Krzysztof Skiba
Po wielogodzinnych konsultacjach u wróżki i licznych eksperymentach chemicznych Jarosław Kaczyński wybrał wreszcie kandydata PiS na premiera. Tytuł „pisowskiej Miss Polonia” przypadł wielokrotnemu laureatowi nagrody Dzbana Roku — absolwentowi katolickiej uczelni, który wierzy, że wiara w duchy jest nauką. Za niecałe dwa lata może nas czekać nowa, brunatna koalicja, ugotowana w Garnku według przepisu Prezesa. Europa coraz dalej, Związek Radziecki coraz bliżej
WYBRANIEC
Jarosław Kaczyński po wielogodzinnych konsultacjach u wróżki, po przeprowadzeniu licznych eksperymentów chemicznych, wybrał wreszcie kandydata PiS na premiera.
Przebąkiwano o tym już od dłuższego czasu, by z wysokości załupieżonej jaskini wskazać nowego, taktycznego lidera, który poprowadzi szajkę do zwycięstwa.
Pewniakiem tego wewnętrznego konkursu partyjnego była przez jakiś czas świeża postać w wachlarzu robotów Prezesa, człowiek o imieniu Lucjusz. Samorządowiec ze Stalowej Woli, ale jak się potem ostatecznie okazało, Stalowa Wola była i owszem, ale za to postać zbyt papierowa, a i nerwy całkiem plastikowe.
Ostatecznie pisowskie Miss Polonia wygrał mistrz zapasów w błocie, postrach dziatwy szkolnej, były minister edukacji Przemysław Garnek. Wielokrotny laureat nagrody Dzbana Roku.
Garnek w swej karierze politycznej tyle już razy obrażał kobiety i rozum, że idealnie nadaje się na wizytówkę PiS. To on opowiadał wszak, niczym zakurzony od kredy belfer z XIX wieku, o cnotach niewieścich czy o tym, aby już „nie przesadzać z tymi prawami człowieka”. Powszechnie uznawał się też „za normalnego”, czego usilnie odmawiał innym.
To w końcu on rozdał swoim kumplom majątek państwowy w ramach programu Willa+ na sumę 42 mln złotych. Garnek jest absolwentem katolickiej uczelni, który wierzy, że wiara w duchy jest nauką, ale niespecjalnie przywiązuje się do Dziesięciu Przykazań.
To świetny kandydat dla PiS, który przecież nie ma się podobać Tuskowi czy Sikorskiemu, a być wabikiem dla Brauna i Mentzena. Sławek Hulajnoga prędzej dogada się z Garnkiem niż z jakimś wymoczkiem ze Stalowej Woli. Za Garnkiem jest już na pewno Konrad Berkowicz z Konfederacji, bo jego przywiązanie do patelni i garnków jest od czasów skoku do IKEI powszechnie znane.
Także gaśnicowy Braun, czyli ślepy agent Grigorij, może zaakceptować „premiera” PiS, o ile ten nauczy się kazaczoka i rosyjskiego. Za niecałe już dwa lata szykuje się nam więc cudowna, nowa i brunatna koalicja, ugotowana w Garnku według przepisu Prezesa. Europa coraz dalej, Związek Radziecki coraz bliżej.
Krzysztof Skiba
