Szukaj w serwisie

×

Jak grać w ruletkę? Podstawy gry

Trudno wyobrazić sobie kasyno bez gry w ruletkę. Popularna gra polega na… rzuceniu kulki i obserwowaniu na jakim polu się zatrzyma. Teoretycznie nic skomplikowane, ale jak to wygląda w praktyce? Jakie są zakłady w ruletce? Co może zrobić, by zwiększyć szanse na zwycięstwo? Jak przyszykować się do gry? Oto pigułka, która pozwoli zrozumieć, czym jest prawdziwa ruletka.

Zasady gry w ruletkę

By zasiąść do gry w ruletkę, nie trzeba wielkiego przygotowania. Zasady gry są banalnie proste, bo w tym konkretnym przypadku gracz nie może tak naprawdę zrobić nic, by wpłynąć na wynik rzutu. Gracz wchodzi do kasyna, siada do stołu i bierze się za obstawianie zakładów. Kładzie żetony na macie do obstawiania, gdzie są wyznaczone pole na zakłady. Te dzielą się na wewnętrzne i zewnętrzne (o nich dalej). Kiedy następuje koniec obstawiania, krupier wprawia w ruch obrotowy maszynę, czyli koło ruletki. Od razu też rzuca kulką w przeciwnym kierunku do tego, w którym obraca się koło. Na kulkę działa energia kinetyczna. Kiedy zostanie wytracona, kulka zatrzyma się w określonym przedziale, który jest opisany danym kolorem (czerwone i czarne) oraz liczbą (jest ich 37 lub 38).

W tym momencie następuje rozliczenie obstawionych przez graczy zakładów. Gracz wygrywa wówczas, jeśli położny żetony na polu, które spełnia warunki określonego zakładu. Tych jest naprawdę dużo i wszystko zależy od tego, na jaki zakres się decyduje. Zakłady są rozliczane w określonym stosunku do postawionej kwoty w zależności od tego, jak bardzo (nie)prawdopodobny był obstawiony zakład.

Czym się różni ruletka amerykańska od europejskiej?

Podczas gry w ruletkę gracz może wybierać między dwoma wariantami ruletki. Kasyna proponują albo ruletkę amerykańską, albo ruletkę europejską. Różnice między nimi nie są przesadnie znaczące – ale są. Zasady gry w ruletkę są w ich przypadku takie same, ale jest minimalna rozbieżność w budowie koła. Dotyczy pola zera. W systemie europejskim zero jest jedno, w amerykańskim kasyna proponują dwa zera (zero i podwójne zero). O co z nimi chodzi?

Otóż zero to pole, które sprzyja kasynu. Jeśli gracz obstawia czerwone i czarne lub parzyste-nieparzyste, to zero… nie należy do żadnej z tych grup. Stąd szansa na wypadnięcie któregoś z tych wariantów nie wynosi idealnie 50 procent, ale jest ciut mniejsza. Jako że system amerykański ma dwa zera, to automatycznie kulka ma jeszcze jedno dodatkowe pole, które może przysporzyć graczowi biedy. Zakłady zewnętrzne (wspomniane czerwone/czarne i parzyste/nieparzyste) automatycznie przegrywają z zerem.

Oczywiście istnieją gracze ruletkowi, którzy mają system polegający na obstawianiu zera na planszy zakładów. W ruletce europejskiej prawdopodobieństwo jego trafienia wynosi 1 do 37, a w amerykańskiej – 1 do 38 (zero i podwójne zero to dwa osobne pola). Trafiając jedną liczbę, jaką jest zero, krupier w systemie europejskim wypłaci hazardziście obstawione zakłady w stosunku 35 do 1, czyli da mu 35 razy więcej niż ten włożył do gry.

Podstawy gry w ruletkę

Kluczem by zrozumieć zasady gry w ruletkę jest przyswojenie, jakie zakłady są możliwe do obstawiania, zasiadając przy kasynowej maszynerii. Te dzielą się na zewnętrzne i wewnętrzne, a ich nazwa jest zależna od tego, w jakim miejscu planszy do obstawiania zakładów znajduje się pole z zakładem.

Można powiedzieć, że popularniejsze, a już na pewno bardziej prawdopodobne są zakłady zewnętrzne. Wyższa szansa trafienia oznacza też jednak niższą wygraną. Jeden gracz może obstawić w tym przypadku większą liczbę miejsc na kole. Nazwa zakładów zewnętrznych wzięła się od tego, że żetony kładzie się na zewnątrz maty do obstawiania ruletki. Przykładowe zakłady zewnętrzne dostępne do obstawiania w ramach każdego kasyna to:

  • parzyste/nieparzyste – typuje się, czy liczba, na której zatrzymana zostanie kulka, będzie parzysta czy nieparzysta. To tzw. zakład równej szansy, bo jest rozliczany w stosunku 1:1 (wygrywa się równowartość postawionej kwoty)
  • wysokie/niskie – znane również jako high/low. Kolejny zakład równej szansy, gdzie obstawia się, czy liczba znajdzie się w zakresie 1-18 czy 19-36.
  • czerwone/czarne – znane jako red/black. Obstawia się kolor, zakład równej szansy
  • Tuzin – obstawia się dwanaście numerów na kole do ruletki w zakresach 1-12, 13-24, 25-26. Rozliczenie następuje w proporcji 2:1 (wygrywa się dwa razy więcej niż zagrało) Znany jako dozen bet
  • Kolumny – wskazuje się konkretną kolumnę liczb, a tych liczb w danej kolumnie jest także 12, więc i proporcja rozliczenia wynosi 2:1

Dodatkowo podczas gry w ruletkę w kasynie są jeszcze zakłady wewnętrzne, wewnątrz pola do obstawiania. Te są znacznie bardziej precyzyjne, mniej prawdopodobne do trafienia, ale oferują znacznie wyższe rozliczenie. Przykładowe zakłady wewnętrzne to:

  • straight up bet – zakład w ruletkę na jedną liczbę, rozliczany jako 35:1

  • split – zakład na dwa sąsiadujące numery, będący połową straight upu, rozliczany jako 17:1

  • street bet – trzy numery w rzędzie na planszy gry, rozliczenie 11:1

  • corner – zakład na cztery numery, które mają wspólny róg, rozliczenie 8:1

  • six line – zakład na sześć numerów, mający największe szanse spośród zakładów wewnętrznych. Rozliczany jako 5:1


Trump chce przejąć TikToka. Znalazł kupca i chce zgody Chin

Donald Trump ponownie stawia TikToka w centrum geopolitycznego sporu z Chinami. W niedzielnym wywiadzie dla Fox News prezydent USA poinformował, że znalazł kupca dla amerykańskiej części chińskiej aplikacji. Tożsamość tajemniczej „grupy bardzo bogatych ludzi” ma ujawnić w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Fot. thefad,pl / AI

TikTok na celowniku Waszyngtonu

W rozmowie na antenie „Sunday Morning Futures with Maria Bartiromo” Trump stwierdził: „Mamy kupca dla TikToka. Prawdopodobnie będę potrzebował zgody Chin, ale myślę, że prezydent Xi to zaakceptuje”. Szczegóły transakcji nie zostały ujawnione, ale zapowiedź wywołała lawinę spekulacji. „Za jakieś dwa tygodnie powiem, kto to jest” – dodał prezydent.

TikTok, należący do chińskiej firmy ByteDance, od lat budzi kontrowersje w USA. Główne obawy dotyczą ochrony danych użytkowników oraz ewentualnego wpływu władz w Pekinie na algorytmy rekomendacji i treści wyświetlane amerykańskim użytkownikom. Potencjalny zakaz lub sprzedaż platformy może wpłynąć na codzienne korzystanie z aplikacji przez miliony młodych Amerykanów.

Historia pełna zwrotów akcji

Nie jest to pierwsza próba Trumpa, by wpłynąć na losy TikToka. W 2020 roku, podczas swojej pierwszej kadencji, forsował sprzedaż platformy amerykańskiemu inwestorowi – wśród kandydatów była firma Oracle. Po objęciu urzędu przez Joe Bidena działania te przybrały bardziej regulacyjny charakter, ale nie doprowadziły do przejęcia.

Po powrocie do Białego Domu w 2025 roku Trump trzykrotnie przedłużał termin sprzedaży TikToka, ostatnio w czerwcu, wyznaczając ostateczny termin na 17 września. W międzyczasie, w majowym wywiadzie dla NBC News, stwierdził: „Mam w sercu ciepłe miejsce dla TikToka”, co sugeruje jego niejednoznaczny stosunek do platformy. Trump aktywnie korzystał z TikToka, by dotrzeć do młodszych wyborców, co kontrastuje z jego wcześniejszymi próbami zablokowania aplikacji.

Chiny i Sąd Najwyższy w tle

Reakcja Pekinu pozostaje nieznana, jednak wcześniej chińskie władze wielokrotnie zaznaczały, że każda sprzedaż TikToka będzie wymagać ich zgody – szczególnie w kwestii eksportu technologii algorytmicznych, które uznają za strategiczne. Wiosną 2025 roku rozmowy o sprzedaży aplikacji utknęły w martwym punkcie po tym, jak Pekin odpowiedział sprzeciwem na nowe taryfy handlowe wprowadzone przez administrację Trumpa.

W Stanach Zjednoczonych sprawa TikToka trafiła jednocześnie do Sądu Najwyższego, który analizuje konstytucyjność zakazu aplikacji. Werdykt może wpłynąć na ostateczny kształt relacji między technologią a polityką w USA.

Co oznacza „amerykańska część TikToka”?

TikTok formalnie należy do chińskiej firmy ByteDance, ale w USA działa poprzez lokalną strukturę operacyjną. Kiedy amerykańscy politycy mówią o „sprzedaży amerykańskiej części TikToka”, mają na myśli zestaw elementów związanych z obecnością platformy na terenie Stanów Zjednoczonych. Chodzi o dane użytkowników gromadzone na terytorium USA, zespół pracowników i biura obsługujące lokalny rynek, infrastrukturę techniczną – w tym serwery i centra danych – oraz wersję aplikacji dostosowaną do amerykańskiego użytkownika.

Celem takiego wydzielenia jest ograniczenie wpływu Chin na działalność TikToka w USA oraz dostosowanie się do regulacji związanych z bezpieczeństwem danych. Propozycje sprzedaży nie obejmują całej firmy ByteDance, lecz jedynie ten wyodrębniony segment działalności.

Przyszłość aplikacji w zawieszeniu

Tożsamość potencjalnych nabywców TikToka wciąż pozostaje nieznana. W mediach pojawiają się spekulacje o udziale znanych postaci, takich jak YouTuber MrBeast, który dysponuje ogromnym zasięgiem wśród młodej widowni, startup Perplexity AI rozwijający własne narzędzia sztucznej inteligencji, czy inwestor Kevin O’Leary, znany z programu „Shark Tank”.

Eksperci podkreślają jednak, że ewentualna transakcja wymagać będzie zatwierdzenia zarówno przez stronę chińską, jak i amerykańskie agencje regulacyjne. Choć Trump zapowiada rychłe ujawnienie szczegółów, przyszłość TikToka w USA nadal pozostaje niepewna. Platforma znalazła się w centrum nie tylko kampanii wyborczej Donalda Trumpa w 2024 roku, lecz także szerszej debaty o kontroli nad danymi, suwerenności cyfrowej i relacjach z Chinami.

DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, Fox News, Business Insider


„Needle spiking” – ataki igłami na kobiety w klubach i na festiwalach

Alexander Freund

W klubach, na festiwalach i masowych imprezach coraz częściej dochodzi do przypadków kłucia kobiet igłami – jak na przykład podczas Fête de la Musique we Francji. „Needle spiking” ma przede wszystkim wywołać strach.

Fot. David Jackson / Unsplash

Needle spiking – na czym polega ta nowa forma przemocy?

W Europie trwa sezon festiwali, koncertów plenerowych i masowych imprez. Wraz z nim powróciły doniesienia o atakach. Po Fête de la Musique we Francji aż 145 kobiet zgłosiło się na policję – poinformowało francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Większość poszkodowanych to nastolatki i młode kobiety w wieku od 14 do 20 lat. Zgłaszały nagłe ukłucia – najczęściej w ramię lub bark – w tłumie, podczas koncertów. Policja prowadzi śledztwa w sprawie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu m.in. w Paryżu, Metz, Rouen i Tours.

Ataki te traktowane są jako forma przemocy seksualnej, choć nadal nie ma pewności, czy rzeczywiście dochodzi do podania substancji. Strach jednak rośnie – beztroska atmosfera letnich festiwali i masowych imprez dla wielu kobiet przestała istnieć.

Czy needle spiking jest realnym zagrożeniem?

Termin „needle spiking” oznacza potajemne nakłuwanie igłą lub strzykawką. Celem może być podanie substancji pozbawiającej przytomności lub ograniczającej możliwość obrony. Szczególnie narażone są kobiety w tłumie – na parkiecie, pod sceną, w klubie.

Ofiary często nie zauważają ataku od razu. W zgiełku imprezy ból może pozostać niezauważony. Dopiero później odkrywają zaczerwienienie, siniak lub nakłucie. Często towarzyszą im zawroty głowy, mdłości, dezorientacja.

Prawdopodobieństwo, że kobiety faktycznie były atakowane igłami, jest wysokie. Jednak zdaniem lekarzy i medyków sądowych nie jest jasne, czy możliwe jest dyskretne wstrzyknięcie substancji. Wątpliwości budzi też czas potrzebny na taki atak – w tłumie i przy ruchu ofiary.

Jakie substancje są używane w drink i needle spiking?

Większość specjalistów wskazuje, że silne objawy – halucynacje, luki w pamięci, utrata kontroli – wynikają raczej z podania substancji w napoju, tzw. „drink spiking”. Popularną substancją jest GHB – kwas gamma-hydroksymaślanowy – znany jako płynny ecstasy lub krople K.O.

GHB działa po 10–30 minutach, może wywoływać euforię, senność, a w większych dawkach utratę przytomności. W połączeniu z alkoholem lub stymulantami może być szczególnie groźny. Inne stosowane substancje to ketamina oraz benzodiazepiny („tranquilizery”).

Ustalenie, czy i jaka substancja została podana, jest bardzo trudne – wiele z nich szybko znika z organizmu.

Geneza needle spiking w Europie

Pierwsze przypadki needle spiking odnotowano w Wielkiej Brytanii w 2021 roku. Kobiety zgłaszały ataki w klubach – ukłucia w ramię, nogę, plecy. Szybko podobne doniesienia napłynęły z Hiszpanii, Belgii, Holandii, Niemiec i Francji.

Wraz z tym zjawiskiem nasiliła się przemoc wobec kobiet w przestrzeni publicznej. Po ostatnich atakach we Francji zatrzymano dwunastu mężczyzn. Wszyscy zaprzeczyli zarzutom i zostali zwolnieni – nie znaleziono bowiem żadnych dowodów rzeczowych, takich jak igły, strzykawki czy ślady substancji.

Psychologia strachu i mizoginia

Francuskie MSW potwierdziło, że w mediach społecznościowych krążyły wcześniej informacje o planowanych atakach. Mizoginiści, naśladowcy i awanturnicy dzielą się poradami nt. przemocy wobec kobiet – needle spiking może być jedną z takich „taktyk”.

„Celem jest pokazanie kobietom, że przestrzeń publiczna nie jest dla nich bezpieczna ani beztroska.” – mówi Félix Lemaître w rozmowie z „Libération”. Autor książki „La Nuit des hommes” wskazuje, że za atakami stoi toksyczna męskość i ideologia dominacji.

Celem jest zastraszenie – przez ból, zagrożenie zakażeniem, utratą kontroli. W sieci needle spiking często łączony jest ze strachem przed HIV. Lekarze uspokajają, że takie zakażenie jest mało prawdopodobne. Ale lęk przed infekcją – zupełnie uzasadniony.

„Strzykawki przechodziły z rąk do rąk. Były przekazywane między napastnikami” – powiedział po atakach Éric Henry z Alliance Police Nationale.

Jak kobiety mogą się bronić przed needle spiking?

Nie istnieje całkowicie skuteczna ochrona. Zakrywające ciało ubrania dają jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa. Najważniejsze to świadomość – organizatorów, uczestników, służb.

Bezpieczniej poruszać się w grupie, nie przyjmować napojów od obcych, nie zostawiać drinków bez nadzoru. Po ataku należy natychmiast zawiadomić bliskich, organizatorów i policję. Niezależnie od objawów – udać się do lekarza.

Unikanie imprez to, w teorii, najbezpieczniejsze wyjście. Ale byłoby też formą kapitulacji. To właśnie o to chodzi sprawcom – by kobiety same rezygnowały z obecności w przestrzeni publicznej.

REDAKCJA POLECA

script type=’text/Javascript’>

 


Polak, kosmonauta z Platformy w kosmosie? Nie ten, co trzeba! – Skiba o absurdach prawicy

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Sensacją ostatnich dni jest historyczny lot drugiego Polaka w kosmos, który jako pierwszy z naszych rodaków wylądował na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wśród zwolenników prawicy niestety nie ma wielkiej radości z tego faktu, a wręcz panuje prawdziwe oburzenie. Kosmonautę Sławosza obciąża nie tylko żona, która ma tajskie korzenie i jest w partii zdrajców narodu. Mówi też biegle trzema językami, co jest fatalnie odbierane nie tylko na Podlasiu. Polak nie wziął ze sobą w kosmiczną podróż ani różańca, ani krzyżyka, ani Biblii. Wziął w kosmos polską flagę, ale to za mało na nasze standardy

Sensacją ostatnich dni jest historyczny lot drugiego Polaka w kosmos, który jako pierwszy z naszych rodaków wylądował na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wśród zwolenników prawicy niestety nie ma ani wielkiej radości z tego faktu, a wręcz panuje prawdziwe oburzenie. I rzeczywiście trudno nie przyznać racji krytykującym.

Sławosz Uznański-Wiśniewski. Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Żoną kosmonauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego jest posłanka Platformy Aleksandra Wiśniewska. To już nie było kandydatów na pilotów takich, co mają żony z jakiejś porządnej partii, np. od prawdziwego Polaka Brauna albo z PiS? To ewidentna zdrada Donalda Trumpa. Dlaczego w tej sprawie nie interweniował Andrzej Duda? Mógł czekać jak zwykle przy windzie i podczas robienia selfie szepnąć prezydentowi USA, że ten facet, którego w ramach programu kosmicznego będą wystrzeliwać na orbitę, to jest niepewny politycznie.

Kosmonautę Sławosza obciąża nie tylko żona, która ma tajskie korzenie i jest w fatalnej partii zdrajców narodu. Duże kontrowersje elektoratu prawicy budzi sam kosmonauta.

Sławosz ukończył co prawda Politechnikę Łódzką, ale ma na koncie także francuskie uczelnie. Na przykład na Uniwersytecie w Marsylii zrobił doktorat. Co już samo w sobie jest obciążeniem. Co innego, gdyby miał dyplom MBA Collegium Tumanum, jak wielu polityków PiS. Mówi też biegle trzema językami, co jest fatalnie odbierane nie tylko na Podlasiu.

Sławosz pracował w Szwajcarii w słynnym instytucie naukowym CERN w Genewie, a nie, jak każe polska tradycja, na budowie przy azbeście.

Dalej jest już tylko gorzej. Za co się nie wziął, wszystko źle. Napisał książkę o promieniowaniu, a było przecież tyle dobrych tematów, którymi jako naukowiec mógł się zająć. Na przykład coś o historycznym znaczeniu Lecha Kaczyńskiego czy o gangsterze Nikosiu, jak to jest teraz modne wśród prawdziwych patriotów.

I teraz coś, co wzbudza największe oburzenie. Polak nie wziął ze sobą w kosmiczną podróż ani różańca, ani krzyżyka, ani Biblii. Wziął w kosmos polską flagę, ale to za mało na nasze standardy. Prawdziwy polski patriota z PiS przemyciłby jeszcze kilku kumpli, pęto dobrej kiełbasy krakowskiej, zbiór gorących przemówień Jarosława, słoik domowego smalcu i wiadro wody święconej od Rydzyka.

Fot. Dariusz Frach, thefad.pl / AI

To wszystko oczywiście wina upiornych rządów Donalda Tuska. Po prostu wzięli w kosmos swojego. Gdyby PiS był u władzy, poleciałby ktoś o wiele bardziej kompetentny. Na przykład słynna córka leśnika, kuzyn Sasina lub teściowa Błaszczaka.

Jest jeszcze coś, co absolutnie wyklucza Uznańskiego ze wspólnoty polskiej. Nie nadużywa ani alkoholu, ani snusa. No i to dziwne imię „Sławosz”. Kto do tego dopuścił? Czy polski kosmonauta nie mógłby się nazywać jakoś tak po ludzku, na przykład Jarosław, albo chociaż Karol?

Krzysztof Skiba

 


Nowy Bond w rękach wizjonera. Wiemy, kto wyreżyseruje kolejny film o agencie 007

Amazon MGM Studios oficjalnie ogłosiło, że Denis Villeneuve, reżyser Diuny i Blade Runnera 2049, stanie za kamerą nowej odsłony serii o Jamesie Bondzie. To pierwsza część franczyzy realizowana w pełni pod kontrolą studia Amazona – i być może początek największej zmiany w historii 007.

Fot. AI


Agent 007 trafia do świata Villeneuve’a

„James Bond to dla mnie święte terytorium” – powiedział Villeneuve w oficjalnym oświadczeniu. Reżyser podkreślił, że dorastał, oglądając filmy o agencie 007 z ojcem, zaczynając od Doktora No z Seanem Connerym. Teraz – jako zagorzały fan – obiecuje „uhonorować tradycję” serii, jednocześnie „otwierając drogę dla wielu nowych misji”.

Amazon nie ukrywa, że postawił na reżysera z najwyższej półki. Mike Hopkins, szef Amazon MGM Studios, określił Villeneuve’a mianem „mistrza kina” i chwalił jego zdolność do tworzenia „światów, które są zarówno epickie, jak i intymne”.


Zmiana warty: Amazon przejmuje stery

Po niemal dwóch dekadach kierowania marką przez Barbarę Broccoli i Michaela G. Wilsona, Amazon – po przejęciu MGM – objął pełną kontrolę kreatywną nad serią. Film z Villeneuve’em ma być początkiem „nowej ery Bonda” i zarazem próbą odpowiedzi na pytanie: kim ma być 007 w XXI wieku?

Zdaniem wielu, wybór reżysera o tak wyrazistym stylu to sygnał, że studio stawia na kino bardziej ambitne, oparte na psychologii postaci, a nie tylko na efekciarskiej akcji i gadżetach.


Jaki będzie nowy Bond?

Villeneuve zasłynął filmami o wyrazistym, wizualnie dopracowanym stylu, w których postaci zmagają się z moralnymi i egzystencjalnymi dylematami. Bohaterowie jego filmów – od Sicario, przez Arrival, po Diunę – to często samotnicy rozdarte między lojalnością a prawdą.

Ajay Chowdhury, rzecznik Międzynarodowego Klubu Fanów Jamesa Bonda, nazwał angaż Villeneuve’a „najważniejszym artystycznym wydarzeniem dla przyszłości serii”. Zwrócił uwagę, że to pierwszy przypadek, gdy reżyser Bonda będzie również producentem wykonawczym – co może oznaczać większą swobodę twórczą i mniej kompromisów.

Wszystko wskazuje na to, że estetyka nowego filmu będzie bliższa realizmowi z Casino Royale niż błyskotliwej konwencji znanej z epoki Rogera Moore’a.


Kiedy zobaczymy nowego Bonda?

Pomimo ogłoszenia reżysera, produkcja filmu nie ruszy szybko. Villeneuve jest obecnie zaangażowany w zdjęcia do Diuny: Mesjasza (premiera planowana na 2026 r.), a w kolejce czekają m.in. adaptacje Wojny nuklearnej: Scenariusz i Spotkania z Ramą. Jak sam przyznał w rozmowie z Vanity Fair: „Mam teraz zbyt wiele rzeczy do zrobienia”.

Szacuje się, że zdjęcia do nowego Bonda mogą ruszyć najwcześniej pod koniec 2026 roku, a premiera – realnie – przypadnie na 2027.


Kto zostanie nowym 007?

To pytanie wciąż pozostaje otwarte. Amazon nie zdradził żadnych szczegółów dotyczących obsady, choć spekulacje trwają od miesięcy. Najczęściej wymienia się Aarona Taylora-Johnsona, Jamesa Nortona, Paula Mescala, ale też Calluma Turnera i Jacka Lowdena.

Chowdhury zauważył, że nowy Bond musi mieć „zbalansowaną ilość sławy” – wystarczająco rozpoznawalny, by przyciągnąć widzów, ale nie na tyle znany, by zdominować ikonę agenta 007. Ważne też, by aktor miał „głód” tej roli – i zdolność, by nie tylko zagrać, ale reprezentować markę przez kolejną dekadę.


Nowa era czy ryzykowny zwrot?

Fani są podzieleni. Część ekscytuje się artystycznym kalibrem Villeneuve’a i nadzieją na odświeżenie serii. Inni zastanawiają się, czy jego styl – pełen narracyjnej powolności i filozoficznej głębi – odnajdzie się w dynamicznym świecie Bonda.

Jedno jest pewne: po raz pierwszy od lat serii towarzyszy nie tylko zmiana twarzy, ale też tożsamości. A stawką jest nie tylko sukces jednego filmu, ale być może kształt całej marki Jamesa Bonda w nadchodzącej dekadzie.

DF, thefad.pl / Źródło: AP News, BBC News, The Times (UK)

 


Sok z ogórków kiszonych: napój mistrzów czy chwilowa moda?

Na kortach Rolanda Garrosa, w trakcie jednego z najbardziej wycieńczających finałów French Open w historii, Carlos Alcaraz i Jannik Sinner popijali niepozorny płyn o intensywnie zielonkawym kolorze. Dla wielu kibiców był to zwykły napój elektrolitowy. Dla bardziej wtajemniczonych – sok z ogórków kiszonych.

Fot. Dariusz Frach, thefad.pl / AI

Choć jego smak dla wielu jest trudny do zaakceptowania, sportowcy sięgają po niego coraz chętniej. I to nie od dziś. Już w 2019 roku Lucas Torreira, ówczesny pomocnik Arsenalu, został sfotografowany z butelką „pickle juice” podczas meczu Premier League. Podczas Euro 2024 sok z ogórków trafił nawet do oficjalnego zestawu napojów reprezentacji Anglii.

Dlaczego sportowcy sięgają po sok z ogórków?

Kluczem do popularności soku z ogórków kiszonych jest jego skuteczność w walce ze skurczami mięśni. Treningi i mecze trwające długo, często w ekstremalnych temperaturach, powodują nie tylko odwodnienie, ale także zaburzenia w gospodarce elektrolitowej.

Sok z ogórków to skoncentrowane źródło sodu i potasu. Badania sugerują, że może on likwidować skurcze nawet o 40% szybciej niż woda. Co ważniejsze, nie chodzi tylko o same minerały, ale o mechanizm nerwowy. Kwaśny płyn aktywuje odruchy w jamie ustnej, które wysyłają sygnał do mózgu: „zakończ skurcz”. Efekt? Działanie niemal natychmiastowe.

Nie pić, tylko płukać

Prof. Mayur Ranchordas, ekspert z zakresu żywienia sportowego z Sheffield Hallam University, zaznacza jednak, że sok z ogórków nie powinien być pity profilaktycznie. Wbrew obiegowej opinii, nie pomaga on w zapobieganiu skurczom.

„Najlepiej przepłukać nim usta przez 20–30 sekund i wypluć. To wystarczy, by uruchomić mechanizm działania octu i soli” – mówi Ranchordas. Przestrzega też przed zbyt szybką neutralizacją smaku, np. przez picie wody. To właśnie nieprzyjemne doznanie smakowe wywołuje reakcję neurologiczną.

Im bardziej obrzydliwe, tym lepsze?

W świecie sportu coraz więcej eksperymentów idzie w kierunku maksymalizacji efektu. Ranchordas sugeruje, by do ogórków dodawać papryczki chili – im mocniejszy smak, tym silniejszy bodziec nerwowy. To podejście może się wydawać ekstremalne, ale dla zawodników walczących z ograniczeniami własnego ciała, skuteczność jest wartością nadrzędną.

Czy sok z ogórków może zaszkodzić?

Nie każdy organizm dobrze reaguje na sok z ogórków kiszonych. Z uwagi na wysokie stężenie soli i kwasów organicznych, może prowadzić do podrażnienia przewodu pokarmowego. Emma Tester z UK Sports Institute zauważa, że niektórzy sportowcy doświadczyli mdłości, a nawet wymiotów po jego spożyciu w trakcie zawodów.

„Podobnie jak w przypadku treningu, strategie żywieniowe wymagają regularnego testowania i dostosowywania do własnych potrzeb. Samo naśladownictwo nie wystarczy, ponieważ każdy organizm reaguje inaczej.” – podkreśla Tester.

Moda, rytuał, nauka

Czy sok z ogórków kiszonych to chwilowa moda, czy trwały element sportowego zaplecza? Choć brakuje dużej liczby badań, coraz więcej profesjonalistów traktuje go jako narzędzie z pogranicza nauki i tradycji.

Jedno jest pewne: ten kwaśny napój już teraz zyskał status kultowego eliksiru wytrzymałości. A że jego działanie zaczyna się od grymasu na twarzy? Cóż, może to właśnie smak zwycięstwa.

DFm thefad.pl / Źródło: BBC Sport 

 


Historyczny lot Polaka na ISS: Sławosz Uznański-Wiśniewski podbija kosmos

25 czerwca 2025 roku o godzinie 8:31 czasu polskiego z platformy startowej w Przylądku Canaveral wystartowała rakieta Falcon 9. Wewnątrz kapsuły Crew Dragon, nazwanej „Grace”, znalazł się Sławosz Uznański-Wiśniewski — pierwszy Polak na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i drugi w historii kraju uczestnik misji załogowej poza atmosferą. To moment, który dla polskiego sektora naukowo-technologicznego ma znaczenie zarówno symboliczne, jak i praktyczne.

Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Start poprzedziła seria sześciu opóźnień — od 29 maja do 22 czerwca. Powodem były zarówno kwestie pogodowe, jak i procedury bezpieczeństwa technicznego. Załoga spędziła niemal półtora miesiąca w kwarantannie — znacznie dłużej niż w standardowych misjach ESA — co czyniło ją jedną z najdłużej izolowanych przed lotem w historii nowoczesnych misji załogowych.

Międzynarodowy skład i cel misji

Misja Ax-4, organizowana przez Axiom Space we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, to część rosnącego nurtu umiędzynarodowienia załogowych lotów kosmicznych. Uznański-Wiśniewski dołączył do trzyosobowej załogi: Peggy Whitson z USA, Shubhanshu Shukli z Indii i Tibora Kapu z Węgier. Ich wspólna podróż to ponad dobowa misja związana z dokowaniem do ISS, a następnie 14 dni badań w warunkach mikrograwitacji.

Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Nowa generacja astronautów i kompetencje

Uznański to nieprzypadkowy wybór. Od lat związany z inżynierią radiacyjną, pracował m.in. w CERN oraz w projektach ESA. „Od dziecka fascynowały mnie gwiazdy. Teraz mogę je zobaczyć z bliska” — mówił w jednym z wcześniejszych wywiadów. Jego droga do misji Ax-4 to efekt kompetencji, nie polityki.

Sławosz Uznański-Wiśniewski. Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

W przeciwieństwie do pionierskiego lotu Hermaszewskiego sprzed niemal półwiecza, obecna misja nie jest demonstracją politycznej przynależności, lecz efektem zaplanowanej współpracy i inwestycji w sektor kosmiczny. Uznański reprezentuje nową generację astronautów: wyłonionych nie ze względów symbolicznych, lecz ze względu na doświadczenie i wiedzę. Jego udział w Ax-4 to logiczna konsekwencja obecności Polski w programach ESA i rosnących aspiracji w obszarze technologii wysokiego ryzyka.

Polski wkład badawczy: misja Ignis

Misja Ignis posiada również własny emblemat — tzw. patch — zaprojektowany z udziałem polskich grafików. Biało-czerwony orzeł i stylizowany zarys Orlej Perci to elementy wizualne łączące symbolikę narodową z aspiracjami naukowymi. Samo hasło misji, zaczerpnięte z łaciny, oznacza „ogień” — metaforę energii, która napędza odkrycia.

Sławosz Uznański-Wiśniewski. Fot. sreen shot / youtube, European Space Agency, ESA

Na ISS Uznański przeprowadzi trzynaście eksperymentów opracowanych przez polskie instytucje. Wśród nich znajdą się badania nad mikrobiomem człowieka w mikrograwitacji, testy materiałów nanostrukturalnych oraz projekty związane z autonomią systemów i odpornością organizmu na długotrwały stres. Program, nazwany „Ignis”, to pierwsza tego rodzaju inicjatywa realizowana przez Polską Agencję Kosmiczną. Misja współfinansowana przez Ministerstwo Nauki i ESA, stanowi punkt odniesienia dla przyszłych projektów orbitalnych z udziałem Polski.

Wymiar symboliczny i społeczny

Z kapsuły już po starcie wypuszczono małego pluszowego łabędzia, nazwanego „Joy”. Ten niepozorny przedmiot pełnił funkcję wskaźnika mikrograwitacji, pokazując moment, w którym kapsuła znalazła się poza oddziaływaniem grawitacyjnym Ziemi. To nie tylko techniczny test, ale też osobisty gest astronauty, który nadał maskotce imię i znaczenie.

Oprócz wspomnianej flagi i pierogów, Uznański zabrał również naszywkę z misji Hermaszewskiego — symboliczny łącznik między dwiema epokami polskiej obecności w kosmosie. Cała misja, mimo że naukowa w charakterze, nie była pozbawiona osobistych akcentów.

Manewry orbitalne i życie na ISS

Dokowanie do ISS nastąpiło po około 28 godzinach lotu. W tym czasie kapsuła Crew Dragon wykonała serię manewrów orbitalnych, zbliżając się do stacji z precyzją wymaganą przy tego typu operacjach. Sama stacja orbituje na wysokości około 400 kilometrów nad powierzchnią Ziemi i pozostaje jednym z najbardziej złożonych projektów inżynieryjnych XXI wieku.

Codzienne życie astronautów to badania, eksperymenty, ćwiczenia fizyczne oraz rutynowe kontrole stanu technicznego. Uznański relacjonował w transmisjach, że „widok naszej planety jest nie do opisania” — i że to doświadczenie zmienia sposób, w jaki postrzega się świat.

Po misji: edukacja i rozwój technologiczny

Misja Ax-4 potrwa dwa tygodnie. Po jej zakończeniu kapsuła z załogą wróci na Ziemię, wodując u wybrzeży Florydy. Sam Uznański zapowiedział, że po powrocie zaangażuje się w projekty edukacyjne i popularyzatorskie w Polsce. W planach są m.in. wykłady dla młodzieży i współpraca z ośrodkami badawczymi nad rozwojem krajowych kompetencji kosmicznych.

Znaczenie misji Ax-4 dla Polski

Choć udział Polski w misji Ax-4 nie zmienia układu sił w światowym sektorze kosmicznym, stanowi wyraźny sygnał dojrzewania krajowego potencjału naukowego. Obecność polskiego astronauty na pokładzie ISS to rezultat systematycznych inwestycji i rosnących kompetencji instytucji badawczych. To także przypomnienie, że kosmos nie musi być tylko celem marzeń, ale może stać się naturalnym kierunkiem rozwoju dla nowoczesnego państwa.

DF, thefad.pl / Źródło: PAP, Reuters, ESA 

 


BBC uruchamia polskojęzyczny serwis informacyjny – odpowiedź na kryzys zaufania

Serwis bbc.com/polska został uruchomiony 24 czerwca 2025 roku. Jego celem jest dostarczanie polskim odbiorcom niezależnych, bezstronnych wiadomości w formie tekstowej i wideo, odpowiadających na wyzwania współczesnego świata. BBC News Polska stanowi pilotażowy projekt, mający przeciwdziałać narastającej dezinformacji w regionie i dostarczać pogłębione analizy dotyczące najważniejszych zjawisk – od konfliktów zbrojnych, przez zdrowie publiczne i zmiany klimatyczne, po koszty życia.

Fot. screen shot / bbc youtube

To pierwszy nieanglojęzyczny serwis informacyjny BBC World Service, który wykorzystuje technologię tłumaczenia wspomaganą przez sztuczną inteligencję. Tłumaczenia, jak podkreśla redakcja, są nadzorowane przez zespół dziennikarski, a automatyczne przekłady odpowiednio oznaczane. Zastosowanie AI nie zastępuje procesu redakcyjnego, lecz go wspiera – z zachowaniem standardów dziennikarstwa, z jakich znane jest BBC.

Redakcja, treści i format

Serwis tworzony jest przez zespół polskich dziennikarzy, których zadaniem jest dostarczanie treści lokalnie osadzonych, lecz w zgodzie z globalnym kontekstem. Ich praca uzupełniana jest przez wyselekcjonowane materiały z całego świata oraz wystąpienia znanych prezenterów BBC, takich jak Kasia Madera czy Tomasz Schafernaker. Nowa redakcja działa w ramach elastycznego modelu produkcji treści – opiera się na niewielkim zespole, który dzięki efektywnej organizacji pracy i wsparciu globalnych struktur redakcyjnych może szybko reagować na wydarzenia i tworzyć jakościowe materiały.

Publikacje dostępne będą również na kanałach społecznościowych – Facebooku i Instagramie – co ma zwiększyć zasięg i dostępność informacji dla szerszego grona odbiorców w Polsce.

Kontekst strategiczny

Według Jonathana Munro, globalnego dyrektora i zastępcy dyrektora generalnego BBC News, projekt BBC News Polska stanowi część strategii wzmacniania globalnego zasięgu nadawcy i wspierania demokratycznych wartości tam, gdzie wolność mediów jest zagrożona. Fiona Crack, jego zastępczyni, podkreśla, że rozwój technologii tłumaczeniowych oraz doświadczenie zdobyte w ramach wcześniejszych projektów pilotażowych pozwalają teraz na realizację nowego rodzaju dziennikarstwa – opartego na współpracy międzynarodowej, lokalnym doświadczeniu i technologicznej precyzji.

Bartosz Witak, szef BBC Studios na region Europy Środkowo-Wschodniej oraz Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, mówi wprost: uruchomienie polskojęzycznego serwisu to ważne rozszerzenie portfolio BBC w Polsce – kraju, w którym marka dociera do około jednej piątej dorosłej populacji tygodniowo.

Plany na przyszłość

BBC News Polska to pierwsze tego typu przedsięwzięcie od 2017 roku, kiedy to uruchomiono serwis BBC News po serbsku.Jeśli projekt pilotażowy zakończy się powodzeniem, kolejne wersje językowe mogą zostać uruchomione w regionach, gdzie potrzeba rzetelnego i obiektywnego dziennikarstwa jest szczególnie odczuwalna. BBC pozostaje przy tym wierne swoim wartościom – niezależności, przejrzystości i odpowiedzialności redakcyjnej – traktując nowe technologie jako wsparcie, a nie substytut pracy dziennikarskiej.

DF, thefad.pl / Źródło: BBC News 

 


Początek III wojny światowej, czy pokaz siły? Co naprawdę wydarzyło się w Iranie

Dagmara Jakubczak

22 czerwca 2025 roku, wczesnym rankiem, Donald Trump zasiadł w Situation Room Białego Domu. Na ekranach, w otoczeniu doradców i wojskowych, obserwował precyzyjne uderzenia amerykańskich bombowców na irańskie instalacje jądrowe. Czapka z hasłem „Make America Great Again”, czerwony krawat, skupiona twarz – obraz, który w ułamku sekundy obiegł światowe media i na nowo rozpalił obawy o przyszłość Bliskiego Wschodu.

Decyzja o ataku. Izrael za kulisami

Decyzja o przyłączeniu się do izraelskiej ofensywy była szybka, ale nie zaskakująca. Od tygodni mówiło się o tym, że Izrael przygotowuje się do samodzielnego uderzenia. Jednak brak odpowiednich bomb do niszczenia podziemnych instalacji w Fordow czy Natanz zmusił premiera Netanjahu do sięgnięcia po amerykańską pomoc. Trump nie wahał się długo.

Groźba wojny. Reakcja Iranu i eskalacja

Zdjęcia z Białego Domu, choć pełne symboliki, nie oddają skali geopolitycznego trzęsienia ziemi. Bo choć Pentagon zapewniał, że chodzi o precyzyjną operację, której celem jest „zatrzymanie irańskiego programu atomowego”, Teheran odebrał atak jako wypowiedzenie wojny. W ciągu godzin irańska Rada Bezpieczeństwa zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Z ust ajatollahów padły groźby: odwet będzie nieunikniony.

Możliwe scenariusze odwetu

– Doszliśmy do punktu, w którym sytuacja stała się dla USA niemal niekontrolowana – ostrzega Jan Busse, politolog z Uniwersytetu Bundeswehry. – Dalszy rozwój wydarzeń zależy już wyłącznie od reakcji Iranu.

Iran ma kilka możliwych dróg odwetu. Może zdecydować się na bezpośredni atak na bazy USA w Bahrajnie czy Katarze. Może też użyć pośrednich narzędzi – wspieranych milicji w Iraku lub Jemenie, które mogą uderzyć, dając Teheranowi pole do wyparcia się odpowiedzialności. Wreszcie – może zamknąć Cieśninę Ormuz, co sparaliżowałoby globalny handel ropą i wywołało efekt domina na światowych rynkach. Nicole Deitelhoff, ekspertka z Frankfurtu, uważa ten ostatni scenariusz za najmniej prawdopodobny, ale nie niemożliwy.

Tajny sygnał i kalkulacja Trumpa

Są jednak głosy, że Waszyngton i Teheran mieli wcześniej kontakt. Platforma Amwaj.media podaje, że Amerykanie uprzedzili Iran, iż operacja nie oznacza pełnoskalowego konfliktu i ograniczy się do uderzeń w infrastrukturę nuklearną. Jeśli to prawda, może to tłumaczyć wstrzemięźliwość Teheranu w pierwszych godzinach po nalocie.

Dla Trumpa decyzja o interwencji była politycznym paradoksem. Jeszcze w kampanii wyborczej deklarował, że zakończy „niekończące się wojny”. Ale teraz, gdy Netanjahu postawił go przed wyborem – albo bezczynność, albo wsparcie – zdecydował się działać. – To mistrzowski ruch Netanjahu – komentuje Deitelhoff. – Ale czy skuteczny? Nie ma pewności, że irański program jądrowy został naprawdę zniszczony.

Europa zaskoczona i bezsilna

Tymczasem Europa, jak zwykle w takich momentach, zareagowała z opóźnieniem. Niemieccy, francuscy i brytyjscy dyplomaci, którzy jeszcze kilka dni wcześniej rozmawiali z szefem irańskiej dyplomacji, dowiedzieli się o nalotach z mediów. Berlin wyraził zaniepokojenie, ale nie padły żadne konkretne deklaracje.

– Europa jest w tym konflikcie praktycznie sparaliżowana – stwierdza Deitelhoff. – Niemcy mogą dostarczać broń Izraelowi, ale nie mają ani siły wojskowej, ani politycznej, by wpłynąć na sytuację.

Cień chaosu. Czy Iran się rozpadnie?

Jan Busse dodaje, że jedynym scenariuszem, w którym Europa znalazłaby się w centrum wydarzeń, byłby upadek irańskiego reżimu. Taki chaos – porównywalny z Irakiem po 2003 roku – oznaczałby masową migrację, radykalizację i powstanie nowej, nieprzewidywalnej przestrzeni konfliktu. Navid Kermani przypomina, że Iran to państwo wieloetniczne, a 45 procent jego mieszkańców nie mówi po persku. Taka mieszanka, w warunkach wojny domowej, może eksplodować.

Co dalej?

Czy Teheran zdecyduje się na odwet? Czy świat znów stanie na krawędzi wojny? Dziś więcej jest pytań niż odpowiedzi. Ale jedno jest pewne: Bliski Wschód wkroczył właśnie w nową fazę napięć. A Europa – jak zwykle – została na widowni.

DF, thefad.pl / Źródło: Reuters, AP News, Financial Times

REDAKCJA POLECA

 

 

script type=’text/Javascript’>

Polacy chcą ponownego przeliczenia głosów. Wybory 2025 pod lupą opinii publicznej

Wybory prezydenckie 2025 zakończyły się rekordową frekwencją i różnicą głosów, która mieści się w granicach błędu statystycznego. Gdy po ogłoszeniu wyników pojawiły się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach w pracy komisji, pytanie o ponowne przeliczenie głosów zaczęło dominować w debacie publicznej. Jak pokazuje najnowszy sondaż, niemal połowa Polaków popiera taki krok.

Prawie połowa obywateli za ponownym liczeniem głosów

Według badania SW Research dla „Rzeczpospolitej”, 49,1 proc. respondentów uważa, że głosy oddane w drugiej turze wyborów powinny zostać ponownie przeliczone. Przeciwną opinię wyraziło 38,9 proc., a 12 proc. osób nie ma zdania w tej sprawie.

Poparcie dla ponownego liczenia częściej wyrażają kobiety (50,7 proc.) niż mężczyźni (47,2 proc.). Najwięcej zwolenników tego rozwiązania znajduje się wśród osób po 50. roku życia oraz z wykształceniem zawodowym. Wyróżniają się również mieszkańcy średnich i dużych miast (200–499 tys. mieszkańców), gdzie „za” opowiada się 62 proc. badanych. W grupie zarabiającej ponad 7 tys. zł netto ten odsetek wynosi 56 proc.

Nieprawidłowości w komisjach podsycają emocje

W centrum uwagi znalazły się pojedyncze przypadki błędów w lokalnych komisjach. Najgłośniejszy dotyczy Grudziądza, gdzie głosy przypisano odwrotnie do kandydatów. Podobne incydenty odnotowano m.in. w Krakowie, Gdańsku, Bielsko-Białej i Strzelcach Opolskich.

W odpowiedzi na te informacje, Prokuratura Krajowa potwierdziła nieprawidłowości w co najmniej dziewięciu komisjach. W siedmiu z nich doszło do zamiany głosów między kandydatami. Sąd Najwyższy nakazał ponowne przeliczenie głosów w trzynastu obwodach – stanowi to jednak zaledwie ułamek wszystkich komisji działających w Polsce.

Wyniki wyborów i granica zaufania społecznego

Drugą turę wyborów wygrał Karol Nawrocki, kandydat popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Zdobył 50,89 proc. głosów (10 606 877). Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, uzyskał 49,11 proc. (10 237 286). Frekwencja wyniosła 71,63 proc.

Choć wynik został ogłoszony przez Państwową Komisję Wyborczą i uznany przez większość instytucji, część społeczeństwa nie kryje wątpliwości. Premier Donald Tusk stwierdził, że wszędzie tam, gdzie pojawiają się niejasności, głosy powinny zostać sprawdzone ponownie. Z kolei Sąd Najwyższy przypomina, że przepisy przewidują ponowne przeliczenie tylko w przypadkach udokumentowanych nieprawidłowości.

Polityka, prawo i oczekiwania społeczne

Do Sądu Najwyższego wpłynęły setki protestów wyborczych. Decyzje mają zapaść w ciągu kilku tygodni. To one przesądzą, czy wybory 2025 zostaną zapamiętane jako przykład sprawnego demokratycznego procesu, czy raczej jako wydarzenie, które nadwyrężyło zaufanie do instytucji państwowych.

Nie chodzi już tylko o liczby. W tle toczy się głębsza debata o zaufaniu obywateli do systemu wyborczego. Ostateczny wynik może nie ulec zmianie, ale oczekiwanie transparentności stało się faktem. Demokracja nie kończy się wraz z ogłoszeniem rezultatów – trwa, dopóki każdy głos ma znaczenie i budzi zaufanie.

DF, thefad.pl / Źródło: rzeczpospolita.pl, TVN24 i Polsat New 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję