Kierownictwo Parlamentu Europejskiego 1 lutego podejmie decyzję ws. głosowania nad odwołaniem Ryszarda Czarneckiego ze stanowiska wiceszefa europarlamentu. Przewodniczący izby wcześniej wysłucha Czarneckiego i Róży Thun.
Ryszardowi Czarneckiemu (PiS), jednemu z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, grozi odwołanie ze stanowiska za niedawne komentarze o europosłance Róży Thun (PO). Porównał ją do „szmalcowników", czyli do Polaków wymuszających szantażem pieniądze od Żydów ukrywających się podczas wojny bądź wydających ich Niemcom dla własnych korzyści.
- Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein – oznajmił Czarnecki w rozmowie z serwisem Niezalezna.pl. W taki sposób skomentował wypowiedzi Thun o sytuacji w Polsce pod rządami PiS dla francusko-niemieckiej telewizji ARTE. Jego zdaniem „wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj”.
O odwołanie Czarneckiego już w zeszłym tygodniu pisemnie zaapelowali szefowie czterech frakcji europarlamentarnych – centroprawicowa Europejska Partii Ludowa (do której należy Thun), socjaldemokraci, liberałowie i zieloni.
„To niewyobrażalne, by Ryszard Czarnecki z takimi oświadczeniami nadal reprezentował Parlamentu Europejski i pana osobiście” – napisali do szefa izby Antonia Tajaniego.
„Ten komentarz przekracza granice politycznego dyskursu. Nie godzimy się, by taka osoba reprezentowała Parlament Europejski” – dodatkowo zadeklarował Manfred Weber (CSU), szef frakcji centroprawicy.
Dziś te same cztery frakcje – jak wynika z naszych informacji - stanowczo potwierdziły chęć odwołania Czarneckiego podczas zamkniętych dla mediów obrad Konferencji Przewodniczących Parlamentu Europejskiego (przewodniczący europarlamentu plus szefowie frakcji). Jego słowa wobec Thun – prócz wymiaru znieważającego - są odbierane jako atak na istotę europarlamentaryzmu, czyli m.in. na zasadę otwartej dyskusji (i krytyki) o sprawach krajowych „na zewnątrz” czy też „zagranicą” – czyli na forum UE.
Tajani z Czarneckim tym razem nie o futbolu
Jednak szef izby Antonio Tajani oraz sekretarz generalny europarlamentu Klaus Welle najpierw mają – jak zdecydowała dziś Konferencja Przewodniczących – przeprowadzić odrębne rozmowy z Ryszardem Czarneckim i Różą Thun. Taki jest zwyczaj przy wszystkich decyzjach karnych wobec europosłów (np. przy odbieraniu diet za rażące łamanie regulaminu). Tajaniemu, z racji urzędu, przypada teraz zadanie mediacji, czyli – w co ponoć nie przestaje wierzyć Włoch – nakłonienia Czarneckiego do przeprosin. Z drugiej strony odsunięcie decyzji Konferencji Przewodniczących na luty to także czas dla konserwatywnej frakcji Czarneckiego (dwie główne grupy to brytyjscy torysi i PiS), by zaczęła myśleć nad swym nowym kandydatem na fotel wiceprzewodniczącego po ewentualnym odwołaniu Czarneckiego.
I Thun, i Czarnecki są jednymi z najbardziej znanych europosłów w Strasburgu i Brukseli. Awantura o „szmalcowników” stawia Tajaniego (z europarlamentarnej frakcji Thun, a we Włoszech z partii Forza Italia Silvia Berlusconiego) w dość niezręcznej sytuacji, bo dość powszechnie znana jest jego serdeczna znajomość z Czarneckim - zwłaszcza na kibicowskim. Europosłowie PiS przed rokiem poparli Tajaniego w wyborach na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (po Martinie Schulzu) m.in. dlatego, że Włoch – w poufnych rozmowach zapośredniczonych przez Czarneckiego – obiecywał wówczas bardzo dużą powściągliwość w krytykowaniu władz Polski. I bardzo długo dotrzymywał swej obietnicy - zwłaszcza jeśli porównać go do poprzednika Schulza bardzo śmiało i ostro krytykującego PiS.
Roża Thun już kilka dni temu zapowiedziała pozew sądowy przeciw Czarneckiemu.
- Wypowiedzi polityków opozycji, którzy korzystają z kamer zachodnich stacji telewizyjnych i umiędzynarodawiają nasze wewnętrzne sprawy zasługują na krytykę. Lojalność wobec Polski jest dla mnie ważniejsza od stanowiska – zadeklarował dziś Czarnecki w Polskim Radiu.
Dyskusje wokół Czarneckiego w Brukseli nie wyszły - przynajmniej na razie - poza Parlament Europejski, czyli w ogóle nie słychać ich w innych instytucjach. Natomiast pracownicy biur europoselskich opowiadają o licznych mejlach w obronie Czarneckiego – niektórzy mówią o „spamie”, ale nie sposób zweryfikować skali tej korespondencji. „To oczywiste, że działania przeciw Rayszardowi Czarneckiemu to forma nowych sankcji wobec Polski” – głosi jeden z listów, z którymi zapoznaliśmy się w tych dniach.
Głosowanie w lutym?
Kolejne posiedzenie Konferencji Przewodniczących odbędzie się 1 lutego i na wtedy jest planowana decyzja co do Czarneckiego. Kierownictwo europarlamentu może zdecydować o wprowadzeniu do porządku obrad głosowania nad jego odwołaniem, jeśli chcą tego przedstawiciele co najmniej trzech frakcji dysponujących 3/5 głosów. Sygnatariusze apelu do Tajaniego spełniają ten wymóg. Natomiast podczas głosowania plenarnego w Parlamencie Europejskim do odwołania Czarneckiego potrzeba większości 2/3 oddanych głosów stanowiących ponad połowę składu izby. Także tę większość – przy pełnej mobilizacji – mają cztery kluby, których szefowie wzywają do ukarania Czarneckiego.
Najbliższe posiedzenie planarne europarlamentu zaczyna się 5 lutego.