony. Ostatecznie przysyła odpowiedź: „DB Cargo koncentruje się na własnej transformacji. Chodzi o konkurencyjność firmy. Prostsze struktury powinny zapewnić rentowność. Przejęcia spółek nie znajdują się na naszej agendzie”.

Dopytujemy o wysłanie pracownika w celu zrobienia zdjęć lokomotyw polskiej spółki.

„To nonsens. Jako firma zajmująca się kolejowym transportem towarowym, dobrze wiemy, jak wygląda wyposażenie w branży kolejowej w Europie” – odpowiada rzecznik DB.

Nieoficjalnie dowiadujemy się, że DB nie chce tej sprawy komentować szerzej, bo historia jest tak absurdalna, że potraktowanie jej serio może tylko napędzić kolejne fejki.

Przetrwać kryzys

DB Cargo jest największym przewoźnikiem towarowym w Unii Europejskiej. Posiada około 9 tys. lokomotyw i ponad 80 tys. wagonów towarowych oraz liczne spółki córki, również w Polsce. DB Cargo Polska ma – podobnie jak PKP Cargo i wiele innych europejskich firm transportowych – problemy finansowe.

Kryzys gospodarczy, a potem wybuch wojny w Ukrainie zmniejszył wolumen transportu kolejowego w całej Europie. Firmy starają się przetrwać i ograniczyć straty, a nie kupować inne spółki z problemami finansowymi.

„Człowiek w kamizelce”

Skąd historia o człowieku w kamizelce z logo Deutsche Bahn? – pytamy pracownika DB, który chce pozostać anonimowy. – Menadżerowie DB nie jeżdżą w kamizelkach, tylko w garniturach – śmieje się nasz rozmówca. – A to oni, nie mechanicy czy konduktorzy załatwiają fuzje i kontrakty. Brakuje jeszcze peruki i byłby kiepski pastisz filmu o Bondzie. Szok, że wchodzą w to znani politycy – stwierdza.

Czy zatem ktoś wymyślił taką historię? – Niekoniecznie. Tylko – może nawet celowo – wykorzystał sytuację. Coś dopowiedział, coś zasugerował. W końcu kamizelki z logo DB noszą nie tylko pracownicy techniczni DB – odpowiada.

Fotograficzne safari kolejowe

Sprawdzamy na popularnych niemieckich platformach sprzedażowych, czy da się kupić kamizelkę DB. Bez problemu znajdujemy takie kamizelki z różnych lat i od różnych grup pracowników – m.in. obsługi pokładowej, konduktorów, pracowników technicznych – w cenie od kilkunastu euro. To popularny artykuł wśród niemieckich miłośników kolei – obok modeli pociągów, kubków, mapek, starych biletów kolejowych i innych gadżetów.

Jednym z miłośników takich pamiątek jest 50-letni Uwe z Bonn. Pasją do kolei zaraził go w dzieciństwie ojciec. On sam koncentruje się na modelach, łącznie z modelami infrastruktury, ale wśród kolegów ma takich, którzy poświęcają swoje urlopy na „kolejowe safari fotograficzne”, nie tylko po Niemczech i Europie, ale i całym świecie. Jeżdżą na pokazy i festiwale kolejnictwa, choćby do polskiego Wolsztyna, organizują wypady na własną rękę.

Uwe nie śmieje się, gdy opowiadamy mu historię o Niemcu z aparatem fotograficznym. – Oczywiście, że jakiś fan mógł chcieć sobie porobić zdjęcia do kolekcji, ze wschodu – wzrusza ramionami. – Co w tym dziwnego? – pyta. Uśmiecha się, dopiero kiedy opowiadamy, jakie oburzenie wywołało to zdarzenie wśród polskich polityków i w niektórych polskich mediach. – Bez przesady. Jak ludzie koczują pod lotniskiem i fotografują startujące samoloty, to też taka afera się robi? – komentuje.

PKP Cargo dementuje

W odróżnieniu od DB, która woli ignorować sprawę, polska PKP Cargo zareagowała ostro.

Informacja rozpowszechniana przez Dyrektora Wschodniego Zakładu Spółki w Lublinie i powielana przed wybrane media, o wizycie przedstawiciela Deutsche Bahn rzekomo w celu ‘inwentaryzacji’ majątku Spółki, który można przejąć, jest nieprawdziwa” – oświadczyła spółka. „Informujemy, iż rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkodliwych dla Spółki PKP CARGO S.A. informacji na temat rzekomej jej likwidacji czy prób przejęcia jej majątku przez obcy kapitał spotka się ze stanowczą reakcją zespołu prawnego PKP CARGO S.A.” – czytamy.

W międzyczasie wyciekły nowe szczegóły, które mogłyby mieć znaczenie dla wyjaśnienia fejka. Okazało się, że dyrektor Wschodniego Zakładu Spółki, który przekazał notatkę Telewizji Republika, był jednym z członków kierownictwa spółki, przeznaczonych do odwołania.

Mateusz Morawiecki umieścił 8 sierpnia na X wideo, w którym sugeruje się, że obecna „koalicja nieudaczników dąży do likwidacji polskiej strategicznej spółki PKP Cargo”. Wideo nawiązuje do wizyty „człowieka w kamizelce”.

Zarząd PKP Cargo odniósł się do wpisów byłego premiera Polski. „Na koncie Premiera Mateusza Morawieckiego na platformie X pojawiły się nieprawdziwe informacje dotyczące planów likwidacji czy sprzedaży PKP CARGO S.A. Niezgodnie z prawdą wina za katastrofalną sytuację Spółki przypisywana jest obecnej władzy, podczas gdy jest ona skutkiem 8 lat rządów PiS” – czytamy w oświadczeniu.

Oświadczenie Zarządu PKP CARGO S.A. w sprawie nieprawdziwych informacji rozpowszechnianych przez polityków PiS

Na koncie Premiera Mateusza Morawieckiego na platformie X pojawiły się nieprawdziwe informacje dotyczące planów likwidacji czy sprzedaży PKP CARGO S.A. Niezgodnie z prawdą wina za katastrofalną sytuację Spółki przypisywana jest obecnej władzy, podczas gdy jest ona skutkiem 8 lat rządów PiS.

Najważniejsze fakty:

  • 8 lat rządów PiS zniszczyło Spółkę PKP CARGO S.A. Obecny Zarząd robi wszystko, by ją uratować.
  • Przed rządami PiS kurs akcji PKP CARGO S.A. wynosił nawet 90 zł. Po 8 latach poniżej 12 zł.
  • Zysk PKP CARGO S.A. za 2023 rok wyniósł ponad 80 mln zł, ale zadłużenie urosło do 5,1 mld zł.
  • W czasie rządów PiS Spółka straciła 90% swojej wartości. W roku 2014 wyceniana była na ponad 4 mld zł, w kwietniu br. na około 600 mln zł.
  • Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie w sprawie decyzji węglowej Premiera Mateusza Morawieckiego, która przyniosła Spółce dotkliwe straty.

Zarząd Spółki, podobnie jak przedstawiciele obecnego rządu, w tym Dariusz Klimczak, Minister Infrastruktury wielokrotnie potwierdzali, że PKP CARGO S.A. jest spółką o znaczeniu strategicznym. Nie ma planów jej likwidacji czy sprzedaży. Przeciwnie – obecny Zarząd robi wszystko, by wyprowadzić Spółkę z fatalnego położenia w jakim znalazła się po 8 latach rządów PiS.

W zamieszczonym przez Premiera filmie pojawia się ponadto informacja, że jeszcze w 2023 roku Spółka PKP CARGO S.A. osiągnęła ponad 80 mln zł zysku. Pominięta została kluczowa informacja o tym, że jednocześnie zobowiązania Spółki na koniec 2023 roku przekroczyły 5,1 miliardów złotych. To ta liczba – 5 miliardów złotych zobowiązań, które Spółka musi spłacić – obrazuje jej prawdziwą kondycję po latach rządów PiS.

Nie jest również prawdą informacja, że planowane przez Spółkę, konieczne ze względu spowodowaną złym zarządzaniem i błędnymi decyzjami kolejnych Zarządów z nadania PiS zwolnienia grupowe, spowodują utratę możliwości realizacji zleceń.

 

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję