Życzliwy list Giertycha do Nawrockiego. Instrukcja obsługi afery mieszkaniowej

Roman Giertych w swoim liście do Karola Nawrockiego oferuje „życzliwą” pomoc w wyjaśnieniu kontrowersji wokół mieszkania podarowanego przez starszego mężczyznę. W ironicznym stylu kreśli absurdalną narrację, która więcej mówi o stylu kampanii niż o samych faktach. A wszystko w trosce — jak pisze — o losy krewnego i „humor prezesa”
Czas czytania: 3 min
Fot. screen shot, youtube

Z przymrużeniem oka i nutą ironii Roman Giertych kieruje list do Karola Nawrockiego, oferując „życzliwą” pomoc w wyjaśnieniu kontrowersji wokół kampanijnej wpadki z mieszkaniem. W charakterystycznym, satyrycznym stylu Giertych proponuje absurdalną wersję wydarzeń, w której Nawrocki jawi się jako dobroczyńca tajemniczego Jerzego, a cała afera mieszkaniowa to efekt nieporozumień i knowań służb. List pełen jest kąśliwych uwag i politycznych aluzji, a całość wieńczy troska „wuja Romka” o losy kampanii i… humor prezesa.

List do Karola Nawrockiego
Szanowny Panie Karolu!

Z wielką troską spoglądam na Pana kampanię, bom życzliwy od dawna dla mego pogubionego powinowatego Jarka. Wiele już widziałem wpadek i klęsk kampanijnych, ale takiej historii jak z tym mieszkaniem to jeszcze nie słyszałem. Dlatego, wiedziony tą życzliwością, postanowiłem przygotować dla Pana spójną wersję wyjaśnień, które powinien Pan dzisiaj przedstawić opinii publicznej.

Powie Pan tak:

Pan Jerzy, spacerując sobie po plaży, wejrzał kiedyś na Pana, gdy Pan się przechadzał w towarzystwie Wielkiego BU. Spojrzał Jerzy na Pana i rzekł:

- Karolu, pójdź, uczynię cię mym opiekunem, stróżem majątku mego i dziedzicem.

Pan, wzruszony prośbą staruszka, przystał na jego szczere łzy i postanowił zająć się biedakiem, który — nie dość że samotny — to jeszcze ciągle na swej drodze spotykał nieżyczliwego prokuratora i sędziego i cierpiał od nich okrutnie, nim jeszcze czasy męczeństwa Darkowo-Marcinowego nadeszły.

Przez wiele lat trwał między wami stan idylli. Pan słał biedakowi lekarstwa i jedzenie, a on Panu obiecał oddać mieszkanie, jak tylko wykupi je od miasta. Aby jednak wykupić, potrzebował pieniędzy, więc je mu Pan dał, ale ponieważ Pan nie miał, to podarował mu Pan pieniądze z tego, co był on Panu winien za opiekę. Tak wynika z oświadczenia Pani Magister Dziennikarstwa, której musimy przecież wierzyć. Czyli jego pieniądze pochodziły z tego, co zaoszczędził z emerytury na tym, co Pan mu kupował, aby Panu zapłacić za te usługi, lecz Pan mu te zaoszczędzone na Pana kwoty podarował — i tak miał na mieszkanie. Zaraz też pobiegł do notariusza i mieszkanie na Pana zapisał. Tak sobie w Panu bowiem upodobał.

Pan zaś stale się nim zajmował, aż któregoś pięknego dnia zniknął pan Jerzy i odnalazł się po pół roku — dopiero dziś. Pan przez cały ten czas poszukiwał swego dobroczyńcy, ale brak czasu, wywołany kandydowaniem, uniemożliwił Panu kontakt z policją albo z opieką społeczną. I nieszczęśliwym trafem pominął Pan w swoim oświadczeniu podczas debaty posiadanie tego mieszkania, co całą aferę wywołało.

Nadto ta zaciekła dociekliwość dziennikarska wydaje się inspirowana przez służby i stanowi zamach stanu, za który Tusk i Bodnar pójdą na dożywocie, a Giertych jeszcze gorzej — bo zdenerwował prezesa.

Życzliwy i martwiący się
– wuj Romek.

opr. DF, thefad.pl

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Zdrada w związku. Co dziś naprawdę uznajemy za zdradę

  2. 2

    Hierarchia aktów prawnych w Polsce

  3. 3

    „Zrobił z siebie idiotę”. Czarzasty rozlicza Nawrockiego po klęsce Orbána

  4. 4

    Marcin Zegadło: Co kieruje Kaczyńskim? Śmiertelna choroba, która sprawia, że kończy się mu czas?

  5. 5

    Twoje ciało nie starzeje się po cichu. Naukowcy wskazują momenty, gdy biologiczny zegar nagle przyspiesza

Exit mobile version