Rok 2025 oczami Skiby: Polska ekspresowo jedzie ku przepaści
Minął nam rok 2025 jak pociąg ekspresowy do stacji końcowej o nazwie Kraina Upadku, ale za to z wygodnymi miejscami rezerwowanymi dla wszystkich Polaków.
A więc w nowym 2026 roku rozsiadamy się wygodnie i pędzimy nim dalej, po drodze mijając takie stacje jak Zbiorowe Halucynacje i Ostatnie Złudzenia. Napędza nasz polski ekspres postępująca patologia, wiara w internetowe boty znad Wołgi i sztuczna inteligencja.
Czas na krótkie podsumowanie naszej zbiorowej Odysei ku przepaści, która niechybnie zakończy się (co już wyraźnie widać w sondażach) wyjściem z UE i powrotem do biedy, kolejek, systemu kartkowego i opieki rosyjskiego niedźwiedzia z czasów ZSRR. Nim to jednak nastąpi, czeka nas jeszcze kilka lat tańca figurowego na lodzie. Oto moje podsumowanie minionych dwunastu miesięcy:
DYZMA ROKU
Karol Nawrocki, Polacy uznali, że osiłek z siłowni, człowiek, który bił się na nielegalnych ustawkach w lesie, będzie nas świetnie reprezentował na świecie, ale nie podczas stadionowych bójek tylko jako… prezydent.
ZNACHOR ROKU
Sławek Hulajnoga, lider Konfederacji, młody jak szczaw i tak nowoczesny, że propaguje leczenie się u wiejskich znachorek, np. raka za pomocą kadzidełek czy zupy ogórkowej.
BUBEL ROKU
plan pokojowy Donalda Trumpa napisany w Moskwie.
UPADEK ROKU
Andrzej Duda na dziale z zabawkami. Odchodzący prezydent napisał wspominkową książkę, która sprzedawana jest w sklepach pomiędzy czekoladą a zabawkami. Wszystko się zgadza. Był w końcu pacynką Prezesa.
UCIECZKA ROKU
Ziobro ucieka do Budapesztu i ukrywa się przed Tuskiem pod stertą węgierskiego salami.
NIEBO ROKU
Szymon Hołownia, który o niebo gorzej wypadł niż w latach poprzednich, a jego poparcie ku zaskoczeniu samego Szymona nagle wyparowało.
ABSURD ROKU
niemiecki zespół muzyki dance na sylwestrze TV Republika krzyczący do publiczności „Ręce do góry”.
ZŁOŚLIWOŚĆ ROKU
Donald Tusk na przekór i złośliwie wobec polityków PiS, obniżający Polakom inflację i ceny benzyny.
MORDE4CA ROKU
Janusz Waluś fetowany przez prawice jako bohater (dzięki niemu ważny, czarnoskóry polityk Kris Hani przeniósl się do krainy wiecznych łowów) po blisko 30 letniej odsiadce w RPA. Wywiady, kwiaty, wizyty w zakładach pracy i w pato kanale u Stanowskiego.
PACJENT ROKU
Sławomir Cenckiewicz, który musi brać psychotropy, by wytrzymać robotę w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Nawrockim.
DON KICHOT ROKU
Karol z Belwederu walczący z wiatrakami.
Krzysztof Skiba
Fotele welurowe – miękki akcent, który zmienia charakter wnętrza
Wnętrza coraz częściej budujemy wokół emocji, faktur i detali, które wpływają na codzienny komfort. Jednym z takich elementów są fotele welurowe – meble, które łączą wyrazistą estetykę z wyjątkową miękkością i przyjemnością użytkowania. Welur, kojarzony dawniej z klasyczną elegancją, dziś wraca w nowoczesnym wydaniu i doskonale odnajduje się w różnych aranżacjach. Fotele welurowe potrafią być subtelnym tłem lub głównym bohaterem przestrzeni, zależnie od formy, koloru i dodatków. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się zarówno w salonach, jak i sypialniach czy domowych gabinetach.
Już na pierwszy rzut oka widać, że wygodne fotele welurowe to kategoria, która odpowiada na potrzeby współczesnych wnętrz – tych urządzanych z myślą o komforcie, estetyce i przytulnej atmosferze.
Fotele welurowe jako element nowoczesnej aranżacji
W nowoczesnych wnętrzach liczy się równowaga pomiędzy formą a funkcją. Fotele welurowe idealnie wpisują się w ten trend, ponieważ oferują coś więcej niż tylko miejsce do siedzenia. Dzięki miękkiej strukturze materiału wprowadzają do przestrzeni wrażenie ciepła, które przełamuje surowość betonu, szkła czy metalu. Welur pięknie reaguje na światło, delikatnie zmieniając odcień w zależności od pory dnia, co dodaje wnętrzu głębi.
Nowoczesne formy foteli welurowych często bazują na prostych liniach i oszczędnych kształtach. To sprawia, że mebel nie przytłacza przestrzeni, nawet jeśli ma intensywny kolor. Nasi klienci z Edinos coraz częsciej uważają, że w aranżacjach minimalistycznych fotel welurowy staje się akcentem, który ożywia wnętrze bez potrzeby stosowania wielu dekoracji. Z kolei w bardziej eklektycznych przestrzeniach może dopełniać kompozycję, łącząc różne style w spójną całość.
Coraz częściej projektanci wnętrz traktują fotele welurowe jako punkt wyjścia do dalszych decyzji aranżacyjnych. Kolor tapicerki bywa inspiracją dla dodatków, oświetlenia czy tekstyliów. To pokazuje, jak dużą rolę potrafi odegrać jeden, dobrze dobrany mebel.
Dlaczego welur wrócił do łask projektantów?
Welur przez lata kojarzony był głównie z wnętrzami klasycznymi i pałacowym przepychem. Dziś jednak zyskał zupełnie nowe oblicze. Współczesne tkaniny welurowe są trwalsze, łatwiejsze w pielęgnacji i lepiej przystosowane do codziennego użytkowania. To właśnie połączenie estetyki z funkcjonalnością sprawiło, że projektanci ponownie sięgają po ten materiał.
Welurowa faktura a odbiór przestrzeni
Miękka, lekko połyskująca powierzchnia weluru wpływa na sposób, w jaki odbieramy wnętrze. Pomieszczenie z welurowym fotelem wydaje się bardziej przytulne, spokojne i sprzyjające odpoczynkowi. To szczególnie ważne w czasach, gdy dom coraz częściej pełni funkcję miejsca regeneracji po intensywnym dniu.
Welurowe fotele świetnie sprawdzają się w strefach relaksu – przy oknie, obok regału z książkami, ulubionej rozkładanej wersalki, czy w kąciku do czytania. Materiał zachęca, by usiąść na dłużej, zwolnić tempo i skupić się na chwili. Ten aspekt emocjonalny ma dziś ogromne znaczenie w projektowaniu wnętrz.
Kolorystyka, która daje swobodę wyboru
Welurowe fotele występują w niezwykle szerokiej palecie barw. Od stonowanych beży i szarości, przez głębokie zielenie i granaty, aż po wyraziste odcienie musztardowe czy burgundowe. Dzięki temułatwo dopasować je do różnych stylów aranżacyjnych – od skandynawskiego, przez nowoczesny, aż po glamour. Świetnie komponuje się z domowymi regałami i większością mebli w Twoim wnętrzu.
Kolor weluru potrafi też optycznie modelować przestrzeń. Jasne tkaniny rozświetlają wnętrze i dodają mu lekkości, ciemniejsze natomiast wprowadzają elegancję i poczucie stabilności. To sprawia, że fotel welurowy staje się nie tylko meblem użytkowym, ale także narzędziem aranżacyjnym.
Fotele welurowe w różnych pomieszczeniach domu
Uniwersalność foteli welurowych sprawia, że z powodzeniem można je wykorzystać w wielu częściach domu. Nie są już zarezerwowane wyłącznie dla salonu – coraz częściej pojawiają się w sypialniach, garderobach, a nawet domowych biurach.
Salon – centrum domowego komfortu
W salonie fotel welurowy pełni często rolę uzupełnienia sofy. Może stanowić kontrapunkt kolorystyczny lub stylistyczny, który przełamuje monotonię zestawu wypoczynkowego. Ustawiony przy stoliku kawowym lub w pobliżu okna, tworzy dodatkowe miejsce do rozmów i relaksu.
Warto zwrócić uwagę na proporcje mebla względem przestrzeni. W mniejszych salonach lepiej sprawdzają się smukłe formy na delikatnych nogach, które nie dominują wnętrza. W większych przestrzeniach można pozwolić sobie na bardziej rozbudowane kształty z szerokim siedziskiem.
Sypialnia i domowy gabinet
W sypialni fotel welurowy bywa elementem strefy prywatnej – miejscem do czytania lub chwilowego odpoczynku. Jego miękka tapicerka sprzyja wyciszeniu i buduje atmosferę spokoju. W domowym gabinecie natomiast może zastąpić klasyczne krzesło, wprowadzając do przestrzeni pracy więcej przytulności.
W obu przypadkach ważne jest, aby fotel harmonizował z resztą wyposażenia. Welur doskonale komponuje się z drewnem, metalem i szkłem, co daje dużą swobodę aranżacyjną.
Inspiracje z rynku międzynarodowego
Obserwując trendy wnętrzarskie, warto sięgać po inspiracje także poza rodzimym rynkiem. Wiele ciekawych rozwiązań można znaleźć w ofercie zagranicznych marek i sklepów specjalizujących się w meblach tapicerowanych, gdzie fotele welurowe często łączą klasyczne formy z nowoczesnymi detalami. To dobre źródło inspiracji dla osób poszukujących wyrazistych, designerskich akcentów. Szczególnie skandynawskie podejście do designu udowadnia, że welurowy fotel nie musi być ciężki ani przesadnie dekoracyjny.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze fotela welurowego
Wybór odpowiedniego fotela welurowego powinien być przemyślany, zwłaszcza jeśli ma on służyć przez wiele lat. Oprócz wyglądu liczy się również komfort użytkowania i jakość wykonania.
Przy zakupie warto zwrócić uwagę na:
- proporcje fotela względem pomieszczenia,
- sposób wyprofilowania oparcia i siedziska,
- stabilność konstrukcji i jakość podstawy,
- odporność tkaniny na ścieranie,
- łatwość utrzymania weluru w czystości.
Dobrze dobrany fotel welurowy szybko staje się ulubionym miejscem domowników, dlatego warto poświęcić chwilę na analizę potrzeb i stylu wnętrza.
Fotele welurowe jako ponadczasowy wybór
Moda na welur nie jest jedynie chwilowym trendem. To materiał, który od lat powraca w różnych odsłonach, za każdym razem dostosowany do aktualnych potrzeb użytkowników. Fotele welurowe doskonale wpisują się w ideę wnętrz tworzonych z myślą o komforcie, estetyce i emocjach.
Dzięki szerokiej ofercie foteli welurowych, każdy z nas może znaleźć model, który odpowie zarówno na potrzeby funkcjonalne, jak i wizualne. Welurowy fotel potrafi odmienić charakter przestrzeni, dodając jej miękkości, elegancji i indywidualnego stylu. To wybór, który broni się nie tylko wyglądem, ale i codziennym komfortem użytkowania.
Pudrowanie rzeczywistości. Trump i nowa estetyka prezydenckiej starości
Donald Trump ma 79 lat, rzadko sypia i uważa, że siłownia to strata energii. W najnowszym wywiadzie dla „Wall Street Journal” prezydent USA znów wystawia na próbę granicę między informacją a kreacją: „perfekcyjne” zdrowie, codzienna dawka aspiryny, tomografia zamiast rezonansu i korektor na dłoniach. To opowieść o witalności, w której medycyna miesza się z PR-em, a fakty podążają za narracją.
Tomografia zamiast rezonansu
Jesienny incydent w szpitalu Walter Reed, początkowo opisany jako rutynowy rezonans (MRI), okazał się tomografią (CT). Dla laików to detal, dla lekarzy — istotna różnica w przeznaczeniu i tempie badania. Trump przyznaje się do „przejęzyczenia” i próbuje zamknąć temat, który tygodniami podsycał podejrzenia. Biały Dom utrzymuje, że badanie miało charakter profilaktyczny i nie wykazało nieprawidłowości. Semantyka spokoju działa, dopóki kolejne korekty nie przypominają, że w zdrowiu przywódcy margines niedomówień jest minimalny.
Aspiryna, siniaki i estetyka władzy
Najbardziej ludzki — i politycznie wymowny — jest wątek aspiryny. Trump mówi wprost: bierze większą dawkę, niż zwykle zalecają lekarze. Skutek uboczny to łatwe siniaczenie dłoni, które tuszuje makijażem. To estetyka władzy w praktyce: dłoń prezydenta ma wyglądać nienagannie, bo obraz łatwiej niż biuletyn medyczny podtrzymuje wizerunek sprawczości. Do tego dochodzi jego filozofia „skończonej baterii”: niechęć do regularnych ćwiczeń, golf zamiast bieżni, dieta z epoki fast foodu. Przy rozpoznanej niewydolności żylnej ta beztroska brzmi jak balansowanie na krawędzi — ale wpisuje się w wieloletni autoportrait nieustępliwości.
„Drzemki”? „Odpoczynek dla oczu”
Gdy media wyłapują chwile dekoncentracji, prezydent odpowiada: to nie drzemki, tylko „odpoczynek dla oczu”. Zgrabny unik, który medyczną potrzebę regeneracji przekłada na język strategii. Trump, najstarszy zaprzysiężony prezydent w historii USA, nie udaje młodości przez jogę i biohacking; raczej buduje własną wersję „high-functioning elderhood”: dużo pracy, mało snu i żelazna wiara w geny oraz „cienką krew”.
Spektakl transparentności
Dlaczego to nas fascynuje? Bo zdrowie przywódcy to ostatni bastion prywatności, który na naszych oczach zmienia się w spektakl. W przypadku Trumpa rzadko czytamy suche parametry — śledzimy narrację człowieka, który próbuje przelicytować biologię. Pytanie tylko, jak długo korektor i semantyka wystarczą, gdy zegar polityki i zegar biologiczny tykają równie głośno.
DF, thefad.pl Źródło: The Wall Street Journal; Reuters; PBS NewsHour
Koniec ery „miliona Polaków”. Dlaczego rodacy masowo opuszczają Wielką Brytanię?
Jeszcze dekadę temu polski był najczęściej słyszanym językiem obcym na brytyjskich ulicach, a nasza społeczność przekraczała milion. Najnowsze dane za okres czerwiec 2024 – czerwiec 2025 nie zostawiają jednak złudzeń: odpływ Polaków z Wysp nie tylko trwa, ale staje się nową normą. Chłodna ekonomiczna kalkulacja wygrywa dziś z sentymentem.
Statystyczny exodus, czyli liczby bez makijażu
W ostatnim roku statystycznym Wielką Brytanię opuściło około 25 tysięcy Polaków, a przyjechało zaledwie około 7 tysięcy. Otrzymujemy więc wyraźnie ujemne saldo rzędu minus 18 tysięcy osób. Dla porównania: w szczytowym 2017 roku populacja Polaków w UK przekraczała milion. Dziś, zależnie od metody, wahamy się w granicach 700–800 tysięcy. To nie jest dramatyczna ucieczka, raczej „odpływ na raty”, który po cichu zmienia demografię. W zestawieniach kraju urodzenia pierwsze miejsce wśród migrantów zajmują obecnie Indie, a Polska trwale spadła na drugą pozycję.
| Parametr | Szczyt (2017) | Obecnie (2025) | Trend |
|---|---|---|---|
| Populacja Polaków w UK | > 1 000 000 | ~700 000–800 000 | Spadkowy |
| Roczne saldo migracji | Dodatnie | −18 000 | Ujemny |
| Główna grupa migrantów | Polacy | Hindusi | Zmiana lidera |
Ekonomia: gdzie podziała się „premia emigracyjna”?
Najmocniej działa proza życia. Cięcia stóp procentowych z grudnia 2025 r. teoretycznie pomagają, ale realna ulga przychodzi z opóźnieniem. Najem pozostaje drogi, media zjadły podwyżki, a pamiątka po inflacji z 2022 r. nadal ciąży w portfelach. Do tego kurs funta wobec złotego nie wrócił do poziomów sprzed referendum brexitowego, więc przelewy do kraju nie robią już takiej różnicy jak kiedyś. Dla wielu rodzin rachunek stał się brutalnie prosty: za podobne zarobki w Polsce da się mieć więcej metrów, przewidywalności i poczucia, że każda złotówka pracuje na własny majątek.
Polska przyciąga pragmatyzmem, nie nostalgią
Równanie migracyjne ma dwa końce. Gdy UK mierzy się z konsekwencjami Brexitu, Polska realnie kusi. Rynek pracy pozostaje napięty, płace realne znów rosną, a państwo oferuje konkretne zachęty dla powracających, w tym ulgę na powrót. Coraz częściej to decyzja klasy średniej: osób, które na Wyspach osiągnęły już pewien pułap, ale widzą, że w Polsce szybciej zbudują kapitał, łatwiej ogarną logistykę życia z dziećmi i unikną „tarcia” z biurokracją statusu osiedleńca.
Głos z badań: „bycie u siebie” warte więcej niż funty
Nie wszystko da się zamknąć w tabelkach. Z badań dr Kasi Narkowicz z Middlesex University wynika, że kluczowe są trzy emocje: brak stabilności, trudności z kupnem mieszkania i poczucie bycia na marginesie. Te czynniki wypychają z UK nawet osoby z uregulowanym statusem. Po latach wynajmu wizja własnego m-2 czy m-3 w Polsce przestaje być marzeniem – staje się planem na najbliższe miesiące.
Wniosek jest prosty, choć wieloczynnikowy. Polacy opuszczają Wielką Brytanię, bo jednocześnie zmieniły się dwie rzeczywistości. Wyspy przestały oferować oczywisty finansowy bonus za rozłąkę, a Polska zaczęła tę premię wypłacać u siebie. Dzisiejsze powroty rzadko są ucieczką; coraz częściej to przemyślany awans w jakości życia.
DF, thefad.pl / Źródło: ONS, Migration Observatory, Middlesex University
Giertych napisał list do Nawrockiego

Roman Giertych
Przeczytałem wywiad z Karolem Nawrockim, w którym lekceważąco wyraził się o roli korespondenta wojennego w Afganistanie, którą pełnił w czasie wojny z ZSRR, po stronie wolnych Afgańczyków, Radosław Sikorski a jednocześnie uznał, że bardziej rycerska niż jego, jest walka na pięści podczas ustawek kibiców. Funkcja, którą Karol Nawrocki pełni, nie jest kompatybilna z ustawkami, bijatykami, oszustwami staruszków, przywożeniem prostytutek Niemcom, zażywaniem środków pobudzających
Wielce Szanowny Panie!
Przeczytałem Pański wywiad, w którym lekceważąco wyraził się Pan o roli korespondenta wojennego w Afganistanie, którą w czasie wojny z ZSRR, po stronie wolnych Afgańczyków, pełnił obecny wicepremier Radosław Sikorski, a jednocześnie uznał Pan, że bardziej rycerska niż jego jest Pana walka na pięści podczas ustawek kibiców.
Szanowny Panie!
Dziwnym zbiegiem okoliczności i dziwnym kaprysem prezesa PiS pełni Pan funkcję Prezydenta RP, mimo że nie wiemy, jaki był ostateczny wynik wyborów, i mimo braku stwierdzenia ważności wyborów przez SN. Czy mógłby więc Pan w czasie pełnienia tej funkcji zachowywać się chociaż odrobinę z godnością i powagą? Funkcja, którą Pan pełni, nie jest kompatybilna z ustawkami, bijatykami, oszustwami staruszków, przywożeniem prostytutek Niemcom, zażywaniem środków pobudzających. Nie wolno Panu teraz takich działań chwalić! Pełni Pan funkcję, która polega na reprezentowaniu, w niektórych zatwierdzonych przez rząd sytuacjach, wielkiego narodu, który wydał przez wieki wielu uczonych, mężów stanu, świętych, którzy byli inspiracją dla całego świata. Weź się Pan ogarnij i przestań zachowywać jak rozkapryszone dziecko. Nikt Panu nie dał prawa do uważania, że funkcja, na którą Panu przypadła, daje Panu prawo do rządzenia krajem. Natomiast, pełniąc tę funkcję, postaraj się Pan chociaż przypominać prezydenta! Prezydent RP nie chwali bójek, bo to ciężkie przestępstwo.
Powołujesz się Pan często na wiarę katolicką. Informuję Pana, że Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 2268–2275 potępia grzechy przeciwko życiu, w tym narażanie życia innych i pobicia. Publicznie pochwala Pan przestępstwo (co samo w sobie jest przestępstwem z art. 255 § 3 k.k.) i de facto zachęca Pan młodych ludzi do takich „rycerskich” postaw. Weź się Pan zastanów nad odpowiedzialnością moralną, jeśli ktoś w wyniku Pana zachęty weźmie udział w takiej „ustawce” i zginie. Przecież będziesz Pan pośrednio odpowiedzialny za taką śmierć.
Skoro już Pan pełnisz tę funkcję i skoro tylu ludzi na Pana głosowało, to zachowuj się Pan jak I obywatel RP, a nie I kibol RP.
I na koniec. Prezes Rady Ministrów prowadzi obecnie ważne rozmowy dyplomatyczne, które mogą przesądzić na wiele dekad o pozycji naszego kraju w Europie i na świecie. Mówiąc delikatnie, weź Pan skorzystaj z okazji do milczenia, pójdź sobie na siłownię lub zwiększ liczbę branych snusów i przestań przeszkadzać! Podważanie przez Pana pozycji Polski jest zwykłym psuciem bez żadnego sensu. Skoro masz Pan dobre relacje z Donaldem Trumpem, to ujmij się za polskimi więźniami na Białorusi, którzy mimo porozumienia USA z Białorusią nadal siedzą w łagrach. Zrób Pan coś pozytywnego, bo chyba tego, że nasza gospodarka osiągnęła 20. pozycję na świecie i przynależymy do G20, nie przypisujesz Pan sobie. Od lat przecież żyjesz Pan na koszt podatnika i żadnej działalności (przynajmniej tej legalnie opodatkowanej) Pan nie prowadziłeś, stąd Pańska w tym zasługa żadna.
Generalnie, Panie Nawrocki, zrób Pan coś pożytecznego, a przynajmniej przestań przeszkadzać, jak inni robią.
Z należnymi wyrazami szacunku,
Roman Giertych
Meloni do Europy: „pobudka”. Amerykańskie sygnały zmieniają reguły gry
Rzymski festyn Braci Włochów to co roku widowisko polityki w wersji świątecznej, ale finał tegorocznej edycji miał wyraźnie strategiczny ton. Giorgia Meloni stwierdziła, że zapowiedzi administracji USA o redukcji zaangażowania w Europie są „momentem przebudzenia” dla całego kontynentu i wezwała do rozmowy z Waszyngtonem „na równych prawach”. Z pozoru to precyzyjna reinterpretacja hasła o „autonomii strategicznej”; w praktyce — wezwanie do przyjęcia do wiadomości nowej konfiguracji sił po obu stronach Atlantyku.
Amerykański budzik, europejski rachunek
Meloni nie mówi językiem antyamerykańskim. To raczej kalkulacja, że dotychczasowy outsourcing bezpieczeństwa do USA przez osiem dekad nie wystarczy w świecie po pandemii, po pełnoskalowej agresji Rosji i w cieniu rywalizacji z Chinami. Skoro Waszyngton wysyła sygnały o konieczności skupienia zasobów gdzie indziej, Europa musi uniezależnić kluczowe zdolności i podnieść koszty próżni strategicznej. Nie chodzi o rozwód z NATO, lecz o nowy podział obowiązków, w którym europejskie państwa przestają być konsumentem i stają się producentem bezpieczeństwa. Meloni, która przez ostatnie miesiące dbała o dobre relacje z Białym Domem, próbuje teraz ukłuć przekaz łączący lojalność sojuszniczą z asertywnością.
Od deklaracji do stali i prochu
Słowa o „przebudzeniu” łatwo pokochać, trudniej je sfinansować. Równorzędny dialog z USA wymaga stałego wzrostu wydatków obronnych, realnej koordynacji zamówień i konsolidacji europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Dziś za dużo projektów dubluje się między stolicami, a za mało trafia na linię montażową. Włoski sygnał to w istocie zachęta, by przełożyć geopolitykę na harmonogramy dostaw: amunicji, obrony powietrznej, zdolności cyber i rozpoznania. Bez tego „europejska autonomia” pozostanie sloganem, który cieszy na scenie festynu, ale nie działa na froncie.
Polityka zamiast sentymentu
W tle pobrzmiewa spór o kształt Zachodu po wyborach w USA i przed europejską kampanią. Część stolic UE wciąż woli wiarę w status quo. Inne, jak Rzym stawiają na pragmatyzm, licząc, że partnerskie relacje z Waszyngtonem wynegocjuje się właśnie wtedy, gdy ma się własne zasoby. Meloni podnosi stawkę również wewnątrz Unii: jeśli Europa chce ważyć na decyzjach dotyczących Ukrainy, kontroli eksportu technologii czy Indo-Pacyfiku, musi mówić jednym głosem i mieć czym ten głos podeprzeć.
DF, thefad.pl / Żródło: Agenzia Nova, ANSA.it, Reuters
Adam Mazguła: Prawdą po oczach o stanie wojennym

Adam Mazguła
Polska była kluczowym członkiem Układu Warszawskiego, którym zarządzał Breżniew. Wojska ościenne zostały wzmocnione i postawione w stan gotowości bojowej. Plany Rosji przewidywały wkroczenie do Polski ze wszystkich stron. Jednak nastroje w Wojsku Polskim były wojownicze. Bardzo mnie boli, gdy niedouczeni manipulanci polityczni wypowiadają się o polskich żołnierzach i uczestnikach tamtych czasów w sposób pogardliwy i niesprawiedliwy. Gdyby nie Wojsko Polskie, tu od II WŚ mielibyśmy Rosję
Po porozumieniach sierpniowych i powstaniu Solidarności apetyty schowanych za robotników polityków i służb różnych interesów rosła. Zobaczyli, jak można zniszczyć dotychczasowe państwo satelickie ZSRR. Po kilku tygodniach uspokojenia rozpoczęły się następne strajki, w tym w większości solidarnościowe z innymi i trwały przez cały rok, aż do Stanu Wojennego. To wtedy nie było niczego nigdzie. Po prostu puste półki. Ludzie mieli tego dość.
Z kolei strona rządowa chciała wygasić strajki i Jaruzelski nawet zaapelował o 100 spokojnych dni. Bez efektu. Polska była kluczowym członkiem Układu Warszawskiego, którym zarządzał Breżniew. U nas stacjonowała Północna Grupa Armii Radzieckiej ze swoimi 198 głowicami jądrowy, lotnictwem strategicznym i potęgą pięści pancernej skierowanej na zachód. Breżniew doskonale rozumiał, że Polski oddać nie może, chociażby, dlatego, że już wtedy groziło to rozpadem bloku sowieckiego.
Zresztą nigdy w historii Rosjanie niczego nie oddawali pokojowo. Tym bardziej w 1956 roku Węgier, w 1968 Czechosłowacji, później Gruzji, Osetii, Afganistanu, Ukrainy…, dlaczego w Polsce są tacy giganci intelektu, którzy twierdzą, że Polskę mieli odpuścić wyjątkowo? Dlatego już od grudnia 1980 roku wojska ościenne zostały wzmocnione i postawione w stan gotowości bojowej.
Plany Rosji przewidywały wkroczenie do Polski ze wszystkich stron, zatrzymanie Wojska Polskiego w koszarach i niedopuszczenie do ich wyjścia z uzbrojeniem, a w tym czasie rozprawienie się z Solidarnością. Czekała nas masakra ludności i polowanie na członków opozycji do „ostatecznego rozwiązania” Breżniewa. Jednak nastroje w Wojsku Polskim były wojownicze. Młodsza kadra chciała walczyć z Ruskimi w obronie narodu. Było wielu takich również wśród oficerów wyższego szczebla, generałów, a nawet polityków partii rządzącej.
To dlatego Jaruzelski zwlekał rok i próbował uspokoić sytuację w kraju. Zapewniał, że da sobie radę. Kryzys interwencji był już w grudniu 1980 roku, później wiosną 1981 i w końcu zniecierpliwiony Breżniew dał czas do świąt na rozwiązanie polskie. Potem miały być tylko rozwiązania rosyjskie. Warto zaznaczyć, że do Polski miało wtedy wkroczyć 18 dywizji wojsk Układu Warszawskiego (15 radzieckich, dwie czechosłowackie i jedna enerdowska), które po chwilowym pozorowaniu manewrów z ostrą amunicją miały ulec przegrupowaniu i otoczyć większe polskie miasta i ośrodki przemysłowe. Polskie wojska miały pozostać w koszarach.
Sama operacja wojskowa w grudniu 1981 roku została przeprowadzona wręcz książkowo i praktycznie bez ofiar. Te, które się zdarzyły, najczęściej wynikały z błędów ułomnych ludzi, którzy nie wytrzymywali napięcia lub prowokacji. Polska jednak uniknęła wielkiego nieszczęścia, może największego w historii. Zresztą, Breżniew utrzymywał wojska UW w gotowości do wejścia do Polski aż do późnej wiosny 1982 roku.
Gdyby Rosjanie opanowali Polskę, być może do dzisiaj istniałby ZSRR, a my biedni i opanowani przez Putina walczylibyśmy dzisiaj u jego boku z Ukrainą oraz Zachodem i opłakiwali zbiorowe mogiły w każdym mieście po Stanie Wojennym z Armią Czerwona w tle. Na szczęście historia potoczyła się inaczej. Kraj został uratowany i pewnie dziesiątki, może setki tysięcy ludzkich istnień.
Przez ostatnie 35 lat jesteśmy brutalnie karmieni narracją postsolidarnościową, że oto Jaruzelski dokonał zamachu na demokrację, na robotniczy zryw, który został okupiony krwawym zamachem na Polaków. Brawo Bohaterscy robotnicy, którzy na tej narracji zbudowali swoją i nieswoją władzę. To nie jest prawda. To powtarzana mantra bohaterskich robotników i krwawych zbrodniarzy żołnierzy i służb. To nie była sytuacja czarna lub biała. Miała wiele odmian szarości i to po obu stronach.
Ten obraz znakomicie odpowiada potrzebie propagandy, legitymizacji ugrupowań postsolidarnościowych. Jednak nie przybliża nas do żadnej historycznej prawdy. Przez 35 lat Stan Wojenny pokazywany jest, co roku tak samo. Z tymi samymi scenkami i z bliźniaczym komentarzem.
Tymczasem stan wojenny i kulisy jego wprowadzenia wciąż kryją tajemnice, bez ich wyjaśnienia obraz tamtych dni jest zafałszowany, sztuczny i nieprawdziwy. Rosja Breżniewa nie była państwem łagodnego kompromisu z Solidarnością, a bezwzględnej walki z każdym, kto wchodził brutalnie w ich interesy. Dziś potworzyły się jakieś IPN-y, Instytuty historyczne, które wysoko opłacane mają utrwalać kłamstwa i półprawdy, a nie dochodzić faktów.
Szczególnie młodzi ludzie są uczeni agresji do rozwiązań tamtych dni. Należy pamiętać, że Wojsko Polskie było z poboru i służyli w nim także żołnierze Solidarności lub ci, którzy wspierali 10-milionowy związek. Wprowadzenie Stanu Wojennego wspierało ok. 53% społeczeństwa, a ok 35% było przeciw.
Ludzie wspierali żołnierzy stojących na rogatkach wyjątkowo mroźniej zimy, przynosili kawę, gorącą zupę, a żołnierze przymykali oko na łamanie zasad tego stanu. Stan wojenny niestety nie przeżyło ok. 91 osób, a ok. 10 tys. było internowanych w tym również opozycjoniści wewnętrzni tacy jak Edward Gierek, aby zapewnić spokój w partii, która wówczas była bardzo podzielona. Ludzie się bali, byli świadomi przełomowych chwil naszej państwowości i dopiero zmiany w ZSRR i doprowadzenie do Okrągłego Stołu, polską pokojową drogę do wolności, a później częściowe wole wybory utrwaliły wiarę w demokrację i zachodnie wartości w Polsce.
W czasie Stanu Wojennego byłem młodym oficerem, gotowym walczyć za ideały Solidarności. Było nas wielu. Jednak nie brałem w nim udziału, bo zostałem skierowany do wykonywania zadania zabezpieczenia zwykłego działania dowództwa 2 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej w rejonie stałej dyslokacji.
Jednak bardzo mnie boli, gdy niedouczeni młodzieńcy i manipulanci polityczni wypowiadają się pogardliwie o polskich żołnierzach i uczestnikach tamtych czasów w sposób pogardliwy i wyjątkowo niesprawiedliwy. Gdyby nie Wojsko Polskie, tu od II WŚ mielibyśmy Rosję. Kiedyś ta oczywista prawda zwycięży.
Adam Mazguła
Dania uznaje USA za ryzyko bezpieczeństwa
Duński wywiad wojskowy (DDIS) po raz pierwszy wskazał Stany Zjednoczone jako potencjalne ryzyko bezpieczeństwa: Waszyngton coraz częściej używa przewagi gospodarczej i technologicznej także wobec partnerów, a strategiczny priorytet przesuwa na Indo-Pacyfik. W takiej układance Europa nie może już liczyć wyłącznie na amerykański parasol sojuszniczy.
DDIS w najnowszym „Intelligence Outlook 2025” opisuje przesunięcie tektoniczne: USA pozostają kluczowe dla obrony Zachodu, ale coraz częściej egzekwują wolę narzędziami gospodarczymi włącznie z groźbą ceł i stawiają priorytet na Indo-Pacyfiku oraz w Arktyce. W tle są tarcia o wpływ na Grenlandię oraz twardsza, selektywna polityka przemysłowa w Waszyngtonie. To nie antyamerykański manifest, tylko sygnał ostrzegawczy: sam parasol sojuszniczy nie wystarczy bez własnych zdolności od amunicji i obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (OPL) po logistykę i interoperacyjność.
Europejskie „bezpieczniki” i spór o język strategii USA
Niepokojące sygnały nie płyną wyłącznie z Kopenhagi. Jesienią szefowie holenderskich służb AIVD i MIVD ogłosili, że ograniczają dzielenie się informacjami z USA i przechodzą na podejście case-by-case, wskazując na upolitycznienie pracy wywiadu i obawy o prawa człowieka. To wciąż sojusz, ale z dołożonymi bezpiecznikami. Jednocześnie nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa narodowego używa ostrzejszego języka wobec Europy. W omówieniach prasowych powracała fraza o „cywilizacyjnym wymazaniu” kontynentu w perspektywie dwóch dekad. Warto doprecyzować: to sformułowanie funkcjonuje w przestrzeni medialnej jako interpretacja i skrót, a nie jako teza przyjęta przez europejski mainstream ekspercki.
Za ostrym językiem stoi konkretna polityka. Im więcej uwagi i zasobów USA pochłania rywalizacja z Chinami, tym większe ryzyko osłabienia bezpieczeństwa w Europie. Duński raport nie podważa roli Stanów jako filaru NATO, lecz pyta o jej trwałość przy rozjeżdżających się priorytetach: dla USA ważniejszy staje się Pacyfik, dla Europy rosyjska presja na wschodniej flance.
Arktyka, Bałtyk, Tajwan: logika dwóch kryzysów naraz
DDIS szkicuje czarny scenariusz najbliższych lat: równoległe kryzysy wywołane przez Rosję i Chiny w rejonie Morza Bałtyckiego oraz w Cieśninie Tajwańskiej. Arktyka łączy te napięcia: surowce, nowe szlaki i położenie Grenlandii sprawiają, że Kopenhaga i Waszyngton będą częściej się ścierać, nawet grając do tej samej bramki. Każdy miesiąc bez wzmacniania europejskich zdolności zachęca przeciwników do testowania spójności Zachodu.
Europa musi przestać odkładać inwestycje „na jutro”. Budżety obronne powinny szybko zamieniać się w realne zdolności i to w horyzoncie miesięcy, nie lat. Priorytetem są amunicja, obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa oraz zwiększenie mocy w przemyśle obronnym, a także ciaśniejsze łańcuchy dostaw i konsekwentna interoperacyjność. Drugim filarem jest polityka przemysłowa, rozumiana nie jako reakcja na amerykańskie subsydia, lecz plan budowy trwałej sprawczości także po to, by zmniejszyć podatność na presję, nawet tę sojuszniczą.
Polska i region: mniej wygody, więcej sprawczości
Dla Polski i regionu to oznacza działanie natychmiast w skali najbliższych kwartałów: przyspieszone moce produkcji amunicji, realne domknięcie warstwowej obrony przeciwlotniczej oraz żmudna, ale kluczowa logistyka lądowa dla przerzutu sił wzdłuż osi północ–południe. Politycznie mniej deklaracji o „autonomii strategicznej”, więcej koalicji zdolnych wymusić interoperacyjność i wspólne zakupy. Jeśli USA wiążą coraz więcej sił na Pacyfiku, ciężar odstraszania na wschodniej flance rośnie po naszej stronie.
Dania nie odwraca się od Ameryki. Zdejmuje różowe okulary. To najzdrowsza lekcja dla Europy: opierać się na sojuszu z USA, ale przestać traktować go jak darmowe ubezpieczenie. Bo nawet najlepszy parasol chroni tylko tych, którzy wcześniej postawili solidny dach.
—
DF, thefad.pl / Źródło: DDIS „Intelligence Outlook 2025”; Reuters; Bloomberg; DutchNews / NL Times
Antyukraińska dezinformacja w polskim internecie niemal się podwoiła
W cztery miesiące liczba antyukraińskich wpisów w polskojęzycznym internecie skoczyła o niemal 100 proc., do blisko 186 tys. Według Instytutu Monitorowania Mediów ich łączny zasięg to 66,4 mln kontaktów z przekazem, co oznacza, że statystyczny internauta 15+ mógł zetknąć się z takimi treściami średnio dwa razy. Najmocniej wybrzmiewają na platformie X, a wśród głównych nadawców dominują konta polityków – z nazwiskami, które dobrze znamy z poprzednich odsłon tej historii.
Kiedy fala rośnie
Wynik nie zaskakuje, jeśli spojrzeć na dynamikę ostatnich miesięcy. Internet żyje emocją, a polityka dostarcza bodźców. Gdy w przestrzeni publicznej pojawia się „iskra”: spór o ustawę, incydent militarny, prowokacja to algorytmy robią resztę. Z raportu wynika, że fala antyukraińskich treści najsilniej wzbierała w ostatnim tygodniu sierpnia, kiedy prezydenckie weto wobec ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy stało się paliwem dla sporów. Kolejne piki odnotowano po wrześniowych informacjach o rosyjskich dronach w polskiej przestrzeni powietrznej i w połowie listopada, w związku z aktem kolejowej dywersji. Nawet koncert Maxa Korzha w Warszawie z eksponowaną czerwono-czarną symboliką stał się wygodnym zapalnikiem.
Kto i co publikuje
Na listach najaktywniejszych nadawców królują profile polityczne. Wśród autorów treści nakierowanych na antagonizowanie Polaków i Ukraińców pojawiają się m.in. Martin Demirow, Grzegorz Braun i Chłop Antoni. Na Facebooku pierwsze miejsce zajmuje ponownie profil Brauna, trzecie fanpage jego partii. W pierwszej dziesiątce mieści się też Włodzimierz Skalik. To układ, który rysuje prostą zależność: narracje antyukraińskie najlepiej niosą się przez konta zbudowane na silnej tożsamości plemiennej i stałej mobilizacji.
Treści powtarzają zestaw powracających motywów. Jedne odwracają odpowiedzialność za wojnę, inne podważają sam fakt trwania konfliktu. Relatywizuje się rosyjskie zbrodnie w Buczy czy w Mariupolu, a ukraińskie przerwy w dostawach prądu przypisuje „korupcji”, zamiast konsekwencjom rosyjskich ataków. W polskim wątku oskarża się władze o „rozbrajanie kraju na rzecz Kijowa” i straszy rzekomym „wciąganiem Polski do wojny”. Celami stają się konkretne osoby: od Radosława Sikorskiego, któremu insynuuje się sprzyjanie korupcji, po Wołodymyra Zełenskiego, którego oskarża się o defraudacje czy „uzurpację” władzy. Wspólny mianownik jest stały: przerzucić ciężar winy i zasiać nieufność wobec wsparcia dla Kijowa.
Historia jako broń i wygodny pretekst
Silnym instrumentem pozostaje historia. Rosja konsekwentnie gra rzezią wołyńską i dziedzictwem UPA, aby wbić klin między Warszawę a Kijów. Sierpniowa dewastacja pomnika w Domostawie – dokonana przez Ukraińca zwerbowanego przez rosyjskie służby – została w polskich mediach społecznościowych wyjęta z kontekstu i użyta do wzniecania wrogości. Podobnie działa mikrosymbolika: niebiesko-żółte barwy stref Kiss&Ride potrafią stać się „dowodem ukrainizacji”, choć mówimy o zwykłej estetyce miejskiej. Takie przykłady pokazują, że spór bywa rozpalany nie faktami, lecz skojarzeniami.
Autorzy raportu uczciwie zaznaczają ograniczenia: to analiza obserwacyjna, która nie przesądza o intencjach poszczególnych użytkowników. Zbieżność motywów z katalogiem rosyjskiej propagandy trudno jednak uznać za przypadek. Disinfo Digest od dawna opisuje trzy główne cele: zastraszyć Zachód, zablokować wsparcie dla Ukrainy i zniechęcić sojuszników do długotrwałej pomocy. W polskich warunkach optymalnym nośnikiem są krótkie, emocjonalne komunikaty na X – platformie, której luźniejsza moderacja sprzyja obiegowi radykalnych przekazów. Tu nie liczy się niuans: liczy się skokowy wzrost zasięgu i to, że kłamstwo zdąży przebiec sieć, zanim fact-check wyjdzie z domu.
Warto też pamiętać o efekcie „nadmiaru szumu”. Gdy negujące treści zalewają feed, część odbiorców odruchowo uznaje, że „prawda leży pośrodku”. To błąd. Twarde weryfikacje z Buczy czy Mariupola istnieją i są udokumentowane; podobnie jak śledztwa dotyczące rosyjskiego sabotażu. Równocześnie to nie Ukraińcy „obciążają” polską ochronę zdrowia. Przeciążenia NFZ mają charakter strukturalny i nie zaczęły się w 2022 roku. Dezinformacja nie musi przekonać wszystkich, wystarczy, że podważy zaufanie i osłabi gotowość do solidarności.
DF, thefad.pl / Źródło: Demagog, Instytut Monitorowania Mediów
Zimny prysznic dla NATO. Nowa strategia USA a obrona Europy
Amerykańska strategia bezpieczeństwa, głośne nieobecności w NATO i ostra retoryka z Waszyngtonu działają na europejskie stolice jak zimny prysznic. Nie chodzi o rozwód transatlantycki, lecz o trzeźwe założenie, że automatyczna „gwarancja USA” przestaje być oczywista. W Paryżu, Berlinie i Londynie dojrzewa nowa układanka: więcej europejskiej odpowiedzialności w ramach Sojuszu, szybkie formaty koalicyjne oraz plan awaryjny, gdyby artykuł 5 nie zadziałał tak pewnie, jak dotąd obiecywano.
Waszyngton zmienia akcenty
Nowa Narodowa Strategia Bezpieczeństwa administracji Donalda Trumpa wyraźnie stawia na „regionalizację” porządku: bogate, zaawansowane państwa mają przejąć zasadniczą odpowiedzialność za swoje okolice, a NATO, w duchu „Haskiego zobowiązania” ma dążyć do znacznie wyższych wydatków obronnych. W praktyce to wezwanie do przekucia europejskich deklaracji w twarde moce: amunicję, obronę powietrzną, rozpoznanie, logistykę i stałe linie produkcyjne. Jednocześnie ton dokumentu wobec Europy bywa szorstki; amerykańscy analitycy przyznają, że w tekście mało jest pocieszenia dla sojuszników, a dużo oczekiwań co do „samodzielności” kontynentu.
Sygnały polityczne wzmacniają przekaz strategiczny. Rzadką nieobecność sekretarza stanu Marco Rubio na spotkaniu szefów dyplomacji NATO w Brukseli, którego zastąpił jego zastępca Christopher Landau, europejscy urzędnicy odczytali jako symbol nowego rozdania. Landau publicznie zrugał stolicę po stolicy za „wypychanie” amerykańskich firm z europejskiego przezbrojenia, podbijając spór o równowagę transakcyjną po obu stronach Atlantyku. W Doha ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker zapewniał co prawda, że artykuł 5 pozostaje „żelazny”, ale w tym samym zdaniu domagał się, by Europejczycy „podnieśli z ziemi” konwencjonalną obronę kontynentu.
Europejska odpowiedź: filar, a nie alternatywa
Na plan pierwszy wysuwa się „filar europejski” w NATO: nie konkurencja wobec Sojuszu, lecz moduł zdolności i dowodzenia. To zresztą widać tam, gdzie Europa działa najszybciej: w koalicjach chętnych wokół wsparcia dla Ukrainy, dziś w praktyce koordynowanych przez Londyn i Paryż z kluczowym udziałem Berlina. Równolegle brytyjsko-nordycki format Joint Expeditionary Force zacieśnił w listopadzie partnerstwo z Kijowem, ćwicząc w wysokiej gotowości północ i Bałtyk z myślą o kompatybilności z NATO, lecz bez unijnych procedur.
Bruksela wyciąga też z szuflady art. 42.7 Traktatu o UE, czyli własną klauzulę wzajemnej obrony. Komisarz ds. obrony Andrius Kubilius mówi wprost: potrzebujemy „wielu gwarancji” i jasnej instrukcji działania dla 42.7, aby domknąć ewentualne luki, których NATO, z USA w środku z definicji nie planuje „na wszelki wypadek”. Chodzi o operacjonalizację: kto, kiedy, czym i pod czyim dowództwem reaguje w pierwszych godzinach kryzysu.
Berlin, Paryż, Londyn: nowa oś odpowiedzialności
Zmiana tonu w Berlinie ma znaczenie systemowe. Kanclerz Friedrich Merz nazwał elementy amerykańskiej strategii „nieakceptowalnymi” i wyprowadził z nich prosty wniosek: Europa, a więc i Niemcy musi stać się mniej zależna od USA w polityce bezpieczeństwa. To nie antyamerykański zwrot, tylko próba dojrzałego podziału ról. W praktyce oznacza dialog z Paryżem i Londynem o europejskim odstraszaniu jako uzupełnieniu amerykańskiego parasola oraz twarde inwestycje w moce przemysłowe, które uniosą realną, a nie deklaratywną, „strategiczną autonomię przez zdolności”.
Dla Francji to chwila, by po latach półgestów zneuropeizować elementy force de frappe bez utraty suwerenności decyzji. Dla Wielkiej Brytanii – szansa, by mimo brexitu zostać jednym z architektów kontynentalnego bezpieczeństwa. A dla Niemiec – wyjście poza wygodę „atomowego outsourcingu”, w którym przez dekady tkwiła cała Europa.
Luki, których nie da się zamieść pod dywan
Europejczycy potrafią zapewniać większość zdolności w niektórych domenach, ale trzy obszary pozostają amerykańskim kręgosłupem: rozpoznanie/ISR, transport strategiczny i tankowanie w powietrzu oraz głębokie uderzenia – od lotnictwa dalekiego zasięgu po pociski manewrujące. Do tego dochodzą zintegrowana obrona powietrzna i przeciwrakietowa oraz dowodzenie na poziomie teatru działań. Tych luk nie zasypie się w rok; wymaga to pieniędzy, czasu i – co najtrudniejsze – wspólnych zamówień w 5–7 programach flagowych, z gwarancją serwisu i długich serii, a nie „każdy sobie”.
Najbliższe dwa, trzy lata da się jednak zagospodarować bez rewolucji: domknąć łańcuchy w amunicji (prochy, ładunki, łuski), sformatować wspólne linie montażu OPL krótkiego i średniego zasięgu oraz tanich efektorów antydronowych, zbudować sieć MRO dla sprzętu przekazywanego Ukrainie i ujednolicić standardy łączności taktycznej „od Tallinna po Palermo”. Do czasu wejścia własnych dostaw można współdzielić tankowce i transportowce – leasingiem lub w ramach pooled capacity. To nie lista marzeń, tylko proste ruchy, które natychmiast podnoszą gotowość.
Polityka kosztów: jak wytłumaczyć wyborcom „więcej obrony”
Europejska „autonomia przez zdolności” zderza się z realną polityką: inflacja wyssała cierpliwość podatników, a wydatki obronne łatwo zamieniają się w plemienny spór. Dlatego decydujące będzie uczciwe powiązanie bezpieczeństwa z miejscami pracy, energią i łańcuchami dostaw. Jeżeli programy zbrojeniowe będą transgraniczne, ale realnie zakotwiczone w regionach – z montowniami, serwisem i szkoleniem – łatwiej utrzymać mandat społeczny na „więcej Europy w obronie”. To nie jest anty-NATO. To przepis na dorosłe NATO, w którym USA skupiają się na Indo-Pacyfiku i przełomowych technologiach, a Europa dowozi konwencjonalną obronę własnego terytorium i zaplecze dla Ukrainy.
Puenta jest prosta: im szybciej uzupełnimy luki w ISR, logistyce, OPL i amunicji, tym mniejsze ryzyko kryzysu zaufania po obu stronach Atlantyku. Wtedy artykuł 5 będzie nie tylko „żelazny” w słowach, ale i w praktyce – nawet w epoce, gdy Waszyngton częściej patrzy na Pacyfik niż na Ren.
DF, thefad.pl / Źródło: White House, Reuters, UK Government – JEF/Ukraine; Chatham House, CFR/Brookings













