Szukaj w serwisie

×
28 sierpnia 2019

„Zbrodnia bez kary”. Sprawcy z reguły nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności

Bartosz Dudek

Bartosz Dudek

Zbrodnie dokonane w czasie wojny przez Niemców pozostaną na zawsze haniebnym, czarnym rozdziałem w historii tego kraju. Haniebne jest też to, że sprawcy z reguły nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth (pierwszy od lewej) w czapce „kubance”żołnierze 3 Pułku Kozaków oraz płk. Jakuba Bondarenki – okolice ul. Wolskiej w Warszawie. Kat Powstania Warszawskiego Heinz Reinefahrth. Nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie

Zarówno w powojennej RFN, jak i w NRD nazistowscy zbrodniarze wrócili na swoje miejsca pracy. Wielu robiło kariery w administracji, wymiarze sprawiedliwości, gospodarce, nauce, a nawet polityce.

Podejmowane próby rozliczeń napotykały na mur milczenia i środowiskową solidarność „brunatnych sieci”. Osoby, które angażowały się na rzecz ich demaskowania, spotykały się często z wrogością i ostracyzmem.

- Niemieckie społeczeństwo potrzebowało długiego czasu, by zrozumieć, że naziści byli zbrodniarzami – wyjaśnia w jednym z artykułów naszego cyklu „Zbrodnia bez kary” Reinhard Strecker, pionier rozliczeń z nazistami w zachodnioniemieckim wymiarze sprawiedliwości. Ten proces otwierania się na historyczną prawdę miał kilka symbolicznych kamieni milowych. Od schwytania i procesu Eichmanna w Jerozolimie, przez procesy oświęcimskie (1963-65), gniewne protesty młodzieży w 1968 roku aż po emisję amerykańskiego serialu „Holokaust” w 1979 roku.

Ostatnim takim kamieniem milowym był rok 2016 i zmiana dotychczasowego paradygmatu w niemieckim orzecznictwie. Dopiero wtedy wyrok Trybunału Federalnego otworzył możliwość sądzenia zbrodniarzy za współudział w morderstwie bez potrzeby udowadniania im indywidualnej winy.

To, że stało się to dopiero 71 lat po zakończeniu wojny, jest również hańbą dla powojennej, demokratycznej Republiki Federalnej Niemiec. Pisarz Ralph Giordano nazwał ją „drugą niemiecką winą”. Uczciwe rozprawienie się z tą podwójną winą jest jedyną drogą do wyciągnięcia właściwych wniosków z historii. Nigdy już nie wolno pozwolić na to, by nacjonalizm, szowinizm, pogarda dla inaczej myślących, rasizm i kłamstwo zatruły serca i umysły ludzi. Nigdy i nigdzie.

W cyklu ponad 20 artykułów, napisanych wspólnie przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski po intensywnych poszukiwaniach w archiwach, analizach pamiętników i spotkaniach z krewnymi sprawców, chcemy pokazać jak obchodzą się oni z hipoteką zbrodni i winy. Nie zapominamy przy tym o ofiarach, którym należy się najwyższy szacunek.

Historie, które przerażają, ale i wzruszają

Wśród opisanych przez dziennikarzy Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski historii są takie, które przerażają, ale i takie, które wzruszają. Takie jak historia późniejszego arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego i jego oprawcy w obozie w Dachau, doktora Heinricha Schuetza (po wojnie szanowanego internisty), prowadzącego na nim pseudomedyczne eksperymenty.

Na procesie w 1975 roku biskup Majdański publicznie mu przebaczył i podał rękę. Jak wspominał, Schuetz długo nie chciał puścić jego ręki, mówiąc: - Musiałem. Ale robiłem mniej niż musiałem.

- Czy zbrodniarz nie należy do najbiedniejszych istot, jakie nosi ta ziemia? – skomentował we wspomnieniach duchowny.

Kazimierz Majdański był też jednym z tych biskupów, którzy podpisali się pod słynnym zdaniem z orędzia polskich biskupów „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Jest wśród opisanych przez nas przypadków także historia Wernera Ventzkiego, nazistowskiego nadburmistrza Łodzi (w tym czasie przemianowanej na Litzmannstadt). To jemu podlegało łódzkie getto. Po wojnie był wysokim urzędnikiem ministerialnym w Bonn. Do śmierci pozostał nazistą.

Udało nam się dotrzeć do jego syna Jensa-Juergena i jednego z ocalałych z getta, Natana Grossmanna. Jego matka umarła z głodu oddając swoje racje żywnościowe synowi.

- Gdybym wtedy mógł, zastrzeliłbym go. Jego ojca też. Tak wielka była nienawiść – mówił nam po latach Natan Grossmann. Z Jensem-Juergenem Ventzkim łączy go od lat przyjaźń, być może dlatego, że syn byłego nadburmistrza Litzmannstadt nie kryje odrazy do czynów swojego ojca i publicznie daje temu wyraz. W obecności naszych reporterów ponownie podali sobie ręce. Być może to ostatni moment, kiedy możliwa jest jeszcze taka konfrontacja ofiary z rodziną sprawcy.

Świadkowie tamtych czasów odchodzą. Dlatego cykl #ZbrodniaBezKary może okazać się ostatnią szansą na takie bezpośrednie dotarcie do otoczenia sprawców i ich ofiar. Chcemy ich historie pokazać rzetelnie i uczciwie. Tylko tak można bowiem udowodnić, że Niemcy są dziś zupełnie innym krajem.

 

REDAKCJA POLECA

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję