Szukaj w serwisie

×

Żołnierze z Korei Północnej wspomogą Rosję w wojnie z Ukrainą

W obliczu przedłużającego się konfliktu na Ukrainie, Rosja zwraca się o wsparcie do swoich nielicznych sojuszników, w tym Korei Północnej. Jak donosi Kyryło Budanow, szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), około 11 tysięcy północnokoreańskich żołnierzy szkoli się obecnie we wschodniej Rosji, przygotowując się do walk na froncie ukraińskim. Pierwsza grupa, licząca 2,6 tysiąca żołnierzy, ma być skierowana do obwodu kurskiego, gdzie Ukraina utrzymuje silny przyczółek.

Fot. kcna

Żołnierze z Korei Północnej, po zakończeniu szkoleń, mają być gotowi do walki już na początku listopada. Pjongjang, wspierając Rosję, nie po raz pierwszy angażuje się w konflikt ukraiński. W przeszłości dostarczał Moskwie pociski, które były używane w działaniach bojowych. Teraz jednak wsparcie to przyjmuje formę bezpośredniego zaangażowania wojskowego, co budzi obawy o dalsze eskalowanie konfliktu.

Budanow ujawnił, że północnokoreańscy żołnierze będą walczyć na ukraińskim froncie, korzystając z rosyjskiego sprzętu i amunicji. Ich obecność na polu walki ma wzmocnić osłabione rosyjskie siły, które ponoszą znaczące straty. „Będą gotowi do walki od 1 listopada” – stwierdził Budanow w rozmowie z portalem The War Zone.

Władze Ukrainy już wcześniej alarmowały o możliwości zaangażowania Korei Północnej w wojnę. Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, podczas spotkania z europejskimi politykami w Brukseli, ostrzegał, że na front może trafić nawet 10 tysięcy północnokoreańskich żołnierzy. Prezydent Zełenski podkreślił, że to wsparcie może być pierwszym krokiem do globalnej eskalacji konfliktu.

Działania Korei Północnej wzbudzają zaniepokojenie nie tylko na Ukrainie, ale również w innych krajach zachodnich. John Kirby, rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, stwierdził, że jeżeli te doniesienia się potwierdzą, będzie to oznaczać, że Rosja znajduje się w coraz większej desperacji w obliczu ciężkich strat ponoszonych na froncie.

Wysyłanie północnokoreańskich żołnierzy na wojnę w Ukrainie to bezprecedensowy krok, który wskazuje na pogłębiającą się współpracę między Moskwą a Pjongjangiem. Mimo to, jak zaznacza Budanow, nie wiadomo jeszcze, gdzie zostaną rozmieszczone pozostałe siły Korei Północnej.

Północnokoreańskie wsparcie dla Rosji może przyczynić się do dalszego przedłużania konfliktu, który już teraz zbiera krwawe żniwo po obu stronach. Działania Kim Dzong Una, który otwarcie wspiera Rosję, mogą mieć daleko idące konsekwencje nie tylko dla Ukrainy, ale również dla stabilności międzynarodowej.

We wtorek portal Ukrainska Prawda, powołując się na źródła w ukraińskich służbach specjalnych, podał, że Rosjanie utworzyli batalion złożony z obywateli Korei Północnej, a 18 żołnierzy z tej formacji uciekło już ze swoich pozycji na granicy obwodów briańskiego i kurskiego na zachodzie Rosji.

W obliczu tych wydarzeń, świat z niepokojem obserwuje, jak sytuacja rozwija się na Wschodzie Europy, zadając sobie pytanie, jakie będą dalsze kroki sojuszników Rosji i jak wpłyną one na przebieg wojny.

 


Al Pacino: Z południowego Bronksu na szczyty Hollywood

Al Pacino, jedno z największych nazwisk w historii kina, w swojej autobiografii Sonny Boy: A Memoir otwiera się przed czytelnikami w sposób, jakiego wcześniej nigdy nie robił. Książka, wydana w 2024 roku, to osobisty, szczery zapis życia człowieka, który pomimo ogromnego sukcesu na ekranie, zmagał się z wieloma trudnościami poza kamerą. Pacino, który zdobył światową sławę dzięki takim rolom jak Michael Corleone w Ojcu chrzestnym czy Tony Montana w Scarface, w swojej książce odsłania przed nami nie tylko blaski swojej kariery, ale również cienie życia prywatnego.

Al Pacino, Londyn 14 październik 2008. Fot. Anna / Dariusz Frach, thefad.pl

Trudne początki

Pacino opowiada o dorastaniu w skomplikowanej rodzinie, pod opieką matki, która borykała się z problemami psychicznymi, i dziadków, którzy starali się zapełnić pustkę po nieobecnym ojcu. Dzieciństwo Pacino było naznaczone biedą i chaosem, ale to ulice Bronx nauczyły go przetrwania. Dzięki wsparciu nauczyciela, który rozpoznał w nim talent aktorski, Pacino trafił do prestiżowej High School of Performing Arts w Nowym Jorku, co zapoczątkowało jego artystyczną podróż. Jak wspomina, „ulice Bronksu były moją pierwszą sceną, a moi przyjaciele – pierwszą publicznością”

Przełom w karierze

Lata 70. przyniosły Pacino wielki przełom. W zaledwie kilka lat zagrał w czterech filmach, które na stałe zapisały się w historii kina: Ojciec chrzestny (części I i II), Serpico oraz Dog Day Afternoon. Każda z tych ról nie tylko uczyniła Pacino gwiazdą, ale również ugruntowała jego pozycję jako jednego z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia. Jak sam wspomina w książce, rola Michaela Corleone była dla niego zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem – to ona wprowadziła go na szczyt, ale także na zawsze zaszufladkowała w oczach publiczności jako „gangstera”​

W Sonny Boy, Pacino opowiada o tym, jak wielkim wyzwaniem było odnalezienie się w Hollywood po sukcesie Ojca chrzestnego. Hollywood, jak pisze, to miejsce pełne iluzji i pułapek, w którym łatwo się zagubić. Jego kariera była naznaczona momentami triumfu, ale także chwilami zwątpienia. Wspomina, jak trudnym doświadczeniem było zmaganie się z presją sławy, która sprawiła, że wielokrotnie wątpił w siebie jako aktora.

Al Pacino i Robert De Niro Santa Monica, Kalifornii (2020). Fot. Chris Miksanek / wikipedia

Życie osobiste i finansowe upadki

Sonny Boy to jednak nie tylko opowieść o zawodowym sukcesie, ale również o porażkach. Pacino ujawnia w książce, że mimo zarobienia fortuny, dwukrotnie zbankrutował. Jeden z najbardziej znanych aktorów świata przyznaje, że jego życie finansowe było chaotyczne, a momenty bogactwa przeplatały się z okresami skrajnej biedy. „Miałem 50 milionów dolarów i straciłem wszystko” – pisze. Jego finansowe problemy były wynikiem nie tylko złych inwestycji, ale także stylu życia, w którym sukces często prowadził do autodestrukcji​

Pacino nie unika również tematów trudnych w sferze osobistej. Opowiada o swoich związkach, które rzadko kończyły się sukcesem. Życie w blasku fleszy, liczne romanse i brak stabilności emocjonalnej sprawiły, że Pacino nigdy nie założył trwałej rodziny. W książce wspomina o miłości, która go nie ominęła, ale nigdy nie znalazła trwałego miejsca w jego życiu. Zmagania z samotnością były nieodłącznym elementem jego drogi do sukcesu.

„Aktorstwo nigdy mnie nie zawiodło”

Jednak tym, co przewija się przez całą autobiografię, jest miłość do sztuki. Pacino opisuje aktorstwo jako swoje zbawienie, jedyny stały element w jego zmieniającym się życiu. Jak sam mówi, „aktorstwo nigdy mnie nie zawiodło, nawet wtedy, gdy wszystko inne się rozsypywało”. Sonny Boy to hołd złożony tej miłości – sztuce, która nie tylko uczyniła go sławnym, ale również uratowała go przed zatraceniem.

W książce Pacino dzieli się również refleksjami na temat zmian, jakie zaszły w przemyśle filmowym na przestrzeni lat. Wspomina o początkach swojej kariery, gdy aktorstwo było bardziej rzemiosłem niż biznesem, oraz o dzisiejszym Hollywood, które często stawia na komercyjny sukces zamiast artystycznej jakości. Z jego słów przebija tęsknota za czasami, gdy aktorstwo było bardziej autentyczne i surowe.

Sonny Boy: A Memoir to fascynująca, wielowymiarowa opowieść o człowieku, który przeszedł długą drogę od biednych ulic Bronksu do czerwonych dywanów Hollywood. To książka, która ukazuje nie tylko triumfy, ale i porażki – finansowe, osobiste, emocjonalne. Pacino otwarcie dzieli się swoimi doświadczeniami, nie ukrywając swoich słabości.

thefad.pl / Źródło: media

 


Rosja utworzyła batalion z żołnierzy Korei Północnej. 18 żołnierzy już uciekło

Według doniesień ukraińskich służb specjalnych, Rosja utworzyła batalion złożony z obywateli Korei Północnej, którzy mają uczestniczyć w działaniach wojennych na Ukrainie. Portal „The Kyiv Independent” poinformował, że 18 żołnierzy z tego oddziału zdezerterowało z pozycji na granicy obwodów briańskiego i kurskiego.

Nowy sojusz: Rosja i Korea Północna

W ostatnich miesiącach relacje między Rosją a Koreą Północną znacząco się zacieśniły. Prezydent Władimir Putin złożył w rosyjskim parlamencie projekt ustawy o ratyfikacji partnerstwa strategicznego z Koreą Północną, co otwiera drogę do szerszej współpracy, także w sferze wojskowej. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zwrócił uwagę, że zaangażowanie Korei Północnej w konflikt ukraińsko-rosyjski staje się faktem. Tysiące północnokoreańskich żołnierzy, przechodzących szkolenia w Rosji, mogą wkrótce zostać rozmieszczone na Ukrainie.

Dezerterzy z Korei Północnej

Jak donoszą media, 18 żołnierzy uciekło około 7 km od granicy Ukrainy. Spekuluje się, że mogli chcieć uniknąć walk w obcej dla nich wojnie oraz uwolnić się spod reżimu Kim Dzong Una. Rosyjskie siły rozpoczęły poszukiwania zbiegłych żołnierzy.

Korea Północna oficjalnie zapowiedziała wsparcie dla rosyjskich działań zbrojnych, a kolejne jednostki północnokoreańskie mogą zostać rozmieszczone na Ukrainie w nadchodzących miesiącach.

Ratyfikacja partnerstwa strategicznego z Koreą Północną

Władimir Putin wniósł do parlamentu Rosji projekt ustawy o ratyfikacji partnerstwa strategicznego z Koreą Północną. Zawiera on zapis o „pomocy wojskowej”.

O wniesieniu projektu do Dumy Państwowej poinformowały w poniedziałek wieczorem rosyjskie media. Porozumienie o „wszechstronnym partnerstwie strategicznym” z Pjongjangiem Putin podpisał w czerwcu podczas wizyty w Korei Północnej. Czwarty punkt porozumienia dotyczy pomocy wojskowej. Głosi on, że jeśli jedna ze stron stanie się celem agresji i znajdzie się w stanie wojny, to druga strona „niezwłocznie udzieli jej pomocy wojskowej oraz innego wsparcia przy użyciu wszelkich dostępnych środków”.

Media niezależne zwracają uwagę na ten dokument w kontekście doniesień o możliwym skierowaniu do walki na Ukrainie po stronie Rosji północnokoreańskich żołnierzy.

Według źródeł wywiadowczych Ukrainy i Korei Południowej w Rosji obecnie odbywają się szkolenia wojskowe „kilku tysięcy” żołnierzy z Korei Północnej, którzy jeszcze przed końcem roku mogliby zostać skierowani na front.

Wiadomo na pewno, że na okupowanych terytoriach Ukrainy przebywali północnokoreańscy oficerowie. 5 października źródła w ukraińskim wywiadzie podały, że sześciu oficerów z Korei Płn. zginęło w ataku rakietowym na okupowanych przez Rosję terenach w pobliżu Doniecka, na południowym wschodzie Ukrainy.

 


Polacy oceniają kończącą się prezydenturę Andrzeja Dudy

Zbliżający się koniec drugiej kadencji Andrzeja Dudy budzi wiele emocji. Według opublikowanego sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej”, opinie na temat jego prezydentury są wyraźnie podzielone. Z badań wynika, że jedynie 5,6% ankietowanych oceniło jego działania najwyżej, wystawiając ocenę „celującą”, a 10,3% oceniło je „bardzo dobrze”. Pozytywnie jego prezydenturę oceniło łącznie 50,1% respondentów, ale dominującą kategorią wśród ocen pozytywnych było określenie „dobre” (18,1%)​.

Fot. screen shot / youtube

Z drugiej strony, znaczny odsetek Polaków odnosi się do prezydentury Andrzeja Dudy negatywnie. Aż 25,4% badanych oceniło ją jako „naganną”, co odpowiada szkolnej „jedynce”, a 20,8% przyznało ocenę „mierną”. Szczególnie krytyczni wobec prezydentury byli mężczyźni oraz osoby powyżej 50. roku życia. Spośród starszych respondentów, aż 39% wystawiło Dudzie najniższą możliwą ocenę​

Interesujący jest także podział opinii na podstawie wykształcenia i dochodów. Osoby z wyższym wykształceniem oraz zarabiające powyżej 7000 zł netto częściej negatywnie oceniały prezydenturę Dudy. Również mieszkańcy większych miast (powyżej 500 tysięcy mieszkańców) częściej krytykowali jego rządy​.

thefad.pl / Źródło: media

 


Krzysztof Skiba: Kandydat PiS na prezydenta? Prezes ma dylemat: wybrać „świeże mięso”, czy „starą twarz”, po to, by robić nowe numery

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Specjaliści od handlu pietruszką potwierdzają, że PiS ma poważne kłopoty z wyłonieniem kandydata na prezydenta. Warunki, które musi spełnić kandydat, są mocno wyśrubowane. Przede wszystkim musi to być człowiek na smyczy Jarosława, który nie myśli samodzielnie. Po drugie musi znać dwa języki w tym polski biegle. Po trzecie musi być wysoki, mieć garnitur, buty i rodzinę. Co jest o tyle problemem, że spora część polityków PiS ma kilka żon, a tym samym spore grono teściów, których potem trzeba będzie wszystkich obsadzać na stanowiskach.

ŚWIEŻE MIĘSO, CZY STARA TWARZ?

Specjaliści od handlu pietruszką potwierdzają, że PiS ma poważne kłopoty z wyłonieniem kandydata na prezydenta. W partyjnym banku twarzy zgromadzono kilku potencjalnych kandydatów, ale ani Prezes, ani masa partyjna jeszcze nie zdecydowali.

Warunki, które musi spełnić kandydat, są mocno wyśrubowane. Przede wszystkim musi to być człowiek na smyczy Jarosława, który nie myśli samodzielnie. Po drugie musi znać dwa języki w tym polski biegle. Po trzecie musi być wysoki, mieć garnitur, buty i rodzinę. Co jest o tyle problemem, że spora część polityków PiS ma kilka żon, a tym samym spore grono teściów, których potem trzeba będzie wszystkich obsadzać na stanowiskach.

Na giełdzie nazwisk pojawił się m.in. Karol Nawrocki szef IPN. Niestety okazało się, że ten wykształcony doktor historii jest kompletną ciapą. Jako dyrektor Muzeum II Wojny św. zakupił za kilkadziesiąt tysięcy złotych nosze, które miały być noszami żołnierzy z Westerplatte, a okazały się noszami ze szpitala psychiatrycznego z lat 50. Nie dość tego, kandydatowi PiS odkryto przyjacielskie kontakty z groźnym gangsterem umoczonym w handel ludźmi i wykorzystywaniem kobiet do prostytucji. Tu akurat bym się zastanawiał, czy to jest jakieś obciążenie, czy jednak atut, bo zawodowy alfons jako kumpel prezydenta z PiS, może się Kaczyńskiemu spodobać. Wszak jeden i drugi uważa, że kobieta powinna wykonywać rozkazy mężczyzny.

Na giełdzie nazwisk był Dominik Tarczyński, ale szybko wyleciał, bo okazało się, że dziadek posła w czasie wojny bardzo brzydko się zachowywał i Jarosław wolał nie ryzykować.

Ciągle w grze jest Tobiasz Bocheński europoseł i niedoszły prezydent Warszawy. Niestety przegrana z Trzaskowskim w wyborach samorządowych sugeruje, że może być powtórka w prezydenckich.

Krążą na liście jeszcze dwa, nowe nazwiska poseł Zbigniew Bogucki i poseł Marcin Przydacz. Obaj energiczni, wysocy i znający języki suahili. Może i byliby to dobrzy kandydaci, ale ich rozpoznawalność w Polsce jest na poziomie zerowym. Większą gwiazda od nich jest suczka Ewy Kasprzyk, czy mrówkojad Maryli Rodowicz.

Na czele wyścigu jest zaufany kelner Kaczyńskiego Mariusz Błaszczak. Kandydat wprost idealny. Otrzaskany w usługiwaniu Prezesowi, rozpoznawalny jak Edyta Górniak i w odróżnieniu od Edyty, całkowicie pozbawiony osobowości.

Błaszczak to przycisk na stoliku w gabinecie niedoszłego zbawcy narodu. Człowiek, którego ciężko ośmieszyć, gdyż sam jest chodzącym żartem. Byłby na pewno bardziej zabawny niż raper Duda i jeszcze bardziej spolegliwy, bo Andrzej ze dwa razy postawił się Prezesowi, a po Błaszczaku na pewno tego nie można się spodziewać.

Jedynym obciążeniem dla kandydatury Mariusza Błaszczaka jest fakt, że to „stara twarz” jak mówią w samym PiS. I tu Prezes ma poważny dylemat: czy wybrać „świeże mięso”, czy jednak „starą twarz”, po to, by robić nowe numery.

Krzysztof Skiba


Finał prac komisji śledczej ds. wyborów kopertowych – zawiadomienia do prokuratury

W czwartek sejmowa komisja śledcza ds. wyborów korespondencyjnych przyjęła raport końcowy ze swoich prac, który wywołał burzliwe dyskusje i wzbudził duże zainteresowanie mediów oraz opinii publicznej. W ramach zakończenia swojej działalności komisja zadecydowała o skierowaniu 12 zawiadomień do prokuratury dotyczących 19 osób, w tym najważniejszych polityków Zjednoczonej Prawicy.

Fot. screen shot / youtube

Główne ustalenia komisji

Komisja śledcza badała proces przygotowania i przeprowadzenia wyborów prezydenckich w maju 2020 roku, które początkowo miały odbyć się w trybie korespondencyjnym, co wywołało kontrowersje w związku z pandemią COVID-19. Raport końcowy wskazuje na Jarosława Kaczyńskiego, prezesa Prawa i Sprawiedliwości, jako osobę odpowiedzialną za podjęcie decyzji o przeprowadzeniu wyborów korespondencyjnych. Według komisji to właśnie Kaczyński miał decydujący wpływ na polityków Zjednoczonej Prawicy, w tym Mateusza Morawieckiego i Michała Dworczyka, którzy realizowali te decyzje.

Zawiadomienia do prokuratury

Przewodnicząca komisji, posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Filiks, ogłosiła, że komisja skieruje zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa m.in. przez:

  • Jarosława Kaczyńskiego – prezesa Prawa i Sprawiedliwości,
  • Mateusza Morawieckiego – byłego premiera,
  • Mariusza Kamińskiego – byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji,
  • Elżbietę Witek – byłą marszałek Sejmu,
  • Michała Dworczyka – byłego szefa kancelarii premiera,
  • Jacka Sasina – byłego ministra aktywów państwowych,
  • Artura Sobonia i Tomasza Szczegelniaka – byłych zastępców ministra aktywów państwowych,
  • Tomasza Zdzikota, Grzegorza Kurdziela, Tomasza Cicirko, Pawła Przychodzienia, Andrzeja Bodzionego i Tomasza Janka – byłych członków zarządu Poczty Polskiej,
  • Macieja Biernata, Piotra Ciompy i Tomasza Sztangi – byłych członków zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych,
  • Marka Zagórskiego – byłego ministra cyfryzacji,
  • Jana Nowaka – byłego prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Wybory prezydenckie 2020

Wybory prezydenckie w Polsce miały pierwotnie odbyć się 10 maja 2020 r. w trybie korespondencyjnym, zgodnie z decyzją marszałek Sejmu, Elżbiety Witek, podjętą w lutym 2020 r. Jednak już 7 maja Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że głosowanie nie może się odbyć z powodu braku niezbędnych regulacji prawnych. W efekcie wybory przełożono na 28 czerwca 2020 r., a głosowanie odbyło się tradycyjnie w lokalach wyborczych.

Komisja śledcza ds. wyborów korespondencyjnych zajmowała się badaniem legalności, prawidłowości oraz celowości działań podjętych przez rząd w kontekście organizacji tych wyborów.

thefad.pl

 


UNICEF alarmuje: ponad 370 mln dziewcząt i kobiet ofiarami przemocy seksualnej przed ukończeniem 18. roku życia

Nowy Jork, 10 października 2024 r. – UNICEF ujawnił alarmujące statystyki dotyczące skali przemocy seksualnej wobec dzieci na całym świecie. Według najnowszych szacunków, ponad 370 milionów dziewcząt i kobiet – co stanowi 1 na 8 – doświadczyło gwałtu lub napaści seksualnej przed ukończeniem 18. roku życia. Wyniki te zostały opublikowane przed Międzynarodowym Dniem Dziewcząt, podkreślając skalę globalnego problemu, który ma często konsekwencje na całe życie.

Fot. Engin Akyurt / Unsplash

Jeśli uwzględnimy „bezkontaktowe” formy przemocy, takie jak przemoc w internecie lub przemoc werbalna, liczba ta wzrasta do 650 milionów – czyli 1 na 5 kobiet i dziewcząt na całym świecie. Dane te pokazują, jak pilna jest potrzeba wprowadzenia kompleksowych strategii przeciwdziałania wszelkim formom przemocy seksualnej.

Przemoc przekracza granice geograficzne i kulturowe

Według raportu, przemoc seksualna wobec dzieci jest problemem globalnym, który dotyka dziewczęta we wszystkich regionach świata. Największa liczba ofiar mieszka w Afryce Subsaharyjskiej – 79 milionów (22%), a także w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej (75 milionów, 8%) oraz w Europie i Ameryce Północnej (68 milionów, 14%). W niestabilnych regionach, takich jak obszary dotknięte konfliktami zbrojnymi, liczba ta może wzrosnąć nawet do 1 na 4 dziewcząt.

Catherine Russell, dyrektor wykonawcza UNICEF, podkreśliła, że przemoc seksualna wobec dzieci jest „plamą na naszym sumieniu” i wyrządza trwałą krzywdę, zwłaszcza gdy pochodzi od osób, którym dziecko ufa. W wielu przypadkach dzieci są ofiarami w miejscach, które powinny być dla nich bezpieczne.

Skutki długoterminowe przemocy seksualnej

Przemoc seksualna, której dzieci doświadczają najczęściej w okresie dojrzewania, prowadzi do trwałych konsekwencji w dorosłym życiu. Ofiary są bardziej narażone na choroby przenoszone drogą płciową, uzależnienia, problemy psychiczne, takie jak lęk czy depresja, a także trudności w budowaniu zdrowych relacji. Wielu z tych skutków można by uniknąć, gdyby ofiary mogły otrzymać wsparcie i pomoc na wcześniejszym etapie swojego życia.

Chłopcy również ofiarami przemocy

Choć problem przemocy seksualnej dotyczy głównie dziewcząt i kobiet, raport podkreśla, że również chłopcy padają jej ofiarą. Szacuje się, że od 240 do 310 milionów chłopców i mężczyzn – około 1 na 11 – doświadczyło przemocy seksualnej w dzieciństwie.

Pilna potrzeba globalnych działań

Przed zbliżającą się Światową Konferencją Ministerialną w Kolumbii, na której omawiana będzie kwestia przemocy wobec dzieci, raport UNICEF podkreśla konieczność podjęcia natychmiastowych działań. Wśród kluczowych kroków, jakie należy podjąć, wymienia się:

  • Zmianę norm społecznych, które pozwalają na przemoc seksualną i zniechęcają dzieci do zgłaszania takich przypadków.
  • Edukowanie dzieci w zakresie rozpoznawania i zgłaszania przemocy seksualnej.
  • Zapewnienie dostępu do wsparcia i wymiaru sprawiedliwości dla wszystkich ofiar przemocy.
  • Wzmocnienie przepisów prawnych mających na celu ochronę dzieci przed przemocą.
  • Poprawę systemów monitorowania i zbierania danych, aby lepiej rozumieć skalę problemu.

Ten globalny problem wymaga zaangażowania wszystkich – rządów, organizacji międzynarodowych, społeczeństwa obywatelskiego i samych dzieci – aby stworzyć bezpieczniejszą przyszłość wolną od przemocy seksualnej.

thefad.pl / Źródło: UNICEF

 


Applebaum o „niewybaczalnym” błędzie Merkel

Anna Widzyk

To, że po 2014 roku Angela Merkel kontynuowała budowę gazociągu Nord Stream 2, było sygnałem dla Putina – ocenia w rozmowie z „Die Zeit” Anne Applebaum.

Anne Applebaum

Anne Applebaum. Fot. prv / facebook

Amerykańsko-polska publicystka i historyczka Anne Applebaum, tegoroczna laureatka Nagrody Pokojowej Niemieckich Księgarzy, krytykuje w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Die Zeit” byłą kanclerz Angelę Merkel za jej postawę w sprawie Nord Stream 2.

„Nie należy również zapominać, że Nord Stream 2 był niepotrzebny z ekonomicznego punktu widzenia. Politycznym zamiarem Moskwy było ominięcie Ukrainy i Polski jako krajów tranzytowych gazu do Europy. Kiedy po 2014 roku Angela Merkel kontynuowała jego budowę, zasygnalizowało to Putinowi: OK, Zachód dużo mówi o demokracji i rządach prawa, ale nadal możemy zaatakować Ukrainę” – ocenia Applebaum.

„Nierozpoznanie, jakim państwem była wówczas Rosja, było dosyć niewybaczalne” – dodaje. Jak przyznaje, Niemcy padły ofiarą nie tylko optymizmu i swej naiwności wobec Rosji, ale także „chciwości”.
Ekspansja autokracji

Applebaum mówi w wywiadzie o swojej najnowszej książce pt. „Koncern autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem”. Jak tłumaczy, wybrała taki tytuł, bo kooperacja różnych krajów o autokratycznym systemie władzy kojarzy się jej z „koncernem, w ramach którego współpracują różne firmy o różnych modelach biznesowych”.

„Państwa te w pewnym momencie zdały sobie sprawę z tego, że mają wspólne interesy, zarówno militarne, jak i finansowe. Wygląda na to, że w zamian za irańskie dostawy dronów do Rosji, rosyjscy naukowcy doradzają Irańczykom w zakresie ich programu broni jądrowej i dostarczają pociski przeciwokrętowe sojusznikom Iranu w Jemenie, Hutim. Chiny również muszą zostać uwzględnione na tej liście. Pekin dostarcza Rosji na dużą skalę towary objęte sankcjami. Za tymi zmowami kryje się nie tylko pogoń za zyskiem, ale także chęć utrzymania się nawzajem u władzy. Reżimy uczą się również od siebie nawzajem, jak najlepiej tłumić opozycję. Sprzedają sobie nawzajem swoje technologie inwigilacyjne lub bojówki, tak jak Rosja, która rozmieszcza swoją Grupę Wagnera w Afryce” – mówi Applebaum.

Jej zdaniem w latach 90. ubiegłego wieku na Zachodzie panowało naiwne przekonanie, że globalizacja będzie działać tylko w jednym kierunku: z zachodu na wschód. „A nikt nie myślał o tym, że także autokracja może się rozszerzać, ze wschodu na zachód” – zauważa.

UE nie zapewniła poczucia bezpieczeństwa

W ocenie publicystki UE jest wprawdzie supermocarstwem handlowym, ale „zawiodła w dziedzinie zapewnienia swoim obywatelom poczucia bezpieczeństwa”. „Wiele osób, czy to w sielskich Niemczech, w Polsce czy we Francji, ma wrażenie, że świat, w którym dorastali, już nie istnieje. I nie mylą się. Tym ważniejsze jest zapewnienie ludziom poczucia stabilności. To jest właśnie to, w czym większość demokracji zawiodła. Gdyby UE naprawdę strzegła swoich granic i gdyby wraz z NATO lepiej uzbroiła się na wypadek rosyjskiej inwazji, cieszyłaby się dziś większym zaufaniem i legitymizacją” – uważa Applebaum.

Musk jak rosyjski oligarcha

W jej ocenie, jeśli wybory w USA wygra Donald Trump, może spróbować przekształcić kraj w autokrację – wzorując się na premierze Węgier Viktorze Orbanie. „A nawet jeśli mu się to nie uda, może wywołać wiele chaosu. Na przykład nadużywać Departamentu Sprawiedliwości lub FBI do ścigania przeciwników politycznych, lub osobistych” – ocenia.

Publicystka krytykuje też Elona Muska, właściciela Tesli i platformy X, który wspiera Trumpa w kampanii. Zdaniem Applebaum „Musk oczywiście chciałby być kimś w rodzaju rosyjskiego oligarchy, czyli kimś blisko związanym z państwem, które zapewnia mu zyski i wpływy polityczne”.

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


Orban kontra UE. „Chciałem rozmawiać o programie, a wy zorganizowaliście przeciw mnie intifadę”

Michał Gostkiewicz

– Chciałem rozmawiać o programie prezydencji, a wy zorganizowaliście przeciw mnie intifadę – grzmiał w Parlamencie Europejskim Viktor Orban.

Fot. European Parliament

Viktor Orban w PE alarmował, że konkurencyjność i produktywność UE spada, a jej wzrost gospodarczy był słabszy niż USA i Chin. – Przełomowe technologie za parę lat rozstrzygną, kto pozostanie na ringu – skwitował w środowym (9.10) przemówieniu. Krytykował wysokie ceny energii, wskazywał na ryzyko eskalacji wojny Rosji z Ukrainą oraz konfliktów na Bliskim Wschodzie i w Afryce, oraz na kryzys migracyjny.

Diagnoza Orbana: Schengen się rozpada

– Nielegalna migracja i zagrożenie bezpieczeństwa prowadzą do tego, że strefa Schengen powoli się rozpada. A tymczasem Europa traci swoją konkurencyjność na poziomie globalnym – podkreślił. Zapowiedział na 8 listopada w Budapeszcie nieformalne spotkanie Rady i zaproponował stworzenie „paktu na rzecz konkurencyjności”.

Viktor Orban krytykował też zieloną transformację UE, która w jego opinii osłabiła wydajność produkcji. – Mamy politykę klimatyczną, a przestaliśmy mieć politykę przemysłową – mówił. W sprawie stanu gospodarki UE wysnuł wniosek przeciwny do większości krajów UE, które przegłosowały podniesienie ceł za niektóre towary z Chin. – W polityce handlowej, zamiast zajmować się kwestią tego, do którego bloku należymy, trzeba szukać kontaktu z wszystkimi – mówił.

Orban chce szczytów Schengen ws. migracji

Rozwiązaniem problemu migracji będzie – zdaniem Orbana – stworzenie punktów zbornych na zewnątrz UE i rozpatrywanie wniosków migrantów o wpuszczenie do Unii, zanim do niej wjadą. Premier Węgier zaproponował stworzenie systemu „szczytów państw strefy Schengen”. A potem wywołał oburzenie na sali, stwierdzając: – Nielegalna migracja w Europie podsyca antysemityzm, przemoc wobec kobiet i homofobię.

Orban ocenił też, że obecnie „UE właściwie nie jest w stanie bronić swojego bezpieczeństwa” i zapowiedział zorganizowanie szczytu w Budapeszcie 6 listopada – dzień po wyborach w USA. Zaznaczył też, że bezpieczeństwo UE poprawi akcesja krajów Bałkanów Zachodnich, zwłaszcza Serbii. Przy okazji rozszerzenia nie wspomniał jednak o Mołdawii i Ukrainie.

Skrajna prawica kontra reszta UE

Do ataku na Orbana ruszyli politycy wszystkich frakcji prócz jego macierzystej Patriotów dla Europy oraz Europy Suwerennych Narodów (ESN). Jej przedstawiciel Rene Aust (AfD) oświadczył, że „Węgry pod rządami Orbana podjęły zdecydowane działania i zaczęły chronić zewnętrzne granice Europy”. Jego zdaniem Orban „udowodnił, że jest gotowy na podjęcie odważnych kroków ws. konfliktu na Ukrainie”. – Także w Niemczech teraz głosy na rzecz dyplomacji stają się coraz donośniejsze – dodał.

Owację na stojąco wywołała riposta Ursuli von der Leyen.

– Niektórzy wciąż obarczają winą za tę wojnę nie najeźdźcę, a tego, kto został najechany. Czy Węgrów oskarża się o rosyjską inwazję w roku 1956? – spytała szefowa Komisji, po czym zapewniła, że UE będzie Ukrainę wspierać, m.in. pożyczką 35 mld euro z rosyjskich aktywów (którą Orban planuje blokować aż do rozstrzygnięcia wyborów w USA). Zarzuciła też Orbanowi, że to jego rząd idzie pod prąd wzmacniania konkurencyjności UE i „oddala się od jednolitego rynku”, a także opodatkowuje europejskie firmy bardziej niż inne. Wskazała też, że „jedno państwo członkowskie wciąż kupuje paliwa kopalne z Rosji” i skrytykowała węgierski program ułatwień wizowych. – Rząd węgierski zaprasza obywateli Rosji do UE bez żadnych kontroli bezpieczeństwa. To nie jest ochrona suwerenności Europy – oceniła.

Fot. European Parliament 

Europosłowie wytykają Orbanowi hipokryzję

– Kilka dni po tym, jak pan odwiedził Putina, ten zbombardował szpital dla dzieci. Tak wygląda skuteczność pańskiej polityki – atakował Orbana szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber. – Dzisiaj nikt nie chce jeździć do Budapesztu – skwitował niemiecki europoseł EPL.

Mówi pan, że broni Europy. W Europie, której pan broni, mieszczą się tylko ci Europejczycy, którzy myślą tak, jak pan. Jak może pan mówić o homofobii i przemocy wobec kobiet, skoro we własnym kraju narusza pan prawo chroniące LGBT i kobiety – zwróciła się do Orbana Iratxe García Perez z Socjalistów i Demokratów. Nazwała politykę Orbana „fałszywym patriotyzmem”.

Orbana – oprócz niemieckiego europosła ESN – broniła Kinga Gal z jego własnej frakcji Patrioci dla Europy. Chwaliła m.in. pomysł paktu na rzecz konkurencyjności i zarzuciła Ursuli von der Leyen, że ta prowadzi „kampanię przeciwko rządowi Węgier”. Przedstawiciel Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Nicola Procaccini pochwalił Orbana za troskę o europejską demografię, stanowisko ws. migracji i Zielonego Ładu, ale podkreślił to, co poróżniło EKR z Orbanem – politykę wobec autokratycznych reżimów.

Sojusz Chin, Rosji, Iranu i Korei Północnej, kwartet chaosu, jest antytezą patriotyzmu – węgierskiego czy europejskiego. Jest antytezą wolności, sprawiedliwości i demokracji – wartości, których chcemy bronić, jak nauczyli nas walczący w Budzie w 1956 roku – podkreślił.

Valerie Hayer z frakcji liberałów zarzuciła Orbanowi, że ograniczył prawo do demonstracji, stwierdziła, że węgierskie władze „dręczą kobiety, które chcą aborcji, zmuszając do słuchania serca płodu”, wypominała prześladowanie sędziów i dziennikarzy i oskarżyła o korupcję i czynienie milionerami politycznych przyjaciół. Jej zdaniem Węgrzy pokazują, co myślą o polityce Fideszu, masowo emigrując. Wtórowała jej Terry Reintke z Zielonych, która stwierdziła, że „węgierska demokracja stała się hybrydowym reżimem autokratycznym”.

„Zorganizowaliście wobec mnie intifadę”

– Zorganizowali Państwo wobec mnie polityczną intifadę – odbił piłeczkę Orban. Zarzucił Komisji „upolitycznienie”, stwierdził, że „porównywanie Ukrainy z węgierskimi bojownikami z 1956 roku to coś niewłaściwego”. Dodał, że na froncie ukraińskim „wszystko zmierza do przegranej” i UE musi zmienić strategię.

– W każdej wojnie potrzebna jest działalność dyplomatyczna, odpowiednia komunikacja i utrzymanie kontaktu. Jeżeli z tego zrezygnujemy, czy to zignorujemy, będziemy coraz bardziej brnąć w wojnę – stwierdził.

Fot. European Parliament

Wypominał też niektórym krajom UE dziesiątki razy większą liczbę przebywających na ich terytorium Rosjan niż 7 tysięcy, które pracuje na Węgrzech. – Hipokryzja do kwadratu – skwitował. Oskarżał też inne kraje UE, że obchodzą unijne sankcje na Rosję. Zarzucił europosłom, że węgierska prezydencja omawia z szefami rządów propozycje rozwiązań, a w PE doszło do „przepychanki politycznej”. – Żałuję, ale jak się nas atakuje, to ja będę bronił naszej ojczyzny – zakończył.

Posłowie: „Bella ciao!”

– Nie jesteśmy na Eurowizji czy w „Domu z papieru” – uspokajała przewodnicząca PE Roberta Metsola po pierwszym przemówieniu Orbana. Część sali zaśpiewała mu „Bella ciao”, czyli „Żegnaj, piękna” – pieśń włoskich partyzantów antyfaszystowskich z okresu II wojny światowej. Parę lat temu spopularyzował ją właśnie serial „Dom z papieru”, znany z pozostawiania widzom decyzji, który z dwuznacznych moralnie bohaterów jest dobry, a kto zły. Niczym strony unijnego sporu, które z tych samych faktów wywodzą różne diagnozy stanu UE i jego rozwiązania.

Problem Orbana polega na tym, że plany prezydencji wygłosił na jej półmetku – opóźniły je wybory europejskie i układanie puzzli władz UE oraz powodzie. W styczniu prezydencję przejmie Polska, a Bruksela i Budapeszt będą mogły przestać zachowywać choćby pozory współpracy.

 

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 

 


Różnice wieku w związkach: Dlaczego pokolenie Z jest tak sceptyczne?

Różnice wieku w związkach to temat, który wywołuje gorące dyskusje wśród przedstawicieli pokolenia Z, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Wydawałoby się, że dorosłe osoby mają prawo do wyboru swoich partnerów bez zewnętrznej oceny. Mimo to, w oczach niektórych członków pokolenia Z, nawet legalne związki mogą być postrzegane jako problematyczne, szczególnie te z dużą różnicą wieku.

Fot. Redd F / Unsplash

Pokolenie Z, które dorastało w dobie ruchu #MeToo, jest bardziej wrażliwe na tematy związane z równowagą sił i świadomą zgodą. Związki, w których jedna osoba jest znacznie starsza od drugiej, budzą podejrzenia, ponieważ są postrzegane jako potencjalnie nierówne pod względem doświadczenia życiowego, mocy i wiedzy. Ten brak równowagi może sprawiać, że młodszy partner czuje się manipulowany lub wyzyskiwany, co zdaniem wielu jest nieetyczne.

Przykłady takie jak krótki romans między 21-letnią Aoki Lee Simmons a 65-letnim Vittorio Assafem, czy związek aktora Aarona Taylora-Johnsona z reżyserką Sam Taylor-Johnson, tylko podsycają te obawy. Pomimo tego, że związki te są legalne, krytycy często oceniają je przez pryzmat etyki i dynamicznej równowagi sił, której nie da się zignorować.

Skąd ta wrażliwość pokolenia Z?

Nie można zrozumieć stanowiska pokolenia Z bez wglądu w ich kontekst kulturowy. Wychowywali się w erze internetu, gdzie byli narażeni na nadmierną seksualizację i presję społeczną już od młodego wieku. To zrozumiałe, że pokolenie to bardziej wyczulone jest na kwestie wykorzystywania i przemocy emocjonalnej. W efekcie młodsze osoby są bardziej sceptyczne wobec relacji z większą różnicą wieku, zwłaszcza jeśli dotyczy to relacji starszych mężczyzn z młodymi kobietami.

Niektórzy członkowie pokolenia Z otwarcie przyznają, że różnica wieku powyżej 3-4 lat jest dla nich niekomfortowa. Zdarza się, że patrzą krytycznie na związki celebrytów, takich jak Ryan Reynolds i Blake Lively (11 lat różnicy), czy Billie Eilish i Jesse Rutherford (10 lat różnicy). Media społecznościowe są pełne opinii, które sugerują, że takie relacje są podejrzane, a młodszy partner może być ofiarą nieodpowiedniego wpływu.

Czy krytyka jest przesadzona?

Oczywiście, nie wszyscy podzielają to podejście. Wielu ekspertów, takich jak Justin Lehmiller z Instytutu Kinseya, wskazuje, że nie zawsze różnica wieku oznacza nierówność czy wyzysk. Lehmiller zauważa, że relacje z dużą różnicą wieku istniały od wieków, a krytyka, jaką widzimy dzisiaj, może być wynikiem nadmiernej reakcji społecznej. Ponadto, nie wszyscy przedstawiciele pokolenia Z są tak krytyczni wobec tych związków. Część z nich uważa, że każdy dorosły ma prawo decydować o swoim życiu prywatnym bez nadmiernej ingerencji z zewnątrz.

Gigi Engle, psychoterapeutka i specjalistka ds. związków, ostrzega, że termin „pielęgnacja” jest nadużywany i traci swoje pierwotne znaczenie. Wskazuje, że nie każde relacje z dużą różnicą wieku są problematyczne, a młodszy partner nie zawsze jest ofiarą.

Co o tym myśli pokolenie Z?

Opinie wśród pokolenia Z są podzielone. Layla, 23-letnia uczestniczka dyskusji, twierdzi, że najlepiej spotykać się z osobami w podobnym wieku, by uniknąć nierównowagi w doświadczeniach życiowych. Z kolei Rei, 22-latek z queerowej społeczności, zauważa, że różnice wiekowe nie zawsze tworzą nierównowagę i mogą występować w zdrowych związkach, zwłaszcza w społeczności LGBTQ+.

Amelia, 24-latka, dodaje, że ważniejszy od samej różnicy wieku jest etap życia, na którym znajdują się partnerzy. Jej zdaniem, jeśli obie osoby są dojrzałe i spełnione zawodowo, wiek nie powinien stanowić problemu.

Choć pokolenie Z jest szczególnie wyczulone na kwestie związane z różnicami wieku w związkach, nie jest to pogląd jednoznaczny. Opinie są zróżnicowane, a na stanowiska wpływają osobiste doświadczenia, kultura i wychowanie. Niezależnie od tego, temat ten z pewnością będzie nadal budził kontrowersje w mediach społecznościowych i poza nimi. W ostatecznym rozrachunku, kluczowe jest zrozumienie, że różnice wieku w związkach są zjawiskiem złożonym, a każdy przypadek zasługuje na indywidualną ocenę.

thefad.pl / źrodło: Media

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję