Szukaj w serwisie

×
23 lutego 2021

Rosyjskie kolonie karne. Do jednej z nich na 2 lata i 8 miesięcy trafi Aleksiej Nawalny. Co go czeka?

DW

Panujące tam nieludzie warunki opisywało już wielu przeciwników systemu. Teraz do kolonii karnej trafi Aleksiej Nawalny. Co go czeka?

Aleksiej Nawalny

Po próbie otrucia nowiczokiem na Aleksieja Nawalnego czyhają kolejne zagrożenia. Znany krytyk Kremla ma spędzić w kolonii karnej dwa lata i osiem miesięcy. Działaczka na rzecz praw człowieka Olga Romanowa z organizacji Rosja za kratkami mówi, że boi się o jego życie. Rosyjskie kolonie karne znane są bowiem z przemocy, tortur czy przypadków śmierci osadzonych.

Nawet niektórzy przedstawiciele rosyjskich władz porównują nieludzkie warunki w koloniach karnych z tymi panującymi w niesławnych łagrach – obozach karnych w czasach stalinowskich. O tym, czego się tam doświadcza, opowiadali już inni prominentni przeciwnicy prezydenta Rosji Władimira Putina.

Były oligarcha Michaił Chodorkowski, który spędził w kolonii karnej cztery lata, mówił, że decyzja Nawalnego o powrocie do Rosji, gdzie groziło mu aresztowanie, była odważna. Ostrzegał też, że Nawalnemu mogą grozić dodatkowe lata więzienia z innych, toczących się przeciwko niemu postępowań karnych.

Współczesne niewolnictwo

– Tortury, bicie i przypadki śmierci to codzienność w koloniach karnych – mówiła Nadieżda Tołokonnikowa, aktywistka z grupy Pussy Riot. Tołokonnikowa w 2012 roku, wówczas niespełna 24-letnia matka pięcioletniej córki była jedną z trzech aktywistek skazanych na - jak to określił Władimir Putin - "dwójeczkę" za to, że w czasie kampanii prezydenckiej wykonały w w punkowym-performansie w moskiewskiej katedrze piosenkę "Bogurodzico, przegnaj Putina".

W swojej książce „Instrukcja rewolucji” opowiadała o przypominającym niewolnictwo systemie wyzysku w zakładach karnych w Rosji. Z oficjalnych danych wynika, że za kratkami przebywa w tym kraju około pół miliona osób. Statystyki Rady Europy pokazują, że nigdzie indziej w Europie nie więzi się większej liczby osób w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców.

Także więźniowie polityczni trafiają do kolonii karnych. Zdaniem obrońców praw człowieka nie ze względu na faktyczne przestępstwo, ale z powodu działalności antyrządowej.

Nadieżda Tołokonnikowa, która trafiła do obozu IK-14 w Republice Mordowii w liście otwartym, który szerokiej opinii publicznej przedstawili jej mąż Piotr Wierziłow i adwokat Irina Chrunowa, relacjonuje mechanizm zmuszania więźniarek do niewolniczej pracy.

Każda 20-osobowa brygada szwaczek musi codziennie uszyć 150 mundurów. Kobiety pracują od 7.30 do 0.30. Dobrowolnie" zgłaszają się do pracy w niedzielę, wolne mają raz na półtora miesiąca. Nawet sprawne szwaczki zarabiają zaledwie po mniej więcej 1200 rubli (120 zł) miesięcznie. Przy tym administracja więzienna ich do tego nie zmusza. Stworzyła takie warunki, że do harówki przymuszają się same więźniarki. Obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. Jeśli któraś ze szwaczek nie wykona normy i plan nie zostanie zrealizowany, karana jest cała brygada. Nie ma widzeń, zwolnień warunkowych. W czasie pracy nie wolno wychodzić do ubikacji, kobietom odbiera się możliwość umycia się.

Więźniarki więc same rozliczają się z tymi, które pracują niewydajnie - biją je, wyzywają, szykanują. Przyklaskuje temu administracja łagru.

Systematyczne pozbawianie snu, niewystarczające posiłki, zimno i brud w celach miały pomóc w złamaniu niepokornych osadzonych – relacjonowała. Wynagrodzenie za pracę wynosi poniżej 4 euro za dzień. „Setki osób chorych na HIV pracowały po 16 godzin dziennie, wyniszczając resztki odporności. Gdy już umierali, zabierano ich do obozowych szpitali, żeby nie psuli statystyk danej kolonii – pisała w swoich notatkach.

Po wyjściu na wolność, pod koniec 2013 roku, Tołokonnikowa założyła organizację pomocową Strefa Prawa. Jak mówiła w rozmowie z niemiecką agencją prasową dpa, angażuje się głównie na rzecz kobiet, które doświadczały przemocy domowej, po czym broniąc własnego życia zamordowały swoich mężów.

Rodziny błagają Putina

To jak brutalne może być życie w koloniach karnych opisywał już laureat literackiej nagrody Nobla Aleksander Sołżenicyn w książce „Archipelag Gułag”. Zdaniem obrońców praw człowieka nawet w 30 lat po upadku Związku Radzieckiego niewiele się tam zmieniło.

Organizacja Memoriał zbiera relacje świadków. Byli osadzeni opowiadają o samowoli i drakońskich karach, o gwałtach, głodzie i chorobach. Krytyczna wobec Kremla „Nowaja Gazieta” wielokrotnie opisywała przypadki rodzin osadzonych, które błagały prezydenta Putina, by zrobił coś z sadystycznymi strażnikami.

Ale jak informują organizacje broniące praw człowieka, apele te pozostają bez odpowiedzi.

Aleksieja Nawalnego czekają trudne czasy. Przez lata nie zobaczy żony Julii i dwójki swoich dzieci. Przepisy pozwalają co prawda na sześć krótkich i cztery długie wizyty rodziny rocznie, ale pojawiają się doniesienia, że z powodu pandemii koronawirusa przywileje te zostały ograniczone.

Obrończyni praw człowieka Olga Romanowa dodaje, że w obozie z powodu korupcyjnej i kryminalnej sieci, a także braku monitoringu, bardzo trudno jest wyjaśnić przestępstwa. - Na razie Nawalny jest pod ścisłą obserwacją w areszcie śledczym, ale po przeniesieniu do kolonii karnej, nie będzie już bezpieczny – mówi Romanowa.

(df), thefad.pl / Źródło dw.de

 

REDAKCJA POLECA

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:



 
   

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję