Szukaj w serwisie

×
12 czerwca 2020

Bartek Sabela: Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Zarzuty: kradzież z włamaniem. „A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka”

Bartek Sabela

Bartek Sabela

Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Mówią, że jestem zatrzymany. Zarzuty: kradzież z włamaniem, kodeks karny, ścigane z urzędu, grubo, żartów nie ma. Czego kradzież i do czego włamanie, policjantom już trudno powiedzieć. Wszystko kulturalnie. A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka. Kilka głupich pytań i równie głupich odpowiedzi oraz uśmiechów wzajemnego zrozumienia. Wszyscy wiemy w czym bierzemy udział.

Zaraz, zaraz czyli jak to było? Że nie ma wolności bez solidarności, tak?

Ok, to najpierw o pierwszym.

Funkcjonariusze czekają na mnie przed apteką. Wychodzę z lekami dla dziecka, przede mną siedmiu rosłych panów prezentuje legitymacje. Mówią, że jestem zatrzymany i uprzejmie zapraszają do auta. Musieli mnie obserwować, iść za mną.

Wybieramy spacer, bo ja z psem, idziemy do mojego domu. Panowie są uprzejmi, pozwalają opuścić mieszkanie żonie i mojemu sześciotygodniowemu synkowi, pozwalają wezwać sąsiada i prawnika. A potem przeszukanie. Czego szukają w zasadzie nie wiadomo, „dowodów przestępstwa i narzędzi użytych do jego popełnienia”. Zarzuty: kradzież z włamaniem, kodeks karny, ścigane z urzędu, grubo, żartów nie ma. Czego kradzież i do czego włamanie, policjantom już trudno powiedzieć.

Siedmiu panów bierze się do pracy: szafki, szafeczki, szuflady, schowki, pudełka, kartony, ubrania. Kuchnia, pokój, przedpokój, sypialnia. Wszystko. Potem jeszcze piwnica. I auto. Po dwóch godzinach kończą, zabierając kamerę, nośniki elektroniczne, 1000pln znalezione w szafce, nawigację z auta, telefony, karty pamięci. I czapkę z daszkiem. Tak, czapka z daszkiem to główny dowód w tej sprawie. W kajdankach prowadzą do auta, pozwalają się pożegnać z żoną, przepraszają za najście.

Pod Komendą Stołeczną Policji czeka już TVP.INFO. Potem dowiem się, że moja znajoma była świadkiem tego jak jeden z funkcjonariuszy przekazywał moje dane osobowe „dziennikarzom” TVP. O 19.30 jest już materiał włącznie z paskiem na dole. Gdy mnie przyjmowano na KSP, moja koleżanka była tam już od 24h.

Tymczasem wstępne czynności, rewizja osobista, papiery i głupie pytania. I wstyd i zażenowanie, które widzę na twarzach funkcjonariuszy, słyszę w ich słowach. Wiedzą, że biorą udział w politycznej farsie. Jeden z nich, wyższy rangą, powie następnego dnia, prowadząc mnie na przesłuchanie: teraz wszystko w rękach boga i partii, proszę pana. Ale to nazajutrz, na razie policjantom przypomina się, że moja żona również ma auto, którego nie przeszukali. Więc znów kajdanki, znów wycieczka przez miasto, znów groteskowe przeszukanie i powrót na Komendę Stołeczną. I cela.

Cela w Policyjnej Izbie Zatrzymań jest całkiem ok, materac, koc, prześcieradło, nawet czysto. Jak chcę wyjść do łazienki to dzwonię przyciskiem, przychodzi funkcjonariusz, prowadzi do toalety. Wszystko kulturalnie. A to pan ten dziennikarz? No tak, polityka.

Tylko noc trwa cholernie długo. W zasadzie trudno powiedzieć, kiedy noc, a kiedy już dzień, bo cele są w piwnicy a pomieszczenie cały czas oświetlone mocnym światłem jarzeniówki. Koniec spania wyznacza pobudka, zabierają materac i koc, w zamian dają kubek potwornie słodkiej herbaty i starą kromkę chleba z pasztetową.

Przesłuchanie zaczyna się o 14 i trwa może dziesięć minut. Po to spędziłem noc na komisariacie. Kilka głupich pytań i równie głupich odpowiedzi oraz uśmiechów wzajemnego zrozumienia. Wszyscy wiemy w czym bierzemy udział. Dalej odciski palców, zdjęcia, lewo, prawo, en face, profil, analiza chodu. 24 godziny mojego czasu, kilka godzin czasu około dziesięciu funkcjonariuszy i mnóstwo zmarnowanego papieru na wieczną pamiątkę. Kwota zgłoszonej przez spółkę AMS szkody to 450pln (słownie: czterysta pięćdziesiąt pln). Tyle.

Gorzej z solidarnością. Tak, jestem aktywistą. Tak, jestem również reporterem. Nie ma dla mnie w tym konfliktu ani sprzeczności. Bycie reporterem nie zwalnia z bycia obywatelem, nie zwalnia z potrzeby buntu, gdy dzieją się złe rzeczy. Nie jest wytłumaczeniem dla braku działania. Nie jest wymówką dla bierności. Zresztą mam to serdecznie w dupie (o cholera wulgaryzmy jak na plakatach o Szumowskim, wybaczcie) i nie widzę powodu, by po raz kolejny się z tego tłumaczyć. Czy jestem dziennikarzem Gazety Wyborczej? Jestem freelancerem, piszę do różnych tytułów, w tym do Dużego Formatu GW. Słów Romana Imielskiego i porównania do Wildsteina nie widzę sensu komentować, uczcijmy je minutą ciszy. To tak apropos tej solidarności, co bez niej nie ma wolności. Na szczęście są ludzie, którzy znaczenie tych dwóch słów rozumieją i co ważniejsze czują.

Fot. Agata Kubis / OKO.press

Przed KSP czekało na mnie kilkadziesiąt osób. Wielu znajomych, ale także mnóstwo osób, które widziałem pierwszy raz. W czasie mojej nieobecności z własnej inicjatywy zaopiekowali się moją żoną i malutkim dzieckiem. Ktoś wyprowadził psa, ktoś zrobił zakupy, ktoś ugotował obiad, ktoś wyrzucił śmieci, ktoś wpadł wesprzeć rozmową. I choć przez 24h nie miałem żadnej możliwości kontaktu, byłem pewien, że tak właśnie będzie. Że na zewnątrz są ludzie, na których zawsze można liczyć, którzy rozumieją, że nie da się zbudować nowej lepszej rzeczywistości, lepszego świata, jeśli nie zaczniemy być dla siebie dobrzy, wspierać się, szanować, dbać o siebie nawzajem. I razem buntować przeciwko temu, co złe, bez zbędnego pierdolenia.

Cholernie Wam za to wszystkim dziękuje.

Bartek Sabala



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję