Polska gra o technologiczny skok. Centrum ESA może przyciągnąć miliardy i najlepszych inżynierów

Czas czytania: 6 min
Euclid – wizualizacja artystyczna inspirowana misją ESA. fot. thefad.pl

Centrum ESA może zmienić polską gospodarkę i technologię - uważa ekspertka technologii kosmicznych Justyna Pelc.

DW: Polska zwiększa składkę członkowską do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) na lata 2026–2028 do rekordowych 731 mln euro. Już wiadomo, że to w Polsce powstanie nowe Centrum Technologiczne ESA. Ale w którym mieście?

Justyna Pelc: Patrząc na lokalizację innych ośrodków ESA, preferowane są miejsca położone blisko stolicy danego kraju lub miasta będące ośrodkami przemysłowymi. Dlatego nie dziwią ostatnie doniesienia o tym, że w grze o lokalizację ośrodka pozostały Warszawa i Kraków. Myślę jednak, że miasta, które zgłosiły swoje kandydatury, mają wiele do zaoferowania. Na przykład Wrocław ma świetne firmy i bardzo dobre zaplecze akademickie, ale przez lata brakowało tam bardziej systemowych projektów związanych z ESA czy NATO. Dlatego inne miasta mogą dziś mieć przewagę organizacyjną.

DW: A Gdańsk, Kraków czy Łódź?

Justyna Pelc: Mocnym kandydatem jest Gdańsk. Oficjalnie działa tam Polska Agencja Kosmiczna, powstał kolejny akcelerator ESA BIC (Business Incubation Centers), a do tego dochodzi znaczenie Bałtyku, infrastruktury energetycznej i współpracy z krajami nordyckimi. To region bardzo ważny z perspektywy bezpieczeństwa i nowych technologii.

Silny jest też Kraków. Ma zaplecze akademickie, sektor kosmiczny i ośrodek NATO DIANA, wspierający rozwój innowacji podwójnego zastosowania. Co ważne, Kraków jako jedno z niewielu miast wskazał konkretne, przygotowane tereny pod taki hub, a preferuje się miejsce, w którym można wykorzystywać istniejącą infrastrukturę.

Ciekawa jest również Łódź, głównie ze względu na logistykę. Leży w centrum kraju, blisko Warszawy i planowanej infrastruktury CPK. W przypadku takiego ośrodka dostępność komunikacyjna będzie bardzo ważna.

DW: Polska stara się o utworzenie technologicznego hubu ESA związanego z technologiami dual-use, czyli podwójnego zastosowania. Co właściwie oznacza taka inwestycja?

Justyna Pelc: Taki ośrodek działa jak magnes dla całego sektora technologicznego. Za ESA pojawiają się prywatne inwestycje, start-upy, firmy kosmiczne i obronne oraz wysoko wykwalifikowani specjaliści. Taka inwestycja uruchamia cały ekosystem – od uczelni po przemysł. Najważniejsze jest jednak to, że projekty ESA planuje się na dekady. To nie jest chwilowy boom kończący się po jednym programie grantowym. Firmy wiedzą, że przez kolejnych dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat konkretne projekty będą rozwijane. To daje stabilność i zachęca kapitał prywatny do inwestowania.

DW: Co dokładnie oznacza dual-use?

Justyna Pelc: Na przykład rozwiązania rozwijane dla sektora kosmicznego mogą później służyć energetyce, logistyce czy bezpieczeństwu. Dziś bardzo mocno napędza je sektor obronny, ale docelowo wiele z tych technologii trafia do codziennego życia. Dobrym przykładem jest Bałtyk. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo infrastruktura krytyczna zależy od technologii kosmicznych. Zakłócenia sygnału GPS wpływają dziś choćby na budowę morskich farm wiatrowych. Problemy z komunikacją satelitarną mogą uderzać w transport, energetykę czy logistykę. To już nie jest futurystyczna wizja. To dzieje się teraz.

DW: Czy taki hub mógłby realnie zmienić pozycję Polski pod względem technologicznym?

Justyna Pelc: Myślę, że to ogromna szansa. Przez lata budowaliśmy wizerunek kraju świetnych specjalistów IT i outsourcingu. Mamy bardzo dobrych inżynierów, ale często pracowali dla zagranicznych firm albo rozwijali projekty poza Polską. Teraz pojawia się możliwość zbudowania własnej specjalizacji. Technologie kosmiczne i dual-use stają się strategiczne dla całej Europy. Polska ma duży potencjał gospodarczy i wyjątkowe położenie geopolityczne. To trudne położenie, ale właśnie ono sprawia, że inwestycje w bezpieczeństwo i nowe technologie trafiają dziś do naszego regionu.

DW: Co taki hub oznaczałby dla ludzi, którzy nie interesują się kosmosem?

Justyna Pelc: Przede wszystkim nowe miejsca pracy i rozwój gospodarczy. Ale też coś ważniejszego – budowę kompetencji technologicznych w kraju. W Polsce pojawiałyby się zagraniczne firmy, powstawałyby nowe start-upy, a specjaliści zdobywaliby doświadczenie przy dużych międzynarodowych projektach. Tak właśnie rozwijały się inne kraje. Technologie przyciągają kolejne technologie. Jeśli do Polski wejdą duże firmy kosmiczne czy obronne, nasi inżynierowie będą zdobywać know-how, a później zakładać własne firmy i rozwijać kolejne projekty.

DW: A Polska jest dziś zauważana w europejskim sektorze kosmicznym?

Justyna Pelc: Coraz bardziej. Nadal nie jesteśmy na poziomie Niemiec czy Francji, które od dekad inwestują ogromne środki w kosmos, ale zaczynamy być widoczni. Polska zwiększyła składkę do ESA i znalazła się wśród większych płatników agencji. To ważne, bo ESA działa według zasady „geo return”. Większość, ok. 90–95 proc. pieniędzy, wraca do kraju w postaci kontraktów dla firm. Problem w tym, że dziś mamy jeszcze za mało firm, by wykorzystać cały potencjał tych środków. Dlatego prawdopodobnie zobaczymy więcej zagranicznych spółek otwierających oddziały w Polsce.

DW: Polska jest gotowa na taki technologiczny skok? Czego musimy się nauczyć?

Justyna Pelc: Kompetencyjnie tak. Mamy bardzo dobrych specjalistów i inżynierów. Największym wyzwaniem pozostaje komercjalizacja i kultura ryzyka. W Polsce nadal boimy się porażek, a sektor start-upowy wymaga szybkiego testowania pomysłów i akceptacji tego, że część projektów się nie uda. Mamy świetnych inżynierów i naukowców, ale często zatrzymujemy się na etapie prototypu albo projektu badawczego. Na Zachodzie, szczególnie w USA, dużo szybciej testuje się pomysły rynkowo. Tam porażka start-upu nie jest końcem kariery, tylko doświadczeniem.

Potrzebujemy też długoterminowego myślenia strategicznego – nie tylko grantów na badania, ale także kapitału na skalowanie biznesu i wychodzenie za granicę. Potencjał technologiczny już mamy. Największym wyzwaniem jest nauczyć się przekuwać go w globalne firmy i produkty. Taki hub mógłby być przełomem: sygnałem, że Polska nie chce już być tylko podwykonawcą technologii, ale miejscem, w którym naprawdę się je tworzy.

Justyna Pelc studiowała robotykę, zarządzanie i inżynierię produkcji oraz zarządzanie na Politechnice Wrocławskiej. Znalazła się na liście „Forbes 30 Under 30” oraz w rankingu „Top 10 Women in Engineering”. Jest ekspertką w dziedzinie technologii kosmicznej. W ramach New Space Marketing wspiera start-upy deep-tech w dopasowaniu technologii do realnych potrzeb rynku.

 

Opracowanie: Darek Frach

Link skopiowany

Powiązane

Najczęściej czytane

  1. 1

    Nawrocki chce referendum. Mazguła proponuje pytanie, które odwraca całą grę

  2. 2

    Pentagon odtajnił akta UFO. Co naprawdę ujawniono?

  3. 3

    Przełom w walce z rakiem trzustki? Ten lek może zmienić standard leczenia

  4. 4

    Marcin Wiącek nie wejdzie do Rady Nowej Konstytucji. „Odmówiłem”

  5. 5

    Krzysztof Skiba: Świrowisko

Exit mobile version