Hołownia i filozof, czyli jak chłop na mądre gadanie reaguje śmiechem

Hołownia mówi, komentariat się śmieje. Spotkanie w Kanale Zero pokazuje, jak trudno dziś przebić się z poważną refleksją w świecie, gdzie składne zdanie uchodzi za bełkot, a myślenie – za snobizm. Czy naprawdę już wolimy śmiać się, niż próbować zrozumieć?
Czas czytania: 3 min
Fot. screen shot / youtube @KanalZeroPL

OBSERWATORIUM POLEMICZNE

Zbigniew Moskal

„Co on pieprzy?!”, „Ale bełkot!”, „Co on bredzi?” – takie komentarze zalały internet po rozmowie Szymona Hołowni z Krzysztofem Stanowskim. „Zapanowała oto przedziwna moda na uznawanie myślenia za przejaw snobizmu”, a kiedy ktoś mówi „w sposób przemyślany”, coraz częściej słyszy: „najlepiej to wyśmiać, prawda?”. Bo dziś, gdy „filozof trafi między chłopów”, śmiech wygrywa z refleksją.

Zebrało się towarzystwo na YouTube – czyli współczesnym rynku, na którym lud nie przychodzi już z koszykiem po ziemniaki, tylko z popcornem po rozrywkę. Spotkanie Szymona Hołowni z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Zero miało być rozmową dwóch poważnych panów o poważnych sprawach. Wyszło jak zwykle, czyli: Hołownia coś mówi, a komentariat krzyczy: „Co on pieprzy?!”.

Ale pozwólcie, że coś wyjaśnię. Nie, Hołownia nie mówi niezrozumiale. On po prostu mówi… zrozumiale dla ludzi, którzy rozumieją. I tu leży pies pogrzebany (a obok niego cała sekcja komentarzy z YouTube’a).

Zapanowała oto przedziwna moda na uznawanie myślenia za przejaw snobizmu, a składnego zdania – za atak na inteligencję narodu. Kiedyś, gdy ktoś mówił w sposób przemyślany, mówiono: „O, mądry człowiek!”. Dziś mówimy: „Ale bełkot!”. Co się stało? Czyżby nastąpiła zbiorowa migracja mas szarych komórek do ciepłych krajów?

Wypowiedzi Hołowni porównałbym do klasyka – do sytuacji, gdy filozof trafił między chłopów. Chłopy, nie rozumiejąc, o czym mówi, śmiały się do rozpuku. Nie dlatego, że filozof mówił głupio. Tylko dlatego, że ich umysły, nieprzyzwyczajone do subtelniejszych tonów refleksji, postanowiły ratować się śmiechem. Bo przecież jak coś jest niezrozumiałe, to najlepiej to wyśmiać, prawda?

Tyle tylko, że ten śmiech – o, tu jest pies pogrzebany nr 2 – jest jak granat wrzucony we własne okopy. Bo kpiąc z Hołowni, kpicie z jego wyborców. A ci, jakby nie patrzeć, będą potrzebni w drugiej turze. No, chyba że planujecie wygrać sami ze sobą. Ale ostrzegam: w takim układzie możecie przegrać z kretesem.

A zatem, drodzy komentatorzy, zanim znów napiszecie coś w stylu: „co on bredzi?”, może najpierw warto… spróbować zrozumieć. Albo chociaż udawać. W końcu jesteśmy w Polsce – kraju, gdzie wszyscy są ekspertami od wszystkiego. Dlaczego więc nie być też ekspertem od Hołowni?

Ale uwaga: myślenie bywa zaraźliwe. I może się okazać, że po kilku zdaniach zaczniecie… sympatyzować z marszałkiem. A to dopiero byłby skandal.

Zbigniew Moskal

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Wielki plan Nawrockiego na 3 maja. Nowa konstytucja czy polityczny teatr?

  2. 2

    Rano czy wieczorem? Najlepsza pora na aktywność fizyczną nie dla każdego jest taka sama

  3. 3

    Trump grozi Niemcom. Berlin odpowiada: „Nie potrzebujemy rad”

  4. 4

    „Mąż Kaczyńskiego” – Oficer WSI w liście do Zbigniewa Stonogi

  5. 5

    „Cud w Polsce”. Świat odkrył historię Mai. Łatwogang zebrał ponad 250 milionów złotych

Exit mobile version