Brexit. Unia traci cierpliwość. Brytyjczycy muszą w końcu coś wybrać

Czas czytania: 5 min
Boris Johnson. Fot. flickr

Tomasz Bielecki

Pomimo zapewnień Borisa Johnsona o „postępach” w brexitowych rozmowach z Brukselą, Londyn nie położył na stole żadnych wiarygodnych propozycji. Unia byłaby gotowa na kolejne, lecz krótkie odroczenie brexitu.

Ekipa Frosta miała w czwartek tylko ogólnikowo zaproponować złagodzenie „bezpiecznika” do gwarancji braku kontroli osób na granicy w Irlandii. Ponadto do zachowania obecnych praw socjalnych, meldunkowych i pobytowych po obu jej stronach oraz do zachowania wspólnego rynku elektryczności w Irlandii.

Wysłannicy Johnsona oczekiwali wspólnego deklaracji UE i Londynu. W oświadczeniu wskazano by, że strony nie chcą odtworzenia „twardej granicy” w Irlandii, konkretne rozwiązania miałyby jednak podlegać negocjacjom dopiero po brexicie. Takiego rozwiązania Unia nie akceptuje. W konsekwencji piątkowe (6.09.) sprawozdanie dla ambasadorów przy UE (po rozmach z Frostem) trwało ledwie kwadrans - nie było wiele do opowiadania.

W irlandzkim „bezpieczniku” chodzi m.in. o uniknięcie granicy VAT-owskiej czy też „regulacyjnej” z kontrolami norm towarów eksportowanych z Wielkiej Brytanii (lub reeksportowanych za jej pośrednictwem) do Irlandii, czyli na unijny wspólny rynek.

Pierwotnie Unia proponowała pozostawienie Irlandii Północnej we wspólnym rynku w ramach Unii Europejskiej. Londyn jednak nie zaakceptował takiego rozwiązania.

W efekcie rząd Theresy May wynegocjował z Brukselą drugi wariant „bezpiecznika”: tymczasowe pozostanie całej Wielkiej Brytanii w unii celnej z UE przy znacznym związaniu Irlandii Północnej wieloma zasadami wspólnego rynku (nieliczne z nich rozciągałyby się na resztę Wielkiej Brytanii). Forsowanie tego rozwiązania z unią celną, którą zwalczał m.in. Johnson, zablokowało ratyfikację umowy i doprowadziło do dymisji premier May.

Czego chce Izba Gmin?

Ponadpartyjna większość w brytyjskim parlamencie zbuntowała się w tym tygodniu przeciw Johnsonowi i jest na drodze do ostatecznego zatwierdzenia prawa „blokującego brexit bez umowy”. Zmusza tym samym premiera, by poprosił Brukselę o odroczenie brexitu do stycznia 2020 r. w razie braku ratyfikacji porozumienia o wyjściu w UE przed końcem października.

– Problem w tym, że Izba Gmin nie chce umowy wynegocjowanej przed prawie rokiem przez Theresą May, nie chce brexitu bez żadnej umowy, a także nie chce odwołania brexitu. Brytyjczycy muszą jednak coś wybrać – mówi unijny dyplomata zaangażowany w sprawy rozwodu między UE i Londynem.

Kolejne już, trzecie odroczenie brexitu wymagałoby – jeśli oficjalnie poprosi o to rząd Wielkiej Brytanii - jednomyślnej zgody wszystkich pozostałych 27 krajów Unii.

Unia, prawdopodobnie zgodziłaby się na odłożenie w czasie "rozwodu", jeśli Brytyjczycy będą potrzebowali czasu na przedterminowe wybory bądź na ewentualne powtórne referendum co do brexitu. Donald Tusk wiosną tego roku lobbował na rzecz jak najdłuższego odroczenia wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, by – jak miał tłumaczyć innym przywódcom - „nie porzucać rosnącej większości Brytyjczyków chcących pozostać w UE”. Wydaje się jednak, że w Brukseli zwolenników takiego rozwiązania pozostaje coraz mniej.

– Lepiej przeprowadzić teraz brexit bez umowy niż trwać w zawieszeniu przez kolejny rok lub dwa lata - tłumaczył Marcel Fratzscher, ekspert z niemieckiego ośrodka DIW.

Najgorsza jest niepewność

Wiele dużych firm przestało już lobbować w Brukseli na dalsze odraczanie brexitu. Niepewność – czy Wielka Brytania pozostanie przy Unii, czy też dojdzie do brexitu bez umowy – tylko generuje spore dodatkowe koszty. – Ich przedstawiciele tłumaczą, że lepiej mieć do czynienia z chaotycznym brexitem teraz niż za pół roku – mówi nam jeden z urzędników UE. Z kolei firmy małe, a nawet średnie – jak tłumaczy nasz rozmówca – „i tak nigdy nie będą wystarczająco przygotowane na brexit”.

Nieuporządkowany brexit po stronie unijnej najmocniej uderzyłby w Irlandię. Zarówno jednak Irlandia, jak i Bruksela, liczą, że koszty gospodarcze brexitu szybko zmuszą Londyn do poszukiwania pobrexitowego porozumienia handlowego z UE.

Wówczas jednak Unia, zapewne wróci do żądań wystosowanych z założeń „bezpiecznika”. Komisja Europejska – głównie z myślą o Irlandczykach - zaproponowała w tym tygodniu, by na wypadek nieuporządkowanego brexitu uruchomić te fundusze awaryjne z budżetu UE, które zarezerwowano na pomoc w wypadku klęsk żywiołowych

 

REDAKCJA POLECA

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Marta Frej: AUTOEROTYZM = MASTURBACJA

  2. 2

    Adam Mazguła: Biskupi, odczepcie się od kobiet

  3. 3

    Wychylcie szkalneczkę whisky za Roberta Burnsa. Nie wiecie kto to? Przeczytajcie!

  4. 4

    Piotr Tymochowicz: Prezydent zwariował…

  5. 5

    Jak do miłości i zdrady podchodzą kobiety a jak mężczyźni?

Exit mobile version