Kim jest Jacek Hoga: Ojciec 11 dzieci i kontrowersyjny doradca Mentzena?
„Chłop pańszczyźniany miał więcej wolności niż obywatel RP” – tak Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma, opisuje ograniczenia w dostępie do broni w Polsce. Jako „główny doradca w zakresie wojskowości” Sławomira Mentzena, kandydata Konfederacji na prezydenta w wyborach 2025 roku, Hoga wzbudza gorące emocje. Jego radykalne poglądy na broń, role kobiet i geopolitykę dzielą opinię publiczną. Kim jest ten ojciec jedenastu dzieci, który może wpłynąć na politykę obronną Polski? Jak jego kontrowersyjne opinie odbierają liderzy Konfederacji?
Fundacja Ad Arma i prawo do broni
Jacek Hoga założył Fundację Ad Arma w 2015 roku, której celem jest liberalizacja prawa do posiadania broni. Jak czytamy na stronie fundacji, jej misją jest „przywrócenie wolności Polakom w kluczowej dziedzinie – obrony życia”. Hoga uważa, że prawo do broni jest nieodłącznym elementem prawa do życia, a obecne regulacje to relikt PRL. Jak donosi portal OKO.press, fundacja współpracuje ze środowiskami skrajnie prawicowymi, w tym Ruchem Narodowym, Partią Republikańską i partiami Janusza Korwin-Mikkego.
W rozmowie z Radiem Maryja Hoga stwierdził, że „nawet rząd Federacji Rosyjskiej bardziej ufa swoim obywatelom” w kwestii broni niż polskie władze. Fundacja Ad Arma przygotowała w 2022 roku projekt nowelizacji ustawy o broni dla Partii Republikańskiej, zakładający znaczące złagodzenie przepisów. W wywiadzie dla „Do Rzeczy” w 2019 roku Hoga argumentował, że „prawo do broni wynika z prawa do życia”, a większa liczba broni w rękach obywateli zmniejsza przestępczość.
Poglądy społeczne: konserwatyzm i kontrowersje
"To robienie z pań babochłopów. Nie wiem, jak w ten sposób potem ta kobieta ma być gotowa na to, żeby mieć piątkę, szóstkę dzieci".
— tvn24 (@tvn24) April 14, 2025
Kandydat na prezydenta z Konfederacji Sławomir Mentzen ogłosił, że Jacek Hoga jest jego "głównym doradcą do spraw wojskowości". Postanowiliśmy więc… pic.twitter.com/8FoOw3noMF
Hoga, ojciec jedenastu dzieci, promuje wielodzietność jako patriotyczny obowiązek. W książce „Dzieci i broń” (2019), do której wstęp napisał Mentzen, łączy ideę licznego potomstwa z powszechnym dostępem do broni. Jak podaje naTemat.pl, Mentzen we wstępie napisał, że poglądy Hogi są „absolutnie nieakceptowalne we współczesnym świecie”, ale chwalił go jako przyjaciela.
Jego podejście do roli kobiet budzi kontrowersje. Według TVN24, Hoga stwierdził, że „wprowadzanie kobiet na rynek pracy urąga ich kobiecości”. W nagraniu na YouTube, cytowanym przez naTemat.pl, powiedział, że „pierwsze pół godziny po powrocie męża z pracy do domu jest święte”, sugerując, że kobieta nie powinna wtedy angażować męża w sprawy domowe. Na X napisał, że „lenistwo i tchórzostwo kobiet doprowadziło do zapaści demograficznej”. W innym nagraniu, cytowanym przez naTemat.pl, stwierdził, że sport kobiet „odbiera delikatność”.
Problemem Polski nie są feministki, a panie "konserwatywne". Zapomniały, że główną rolą kobiet jest macierzyństwo. Nikt ich w tym nie zastąpi.
— Jacek Hoga (@HogaJacek) December 27, 2024
Ich lenistwo i tchórzostwo doprowadziło do zapaści demograficznej i wymierania narodu.
Proszę sobie wyobrazić jak by wyglądała Polska,…
Jego podejście do wychowania dzieci również wywołuje oburzenie. Jak donosi naTemat.pl, Hoga opowiedział anegdotę o uczniu, który został pobity przez rodziców, a on, jako nauczyciel, „pomógł im, żeby nikt się nie czepiał”. Historia, przedstawiona w żartobliwym tonie, spotkała się z krytyką. Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek skomentował: „Niech Bóg nas broni przed takim kandydatem i takim szefem BBN-u”.
Jacek Hoga, doradca Mentzena, dzieli się anegdotą z czasów, gdy był wychowawcą klasy.
— Koroluk (@KorolukM) April 10, 2025
Rodzice zlali swoje dziecko, "ślady były", ale wg Hogi "kara była adekwatna", więc nigdzie tego nie zgłosił i pomógł rodzicom uniknąć kary.pic.twitter.com/fwgSjSwshV
Poglądy na obronność i geopolitykę
Hoga krytykuje NATO, wskazując na kryzys przemysłowy i kulturowy. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, w programie Polonia Christiana w 2023 roku stwierdził, że „armie NATO są cieniem samego siebie”. Według OKO.press, w 2022 roku napisał na X, że sojusz Polski, Ukrainy i Wielkiej Brytanii to „unik NATO” przed pomocą Polsce w razie konfliktu.
Jego wypowiedzi o Rosji są kontrowersyjne. Jak podaje OKO.press, w 2021 roku powiedział, że „brak opcji rosyjskiej w Polsce to wielka tragedia”, choć zaznaczył, że nie popiera żadnej zagranicznej opcji. Chwalił Turcję jako wzór dla Polski. W nagraniu na X z marca 2025 roku zaproponował pilotażowy program obowiązkowej służby wojskowej, krytykując obecne wojsko jako „pseudozawodowe”. Sprzeciwia się armii europejskiej, twierdząc, że byłaby „maszyną wynaradawiania Polaków”.
Kim jest Jacek Hoga?
Hoga był związany z Grzegorzem Braunem, Ruchem Narodowym i organizacjami monarchistycznymi. Startował w wyborach z list Ligi Polskich Rodzin i partii Korwin-Mikkego. W mediach katolickich przedstawiał się jako strzelec sportowy, trener szermierki historycznej i myśliwy. Obecnie bywa określany jako historyk wojskowości, choć OKO.press podaje, że wojskowi kojarzą go tylko z Fundacji Ad Arma.
Mentzen w Kanale Zero chwalił Hogę, mówiąc: „To mój przyjaciel, ceniony przez wielu generałów”. Krzysztof Bosak, lider Konfederacji, w poście na X bronił Hogi jako „kompetentnego działacza na rzecz prawa do broni”, ale dystansował się od jego poglądów społecznych, pisząc: „Nie popieramy wszystkich jego opinii, ale cenimy jego zaangażowanie”. OKO.press wskazuje jednak, że wojskowi nie kojarzą Hogi z armią.
Reakcje i kontrowersje
Wypowiedzi Hogi spotkały się z szeroką krytyką. Portale OKO.press, „Gazeta Wyborcza” oraz TVN24 podkreślają jego radykalne poglądy i brak doświadczenia w profesjonalnej armii. Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek wyraził obawy przed Hogą jako potencjalnym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Z drugiej strony, Hoga cieszy się poparciem części prawicowych środowisk. Jego aktywność na platformie
X, gdzie obserwuje go ponad osiem tysięcy osób, obejmuje komentarze na tematy od edukacji po politykę.
Doradca o radykalnych poglądach
Jacek Hoga to postać łącząca ultrakonserwatyzm społeczny, libertariańskie podejście do posiadania broni i kontrowersyjne opinie geopolityczne. Jako doradca Sławomira Mentzena budzi zarówno zainteresowanie, jak i niepokój. Jego wizja Polski jako kraju z powszechnym dostępem do broni, tradycyjnym modelem rodziny i większą niezależnością międzynarodową jest spójna z ideologią Konfederacji, ale daleka od głównego nurtu debaty publicznej. Czy Hoga, z jego radykalnymi poglądami i brakiem doświadczenia w armii, byłby odpowiednim kandydatem na szefa BBN? To pytanie, które pozostaje otwarte, ale jego wypowiedzi i działalność Fundacji Ad Arma z pewnością będą przedmiotem debaty w trakcie kampanii wyborczej.
DF, thefad.pl / Źródła: TVN24, naTemat, OKO.press, Gazeta Wyborcza, Radio Maryja, DoRzeczy, X, Kanał Zero
Grzegorz Braun w szpitalu w Oleśnicy. Jest śledztwo ws. pozbawienia wolności lekarki. Co grozi posłowi?
Europoseł Grzegorz Braun wywołał chaos w szpitalu w Oleśnicy, próbując zatrzymać ginekolożkę Gizelę Jagielską. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie pozbawienia wolności, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia. Jakie konsekwencje mogą czekać kandydata na prezydenta?
Interwencja Brauna w szpitalu w Oleśnicy
W środę 16 kwietnia 2025 roku europoseł Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta z ramienia Konfederacji Korony Polskiej, pojawił się w szpitalu w Oleśnicy. Towarzyszyło mu około 30 osób. Na miejscu próbował przeprowadzić tzw. obywatelskie zatrzymanie ginekolożki Gizeli Jagielskiej. Jak relacjonowała lekarka w rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP), Braun zablokował jej wyjście z działu administracyjnego. Przez ponad godzinę uniemożliwiał jej wykonywanie obowiązków zawodowych.
– Obrażał mnie, kierował groźby, a gdy chciałam odejść, byłam popychana i szarpana – powiedziała Jagielska, oceniając, że incydent był częścią kampanii wyborczej Brauna, realizowaną kosztem pacjentek.
Nagrania opublikowane w mediach lokalnych pokazują Brauna modlącego się i rozmawiającego z policjantami. – Dokonuję obywatelskiego zatrzymania, by pani Jagielska nie miała kontaktu z pacjentami – mówił, twierdząc, że działa „dla Rzeczypospolitej”.
Kontekst: legalna aborcja a medialna burza
Szpital w Oleśnicy stał się przedmiotem ogólnopolskiej debaty po legalnym przerwaniu ciąży w 36. tygodniu u pacjentki z Łodzi. Zabieg wykonano z powodu zagrożenia zdrowia kobiety. Procedura obejmowała indukcję asystolii płodu i została – jak podkreślają lekarze i działacze organizacji Legalna Aborcja – przeprowadzona zgodnie z obowiązującą ustawą.
Gizela Jagielska przyznała, że incydent z Braunem może mieć związek z tą sprawą. Zwróciła jednak uwagę, że legalne zabiegi tego typu są w Polsce codziennością. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników podkreśla, że po 24. tygodniu ciąży nie wykonuje się już aborcji. W przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety przeprowadza się poród.
Śledztwo ws. pozbawienia wolności lekarki
W czwartek 17 kwietnia Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy wszczęła śledztwo w sprawie wydarzeń z udziałem Grzegorza Brauna. Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, prok. Karolina Stocka-Mycek poinformowała, że śledztwo obejmuje m.in. pozbawienie wolności lekarki poprzez uniemożliwienie jej opuszczenia gabinetu i wykonywania obowiązków. Dochodzenie dotyczy także naruszenia jej nietykalności cielesnej, znieważenia oraz pomówień, które mogły podważyć zaufanie niezbędne w zawodzie lekarza.
Prokuratura bada również, czy incydent naraził pacjentki oddziału ginekologiczno-położniczego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Policja zabezpieczała teren szpitala, aby uniknąć eskalacji konfliktu.
Możliwe zarzuty i sankcje wobec europosła
Działania, których miał dopuścić się Grzegorz Braun, mogą mieć poważne konsekwencje prawne. Uniemożliwienie lekarce opuszczenia gabinetu i wykonywania obowiązków zawodowych może zostać zakwalifikowane jako pozbawienie wolności. Za taki czyn Kodeks karny przewiduje karę od trzech miesięcy do nawet siedmiu lat więzienia. Popychanie i szarpanie lekarki może zostać uznane za naruszenie nietykalności cielesnej. W takim przypadku grozi grzywna, ograniczenie wolności lub kara do roku pozbawienia wolności. Z kolei znieważenie i pomówienia, które mogą naruszyć reputację lekarki i podważyć zaufanie potrzebne do wykonywania zawodu, także są czynami karalnymi. W tym przypadku możliwe są grzywny, ograniczenie wolności lub kara więzienia do jednego roku.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest narażenie pacjentek na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Według prokuratury mogło do tego dojść z powodu przerwania ciągłości opieki medycznej. Za taki czyn grozi kara do trzech lat więzienia. Jeśli doszłoby do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, kara może wynieść nawet pięć lat pozbawienia wolności.
Warto zaznaczyć, że Grzegorz Braun jako europoseł objęty jest immunitetem, który chroni go przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej bez zgody Parlamentu Europejskiego. Immunitet ten nie jest jednak absolutny. W przypadku przestępstw popełnionych na gorącym uczynku może zostać ograniczony, a prokuratura ma możliwość wystąpienia z formalnym wnioskiem o jego uchylenie.
Społeczny i polityczny rezonans sprawy
Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach oraz w serwisach społecznościowych. Część internautów określiła działania Brauna jako „niedopuszczalne” lub wręcz „terrorystyczne”, żądając reakcji ze strony instytucji państwowych. Zwolennicy polityka uznali interwencję za uzasadnioną „obroną życia nienarodzonych” oraz „poselską kontrolą obywatelską”.
Wydarzenia z Oleśnicy zaostrzyły już napiętą debatę na temat praw reprodukcyjnych, odpowiedzialności lekarzy oraz granic działań polityków w przestrzeni publicznej.
Incydent z udziałem Grzegorza Brauna w szpitalu w Oleśnicy to jeden z najbardziej kontrowersyjnych momentów kampanii prezydenckiej 2025 roku. Sprawa łączy kwestie prawne, etyczne i społeczne, a jej dalszy bieg będzie zależał od decyzji prokuratury i ewentualnych działań Parlamentu Europejskiego. Śledztwo w sprawie pozbawienia wolności lekarki i zagrożenia pacjentek może mieć istotne konsekwencje dla politycznej przyszłości Brauna.
DF, thefad.pl / Źródła: PAP, Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, media lokalne
Gretkowska o „szturmie” Brauna na szpital w Oleśnicy: „Związana, zakneblowana niewolnica” jako symbol kampanii

Manuela Gretkowska
Żarty, on tylko ubogacił Wielki Tydzień i swoją kampanię, robiąc spektakularną interwencję w drodze krzyżowej z przystankiem na ginekologii, gdzie zabijają niewinnych. Przecież tak wygląda nasze prawo – dziady jak on, w rękawiczkach i biskupich pierścieniach, to robią kobietom na co dzień. Odbierają nam wolność, zastraszają, nazywają morderczyniami, doprowadzają do tragedii. Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców. Gasić w Sejmie świece chanukowe i podpalać grzesznice na stosach – piękny program wyborczy przemawiający do soli tej ziemi wypalającej dziury w mózgach wyborców
„Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców” – pisze Manuela Gretkowska w poruszającym komentarzu po wydarzeniach w szpitalu w Oleśnicy. Interwencję posła Grzegorza Brauna porównuje do politycznego spektaklu i religijnego teatru przemocy.
Wielki Tydzień, który dla chrześcijan jest czasem zadumy, w Polsce zamienił się – zdaniem Manueli Gretkowskiej – w demonstrację siły i pogardy wobec kobiet. Publicystka, pisarka i działaczka społeczna skomentowała w emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych incydent z udziałem Grzegorza Brauna, który wtargnął do szpitala w Oleśnicy, gdzie – jak przekonywał – „zabijane są niewinne dzieci”.
„Żarty, on tylko ubogacił Wielki Tydzień i swoją kampanię robiąc spektakularną interwencję w drodze krzyżowej z przystankiem na ginekologii” – pisze Gretkowska. Jej zdaniem nie chodziło o żadną obronę wartości, lecz o pokaz dominacji i przemoc symboliczną. „Przecież tak wygląda nasze prawo – dziady jak on, w rękawiczkach i biskupich pierścieniach, to robią kobietom na co dzień.”
„Prawdziwy Polak katolik” i kampania w cieniu stosów
W ostrym tonie Gretkowska analizuje także szerszy kontekst polityczny. Jak zauważa, podobne akty zastraszania kobiet – nierzadko z użyciem religijnej symboliki – nasilają się w czasie kampanii wyborczych. „Zamiast kotwic i patriotycznych haseł wystarczy rysunek związanej, zakneblowanej niewolnicy, która zaznaje ‘nieprzyjemności’ życia w Polsce. To na pewno pobudzi dewotki i młodocianych idiotów do głosowania.”
Ironizując, pisarka proponuje gotowe slogany dla politycznych kandydatów: „Gasić w Sejmie świece chanukowe i podpalać grzesznice na stosach – piękny program wyborczy przemawiający do soli tej ziemi wypalającej dziury w mózgach wyborców.”
Jej zdaniem, obraz Brauna jako „prawdziwego bohatera szturmującego twierdzę wroga” to nie tylko medialna iluzja, ale też groźny symptom: „Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców.”
Tragiczna historia pani Anity
W centrum całej sprawy znajduje się pacjentka – pani Anita – której historia, jak przypomina Gretkowska, zasługuje na powagę, a nie polityczną instrumentalizację. Ginekolożka Gizela Jagielska, która podjęła decyzję o zakończeniu ciąży, została w szpitalu skonfrontowana z interwencją posła Brauna i jego współpracowników.
„Pani Anita przeżyła horror. Więziona w psychiatryku (dla jej dobra i oczywiście społeczeństwa katów), oszukiwana, manipulowana – gdyby była facetem, dostałaby do końca życia zasiłek dla ofiar prześladowań” – komentuje Gretkowska.
Publicystka zwraca uwagę na systemowy wymiar przemocy wobec kobiet w Polsce, gdzie decyzje medyczne stają się przedmiotem politycznego osądu, a kobiety tracą prawo do samostanowienia. Jak dodaje: „My robimy Braunowi sondaże i dwór, pokazując jego męską, husarską szarżę w obronie wartości.”
Symbolika religijna jako narzędzie opresji
W finale wpisu Gretkowska odwołuje się do silnej symboliki religijnej, która w jej opinii została wykorzystana w celu upokorzenia kobiet. „Potem pomalujemy jajeczka, symbol życia nienarodzonego, żeby zanieść je do cyrku” – gorzko pointuje.
Wybuch emocji? Być może. Ale przede wszystkim jest to głos protestu wobec brutalizacji debaty publicznej, w której prawa kobiet, ich ciała i cierpienie stają się narzędziem politycznym.
W Polsce roku 2025 pytanie, czy kobiety są ludźmi – jak ironicznie zauważa Gretkowska – „może zostanie rozstrzygnięte w referendum”.
DF, thefad.pl / Źródło: Manuela Gretkowska, facebook
Wielkanocne zakupy: Lidl w Niemczech tańszy niż w Polsce?

Katarzyna Domagała-Pereira | Monika Margraf
Zrobiliśmy te same zakupy w Polsce i w Niemczech, a potem porównaliśmy ceny. Wyniki mogą zaskoczyć.

Za 22 produkty zapłaciliśmy w Polsce 120,45 zł, a w Niemczech 28,14 euro. Fot. Monika Margraf/Katarzyna Domagała-Pereira/DW
Ceny żywności w Polsce i Niemczech szybują w górę. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda sytuacja i porównać ceny.
Na zakupy wybraliśmy się we wtorek, 15 kwietnia, do sklepów w Warszawie i Bonn, należących do tej samej popularnej sieci Lidl. Kupiliśmy te same produkty dostępne w obu krajach, najczęściej marki własnej Lidla.
Podstawowe zakupy
Do naszych koszyków trafiły podstawowe produkty, takie jak: bułka kajzerka, chleb tostowy pełnoziarnisty, mleko, woda mineralna, olej słonecznikowy, masło, cukier, mąka, jajka, wędlina z indyka, ser gouda i makaron spaghetti.
Z owoców wybraliśmy jabłka i banany, a z warzyw – ogórek, pomidory, sałatę lodową i rzodkiewki.
Do koszyka dodaliśmy jeszcze kilka wielkanocnych specjałów: majonez, serek twarogowy ziarnisty, czekoladowego zająca i czekoladowe jajka.
Kupowaliśmy produkty tej samej marki lub najtańsze dostępne w sklepie. W przypadku warzyw i owoców wybieraliśmy konkretne sztuki – na przykład cztery jabłka tej samej odmiany. O ile w przypadku pomidorów cztery sztuki mają podobną wagę, to już w przypadku jabłek i bananów decydująca była wielkość. W bezpośrednim porównaniu uwzględniamy jednak ceny za kilogram.
Gdzie taniej?
Za 22 produkty zapłaciliśmy w Polsce 120,45 zł, a w Niemczech 28,14 euro. Po odjęciu kaucji za butelkę (0,25 euro) i przy uwzględnieniu kursu z 15 kwietnia (4,29 zł za euro) wyszło 119,64 zł. Różnica między zakupami w obu krajach nie wyniosła zatem nawet złotówki!
O wiele tańsze okazały się w Polsce jabłka i pomidory. Kilogram jabłek kosztował 4,99 zł, a w Niemczech – po przeliczeniu – prawie 13 zł. Pomidory to 7,99 zł za kilogram w Polsce i ponad 11 zł w Niemczech.
Znacznie tańszy był w Polsce także cukier (2,99 zł) – w Niemczech kilogram kosztował prawie złotówkę więcej. Podobnie makaron spaghetti: 2,45 zł w Polsce i 3,39 zł za opakowanie w Niemczech.
Tańsze w Polsce były też sery. Ziarnisty serek twarogowy kosztował 2,29 zł, a w Niemczech 4,25 zł. Ser gouda był tańszy o 54 grosze – odpowiednio 4,99 zł i 5,53 zł.
Cena mleka tłustego różniła się nieznacznie – 4,39 zł w Polsce i 4,69 zł w Niemczech. Tańsza w Polsce wydawała się również kostka masła (7,79 zł w porównaniu z 8,54 zł w Niemczech), jednak należy pamiętać, że w Polsce kostka miała 200 g, a w Niemczech – 250 g.
To w Polsce droższe
O wiele droższy okazał się w Polsce olej słonecznikowy – o 1,60 zł – oraz jajka, co przed świętami Wielkanocy nie jest dobrą wiadomością dla polskich konsumentów. Dziesięć sztuk jaj z wolnego chowu kosztowało w Polsce 11,49 zł, a w Niemczech – 10,25 zł.
Zaskoczyła nas również cena majonezu – w Polsce prawie 10 zł, w Niemczech 7,25 zł – choć tamtejsi konsumenci nie mają tak dużego wyboru jak Polacy.
A że święta tuż-tuż, porównaliśmy także ceny czekoladowych zajączków i jajek. W Polsce średniej wielkości zając z mlecznej czekolady był o ponad 4 zł droższy niż jego niemiecki odpowiednik. Opakowanie czekoladowych jajek znanej marki również wypadło w Polsce drożej – o ponad złotówkę.
Ponadto znacznie droższe w Warszawie były banany (o 1,50 zł za kilogram), sałata lodowa (o 1,23 zł) oraz ogórek (o niemal 40 groszy).
Bułka tańsza, ale chleb już nie
Podczas zakupów sprawdziliśmy również ceny pieczywa. Ponad dwukrotnie tańsza w Polsce była bułka kajzerka – kosztowała 0,35 zł, a w Niemczech po przeliczeniu – 0,82 zł. Tymczasem chleb tostowy pełnoziarnisty miał zbliżoną cenę: 3,19 zł w Polsce i 3,39 zł w Niemczech.
W podobnej cenie w obu krajach były też duża butelka wody mineralnej, mąka i rzodkiewki. Wędlina z indyka była tylko o 40 groszy tańsza w Polsce.
Gdzie droższa kawa?
Przyjrzeliśmy się także cenom kawy. Za półkilogramowe opakowanie mielonej kawy marki własnej w Polsce trzeba zapłacić niemal 19 zł, podczas gdy w Niemczech – prawie 26 zł.
Zaskoczyło nas również, że mielone mięso wołowe było w Polsce znacznie tańsze – prawie 35 zł za kilogram, a w Niemczech najtańsze tego typu mięso kosztowało 12,58 euro, czyli około 54 zł.
Zarobki w Polsce i Niemczech
Fakt, że te same zakupy w polskim Lidlu wypadły nawet nieco drożej niż w Niemczech, może zaskakiwać, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę różnice w zarobkach między krajami.
Od stycznia minimalne godzinowe wynagrodzenie w Polsce (na umowie o pracę) wynosi 30,50 zł brutto, a w Niemczech – 12,82 euro, co daje w przeliczeniu niemal 55 zł, czyli prawie dwa razy więcej.
Do tego w Niemczech inflacja jest niższa – w marcu wyniosła 2,2 proc., podczas gdy w Polsce – 4,9 proc.
REDAKCJA POLECA
Bill Gates: Sztuczna inteligencja zastąpi ludzi w większości zawodów w ciągu 20 lat
Czy AI rzeczywiście odbierze ludziom pracę? Bill Gates twierdzi, że to nie kwestia „czy”, lecz „kiedy”. W serii wypowiedzi z 2025 roku przewiduje, że w ciągu dwóch dekad sztuczna inteligencja przejmie większość zawodów. Czy jesteśmy gotowi na świat, w którym praca nie będzie już fundamentem codzienności?
Prognoza Gatesa: koniec pracy, jaką znamy
W rozmowie z indyjskim przedsiębiorcą Nikhilem Kamath’em, Gates wypowiedział słowa, które dla wielu zabrzmiały jak futurystyczna prowokacja: „Nie urodziliśmy się, by pracować”. Jego zdaniem technologia, a konkretnie sztuczna inteligencja, zbliża się do punktu, w którym przejmie większość zadań wykonywanych obecnie przez ludzi — zarówno tych fizycznych, jak i umysłowych. Według Gatesa stanie się to w ciągu najbliższych 20 lat, a skutki tego procesu odczujemy w każdej dziedzinie życia.
W jego wizji sztuczna inteligencja nie tylko usprawni konkretne procesy. Ma potencjał, by całkowicie zmienić nasze myślenie o pracy, produktywności i wartości społecznej jednostki. Automatyzacja nie będzie już dodatkiem do systemu — stanie się jego podstawą.
AI już zmienia świat
Przyspieszenie, o którym mówi Gates, nie jest abstrakcyjne. AI działa już teraz — w medycynie, gdzie algorytmy przyspieszają diagnozy i analizę danych biologicznych; w edukacji, gdzie personalizowane systemy uczą dzieci na całym świecie; w firmach i urzędach, gdzie automaty programują, piszą, rekomendują, planują.
Gates podkreśla, że to dopiero początek. Twierdzi, że w przyszłości ludzie będą mogli pracować znacznie mniej — nawet dwa dni w tygodniu — a reszta zadań będzie wykonywana przez systemy AI. Nie oznacza to bezrobocia w klasycznym sensie, ale raczej transformację tego, czym jest „zatrudnienie” i „działalność zawodowa”.
Zawody odporne na automatyzację
Choć wiele funkcji ma zniknąć, Gates dostrzega także obszary względnie bezpieczne. W jego ocenie przetrwają przede wszystkim zawody wymagające głębokiej analizy, złożonego myślenia systemowego i kreatywności. Wymienia programistów, biologów, inżynierów energetyki — ludzi, którzy projektują rzeczywistość, a nie tylko ją obsługują.
W jednym z wywiadów przywołał przykład specjalistki ds. biotechnologii, która z pomocą AI przyspieszyła badania nad odpornością roślin. Nie została zastąpiona przez algorytm — ale dzięki niemu mogła osiągnąć więcej, szybciej, precyzyjniej. To scenariusz, który Gates uważa za modelowy: współpraca, nie wyparcie.
Technologia a społeczeństwo: potencjał i ryzyko
W optymistycznej wersji przyszłości AI przyczynia się do demokratyzacji edukacji, ochrony zdrowia i usług publicznych. W tej mniej różowej — prowadzi do pogłębienia nierówności, marginalizacji grup wykluczonych cyfrowo, koncentracji kapitału technologicznego w rękach nielicznych.
Gates nie ignoruje tych zagrożeń. W wywiadach dla Fortune i India Today podkreślał, że świat nie może popełnić błędu z poprzednich rewolucji technologicznych: nie wystarczy rozwijać innowacje. Trzeba też zadbać o inkluzywność, dostęp do przekwalifikowania, nowe formy zabezpieczenia społecznego.
Debata trwa: nadzieja czy niepokój?
Nie wszyscy eksperci podzielają entuzjazm Gatesa. Mustafa Suleyman, lider działu AI w Microsoft, przestrzega, że adaptacja społeczna będzie trudniejsza niż technologiczna. Raport Światowego Forum Ekonomicznego z 2025 roku pokazuje, że choć AI może stworzyć nowe miejsca pracy, stanie się to tylko wtedy, gdy państwa zainwestują w edukację i rozwój kompetencji przyszłości.
Są też głosy sceptyczne. Eric Hal Schwartz z TechRadar przypomina, że wiele zawodów — zwłaszcza tych opartych na empatii, relacji, etyce — nie daje się łatwo zautomatyzować. Nauczyciel, pielęgniarka, terapeuta — to profesje, których sens wykracza poza logikę algorytmu.
Czy jesteśmy gotowi na nową erę?
Wszystko to prowadzi do pytania bardziej egzystencjalnego niż technologicznego: czy potrafimy funkcjonować w świecie, w którym praca nie jest już obowiązkiem, lecz wyborem? Gdzie dochód nie musi wynikać z zatrudnienia, a wartość jednostki nie opiera się na produktywności?
Bill Gates, choć technologiczny wizjoner, nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. Jego prognozy nie są receptą, lecz zaproszeniem do refleksji. Przyszłość z AI może być lepsza — ale tylko wtedy, gdy nie pozostawimy jej samej sobie. Jeśli wykorzystamy jej potencjał, nie tracąc z oczu tego, co najważniejsze: człowieka.
Bo nawet jeśli sztuczna inteligencja przejmie większość zawodów, pytanie nie brzmi już: co będziemy robić? Tylko: kim będziemy, gdy nie będziemy musieli pracować?
DF, thefad.pl / Źródło: India Today, Fortune, TechRadar
Czy Trump usprawiedliwia agresję Rosji? Ostra reakcja Adama Mazguły

Adam Mazguła
Nie zaczyna się wojny przeciwko komuś dwadzieścia razy większemu od ciebie” – mówi Donald Trump, sugerując, że Ukraina sama jest sobie winna. Oskarża napadniętych o prowokację, a agresora usprawiedliwia przewagą siły. Nie chodzi mu o prawdę o wojnie, ale o bezkarne podbijanie mniejszych krajów i zdławienie ich prawa do obrony. To retoryka, która zrównuje opór z winą i legitymizuje przemoc. Gdy Putin morduje, Trump wskazuje palcem na Ukrainę. I nie potępia nawet ataku rakietowego na ludzi, którzy ratowali rannych po świątecznym ostrzale
„Jeśli zaczynasz wojnę, musisz wiedzieć, że możesz ją wygrać, prawda? Nie zaczyna się wojny przeciwko komuś 20 razy większemu od ciebie i potem liczy na to, że ludzie dadzą ci trochę rakiet” – stwierdził Donald Trump.
Ten nieodpowiedzialny amerykański dyktator światowego terroryzmu i kumpel ludobójcy Putina oskarża Ukrainę o napaść na Rosję. Widać, nie chodzi mu o prawdę o wojnie, ale o bezkarne podbijanie krajów mniejszych i o to, jakim prawem mają one czelność się bronić przed bogami władzy mocarstwowej. W tym sensie to wichrzyciele także faszystowskiej Ameryki.
Zbrodniarzy wojennych nam przybywa. W praktyce nie ma ONZ, Rady Bezpieczeństwa. Tam się tylko puszą politycy i biorą za to gigantyczne pieniądze. Tymczasem amerykańska kanalia niszczy organizacje pomocowe, demokratyczne, Międzynarodowy Trybunał Karny, bo władza należy do niego i żadne prawo nie może ograniczać jego wybujałego ego i chęci bezkarnego mordowania i terroryzowania ludzi. Typowy bezczelny, ograniczony umysłowo sku…-terrorysta.
Putin morduje, a on oskarża Ukraińców.
Świątecznego ludobójstwa Putina nie potępił, mimo że po ataku rakietowym na zgromadzonych świętujących, odpalił drugą – na tych, co ratowali rannych i poszkodowanych.
Nie ma większego morderczego skurwysyństwa niż atak na tych, co pomagają ludziom.
Dla mnie Putin i jego otoczenie, ale i Trump oraz papież Franciszek, wspierający żołnierzy-terrorystów, który nie zauważa napadniętych i mordowanych, są zbrodniarzami wojennymi przeciwko ludzkości.
Mamy i my swojego zakałę i terrorystę – Putina, który zrujnował Polskę i obiecuje czystki oraz wyroki „większe niż dożywocie” dla opozycji, kiedy tylko dojdzie do władzy przy pomocy szczucia, agresji i kłamstwa.
Nie powinni oni być przyjmowani na salonach światowej cywilizacji. Aresztowani – przy każdej okazji – albo likwidowani przy owacji świata, tak jak Amerykanie terrorystycznych przywódców Hamasu czy Al-Kaidy.
Demokracja nie przewiduje takich rozwiązań – i dobrze. Jednak powinny być możliwe wyjątki, jakiś szczególny tryb dla ludzi terroru i masowych zbrodni.
Adam Mazguła
Logistyka po polsku, czyli jak dostarczyć paczkę szybciej niż pizza
Czy wiecie, że aż 85% firm logistycznych w Polsce korzysta z technologii GPS, a mimo to większość z nas nerwowo spogląda na telefon, zastanawiając się, dlaczego kurier stoi już godzinę w miejscu oddalonym o trzy ulice? Według raportu Deloitte, branża logistyczna w Polsce w 2023 roku była warta ponad 55 miliardów złotych i zatrudniała ponad 600 tysięcy osób. To więcej niż mieszkańców Szczecina i Białegostoku razem wziętych! Ale dlaczego mimo to zdarza się nam czekać na przesyłkę dłużej niż na premierę nowego sezonu ulubionego serialu?
W dzisiejszych czasach logistyka to nie tylko magazynowanie i transport, ale przede wszystkim inteligentne zarządzanie danymi. Rozwój technologii GPS zrewolucjonizował ten sektor, pozwalając firmom zoptymalizować trasy i czas dostaw. Jak podaje artykuł opublikowany przez 15min.lt o rozwoju technologii GPS, już ponad 90% pojazdów transportowych w Europie korzysta z tej technologii. Firmy logistyczne oszczędzają dzięki temu średnio 15% na kosztach paliwa rocznie. A każdy, kto tankował ostatnio na stacji benzynowej, wie, że taka oszczędność jest cenniejsza niż złoty pierścionek znaleziony w pączku w Tłusty Czwartek.
Tajemnice etykiet i dlaczego twoja paczka odwiedza więcej miast niż ty
Czy zdarzyło Ci się kiedyś sprawdzić, ile kilometrów przebyła Twoja paczka, zanim trafiła w Twoje ręce? Czasem paczka, która jedzie z Warszawy do Łodzi, zalicza jeszcze po drodze Gdańsk, Poznań i Katowice, a ty zastanawiasz się, czy podróżuje turystycznie, czy może zbiera punkty lojalnościowe na trasie. Z danych Urzędu Transportu Kolejowego wynika, że niemal 20% przesyłek logistycznych w Polsce przebywa dystans przynajmniej dwukrotnie dłuższy, niż wynikałoby to z mapy. Skąd się biorą te logistyczne absurdy?
Otóż odpowiedź leży w etykietach i centrach przeładunkowych. Każda paczka, zanim trafi do nas, musi odwiedzić co najmniej kilka takich punktów. Tutaj kluczowa staje się optymalizacja procesów, które często przypominają skomplikowaną grę planszową, gdzie każdy ruch jest wart miliony złotych. To, co wydaje się nam niepotrzebnym krążeniem, logistykowi przypomina sprytny manewr strategiczny.
W tym miejscu warto zastanowić się, co właściwie ukrywa się za etykietami popularnych produktów, które zamawiamy. Czy wiesz, że twoja ulubiona marka może skrywać zaskakujące tajemnice? Jak wskazuje artykuł opublikowany przez portal kreditai.info na temat tajemnic etykiet produktów, każda etykieta opowiada historię logistycznej podróży produktu. Od miejsca produkcji, przez magazyny pośrednie, aż do Twojego domu – to jak osobisty pamiętnik każdego przedmiotu.
Polska logistyka na tle Europy – między sukcesem a korkiem na A2
Polska logistyka dynamicznie się rozwija, a nasz kraj jest dziś szóstym największym rynkiem logistycznym w Unii Europejskiej. Wartość usług logistycznych w Polsce stale rośnie, osiągając w ostatnim roku wzrost na poziomie 7,3% rok do roku. Sukcesy te zawdzięczamy między innymi doskonałej lokalizacji geograficznej. Polska znajduje się na przecięciu najważniejszych szlaków transportowych Europy, co sprawia, że jest idealnym punktem przesiadkowym i magazynowym dla wielu międzynarodowych firm.
Ale jak każda branża, także logistyka boryka się z wyzwaniami. Jednym z nich są ciągle rosnące koszty pracy oraz braki kadrowe. Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w sektorze transportu brakuje obecnie około 50 tysięcy kierowców. Problem ten jest na tyle poważny, że firmy zaczynają inwestować w autonomiczne pojazdy i robotyzację magazynów.
Rola technologii i przyszłość logistyki – czy roboty zastąpią kurierów?
Technologia już teraz jest nieodłącznym elementem logistyki. Wprowadzenie sztucznej inteligencji i automatyzacji w magazynach pozwala na skrócenie czasu realizacji zamówień nawet o 30%. Firmy takie jak Amazon już teraz testują drony, które mają dostarczać przesyłki do klientów w ciągu kilkunastu minut. Czy przyszłością logistyki będą więc roboty, które nie dzwonią do drzwi, tylko grzecznie zostawiają paczki pod oknem?
Według danych Komisji Europejskiej, inwestycje w technologie cyfrowe w sektorze logistycznym wzrosły w ostatnich latach o ponad 40%, co pokazuje, że przyszłość tej branży jest ściśle związana z technologicznym rozwojem. Polska logistyka nie pozostaje w tyle – już dziś inwestujemy miliardy złotych w inteligentne systemy transportowe oraz automatyzację procesów logistycznych.
Zatem, drodzy logistycy, czy wasze miejsca pracy są zagrożone przez roboty? Na razie wygląda na to, że jeszcze długo będziecie potrzebni, choćby po to, by uspokajać klientów nerwowo spoglądających na mapę, dlaczego ich przesyłka zwiedza kolejne województwa. W końcu nawet najbardziej inteligentne algorytmy czasem potrzebują ludzkiego wsparcia – zwłaszcza, gdy trafią na polskie drogi.
Skiba był na wiecu Menztena. Polska przyszłości według Sławka

Krzysztof Skiba
Byłem na wiecu Menztena. Ale jajca, mówię wam! Tłumy z tornistrami, bo większość przyszła prosto ze szkoły – my też urwaliśmy się z lekcji. Sławek w świetnym humorze opowiadał o fajnej Polsce: bez Unii, bez podatków, za to pod opieką Rosji i z darmowymi grami na konsolę. Mówił, że lepiej chodzić do znachorów niż do lekarzy, a gwałt to prawo mężczyzny. Brzmi mocno? My biliśmy brawo. Na koniec obiecał domy z basenem i zniesienie testów z matmy. Wróciliśmy do domu z energią i wiarą w przyszłość
Wiec Sławka
Byłem na wiecu Menztena razem z kolegą z klasy Patrykiem z 8 c. Ale jajca! Mówię wam. Tłumy widzów. Większość z tornistrami, bo prosto ze szkoły. My też urwaliśmy się z lekcji.
Sławek w świetnym humorze opowiada o fajnej Polsce, jaką nam szykuje. Mówi, że Unia niepotrzebna, bo wystarczy nam opieka Rosji. Z tą Unią to rzeczywiście same kłopoty. Sławek opowiada, że tam urzędnicy każą banany prostować i chcą zakazać nam internetu. No i że w Rosji są lepsze gry na konsole i podobno za darmo.
Zdrowie po swojemu
Potem krzyczy, że państwowa służba zdrowia jest beznadziejna. I wszyscy się zgadzamy. Ta prywatna będzie lepsza. Pyta, czy chcemy płacić po sto tysięcy złotych za skomplikowane operacje chirurgiczne i po trzy tauzeny za dzień w szpitalu. Nam to wszystko jedno, bo i tak płacą rodzice, więc chcemy.
A w ogóle to lepiej chodzić do znachorów niż do lekarzy, bo lekarze to oszuści, a znachor zna się lepiej. Ziółka przepisze, ręki dotknie, w niebo spojrzy i już wszystko uleczone. Nam w to graj, bo kto lubi zastrzyki i kolejki w przychodni.
Zasiłki? A komu to potrzebne?
Sławek opowiada dowcip o urzędnikach i wszyscy się śmieją. Mówi, że to armia darmozjadów i że trzeba znieść wszystkie zasiłki. Także ten pogrzebowy i ten osiemset plus. Na pogrzeb nikt z nas się nie szykuje, a więc nam to zwisa, a te osiemset plus to i tak rodzice przechwytują i my tego nie widzimy. Więc wszyscy są za, a dziewczyny to nawet piszczą, choć nie jest ich wiele.
Zebrany tłum składa się głównie z takich jak my chłopaków z podstawówki, plus trochę z liceów i jest też ekipa takich starszych, co mogą już nawet chodzić z dziewczynami. Ale żaden dziewczyny nie ma i dlatego przyszli posłuchać Sławka.
Kobieta, czyli wróg
A Sławek o dziewczynach mówi tak, że nam się to wszystkim podoba. Mówi, że jak taka ubiera się kusząco i niezbyt skromnie, maluje się jak dziwka i idąc ulicą kręci tyłkiem, to niech potem się nie dziwi, że ją normalny, biały i zdrowy mężczyzna zgwałci. Gwałt jest prawem mężczyzny. I tu jest już burza oklasków.
Owszem, gwałt, szczególnie brutalny, może być nieprzyjemnością, ale przecież nie zawsze. I jak taka kobieta zajdzie w ciążę, to musi urodzić, bo to jest nakaz boski. I jakby taka zgwałcona usunęła jednak dziecko, to powinna iść na dziesięć lat do paki. I tu wszyscy gorąco bijemy brawo.
Nikt z nas, łącznie z tymi starszymi, nie miał jeszcze dziewczyny, a kilku, co chciało mieć, to zostało odrzuconych, więc podoba nam się ta zemsta na kobietach. Nie chciałaś fajnego faceta, takiego jak my, to teraz cierp, wredna jędzo.
Polska bogata i wolna
Na koniec Sławek mówi o podatkach, że trzeba je znieść, to będzie wszystkim lepiej. I pyta, czy chcemy bogatej i nowoczesnej Polski. Jasne, że chcemy. Każdy chce być bogaty. To Sławek jeszcze obiecuje, że jak na niego zagłosujemy, to wszyscy będą mieli piękne auta i domy z basenami.
Tu jest entuzjazm największy i tłum wprost szaleje.
Jakiś stary dziad w okolicach 40-stki chciał zadać głupie pytanie Sławkowi, że niby skąd państwo będzie mieć pieniądze, jak zniesie się podatki, ale na szczęście nie dopuszczono go do głosu i wyrzucono starego pryka z wiecu. Sławek już biegnie na kolejny wiec, ale wcześniej zezwala na kilka selfie. Ale szczęściarze!
Nadzieja na lepsze jutro
Wracamy do domu pełni dobrej energii i wiary w Sławka. Oglądamy jeszcze kilka śmiesznych filmików na TikToku, jak Sławek nabija się z Trzaskowskiego.
W chacie czekają nas przygotowania do testu z matmy, który jest jutro. Ale jak Sławek będzie już prezydentem, to pewnie zniesie oceny i testy w szkołach. One uczniom nie są potrzebne i tylko zawadzają, jak ta Unia.
Krzysztof Skiba
Co AfD chce od Polski? Analiza działań Alternatywy dla Niemiec na tle relacji polsko-niemieckich

Katarzyna Domagała-Pereira | Anna Widzyk
Alternatywa dla Niemiec coraz częściej zabiera głos w sprawach dotyczących relacji polsko-niemieckich. Przyglądamy się jej postulatom.
Alternatywa dla Niemiec (AfD) zyskuje na popularności. Od prowadzącej w sondażach chadecji CDU/CSU dzielą ją już tylko 1–2 punkty procentowe. Partię klasyfikowaną przez niemiecki kontrwywiad jako częściowo skrajnie prawicową popiera co czwarty wyborca (24–25 proc.).
W lutowych wyborach do Bundestagu Alternatywa zajęła drugie miejsce. Mimo to żadna z partii zasiadających w parlamencie nie chce tworzyć z nią koalicji.
Sprawdzamy, jakie stanowisko ma AfD wobec Polski i spraw dotyczących relacji Polska–Niemcy.
Polski napis w Dachau
W minionej kadencji Bundestagu klub poselski AfD był aktywny w sprawach polsko-niemieckich. Ostatnio domagał się dodania do Pomnika Narodów w Muzeum-Miejscu Pamięci Dachau polskiej wersji przesłania „Nigdy więcej”. Na odsłoniętym w 1968 roku pomniku widnieje ten napis w pięciu językach – niemieckim, angielskim, francuskim, jidysz i rosyjskim. Nie ma jednak wersji polskiej, choć Polacy byli największą grupą narodowościową w tym obozie koncentracyjnym.
W połowie listopada 2024 roku klub AfD zaproponował uchwałę. Zakładała, że rząd federalny zwróci się do władz Bawarii oraz Bawarskiej Fundacji Miejsc Pamięci. Celem miało być uzupełnienie napisu o wersję polską.
AfD zaproponowała także przekazanie 5 mln euro na badania. Miałyby one dotyczyć prześladowań Polaków w III Rzeszy oraz ich losów po 1945 roku. Projekt nosił tytuł „Polepszyć porozumienie z Polską” i został przekazany do Komisji Kultury i Mediów. Ze względu na skrócenie kadencji Bundestagu nie został jednak ponownie rozpatrzony. Wniosek będzie można złożyć dopiero po rozpoczęciu nowej kadencji. Warunkiem jest powstanie rządu i rozpoczęcie pracy przez komisje parlamentarne. – Wrócimy do niego, gdy tylko nadarzy się okazja. Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie to nastąpi – mówi Götz Frömming, poseł AfD i członek polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej.
Reparacje
W swoim prawie stustronicowym programie politycznym AfD nie wspomina o Polsce. Inaczej było w programie wyborczym do Bundestagu. Polski dotyczył punkt odnoszący się do „niedopuszczalnych żądań” reparacji. Partia zadeklarowała, że „odrzuca żądania reparacji, takie jak te wysuwane przez Polskę i Grecję”. Jej zdaniem kwestie te zostały już ostatecznie rozstrzygnięte w świetle prawa międzynarodowego.
Chrupalla stwierdził, że „ten rozdział jest zamknięty”. Dodał, że zarówno cała AfD, jak i on sam jako obywatel Niemiec, uznaje polskie żądania dalszych reparacji za „bardzo osobliwe”.
Niemiecki rząd odrzuca żądania reparacji przedstawione przez rząd PiS. Powtarza, że sprawa jest zamknięta na gruncie prawa międzynarodowego. Berlin zaznacza jednak, że odpowiedzialność za zbrodnie wojenne nigdy nie zostanie zamknięta moralnie i politycznie.
Język polski w Niemczech
AfD była także aktywna w sporze o nakłady na naukę języka polskiego w Niemczech jako języka ojczystego.
W 2022 roku minister edukacji Przemysław Czarnek obciął środki na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej w Polsce. W odpowiedzi posłowie AfD przedstawili projekt uchwały zatytułowany „Ochrona interesów mniejszości niemieckiej w Polsce – Utrzymanie dobrej przyjaźni z Polską”. Postulowali w nim m.in. utworzenie federalnego funduszu na lekcje języka polskiego (trzy godziny tygodniowo) oraz szkolenia nauczycieli. Chcieli również stworzenia rejestru uczniów polskiego pochodzenia.
Projekt uchwały nie został przyjęty, jednak Bundestag zdecydował o przeznaczeniu 5 mln euro na naukę języka polskiego jako ojczystego. Gdy wypłata tych środków się przeciągała, posłowie AfD wystosowali interpelację i wyrażali zaniepokojenie opóźnieniami.
W sprawy te aktywnie zaangażował się Götz Frömming. Wspierał go asystent Adam Gołkontt – działacz polonijny i członek Związku Polaków w Niemczech spod znaku „Rodła”. – Jako działacz o patriotycznych, konserwatywnych i katolickich poglądach staram się na to wpływać – mówił Gołkontt w rozmowie z DW
Zarzuty pod adresem rządu Tuska
We wrześniu 2023 roku AfD przedstawiła projekt uchwały wzywającej rząd Niemiec do rozwijania współpracy z krajami Grupy Wyszehradzkiej. Postulowała m.in. zniesienie przez Komisję Europejską wszelkich sankcji wobec rządów Polski i Węgier.
Po zmianie rządu w Polsce AfD złożyła projekt, w którym zarzucała gabinetowi Donalda Tuska „ograniczanie wolności opinii i informacji” oraz łamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Odnosiła się do zmian w mediach publicznych i sądownictwie. Uchwała została odrzucona – nie poparł jej żaden inny klub poselski.
Odszkodowania dla ofiar
AfD pytała niemiecki rząd o doniesienia, że kanclerz Olaf Scholz zaproponował podczas konsultacji z Polską 200 mln euro na zadośćuczynienie. Każda z żyjących ofiar okupacji miała otrzymać po 5 tys. euro. Media podawały, że premier Donald Tusk odrzucił ofertę jako niewystarczającą.
AfD podkreśla, że indywidualne świadczenia dla ocalałych więźniów i robotników przymusowych są moralnie uzasadnione. Zaznacza jednak, że nie uczestniczy w negocjacjach, a odpowiedzialność za ich powodzenie spoczywa na partiach rządzących.
Podejście do historii
Przyglądając się kilku inicjatywom, można by sądzić, że sprawy ważne dla Polski leżą na sercu niektórym politykom AfD. Wrażenie to burzy jednak podejście partii do niemieckiej historii i upamiętnienia ofiar nazizmu. Były lider AfD Alexander Gauland w 2018 roku nazwał Hitlera i nazistów „ptasim kleksem” na tysiącletniej historii Niemiec.
Z kolei lider AfD w Turyngii, Björn Höcke, określił Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie mianem „pomnika hańby”. Krytykował też niemiecką edukację historyczną za rzekome „oczernianie własnej przeszłości”. Sąd orzekł, że może być nazywany „faszystą”.
Czołowy kandydat AfD do Parlamentu Europejskiego, Maximilian Krah, powiedział niedawno, że „nie wszyscy członkowie SS byli zbrodniarzami wojennymi”. Elon Musk wystąpił zdalnie podczas wiecu AfD. Stwierdził, że Niemcy zbyt mocno skupiają się na „winach z przeszłości”. Wypowiedź została nagrodzona oklaskami.
Dom Polsko-Niemiecki
AfD nie poparła uchwały Bundestagu z 2020 roku, która przewidywała utworzenie w Berlinie miejsca pamięci i dialogu z Polską. Elementem tego przedsięwzięcia ma być także Dom Polsko-Niemiecki. Projekt wykonawczy, zatwierdzony przez rząd Olafa Scholza latem 2023 roku, opiera się na trzech filarach: pamięci, spotkaniu i zrozumieniu.
AfD twierdzi, że obecna koncepcja „wykracza daleko poza uchwałę Bundestagu” i przypomina jednostronny projekt o Polsce. – Brakuje instytucjonalnego i finansowego zaangażowania strony polskiej, co traktujemy jako wadę konstrukcyjną – mówi Götz Frömming. – To nie jest wspólny Dom. Obecna koncepcja może bardziej zaszkodzić relacjom niż je poprawić.
„Reemigracja” a Polacy
AfD od lat promuje hasło „reemigracji” – powrotu migrantów do krajów pochodzenia, jeśli nie są zintegrowani. Choć dotyczy to głównie osób z krajów muzułmańskich, również niektóre wypowiedzi polityków AfD mogą budzić niepokój wśród Polaków mieszkających w Niemczech.
– Spójne stanowisko AfD w sprawie Polski nie istnieje. Partia traktuje relacje polsko-niemieckie instrumentalnie – ocenia Bastian Sehnhardt z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. Wskazuje też na sygnały ksenofobii na terenach przygranicznych, które mogą dotknąć również migrantów z Polski.
Götz Frömming zapewnia jednak, że Polacy – jako obywatele UE – nie są objęci hasłem „reemigracji”, o ile nie łamią prawa. – Zdecydowana większość Polaków jest doskonale zintegrowana i nie stanowi problemu – dodaje.
Uznanie granicy
Politycy AfD niejednokrotnie wywoływali kontrowersje wokół granic. Przewodnicząca partii Alice Weidel w rozmowie z mediami mówiła, że „jej rodzina pochodzi z Leobschütz” – i że „wzbrania się przed używaniem polskiej nazwy tego miasta”. Historycy ocenili to jako gest nieuznawania obecnych granic. W innym przypadku określiła wschodnie landy jako „Mitteldeutschland” – co niektórzy historycy uznali za aluzję do czasów, gdy Niemcy Wschodnie sięgały za Odrę i Nysę.
Pytany przez DW o stanowisko AfD w tej sprawie, Frömming odpowiedział: – Oczywiście, że uznajemy granicę na Odrze i Nysie. Traktat z 14 listopada 1990 roku między RFN a Polską obowiązuje i jest wiążący na mocy prawa międzynarodowego.
UE, NATO, Rosja
AfD prezentuje kontrowersyjne stanowiska wobec Unii Europejskiej i NATO. Opowiada się za przekształceniem UE w federację suwerennych państw z wyraźnymi granicami. Jeśli taka reforma okaże się niemożliwa, chce wyjścia Niemiec z Unii lub jej rozwiązania.
Partia sprzeciwia się rozszerzaniu UE i NATO na wschód. Domaga się zakończenia sankcji wobec Rosji i naprawy gazociągu Nord Stream. Jeden z jej europosłów, Petr Bystron, jest podejrzany o przyjmowanie środków od prorosyjskiego portalu „Voice of Europe”. Stracił immunitet w Bundestagu, a później także w Parlamencie Europejskim.
Opracowanie DF, thefad.pl / Źródło: DW
REDAKCJA POLECA
Kto wygrał debatę w Końskich? Polacy wskazali swoich faworytów
Debata prezydencka w Końskich (11 kwietnia 2025) stała się jednym z najgorętszych momentów kampanii wyborczej. Transmisja w TVP, TVN i Polsacie przyciągnęła miliony widzów, którzy uważnie śledzili starcie kandydatów. Dzień po wydarzeniu pracownia IBRiS opublikowała sondaż, w którym Polacy wskazali, kto ich zdaniem najlepiej wypadł w tym politycznym starciu.
Trzaskowski na prowadzeniu, Nawrocki i Hołownia tuż za nim
Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS wynika, że zwycięzcą debaty w Końskich został Rafał Trzaskowski, którego wskazało 32,4% respondentów. Prezydent Warszawy potwierdził swoją pozycję lidera sondaży. Tuż za nim, z wynikiem 28%, uplasował się Karol Nawrocki. Trzecie miejsce zajął Szymon Hołownia z poparciem 11,8% ankietowanych.
Wyniki wskazują na zaciętą rywalizację między czołowymi kandydatami. Trzaskowski, choć zwyciężył, nie zdominował debaty w sposób jednoznaczny, co sugeruje, że Nawrocki i Hołownia również zdołali skutecznie dotrzeć do widzów. Magdalena Biejat, kandydatka Nowej Lewicy, zdobyła uznanie 10,6% badanych, plasując się tuż za podium. Z kolei Krzysztof Stanowski, znany dziennikarz i przedsiębiorca, zaskoczył wynikiem 5,3%, co może świadczyć o jego rosnącej popularności wśród wyborców poszukujących alternatywy dla głównych nurtów politycznych.
Marek Jakubiak (Wolni Republikanie) zdobył 4,2% wskazań, a Joanna Senyszyn, była posłanka SLD, zaledwie 0,2%. Najmniej wskazań uzyskał Maciej Maciak, lider Ruchu Dobrobytu i Pokoju, którego nie wskazał żaden z respondentów. Odpowiedź „trudno powiedzieć” wybrało 7,5% ankietowanych, co wskazuje na pewną niejednoznaczność w odbiorze debaty wśród części widzów.
🏆Kto wygrał debatę w Końskich?
— IBRiS (@IBRiS_PL) April 13, 2025
🥇 @trzaskowski_ 32,4%
🥈 @NawrockiKn 28%
🥉 @szymon_holownia 11,8%@MagdaBiejat 10,6%@K_Stanowski 5,3%@jakubiak_marek 4,2%@Joanna_Senyszyn 0,2%@maciej_maciak 0%
Trudno powiedzieć 7,5%#sondaż @IBRiS_PL pic.twitter.com/TQImmARB8w
Nieobecni pod ostrzałem: Mentzen i Zandberg tracą punkty
Debata w Końskich była wyjątkowa nie tylko ze względu na obecność ośmiorga kandydatów, ale także z powodu absencji dwóch istotnych graczy: Sławomira Mentzena (Konfederacja) i Adriana Zandberga (Partia Razem). Ich decyzja o nieuczestniczeniu w wydarzeniu wzbudziła kontrowersje, co znalazło odzwierciedlenie w opiniach respondentów. Aż 56,9% badanych uznało, że rezygnacja z udziału w debacie była złą decyzją, podczas gdy 27,5% oceniło ją pozytywnie. Pozostałe 15,6% nie miało zdania na ten temat.
Mentzen, który według wcześniejszych sondaży plasował się na trzecim miejscu pod względem poparcia, tłumaczył swoją nieobecność zaplanowanymi spotkaniami z wyborcami w innych miastach. Zandberg z kolei określił debatę mianem „cyrku”, krytykując jej chaotyczną organizację. Decyzje obu kandydatów mogą mieć wpływ na ich wizerunek, zwłaszcza w kontekście oczekiwań wyborców, którzy w debatach widzą okazję do konfrontacji poglądów.
Debata, która zalała internet
Debata w Końskich nie była jedynie wydarzeniem telewizyjnym – stała się prawdziwym fenomenem w mediach społecznościowych. Według analizy ośrodka Res Futura, przekaz związany z debatą wygenerował w ciągu zaledwie 12 godzin ponad miliard zasięgu w internecie. To przełożyło się na 250 tysięcy unikalnych wzmianek, co oznacza średnio 20 tysięcy wpisów na godzinę – jeden nowy komentarz pojawiał się co 3 sekundy.
Eksperci szacują, że treści związane z debatą dotarły średnio 40 razy do każdego aktywnego użytkownika internetu w Polsce, a realne nasycenie wyniosło 12 kontaktów na osobę w ciągu pierwszych 8 godzin od rozpoczęcia transmisji. „Średnie tempo ekspozycji wyniosło 83 miliony kontaktów na godzinę, co czyni tę debatę najsilniejszym dotąd politycznym impulsem w polskich mediach społecznościowych” – podsumowują autorzy raportu. Tak ogromny oddźwięk w sieci potwierdza, że Końskie stało się symbolem kampanii wyborczej, a debata była kluczowym momentem, który mógł wpłynąć na decyzje wyborcze Polaków.
Co zadecydowało o sukcesie Trzaskowskiego?
Rafał Trzaskowski, zdobywając najwięcej wskazań, potwierdził swoją umiejętność skutecznego komunikowania się z wyborcami. Jego doświadczenie jako prezydenta Warszawy oraz wcześniejsze kampanie wyborcze pozwoliły mu zaprezentować się jako kandydat pewny siebie i dobrze przygotowany. W debacie poruszał tematy bezpieczeństwa, polityki zagranicznej i gospodarki, akcentując konieczność budowania silnej Polski w ramach sojuszy międzynarodowych, takich jak NATO i Unia Europejska.
Analitycy zwracają jednak uwagę, że Trzaskowski nie uniknął krytyki. Niektórzy kandydaci, w tym Szymon Hołownia i Magdalena Biejat, punktowali go za decyzje podejmowane w ramach koalicji rządzącej, co mogło wpłynąć na bardziej zróżnicowany odbiór jego wystąpienia. Mimo to Trzaskowski zdołał utrzymać wizerunek lidera, który potrafi łączyć różne grupy społeczne.
Karol Nawrocki, choć uplasował się na drugim miejscu, zyskał uznanie za konsekwentne przedstawianie wartości konserwatywnych i akcentowanie patriotyzmu. Jego kontrowersyjny gest z tęczową flagą, umieszczoną na mównicy Trzaskowskiego, wywołał gorące dyskusje, ale nie przyniósł mu jednoznacznego zwycięstwa w oczach widzów. Szymon Hołownia z kolei zaskoczył wielu obserwatorów swoją retoryką i pewnością siebie, co może przełożyć się na wzrost poparcia w kolejnych sondażach.
Magdalena Biejat i Krzysztof Stanowski – czarne konie debaty?
Wynik Magdaleny Biejat, która zdobyła 10,6% wskazań, jest jednym z bardziej zaskakujących elementów sondażu. Kandydatka Nowej Lewicy, znana z zaangażowania w kwestie społeczne, zyskała sympatię części widzów dzięki jasnemu przekazowi i odwadze w podejmowaniu trudnych tematów, takich jak prawa człowieka i polityka migracyjna. Jej gest przejęcia tęczowej flagi od Trzaskowskiego został odebrany jako symbol otwartości i determinacji.
Krzysztof Stanowski, choć nie jest zawodowym politykiem, przyciągnął uwagę 5,3% respondentów. Jego ironiczne podejście i krytyka klasy politycznej rezonowały z wyborcami zmęczonymi tradycyjnym dyskursem. Stanowski, zapowiadając wizytę na Malediwach jako swoją pierwszą podróż zagraniczną, wprowadził do debaty element humoru, który wyróżnił go na tle bardziej poważnych wystąpień.
Debata w Końskich a przyszłość kampanii
Wyniki sondażu IBRiS wskazują, że debata w Końskich nie przyniosła jednoznacznego przełomu, ale z pewnością wpłynęła na dynamikę kampanii. Rafał Trzaskowski umocnił swoją pozycję lidera, jednak Karol Nawrocki i Szymon Hołownia pokazali, że są w stanie skutecznie rywalizować o głosy wyborców. Magdalena Biejat i Krzysztof Stanowski z kolei udowodnili, że nawet kandydaci spoza głównego nurtu mogą przyciągnąć uwagę i zyskać sympatię.
Nieobecność Sławomira Mentzena i Adriana Zandberga może okazać się kosztowna, zwłaszcza w kontekście negatywnej oceny ich decyzji przez większość respondentów. Kolejne tygodnie kampanii pokażą, czy będą w stanie odbudować zaufanie wyborców i skutecznie zaprezentować swoje programy.
Debata w Końskich była nie tylko starciem poglądów, ale także testem dla kandydatów pod kątem ich umiejętności komunikacyjnych i odporności na presję. Polacy, jak pokazuje sondaż, docenili tych, którzy potrafili połączyć merytorykę z charyzmą. Przed nami jeszcze kilka tygodni kampanii, ale jedno jest pewne – Końskie na długo pozostanie w pamięci jako miejsce, gdzie polityczne emocje sięgnęły zenitu.
DF, thefad.pl / Źródło: IBRiS. X. , Res Futura, media

















