Weto Węgier na szczycie UE ws. Ukrainy. Unia nie ustaje – Europa się zbroi
Liderzy 27 państw członkowskich Unii Europejskiej podczas nadzwyczajnego szczytu w Brukseli, który odbył się w czwartek 6 marca 2025 roku, dali zielone światło ambitnemu planowi dozbrajania Europy. Plan ten, zaproponowany przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, ma na celu wzmocnienie unijnej obronności i zwiększenie strategicznej autonomii kontynentu w obliczu narastających zagrożeń, zwłaszcza ze strony Rosji.
Rozmowy o wsparciu dla Ukrainy napotkały opór ze strony Węgier, które zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami postawiły weto. Choć 26 krajów poparło konkluzje w tej sprawie, Budapeszt pozostał nieugięty. Unia Europejska nie zamierza jednak rezygnować. Przyjęte stanowisko będzie podstawą dalszych działań, a Europa konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako kluczowy gracz na globalnej scenie bezpieczeństwa.
Plan von der Leyen. Jak Unia Europejska dozbroi Europę?
Decyzje dotyczące obronności UE mają historyczny charakter. Rada Europejska jednomyślnie przyjęła plan, który przewiduje pakiet pożyczek w wysokości 150 miliardów euro na inwestycje w nowoczesne technologie obronne, od dronów po systemy przeciwlotnicze. Unijne reguły budżetowe zostaną zawieszone dla wydatków wojskowych, co pozwoli krajom UE zwiększać nakłady na obronę bez obawy o sankcje za deficyt. Plan zakłada również większe zaangażowanie sektora prywatnego. Europejski Bank Inwestycyjny rozszerzy finansowanie projektów zbrojeniowych.
„Europa musi być bardziej suwerenna i odpowiedzialna za własne bezpieczeństwo” – podkreślono w konkluzjach. Liderzy zgodnie wskazali, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie stanowi egzystencjalne wyzwanie dla UE, wymagające zdecydowanej odpowiedzi.
Co oznacza weto Węgier dla wsparcia Ukrainy przez UE?
Wsparcie dla Ukrainy ujawniło pęknięcia w unijnej jedności. Premier Węgier Viktor Orbán, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, zablokował pełne przyjęcie konkluzji dotyczących Kijowa. Pozostałe 26 państw nie ustąpiło. Deklarują, że nie będzie negocjacji o Ukrainie bez jej udziału, a przyszłość kraju nie może być przedmiotem zewnętrznych ustaleń. Każde porozumienie pokojowe musi zawierać gwarancje bezpieczeństwa, by powstrzymać przyszłą rosyjską agresję. Pomoc militarna będzie kontynuowana, w tym dostawy sprzętu i 30,6 miliarda euro z Instrumentu Ukraińskiego oraz inicjatywy G7.
Uwzględniono również obawy Słowacji dotyczące tranzytu gazu, co prawdopodobnie zapobiegło drugiemu wetu. W efekcie Budapeszt pozostał osamotniony w swoim sprzeciwie.
Przełom w europejskiej obronności
Mimo węgierskiego weta Unia dokonała czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Zgodziła się na radykalne wzmocnienie własnych zdolności obronnych. Europa chce uniezależnić się od importu kluczowych technologii i rozwinąć własny przemysł zbrojeniowy.
Plan von der Leyen, otwierający nowy rozdział w polityce bezpieczeństwa UE, zakłada elastyczne finansowanie, wsparcie EBI i zachęty dla firm zbrojeniowych. Wszystko po to, by zwiększyć unijną suwerenność obronną. Szczególną rolę przypisano wschodniej granicy Unii, w tym Polsce, która – jak zapisano – „jest kluczowa dla obrony Europy w obliczu zagrożeń ze strony Rosji i Białorusi”. NATO pozostaje filarem kolektywnej obrony, ale UE stawia na komplementarność i własną siłę.
Czy Europa stworzy własną armię? Jakie będą kolejne kroki?
Unia przez lata unikała śmiałych decyzji w sprawie obronności. Brukselski szczyt to przełom. Europa dozbroi swoje siły i wesprze Ukrainę, niezależnie od sprzeciwu Węgier.
Kształtuje się „koalicja chętnych”. To grupa państw gotowych wspierać Kijów i wzmacniać bezpieczeństwo Europy, również we współpracy z partnerami spoza UE. Teraz przed Komisją Europejską stoi zadanie doprecyzowania szczegółów strategii. Poznamy je 19 marca. Od tych decyzji zależy, czy Europa stanie się realnym filarem własnego bezpieczeństwa, czy pozostanie w cieniu zewnętrznych sojuszników.
Jedno jest jasne. Bruksela wysłała światu sygnał, że nie zamierza być tylko widzem globalnych wydarzeń.
DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, BBC, AP News
Seks po pięćdziesiątce? „W łóżku jest nas troje!” – i dobrze nam z tym
Rozmowy o męskiej seksualności kiedyś były tematem tabu. Problemy z erekcją były czymś, o czym mężczyźni woleli milczeć, traktując je jako niewygodny i wstydliwy temat. Dziś to się zmienia, a stereotypy ustępują miejsca otwartości i lepszemu zrozumieniu zdrowia seksualnego w dojrzałym wieku.
Historia Pawła i Agnieszki – jak zmieniło się ich życie intymne?
Paweł, 52-letni ojciec dwójki dzieci, postanowił podzielić się swoją historią. Jak sam przyznaje, przez długi czas ignorował zmiany, które zachodziły w jego ciele. Zauważył, że jego życie intymne nie było już takie jak dawniej, ale tłumaczył to zmęczeniem, stresem i nieuchronnym wpływem wieku. Z czasem zaczął unikać zbliżeń, co odbiło się na relacji z jego żoną Agnieszką. Nie chodziło tylko o sam seks – ich codzienna bliskość również zaczęła się zmieniać, a dystans między nimi stawał się coraz bardziej odczuwalny.
Skąd biorą się problemy z erekcją?
Przez długi czas wolał nie poruszać tego tematu. Dopiero rozmowa z lekarzem uświadomiła mu, że problemy z erekcją nie są kwestią „słabości” ani „końca męskości”, ale częścią naturalnych procesów zachodzących w organizmie mężczyzny.
Według badań Światowej Organizacji Zdrowia, nawet połowa mężczyzn po pięćdziesiątce doświadcza tego rodzaju trudności, a ich przyczyny mogą być różne – od stresu, przez schorzenia układu krążenia, po zmiany hormonalne. Leki wspomagające erekcję, które zaproponował lekarz, miały pomóc mu odzyskać pewność siebie i poprawić jakość życia intymnego.
Pierwsza próba – czy to działa?
Po pierwszych wątpliwościach Paweł zdecydował się spróbować. Nie było w tym nic spektakularnego ani dramatycznego – zwykły wieczór, codzienne rytuały, ale z dodatkową nutą ciekawości i niepewności. Efekt? Jak mówi, odczuł wyraźną różnicę. Nie chodziło tylko o fizyczny aspekt działania leku, ale o coś więcej – powrót do bliskości, której od dawna brakowało w jego związku. Agnieszka również zauważyła zmianę. To, co z początku mogło wydawać się jedynie rozwiązaniem technicznego problemu, stało się impulsem do odbudowania ich więzi i przełamania barier w rozmowach o ich wspólnym życiu.
Społeczne tabu – jak reagują inni?
Nie wszyscy jednak reagowali na tę decyzję z takim zrozumieniem. Gdy Paweł wspomniał o tym przy okazji luźnej rozmowy z kolegami, natychmiast pojawiły się typowe komentarze, pełne ironii i stereotypów. Podobne reakcje zauważyła też Agnieszka wśród znajomych. Niektórzy wciąż uważali, że korzystanie z leków wspomagających erekcję to przyznanie się do porażki, inni traktowali to jako powód do żartów. Jednak dla nich obojga była to po prostu rozsądna decyzja, dzięki której ich relacja wróciła na właściwe tory. W końcu, jak zauważa Agnieszka, nikt nie krytykuje ludzi za noszenie okularów czy przyjmowanie leków na nadciśnienie. Dlaczego więc zdrowie seksualne miałoby być traktowane inaczej?
Czy leki na erekcję są bezpieczne?
Historia Pawła i Agnieszki nie jest wyjątkiem. Miliony mężczyzn na całym świecie sięgają po farmakologiczną pomoc w problemach z erekcją, a współczesna medycyna daje im skuteczne i bezpieczne rozwiązania. Tego typu leki działają u 70–80% mężczyzn, a przy prawidłowym stosowaniu są bezpieczne dla większości pacjentów. Istnieją jednak pewne przeciwwskazania – osoby z chorobami serca czy stosujące leki z grupy azotanów powinny skonsultować się z lekarzem przed rozpoczęciem terapii.
Seksualność po pięćdziesiątce – czy pora zerwać z tabu?
Choć temat leczenia zaburzeń erekcji wciąż budzi emocje, coraz więcej mężczyzn otwarcie mówi o swoich doświadczeniach, przełamując społeczne tabu. Paweł i Agnieszka wiedzą już, że ich decyzja była jedną z najlepszych, jakie podjęli dla swojego związku. Może więc warto, by inni mężczyźni również spojrzeli na ten temat bez uprzedzeń i podjęli świadomą decyzję? Bo przecież zdrowie, bliskość i jakość życia nie kończą się po pięćdziesiątce – wręcz przeciwnie, mogą nabrać nowego wymiaru.
DF, thefad.pl
Krzysztof Skiba: Świat na głowie! Czy USA właśnie zdradza Europę na rzecz Rosji?

Krzysztof Skiba
Na naszych oczach dokonuje się niezwykły eksperyment – USA, które od dekad wspierały Europę, teraz zmieniają front i zbliżają się do Rosji. Trump nie tylko idzie na rękę Putinowi, ale wręcz leży przed nim plackiem i całuje go w stopy. Europa, na którą wylano morze fake newsów, jawi się wielu jako „kołchoz” czy „zbiorowe więzienie”. Tymczasem Rosji kończy się amunicja, a jej „niezwyciężona” armia od trzech lat nie może pokonać Ukrainy. Czy świat rzeczywiście stanął na głowie?
ŚWIAT NA GŁOWIE!
Na naszych oczach dokonuje się niezwykły eksperyment pod tytułem „stawianie świata na głowie”.
USA, które od czasów I wojny światowej wspierały Europę, teraz przymierzają się do aktywnej zamiany ról i stania się przeciwnikiem Starego Kontynentu.
Ameryka – to wielkie i naiwne marzenie Polaków o raju na ziemi – zaczyna wspierać naszego odwiecznego wroga, odwieczną dżumę wolnego świata, prastarego, czerwonego, jadowitego węża, jakim jest Rosja.
Trump nie tylko idzie na rękę Putinowi, ale wręcz leży przed nim plackiem i całuje go w stopy. I to bez zabezpieczeń! Ten facet, o mentalności handlarza tandetą na odpuście w Piździajewie, chce wspólnie z gościem, który właśnie ogłosił, że ma trzy tysiące lat i pochodzi z Marsa – czyli Elonem Muskiem – rozgrywać wielkie światowe szachy. Zapomniał jednak o jednym: prawdziwymi szachistami są właśnie Rosjanie. W Rosji nawet menele w parku grają w szachy – to ich narodowy sport. I rozegrają tę parę jankeskich kuglarzy (Vans Trump) jak drużyna NBA powiatowy zespół koszykówki z Gnojewa, mistrza ligi z Brytłówek Wielkich.
Zabawa z Rosją to jak przytulanie się do skorpiona pod pierzyną – o czym Trump niebawem boleśnie się przekona.
Aktualne działania Donalda z Ameryki są po prostu antyamerykańskie. Jednak dzięki algorytmom Big Techów przekonał zjadaczy hamburgerów, że wszystko, co robi, ma sprawić, by Ameryka ponownie była wielka.
Rosjanie zainwestowali w szum informacyjny i fake newsy, a dzięki tej zorganizowanej nagonce na Europę Unia Europejska jawi się wielu jako upiór, kołchoz czy wręcz zbiorowe więzienie. Europa ma dziś najgorszy wizerunek od lat – jako zlepek popaprańców, kolorowy szalet rządzony przez tępych eurokratów.
Ultra negatywny przekaz o Unii był tak silny, że wielu uwierzyło w brednie o instrukcjach dotyczących prostowania bananów i setki innych kłamliwych newsów. Tymczasem potencjał militarny Unii jest co najmniej dwa razy większy niż Rosji. Pomoc militarna dla Ukrainy walczącej z Rosją w 70 procentach pochodziła z Unii, a nie z USA.
I to do Europy uciekają biedacy z Afryki, Azji i innych regionów świata. Czemu nikt – oprócz ruskich szpiegów z PiS – nie ucieka do Rosji? Czemu żaden głodny mieszkaniec świata nie wybiera „raju” Putina jako cudownego miejsca na ziemi?
„Niezwyciężona” armia rosyjska od trzech lat nie może pokonać o wiele mniejszej Ukrainy. Miała zdobyć Kijów w trzy dni. Potem w trzy miesiące. Mijają trzy lata i… doopa. Zajęto tylko część wschodniej Ukrainy kosztem olbrzymich nakładów.
Rosji powoli kończy się amunicja. Straciła ponad 200 tysięcy żołnierzy. W swojej brudnej wojnie musi posiłkować się kryminalistami wypuszczanymi z więzień oraz mięsem armatnim z Korei Północnej. Dziesiątki tysięcy młodych Rosjan uciekły z kraju lub siedzą w więzieniach, bo nie chcą ginąć za złote sedesy Putina i jego oligarchów.
Oto obraz kraju bandyty, z którym chce się „jednać” Trump. Facet, który jest przekonany, że USA istniały w czasach Imperium Rzymskiego, nie jest żadnym ruskim szpiegiem – jest ich wielkim dłużnikiem.
Światowe media opublikowały już szczegółowe relacje finansowe Trumpa z Rosjanami. Wielokrotnie pożyczali mu pieniądze i ratowali jego interesy od bankructwa. Teraz przyszedł czas zapłaty za te usługi.
Nie zdziwię się, jeśli kolejna gala oscarowa będzie prowadzona przez rosyjskich komików – tych samych, którzy nagrali Dudę i robili sobie z niego jaja – a za kilka lat ojciec założyciel USA Jerzy Waszyngton okaże się w mediach Trumpa Stiopą Zajcewem, carskim pułkownikiem spod Petersburga.
Krzysztof Skiba
Anne Applebaum: Trump podziwia Putina i chce rządzić jak on

Anna Widzyk
W wywiadzie dla „Tagesspiegla” Anne Applebaum mówi o podziwie Donalda Trumpa dla Władimira Putina oraz o „technologicznym autorytaryzmie” rodem z Doliny Krzemowej.
„Trump zawsze sympatyzował z przywódcami, którzy rządzą tak, jak on sam chciałby rządzić: bez kontroli, bez niezawisłych sądów, bez krytycznych mediów i bez przejrzystości. To wszystko wzbudza w nim podziw dla Putina. Przypuszczam, że podobnym podziwem darzy także Xi Jinpinga” – mówi amerykańsko-polska publicystka i historyczka Anne Applebaum w wywiadzie dla berlińskiego dziennika „Der Tagesspiegel”.
Jej zdaniem kluczowym pytaniem nie jest to, czy prezydent USA chce udziału Europejczyków w negocjacjach dotyczących zakończenia wojny w Ukrainie, lecz co dokładnie ma na myśli, mówiąc, że „chce zakończyć wojnę”. „Wojna nie skończy się przecież tylko dlatego, że Rosjanie i Ukraińcy przestaną walczyć. Zawieszenie broni zawarto już w 2014 roku” – zauważa Applebaum.
„Wojna naprawdę się skończy dopiero wtedy, gdy Rosjanie zrezygnują ze swojego głównego celu: podboju całej Ukrainy, zniszczenia jej jako narodu, zastąpienia prezydenta Zełenskiego osobą prorosyjską oraz zerwania stosunków Ukrainy z Europą i instytucjami europejskimi. Nie widzę żadnych oznak, by Rosja porzuciła te cele” – dodaje.
Kto doradza Trumpowi w sprawie Rosji?
Według publicystki nikt nie wie, kto doradza Trumpowi w kwestii Rosji, a w jego obozie nie ma obecnie nikogo, kto mówi po rosyjsku, rozumie Rosję lub potrafi mu wyjaśnić sytuację. „Ale ktoś musi mu uświadomić, jak szkodliwy jest jego obecny kurs. W rzeczywistości wspiera on rosyjską propagandę i wyrządza ogromne szkody – nie tylko Ukrainie, ale także międzynarodowej reputacji USA” – ocenia.
Applebaum mówi także o „pewnego rodzaju technologicznym autorytaryzmie” w Dolinie Krzemowej. „Są to ludzie, którzy wierzą, że można zarządzać państwem jak start-upem lub firmą venture capital: jedna osoba wydaje rozkazy, a inni muszą je wykonywać” – wyjaśnia.
„Ale rządy nie działają w ten sposób. Prawie nic, co robią ludzie (Elona) Muska, nie sprawia, że państwo staje się bardziej wydajne: losowo zwalniają urzędników państwowych, zamykają agencje federalne z dnia na dzień i rozpowszechniają wprowadzające w błąd narracje o tym, ile pieniędzy chcą zaoszczędzić. To, co Musk robi obecnie w Stanach Zjednoczonych, jest prawdopodobnie najbardziej chaotyczną i z pewnością najbardziej katastrofalną próbą reformy rządu” – ocenia.
Schemat upadku demokracji
Zdaniem publicystki przedwczesne byłoby mówienie o „końcu systemu demokratycznego” w USA, jednak pojawiają się pewne sygnały ostrzegawcze. „To, co robi Musk, wpisuje się w schemat, który znamy z innych krajów: próby infiltracji służby cywilnej, zastraszanie krytycznych mediów i przejmowanie instytucji państwowych. To dokładnie to, co robią ludzie, którzy chcą doprowadzić do upadku demokracji. Mamy jeszcze czas, by zatrzymać ten proces. Pierwszym testem będą przyszłoroczne wybory do Kongresu” – podkreśla Anne Applebaum.
Odrzuca także tezę dziennikarza, jakoby doświadczenie Polski i obozu rządzącego w Warszawie, który pozbawił władzy PiS, mogło służyć USA jako przykład odchodzenia od autokracji. „Nie, nie ma na to patentu. W każdym społeczeństwie proces ten wygląda inaczej. Ostatecznie jednak zawsze musi istnieć możliwość utworzenia szerokiej koalicji ludzi o różnych przekonaniach politycznych. Kluczową rolę mogą odegrać szkody, jakie autorytarne reżimy wyrządzają poprzez korupcję. W Stanach Zjednoczonych niektóre z polityk administracji Trumpa będą miały drastyczny wpływ na życie zwykłych obywateli. Jeśli więc uda się na tym skoncentrować, można będzie przekonać ludzi, że Trump był błędem” – ocenia Applebaum.
Jej zdaniem dodatkowym problemem w USA jest to, „jak w ogóle dotrzeć do ludzi”. „Obóz Trumpa znalazł sposób komunikacji, który omija tradycyjne media i dziennikarstwo. I to nie tylko za pośrednictwem mediów prawicowych czy lewicowych, ale także podcastów, sieci społecznościowych i organizacji kościelnych. Częścią odpowiedzi na autorytaryzm w USA – nawet bardziej niż w Polsce – będzie więc znalezienie nowych sposobów komunikacji. W Polsce było to możliwe, ponieważ wciąż istniały niezależne media. W USA będzie to o wiele trudniejsze” – uważa amerykańsko-polska publicystka.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Czy USA zdradzają sojuszników? Ukraina i Polska w obliczu chaosu

Adam Mazguła
Czy USA porzucają swoich sojuszników? Ukraina stoi przed ultimatum, Europa jest podzielona, a Polska coraz bardziej uzależniona od amerykańskiej technologii wojskowej. W obliczu globalnego chaosu światowe mocarstwa rozgrywają swoją grę, a my musimy zadbać o własne bezpieczeństwo. Co oznacza polityka Trumpa dla Ukrainy, Polski i Europy?
Ukraina otrzymała ultimatum. Albo się podda Putinowi i pozwoli się rozbroić i wymordować, albo nie dostanie wsparcia i broni, a Putin sam ją zdobędzie.
Dziś USA nie są gwarantem niczyjego bezpieczeństwa. Ich polityka lizaka, krawata, dolara i łajdaka jest gwarancją szantażu i terroru, niczym mafijne „płaćcie za ochronę, bo was oddamy Putinowi”.
Czym to się różni od bandytów, którzy nawiedzają przedsiębiorców, aby płacili haracz pod groźbą, że spalą im interes?
Donald Trump w miesiąc wywołał wojny na całym świecie. Nie tylko wycofał wsparcie dla Ukrainy, której USA i Rosja gwarantowały nienaruszalność granic. Wprowadził wojnę celną, zapowiedział aneksję Grenlandii, Kanady, Panamy, Palestyny. Zapowiedział rozwiązanie NATO, ONZ i współdziałanie z Iranem w sprawie ich programu atomowego. Wszystko to przy wsparciu Rosji za oddanie Ukrainy.
Wszystko dla pokoju na świecie i dla symbolu tego pokoju, którym staje się dla Trumpa międzynarodowy terrorysta i ludobójca — Putin.
Polskę na razie Trump ocenia dobrze, bo kupujemy od Amerykanów sprzęt i technologię. Tak stajemy się skrajnie uzależnieni od tego, czy dostaniemy następne transze zakupionego sprzętu, czy dostaniemy części zamienne i pociski do zakupionej broni, czy dostaniemy kody do użycia tego sprzętu i na jak długo. Łatwo sobie wyobrazić, że będziemy mieli czołgi, samoloty, ale na ich użycie będziemy musieli prosić Amerykanów o zgodę. Tak już zrobili z Błaszczakiem, który kupił systemy rakietowe bez kodów dostępu.
Wnioski nasuwają się same. Nie jesteśmy obecni w tej światowej rozgrywce możnych. Jesteśmy tylko krajem, przez który przechodzą linie komunikacyjne z Europy do Rosji – i tak nas widzi polityka światowa. Jesteśmy kluczem do Europy dla Rosji i Chin albo dostępem lądowym europejskich krajów do rynków Azji.
Brak jedności europejskiej, rozdyskutowani przywódcy z systemem blokującym podjęcie jakichkolwiek decyzji, bo zablokuje je jakiś mały kraj zależny od Putina, skazuje Europę na osamotnienie w obronie największego potencjału ekonomicznego i militarnego na świecie.
W tej sytuacji pozostaje nam tylko dbać o siebie.
Zacznijmy od wzmocnienia służb państwowych. Skończmy z prawem obcej agentury do korzystania z przywileju dzielenia i szczucia na Polaków. Musimy oczyścić Polskę z agitatorów Putina i jego antypolskich propagandystów skupionych w PiS, Konfederacji i Kościele katolickim. Musimy zbroić się u siebie lub blisko, bez warunków dodatkowych i podtekstów. Jednoczyć się w Europie i lokalnie. Stosować ograniczone zaufanie, nikogo nie obrażać, nikogo nie opuszczać i nie podejmować inicjatyw innych, jak tylko w trosce o bezpieczeństwo naszych obywateli i naszego otoczenia narodowego.
Trudno wtedy nie być obojętnym na sprawy globalne, ale i tak nie mamy na nie wpływu. Pilnujmy, aby w naszym otoczeniu nowe Auschwitz nie spadło na nas z nieba, bo przecież już się pojawia na horyzoncie.
Adam Mazguła
Europa się zbroi: 800 miliardów euro na bezpieczeństwo Unii

Michał Gostkiewicz
Kilka godzin po tym, jak Donald Trump wstrzymał pomoc wojskową dla Ukrainy, i dwa dni przed szczytem UE, Ursula von der Leyen ogłosiła plan remilitaryzacji Europy. Jego wartość to 800 miliardów euro.
– Jesteśmy w erze remilitaryzacji. Europa jest gotowa znacząco zwiększyć swoje wydatki obronne – zapowiedziała Ursula von der Leyen. Na dwa dni przed specjalnym szczytem UE poświęconym Ukrainie przewodnicząca Komisji Europejskiej przedstawiła pięciopunktowy plan wzmacniania zdolności obronnych oraz rozwoju europejskiego przemysłu zbrojeniowego.
Plan, nazwany „ReArm Europe” (ang. Remilitaryzacja Europy), zakłada mobilizację nawet 800 miliardów euro. Jak Komisja Europejska zamierza to osiągnąć?
„Czy Europa jest gotowa działać?”
– Nie muszę opisywać powagi zagrożeń, przed którymi stoimy, ani potencjalnych konsekwencji ich urzeczywistnienia. Pytanie nie brzmi już, czy bezpieczeństwo Europy jest realnie zagrożone ani czy powinna ona ponosić większą odpowiedzialność za własną obronność. Prawda jest taka, że odpowiedzi na te pytania znamy od dawna – powiedziała von der Leyen.
Zdaniem przewodniczącej Komisji Europejskiej kluczowe pytanie brzmi: Czy Europa jest gotowa działać tak zdecydowanie, jak wymaga tego sytuacja?
– Czy ma wolę i możliwości, by działać tak szybko i ambitnie, jak to konieczne? – podkreśliła.
„Jesteśmy w erze remilitaryzacji”
Von der Leyen dodała, że podczas ostatnich spotkań unijnych liderów – m.in. w Londynie – odpowiedź europejskich stolic była jednoznaczna: jesteśmy w erze remilitaryzacji. Europa jest gotowa na inwestycje zarówno krótkoterminowe, zapewniające wsparcie Ukrainie, jak i długofalowe, mające na celu kompleksowe bezpieczeństwo kontynentu.
W liście wysłanym do członków Rady Europejskiej przed czwartkowym szczytem von der Leyen przedstawiła plan ReArm Europe – zestaw propozycji wykorzystania dostępnych instrumentów finansowych Unii, które mają pomóc państwom członkowskim w szybkim i znacznym zwiększeniu wydatków na obronność.
Pięć filarów planu von der Leyen
1. Uwolnienie wydatków publicznych
Pierwszy punkt zakłada większą elastyczność w wydatkach obronnych państw członkowskich.
– Kraje mogą zwiększać wydatki, jeśli mają na to przestrzeń fiskalną. Dlatego zaproponujemy aktywowanie Ogólnej Klauzuli Wyjścia w Pakcie Stabilności i Wzrostu – zapowiedziała von der Leyen.
Pakt ten wprowadzono po utworzeniu strefy euro – Komisja Europejska uzyskała wtedy uprawnienia do monitorowania polityk fiskalnych państw członkowskich i egzekwowania zasad zdrowych finansów publicznych. Zastosowanie klauzuli pozwoli krajom zwiększyć wydatki na obronę bez obawy o automatyczne uruchomienie procedury nadmiernego deficytu.
– Jeśli państwa członkowskie zwiększą wydatki na obronność średnio o 1,5 proc. PKB, w ciągu czterech lat może to wygenerować dodatkowe 650 miliardów euro – wyliczyła szefowa KE.
2. Pożyczki na inwestycje obronne
Von der Leyen zaproponowała także nowy instrument finansowy – pożyczki na inwestycje obronne warte 150 miliardów euro. Mają one służyć głównie wspólnym zamówieniom na sprzęt wojskowy, m.in. systemy obrony przeciwlotniczej, artylerię, rakiety, amunicję, drony oraz technologie cyberobrony.
– Dzięki temu państwa członkowskie będą mogły znacząco zwiększyć pomoc dla Ukrainy. Wspólne zamówienia obniżą koszty, zwiększą interoperacyjność i wzmocnią europejski przemysł obronny – wyjaśniła przewodnicząca KE.
3. Wykorzystanie unijnego budżetu
Von der Leyen podkreśliła, że UE może wykorzystać swój budżet na wsparcie inwestycji obronnych, zwłaszcza w perspektywie krótkoterminowej.
4. Mobilizacja kapitału prywatnego
W ramach planu ReArm Europe przewidziano także mobilizację kapitału prywatnego, m.in. przez Europejski Bank Inwestycyjny.
5. Dalsza współpraca z NATO
Von der Leyen zapowiedziała współpracę z partnerami w NATO, choć nie wspomniała bezpośrednio o Stanach Zjednoczonych.
USA wycofują wsparcie, UE chce je zwiększyć
Na konferencji prasowej nie przewidziano pytań od mediów – organizatorzy zapowiedzieli jedynie, że będzie to możliwe w późniejszym terminie.
Poranna konferencja von der Leyen odbyła się zaledwie kilka godzin po tym, jak Donald Trump wstrzymał całą pomoc wojskową USA dla Ukrainy. Decyzja ta obejmuje także sprzęt zatwierdzony jeszcze przez administrację poprzedniego prezydenta Joego Bidena. Amerykanie zablokują nawet transporty, które są już w drodze.
W czwartek na szczycie Rady Europejskiej unijna „27-ka” będzie debatować nad pomocą dla Ukrainy w cieniu decyzji Trumpa. Węgry i Słowacja, sprzeciwiające się większości w sprawie wsparcia Kijowa, mogą próbować zablokować konkluzje szczytu.
Plan von der Leyen wyznacza Unii Europejskiej pewną mapę drogową w kwestii bezpieczeństwa. Czy okaże się wystarczający? To wkrótce się okaże.
DF, thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Nord Stream 2: Czy USA planują jego reaktywację? Niemcy alarmują o zagrożeniu

Anna Widzyk
„Z różnych źródeł słyszałem o takich katastrofalnych zamierzeniach” – powiedział polityk niemieckiej chadecji Roderich Kiesewetter w rozmowie z berlińską gazetą „Der Tagesspiegel”, komentując medialne doniesienia o rozmowach na temat uruchomienia gazociągu Nord Stream 2.
Według brytyjskiego dziennika „Financial Times” były prezes spółki Nord Stream 2 AG, Matthias Warnig, prowadzi negocjacje z kilkoma amerykańskimi inwestorami. Wiedzą o tym czołowi przedstawiciele administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Według „FT” konsorcjum pod amerykańskim kierownictwem opracowało pierwsze kluczowe punkty możliwego porozumienia z rosyjskim koncernem energetycznym Gazprom, właścicielem gazociągu. Działania te mają być podejmowane w kontekście rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie.
Według Rodericha Kiesewettera przypuszcza się, że projekt ten jest związany z amerykańskim inwestorem Stephenem Lynchem i że administracja Trumpa traktuje go jako narzędzie negocjacyjne w rozmowach pokojowych z Rosją. Przynajmniej tak jest to przedstawiane – twierdzi Kiesewetter – jednak „dla pokoju jest to całkowicie kontrproduktywne”.
Zdaniem wpływowego polityka CDU to „sygnał ostrzegawczy, że dawne kanały prowadzące do terrorystycznego reżimu w Moskwie nigdy nie zostały przerwane, a powiązania z Moskwą w zaangażowanych krajach nadal istnieją i wyraźnie się nasilają”.
„Znak, że USA stają po stronie agresora”
Także w Niemczech pojawiają się apele ze środowisk przyjaznych Kremlowi o naprawę Nord Stream i wznowienie stosunków gospodarczych z Rosją – powiedział Kiesewetter, cytowany przez „Tagesspiegel”.
Podobne głosy pojawiają się w Bundestagu – są tam posłowie, którzy opowiadają się za zniesieniem sankcji wobec Rosji. Kiesewetter podkreśla, że „Nord Stream zawsze był geopolitycznym narzędziem presji Kremla i jest postrzegany w krajach Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej, a zwłaszcza w Ukrainie, jako grzech pierworodny – sposób Moskwy na uzależnienie Europy, zwłaszcza Niemiec, i wywieranie na nie wpływu”.
Jego zdaniem reaktywacja gazociągu nigdy nie powinna być elementem porozumienia pokojowego, ponieważ nie ułatwi negocjacji, a wręcz przeciwnie – może je utrudnić. „To znak, że USA opowiadają się po stronie agresora, najwyraźniej przedkładając interesy gospodarcze nad prawo międzynarodowe i zobowiązania sojusznicze” – ocenił polityk CDU.
Rząd w Berlinie stanowczo przeciw
Dziennik gospodarczy „Handelsblatt” wskazuje, że niemiecki rząd stanowczo odrzuca możliwość wznowienia dostaw rosyjskiego gazu gazociągiem Nord Stream. „Niezależność od rosyjskiego gazu ma strategiczne znaczenie dla niemieckiego rządu z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa i pozostaje on na tym stanowisku” – powiedziała rzeczniczka niemieckiego Ministerstwa Gospodarki, cytowana przez „Handelsblatt”. Dodała, że nie ma żadnych rozmów na ten temat, nawet z Rosją. „To nie podlega dyskusji” – oświadczyła.
Rzeczniczka podkreśliła, że gazociąg Nord Stream 2, o którym mówią spekulacje, „nie jest certyfikowany” i jego uruchomienie nie jest dozwolone z prawnego punktu widzenia.
Według niemieckiej gazety także przyszły rząd Niemiec, kierowany przez chadeka Friedricha Merza, nie zmieni stanowiska w sprawie Nord Stream. „Infrastruktura energetyczna na Morzu Bałtyckim ma znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego krajów nadbałtyckich. Dlatego nie może ona ponownie wpaść w rosyjskie ręce” – powiedział gazecie „Handelsblatt” Juergen Hardt z CDU, partyjny ekspert ds. polityki zagranicznej. W jego ocenie naprawa uszkodzonego w wyniku wybuchu gazociągu nie wchodzi w rachubę. „To tylko napełniłoby kasę wojenną Putina” – dodał.
Europie znów grozi podział
„Handelsblatt” zauważa, że gdyby rząd USA faktycznie chciał uruchomić Nord Stream 2, byłoby to sprzeczne z wcześniejszym stanowiskiem Amerykanów. „Trump ostro krytykował projekt podczas swojej pierwszej kadencji. Oskarżył Niemców o uzależnienie się od dostaw rosyjskiego gazu” – przypomina dziennik. Jednocześnie zauważa, że wiele wskazuje na zwrot w amerykańskiej polityce zagranicznej i dążenie do zbliżenia z Rosją.
„Już w 2024 roku amerykańskie media donosiły, że przedsiębiorca Stephen Lynch był zainteresowany zakupem Nord Stream 2. Jest on w kontakcie z rządem USA i złożył wniosek o zezwolenie na zakup gazociągu. Takie zezwolenie jest konieczne, ponieważ rząd USA nałożył surowe sankcje na Nord Stream 2. Lynch, który ma dobre relacje z administracją Trumpa i doświadczenie w biznesie z Rosją, argumentuje, że Stany Zjednoczone miałyby przewagę w negocjacjach pokojowych z Rosjanami, gdyby gazociąg miał amerykańskiego właściciela” – czytamy w „Handelsblatt”.
Z kolei „Sueddeutsche Zeitung” ocenia, że ewentualny zakup Nord Stream 2 przez amerykańskiego inwestora wywołałby ogromną presję na niemiecki rząd, by zgodził się na jego uruchomienie. „W Białym Domu jest prezydent, który chce robić interesy, a na Kremlu podżegacz wojenny. W Niemczech partie takie jak AfD i BSW od dawna wzywają do ponownego uruchomienia rurociągów. Może na tym skorzystać zwłaszcza niemiecki przemysł. Ceny gazu wciąż nie są na poziomie sprzed wojny, gdy pochodził on z Rosji. Z drugiej strony partnerzy tacy jak Polska, Ukraina czy kraje bałtyckie nie będą zadowoleni, jeśli Niemcy ponownie staną się hubem dla rosyjskiego gazu. Po raz kolejny gazociąg może podzielić Europę. Ta mieszanka jest toksyczna” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
DF, thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Trump o Zełenskim: Ten gość nie chce pokoju, nie będziemy tego tolerować
Prezydent USA Donald Trump po raz kolejny skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, zarzucając mu brak dążenia do zakończenia wojny. W poniedziałek, 3 marca 2025 roku, w swoim wpisie na Truth Social Trump stwierdził: „To najgorsze oświadczenie, jakie mógł złożyć Zełenski, a Ameryka nie będzie tego tolerować zbyt długo! To właśnie mówiłem, ten facet nie chce pokoju, dopóki ma poparcie Ameryki”. Słowa te padły w kontekście rosnących napięć między przywódcami USA i Ukrainy.
W swoim wpisie na Truth Social Trump odniósł się do słów ukraińskiego przywódcy, który po spotkaniu z europejskimi liderami w Londynie powiedział, że zakończenie wojny jest „bardzo, bardzo daleko”.
Czy relacje USA-Ukraina ulegną zmianie?
Komentarz Trumpa pojawił się w trakcie toczącego się sporu dyplomatycznego, który nasilił się po ich ostatnim spotkaniu w Białym Domu pod koniec lutego. Według doniesień medialnych rozmowa między przywódcami była napięta, a Trump miał zarzucić Zełenskiemu brak szacunku i chęci do kompromisu.
Prezydent USA sugeruje, że Ukraina celowo unika negocjacji pokojowych, opierając się na wsparciu Stanów Zjednoczonych. Trump odniósł się również do roli Europy, twierdząc, że podczas rozmów z Zełenskim europejscy liderzy „stanowczo stwierdzili, że nie są w stanie wykonać tej roboty bez USA”. Według niego stanowi to dowód na ograniczone możliwości Europy w samodzielnym wspieraniu Ukrainy w konflikcie z Rosją.
Czy USA wstrzyma pomoc wojskową dla Ukrainy?
W ostatnich dniach media informowały, że administracja Trumpa rozważa ograniczenie lub całkowite wstrzymanie pomocy wojskowej dla Ukrainy. „Wall Street Journal” donosi, że Stany Zjednoczone mogą wstrzymać dostawy broni i amunicji. Z kolei „New York Post” informuje, że w wyniku napiętych relacji z Ukrainą odwołano ceremonię podpisania umowy o współpracy gospodarczej. W kuluarach spekuluje się, że Trump może zmienić kierunek polityki zagranicznej USA, koncentrując się na relacjach z krajami Ameryki Łacińskiej.
Niepewność wokół przyszłości wsparcia USA dla Ukrainy budzi obawy wśród analityków i polityków. Eksperci wskazują, że wstrzymanie dostaw sprzętu wojskowego może osłabić zdolności obronne Ukrainy i wpłynąć na dalszy przebieg konfliktu. Z drugiej strony Trump wielokrotnie podkreślał konieczność ograniczenia amerykańskiego zaangażowania w europejskie konflikty i nacisk na większy udział państw UE w pomocy dla Kijowa.
Przyszłość stosunków USA-Ukraina
Mimo rosnących napięć Zełenski wyraża nadzieję na dalsze wsparcie ze strony Waszyngtonu, podkreślając strategiczne znaczenie relacji amerykańsko-ukraińskich. Jak zaznaczył, współpraca z USA to „coś więcej niż okazjonalna relacja”.
Nie jest jednak jasne, jak potoczy się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w nadchodzących miesiącach. Decyzje dotyczące dalszego wsparcia Ukrainy zależą nie tylko od administracji Trumpa, ale także od Kongresu.
DF, thefad.pl / Źródło: Wall Street Journal, New York Post, Truth Social
Wałęsa do Trumpa: „Wdzięczność ukraińskim żołnierzom, nie USA”
Lech Wałęsa, wraz z grupą byłych więźniów politycznych i działaczy „Solidarności”, opublikował 3 marca 2025 roku otwarty list do prezydenta USA, Donalda Trumpa. W emocjonalnym apelu, podpisanym m.in. przez Bogdana Borusewicza, Władysława Frasyniuka, Adama Michnika i Zbigniewa Bujaka, sygnatariusze krytykują Trumpa za jego postawę wobec Ukrainy i prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, wyrażoną podczas niedawnej rozmowy w Gabinecie Owalnym.
Autorzy listu wyrażają „przerażenie i niesmak” wobec oczekiwań Trumpa, że Ukraina powinna okazywać wdzięczność za amerykańską pomoc militarną w wojnie z Rosją. Podkreślają, że prawdziwa wdzięczność należy się ukraińskim żołnierzom, którzy od ponad 11 lat przelewają krew w obronie wolności i wartości demokratycznych. „Życie ludzkie jest bezcenne, nie da się zmierzyć jego wartości pieniędzmi” – piszą, nawiązując do własnych doświadczeń z czasów walki z komunistycznym reżimem.
Sygnatariusze porównują atmosferę rozmowy Trumpa z Zełenskim do metod stosowanych przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w czasach PRL. Zarzucają prezydentowi USA traktowanie ukraińskiego przywódcy w sposób przypominający praktyki dawnych władz reżimowych. Przywołują również historyczne przykłady, takie jak decyzje prezydentów Woodrowa Wilsona, Franklina D. Roosevelta i Ronalda Reagana, który nazwał ZSRR „Imperium Zła” i odegrał kluczową rolę w jego upadku. Zdaniem autorów, obecna polityka Stanów Zjednoczonych powinna równie stanowczo wspierać Ukrainę, zwłaszcza w kontekście zobowiązań wynikających z memorandum budapeszteńskiego z 1994 roku, gwarantującego nienaruszalność jej granic.
List kończy się apelem o zmianę podejścia USA do pomocy Ukrainie – nie jako transakcji gospodarczej, lecz moralnego obowiązku wobec narodu walczącego o wolność. Podpisany przez kilkudziesięciu byłych działaczy opozycji demokratycznej i czołowych działaczy „Solidarności”, dokument wywołał szeroką debatę w mediach społecznościowych, podkreślając aktualność doświadczeń polskiej walki o niepodległość.
Poniżej publikujemy pełną treść listu sygnatariuszy do Donalda Trumpa:
Lech Wałęsa: Taki tekst podpisaliśmy:
Szanowny Panie Prezydencie,
Relację z Pańskiej rozmowy z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim oglądaliśmy z przerażeniem i niesmakiem. Pańskie oczekiwania co do okazywania szacunku i wdzięczności za pomoc materialną udzieloną przez Stany Zjednoczone walczącej z Rosją Ukrainie uważamy za obraźliwe. Wdzięczność należy się bohaterskim żołnierzom ukraińskim, którzy przelewają krew w obronie wartości wolnego świata. To oni od ponad 11 lat, giną na froncie w imię tych wartości i niepodległości swojej Ojczyzny zaatakowanej przez putinowską Rosję.
Nie rozumiemy jak przywódca państwa, które jest symbolem wolnego świata, może tego nie widzieć.
Nasze przerażenie wywołało także to, że atmosfera w Gabinecie Owalnym podczas tej rozmowy przypominała nam tę, którą dobrze pamiętamy z przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa i z sal rozpraw w komunistycznych sądach. Prokuratorzy i sędziowie na zlecenie wszechwładnej komunistycznej policji politycznej też nam tłumaczyli, że to oni mają w ręku wszystkie karty, a my żadnych. Domagali się od nas zaprzestania działalności, argumentując, że z naszego powodu cierpią tysiące niewinnych ludzi. Pozbawili nas wolności i praw obywatelskich, ponieważ nie godziliśmy się na współpracę z władzą i nie okazywaliśmy jej wdzięczności. Jesteśmy zszokowani, że podobnie potraktował Pan Prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego.
Historia XX wieku pokazuje, że za każdym razem, gdy Stany Zjednoczone chciały zachować dystans wobec demokratycznych wartości i swoich europejskich sojuszników, kończyło się to zagrożeniem dla nich samych. Zrozumiał to Prezydent Woodrow Wilson, który zdecydował o przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do I Wojny Światowej w 1917 roku. Zrozumiał to Prezydent Franklin Delano Roosvelt, decydując po ataku na Perl Harbour w grudniu 1941 roku, że wojna w obronie Ameryki toczyć się będzie nie tylko na Pacyfiku, ale także w Europie, w sojuszu z zaatakowanymi przez III Rzeszę państwami.
Pamiętamy, że bez Prezydenta Ronalda Reagana i amerykańskiego zaangażowania finansowego nie udałoby się doprowadzić do rozpadu imperium Związku Radzieckiego. Prezydent Reagan miał świadomość, że w sowieckiej Rosji i krajach przez nią podbitych cierpią miliony zniewolonych ludzi, w tym tysiące więźniów politycznych, którzy za swoje poświęcenie, w obronie demokratycznych wartości, płacili wolnością. Jego wielkość polegała m.in. na tym, że bez wahania nazwał ZSRR mianem „Imperium Zła” i wydał mu zdecydowaną walkę. Zwyciężyliśmy, a pomnik Prezydenta Ronalda Reagana stoi dziś w Warszawie vis a vis ambasady USA.
Panie Prezydencie, pomoc materialna – wojskowa i finansowa – nie może być ekwiwalentem za krew przelaną w imię niepodległości i wolności Ukrainy, Europy, a także całego wolnego świata. Życie ludzkie jest bezcenne, nie da się zmierzyć jego wartości pieniędzmi. Wdzięczność należy się tym, którzy ponoszą ofiarę krwi i wolności. Dla nas, ludzi „Solidarności”, byłych więźniów politycznych komunistycznego reżimu służącemu sowieckiej Rosji jest to oczywiste.
Apelujemy o wywiązanie się Stanów Zjednoczonych z gwarancji, jakich udzieliły wraz z Wielką Brytanią w memorandum budapeszteńskim w 1994 roku, w którym zapisano wprost zobowiązanie do obrony nienaruszalności granic Ukrainy w zamian za oddanie przez nią swoich zasobów broni nuklearnej. Te gwarancje są bezwarunkowe: nie ma tam ani słowa o traktowaniu takiej pomocy jako wymiany gospodarczej.
Lech Wałęsa, b. więzień polityczny, przywódca Solidarności, prezydent III RP
Marek Beylin, b. więzień polityczny, redaktor wydawnictw niezależnych
Seweryn Blumsztajn, b. więzień polityczny, członek Komitetu Obrony Robotników
Teresa Bogucka, b. więzień polityczny, działaczka opozycji demokratycznej i Solidarności
Grzegorz Boguta, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej, niezależny wydawca
Marek Borowik, b. więzień polityczny, niezależny wydawca
Bogdan Borusewicz, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Gdańsku
Zbigniew Bujak, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Warszawie
Władysław Frasyniuk, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności we Wrocławiu
Andrzej Gincburg, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Ryszard Grabarczyk, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Aleksander Janiszewski, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Piotr Kapczyński, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Marek Kossakowski, b. więzień polityczny, publicysta niezależny
Krzysztof Król, b. więzień polityczny, działacz niepodległościowy
Jarosław Kurski, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Barbara Labuda, b. więzień polityczny, działaczka podziemnej Solidarności
Bogdan Lis, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Gdańsku
Henryk Majewski, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Adam Michnik, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej, redaktor wydawnictw niezależnych
Sławomir Najnigier, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Piotr Niemczyk, b. więzień polityczny, dziennikarz i drukarz podziemnych wydawnictw,
Stefan Konstanty Niesiołowski, b. więzień polityczny, działacz niepodległościowy
Edward Nowak, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Wojciech Onyszkiewicz, b. więzień polityczny, członek Komitetu Obrony Robotników, działacz Solidarności
Antoni Pawlak, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej i podziemnej Solidarności
Sylwia Poleska-Peryt, b. więzień polityczny, działaczka opozycji demokratycznej
Krzysztof Pusz, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Ryszard Pusz, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności,
Jacek Rakowiecki, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Andrzej Seweryn, b. więzień polityczny, aktor, dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie
Witold Sielewicz, b. więzień polityczny, drukarz niezależnych wydawnictw
Henryk Sikora, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Krzysztof Siemieński, b. więzień polityczny, dziennikarz i drukarz wydawnictw podziemnych
Grażyna Staniszewska, b. więzień polityczny, przywódczyni Solidarności regionu Beskidów
Jerzy Stępień, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Joanna Szczęsna, b. więzień polityczny, redaktorka podziemnej prasy Solidarności
Ludwik Turko, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Mateusz Wierzbicki, b. więzień polityczny, drukarz i publicysta wydawnictw niezależnych
DF, thefad.pl / Źródło: Lech Wałęsa: facebook.com/lechwalesa
Mowa ciała podczas spotkania Trump-Zełenski: Eksperci i media analizują starcie w Białym Domu
28 lutego 2025 roku w Białym Domu doszło do jednego z najbardziej napiętych spotkań dyplomatycznych ostatnich lat. Prezydenci Wołodymyr Zełenski i Donald Trump starli się w Gabinecie Owalnym – na oczach całego świata. To, co miało być rutynową wizytą w obecności mediów, szybko przerodziło się w ostry spór, transmitowany na żywo na ekranach telewizorów. Eksperci od mowy ciała, w tym renomowana analityczka Judi James, oraz światowe media przeanalizowali to starcie, zwracając uwagę na gesty, postawy i dynamikę między przywódcami. Przyglądamy się, co o mowie ciała Trumpa, Zełenskiego i wiceprezydenta J.D. Vance’a piszą światowe źródła, opierając się m.in. na publikacji Daily Mail „Body language expert on 'alpha male’ Trump’s 'arousal’ in White House smackdown of Zelensky… with help from J.D. Vance”.
Trump jako „alfa” w stanie „agresywnego pobudzenia”
Judi James, ekspertka od mowy ciała, w rozmowie z Daily Mail opisała Donalda Trumpa jako „alfa malca” (alpha male), który znalazł się w stanie „agresywnego pobudzenia” (aggressive arousal). Jej analiza koncentruje się na tym, jak Trump dążył do zdominowania sytuacji. Wskazała na jego gesty, takie jak podniesiony palec wskazujący – symbol autorytetu. Zwykle skuteczny w narzucaniu posłuszeństwa, tym razem nie powstrzymał eskalacji sporu. Obaj przywódcy podnosili głosy, przerywając sobie nawzajem.
Trump przez chwilę obserwował wymianę zdań między Zełenskim a Vance’em, zanim sam postanowił wkroczyć do „ringu”. Według James, taka strategia podkreśla jego dominującą rolę – pozwalając innym eskalować napięcie, by ostatecznie sam mógł rozstrzygnąć konflikt. „Trump zaryzykował wiele, angażując się bezpośrednio” – dodała. Jego twarz poczerwieniała, brwi zmarszczyły się w niedowierzaniu, gdy krzyczał, że Zełenski igra z trzecią wojną światową. Oskarżając go o brak szacunku, Trump pokazał mikrogrymas gniewu (micro-sneer of anger), co uwypukliło jego emocje.
Rola J.D. Vance’a: „Skrzydłowy” i prowokator
Wiceprezydent J.D. Vance odegrał istotną rolę w tym starciu. Judi James porównała go do „ziarna piasku, które drażni ostrygę, by powstała perła” (the grain of sand that irritates the oyster to produce the pearl). W kontekście zachowań zwierzęcych „skrzydłowy” – jak zauważyła – angażuje się w potyczki. „Alfa” zaś pozostaje nietykalny i nie może przegrać. Vance sprowokował Zełenskiego, co wywołało u niego „całkowite odcięcie” (total disengagement). Ukraiński prezydent emanował jednak „niespożytą energią” (relentless energy). Po starciu Vance poklepał Trumpa po ramieniu, jakby chciał potwierdzić jego zwycięstwo.
Zełenski: Defensywa i wytrwałość
Wołodymyr Zełenski nie pozostał bierny, mimo ostrej wymiany zdań. James zwróciła uwagę na jego wytrwałość. Pokazywał zdjęcia zniszczeń na Ukrainie i podkreślał wdzięczność wobec Amerykanów. Jego postawa była jednak defensywna – siedział zgarbiony, z rękami splecionymi, co zmniejszało jego sylwetkę. Użytkownicy X zauważyli to w swoich analizach mowy ciała. Tuż obok Zełenskiego siedziała ambasador Ukrainy w USA, Oksana Markarowa, która w kulminacyjnym momencie zakryła twarz dłońmi – gest, który media uznały za wyraz bezradności lub zażenowania.
Po spotkaniu Zełenski unikał przeprosin w rozmowie z Fox News. „Nie jestem pewien, czy zrobiliśmy coś złego” – powiedział Bretowi Baierowi. Dodał, że jest wdzięczny Amerykanom i Trumpowi za wsparcie od początku wojny. „Musimy być szczerzy i bezpośredni” – podkreślił, wskazując na potrzebę dialogu mimo różnic.
Końcowe gesty: Trump puszcza oko, Zełenski pokazuje kciuk
Mimo burzliwej wymiany zdań obaj przywódcy starali się wyjść ze starcia z twarzą. Trump puszczający oko i Zełenski pokazujący kciuk w górę były symbolicznymi gestami – sygnałem, że mimo napięcia politycznego wciąż są w grze. James zauważyła, że przypominało to teatralne zejście ze sceny. Trump, były gwiazdor TV, mrugnął do publiczności. Zełenski, również z telewizyjnym doświadczeniem, pokazał kciuk w górę.
Reakcje światowych mediów
Światowe media szeroko komentowały to wydarzenie. The Express Tribune podkreśliło „dominującą obecność Trumpa” i jego agresywną postawę. Mirror Online wskazało, że Vance stał się „wyzwalaczem” (triggered), prowokując Trumpa do działania. BBC uznało spotkanie za „bezprecedensowe” – rzadko takie spory są publiczne w Gabinecie Owalnym. The New York Times skupiło się na Vance’ie, który „nie chce być zepchnięty na bok” w administracji Trumpa.
DF, thefad.pl / Źródło: Daily Mail






