Szukaj w serwisie

×
31 grudnia 2018

Rafał Sulikowski: Jak “pracować nad sobą”?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Jeśli chcesz poznać jedno panaceum i mieć szybkie rezultaty, to znany mówca motywacyjny, Brian Tracy, Amerykanin i wykładowca coachingu oraz rozwoju osobistego, wskazuje na jedno ćwiczenie: to praca nad koncentracją myślenia i skupianiem uwagi, a także jej kierowaniem.

Skuteczne techniki rozwoju osobistego.

Techniki „pracy nad sobą” stosuje ludzkość od zarania. Pierwsi ludzie, koczownicy na drzewach, a potem w jaskiniach ćwiczyli ostrość zmysłów, przede wszystkim musieli mieć doskonały, wyostrzony wzrok (okulistów jeszcze nie było), aby polować czy łowić, zbierać, a potem pilnować stada. Prawdopodobnie więc praludzie ćwiczyli siłę mięśni, aby wyrywać krzaki z korzeniami na opał i drzewa do budowy pierwszych chat, a pił łańcuchowych Bosha też jeszcze raczej nie znano - przynajmniej tak głosi oficjalna historia. Ćwicząc celność rzutu zaostrzonymi oszczepami, stopniowo osiągali doskonałość psychomotoryczną, co miało też pozytywny wpływ na ogólny rozwój psychiczny, umysłowy i kulturowy. Ćwicząc biegi za zwierzyną, która osiągała spokojnie 40 km/h i dużo więcej, nieświadomie stawali się pionierami dwudziestowiecznych olimpiad sportowych. W każdym razie byli potężnie zbudowani, jak macho, ale bez żadnych pigułek, prężyli muskuły, co przydało się potem w Atenach na igrzyskach i w czasie walk ze zwierzętami na arenie rzymskiego amfiteatru. Nie było jeszcze typów melancholijnych asteników, słabych fizycznie, a rozwiniętych duchowo - mężczyźni podobni byli raczej go mitologicznych gigantów, niż do nas, często z wadami kręgosłupa, wzroku i ogólnie znacznie słabszych fizycznie.

Potem stopniowo podział pracy następował, więc część ludzi została oddelegowana do lekkich prac fizycznych, a potem umysłowych. Kapłani
egipscy, w mniemaniu ludu, posiadający “wiedzę tajemną”, nie byli już “gigantami”, którzy budowali piramidy dla nich, ale raczej wysokimi i szczupłymi typami fizycznymi. Mieli za to przez różne ćwiczenia duchowe, medytację i techniki koncentracji wyostrzone z kolei inne aspekty naszego wspólnego człowieczeństwa. Opracowano mnóstwo technik samodoskonalenia. Niektóre są oficjalnie uznane przez akademicką psychologię, więc w pełni bezpieczne, jak techniki kierowania świadomie uwagą, techniki relaksacyjne (treningi autogenne), praca nad stresem, zarządzanie sobą w czasie, ćwiczenia oddechowe (choć nie wszystkie zbadano pod kątem bezpieczeństwa), medytacje, szczególnie zachodniego typu (także z kręgów chrześcijańskich, jak ćwiczenia ignacjańskie), joga (dość łagodna psychicznie raczej gimnastyka niż medytacja) i inne.

Pracę nad umysłem - pracę nad ciałem pomijamy, choć to się łączy częściowo - warto zacząć od uporządkowania tego, czego chcemy w życiu.

Postawienie sobie, teraz przy okazji zmiany roku jest to szczególnie ważne,
celów, sprawia, że wzrasta nasza motywacja, dostajemy kopa do działania,
chcemy od razu “góry przenosić”. To nie takie proste: samo postawienie
sobie, nawet samych tylko realistycznych celów, nie wystarcza. Ono tylko
porządkuje sferę woli, czyli naszego wolnego chcenia, pragnienia i pożądania jakiegoś przyszłego stanu rzeczy.

Aby uporządkować umysł, należy go wyciszyć - przestać stosować znaną taktykę ochrony przed światem zewnętrznym, czyli słuchawki na uszy i “music non-stop” (sam tak robię) i znaleźć codziennie 15 minut dla siebie. Na początek to i tak dużo. Nieraz nie potrafimy już być bezczynni nawet przez trzy minuty, gdzieś nas gna, jakby zewsząd nas wzywano do nieustannej aktywności. Tak, że ów kwadrans spokojnie wystarczy. Kto nie ma takiego zakątka w domu, może skorzystać z pustego zazwyczaj w południe kościoła, jeśli nie ma oporów przed wejściem do takich miejsc. Jeśli ma, to może skorzystać ze spaceru w odosobnione miejsce, zostawiwszy smartfona w domu - koniecznie.

Nieustanny dopływ bodźców działa co prawda antydepresyjnie, ale tylko chwilowo, po czym następuje blokada, zmęczenie i wyczerpanie.

Istnieją specjalne z drugiej strony komory deprywacyjne, gdzie ćwiczą kosmonauci, polega to na tym, że maksymalnie ogranicza się ilość bodźców z zewnątrz, co uspokaja, wycisza, a nawet po dłuższym czasie wywołuje ciekawe przeżycia wewnętrzne, podobne do tych, jakie mieli żyjący w odludnych miejscach dawni mnisi.

Blokując bodźce zewnętrzne, sprawiamy, że nasz umysł zaczyna być bardziej kreatywny, produkować mnóstwo pomysłów, ponieważ natura nie znosi próżni, pustki i nic-nie-robienia.

Kiedy już znajdziemy codziennie takie miejsce, trzeba tam wracać. Praca nad sobą nie trwa jeden dzień - to proces długi, obliczony na tygodnie i miesiące.

Aby przygotować aparat poznawczy do życiowych zadań, czasem wielkich zadań, należy zacząć od uporządkowania chaosu, który obecnie jest wszędzie, wkrada się do każdego umysłu, chyba że zastosujemy specjalną dyscyplinę. Warto przestać tyle gadać i zacząć słuchać. Więcej czytać wpisy na forach i analizować je sobie niż wpisywać głupoty. Więcej odbierać niż nadawać. 80% słuchania i 20% procent mówienia to idealne proporcje, niestety bywa odwrotnie. Jeśli już coś chcesz wpisać, to nie pisz, co ślina na język przyniesie, opanuj emocje, nawet gdy są pozytywne i zastanów się, co chcesz przekazać i czy jest to konieczne. Może akurat inny internauta zrobi to lepiej, więc ćwiczenie pokory mamy od razu. Nie wspominam już o plotkowaniu, które odbiera siły. Nie piszę o hejcie, który obecnie dotyka większości (piszącego te słowa też), bo zło wraca do czyniących je, co już wiedzieli starożytni autorzy biblijni i filozofowie.

Pamiętaj, że istnieje mnóstwo technik pracy nad sobą, ale nie znaczy, że wszystkie musisz poznać, tym bardziej że są bardzo podobne: wszystkie ćwiczą twój umysł, wolę i emocje, aby panowała między nimi naturalna harmonia.

Jeśli jednak chcesz poznać jedno “panaceum” i mieć szybkie rezultaty, to znany mówca motywacyjny, Brian Tracy, Amerykanin i wykładowca coachingu oraz rozwoju osobistego, wskazuje na jedno ćwiczenie: to praca nad koncentracją myślenia i skupianiem uwagi, a także jej kierowaniem.

Czynność ta dziś jest zaniedbana. Stale żyjemy w rozproszeniu, stale nas dekoncentruje otoczenie, każdy coś chce, ciągnie w swoją stronę, a my chcemy naraz być wszędzie.

Tracy mówi, że ta jedna umiejętność - koncentracja uwagi - jest najważniejsza, jest kluczem do przyszłych sukcesów, jest tym panaceum, złotym środkiem wszystkich pozostałych technik mentalnych.

Nie ma lepszego ćwiczenia koncentracji niż czytanie, zwłaszcza tradycyjnej książki, ponieważ struktura tekstów internetowych, też sprzyjająca skupieniu, jest jednak inna i mniej pożyteczna.

Najlepiej zacząć od 15-minutowego schowania się przed otoczeniem w zaciszu i powolnej, spokojnej lektury.

Nie jest specjalnie ważne, co czytasz, chyba że jakiś temat jest ci bliski; chodzi tu o sam fakt procesu czytania, bardzo skomplikowany i o wyciszenie, poszerzenie wiedzy o świecie.

Czytanie dziś zanika, ale jak to bywa, gdy minie zachwyt światem wirtualnym, część z nas powróci znowu do książek papierowych.

Dobrze jest też słuchać audio-booki - słuchanie wymaga równego skupienia, niż czytanie, ale jest prostsze i nie wyczerpuje tak bardzo psychofizycznie. W każdym razie czytając, zdobywasz przewagę nad tymi, którzy w ogóle nic nie czytają. I dystansujesz ich o lata świetlne.

Gdybym miał polecać za Brian’em jedną metodę pracy nad swoim umysłem, wybrałbym czytanie, stopniowo zwiększając czas lektury o pięć minut dziennie. Nie ważne, że na początku będziesz się łapać na tym, że czytasz nieuważnie - to normalne. Będziesz wracać do przeczytanych zdań, bo kapniesz się, że czytasz bez zaangażowania, zrozumienia. To też po długim zwłaszcza poście od książek normalne. Ważne, żeby zacząć. Mistrzowie czytania przeszli długą drogę.

Nie stosuj metod “szybkiego czytania” - to jest możliwe po miesiącach ćwiczeń. Zacznij od czytania medytacyjnego - powoli, słowo za słowem, z wyobrażaniem sobie tego, o czym czytasz, ze smakowaniem. Stąd najlepiej sobie wziąć, wypożyczyć tomik poetycki, najlepiej poezję klasyczną (współczesna za bardzo przypomina prozę i jest bardziej abstrakcyjna) i zacząć smakować poszczególne utwory, a gdy warunki pozwalają - lektura głośna jest przeżyciem szczególnym. Czytanie po cichu wymaga większego skupienia. Gdy czytasz na głos albo słuchasz audio-booka, skupiasz się równie mocno, ale łatwiej.

Dobrze potem, po lekturze, przemyśleć, o czym czytałaś, o czym był wiersz czy krótka proza, jaki był temat, przebieg “akcji” i zapisać sobie krótką notatkę, jeśli prowadzisz pamiętnik. Potem po tygodniu przeczytaj notkę i
zobaczysz, że czytany wcześniej wiersz wróci z jeszcze większą siłą niż w
czasie, gdy był po raz pierwszy czytany. Powodzenia na drogach rozwoju
osobistego!

Rafał Sulikowski

 

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję