Szukaj w serwisie

×
19 kwietnia 2018

„Czasem jak widzę starego człowieka, to myślę, że może w najlepszym okresie swego życia był w Polsce i zabijał Żydów”

Tuż przed wybuchem powstania w warszawskim getcie (19.04.1943) Joanna Sobolewska-Pyz została wyniesiona poza jego mury i trafiła do polskiego małżeństwa. Jej wystawa mówi o żydowskich dzieciach ratowanych przez Polaków.

Joanna Sobolewska-Pyz - uratowana z warszawskiego getta. Fot. Źródło: dw.de

Deutsche Welle: Jak pojawił się pomysł wystawy „Moi żydowscy rodzice, moi polscy rodzice”?

Joanna Sobolewska-Pyz*: Kiedy parę lat temu oglądałam album ze zdjęciami, pomyślałam, że świat powinien poznać tych wspaniałych ludzi, jakimi byli moi polscy rodzice, u których się wychowałam.

DW: Wystawa opowiada jednak nie tylko o Pani losie.

JS-P: Takich uratowanych żydowskich dzieci były tysiące. Wystawa prezentuje losy piętnaściorga dzieci urodzonych w latach 1939-1942, członków Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu. Te dzieci znalazły schronienie w polskich rodzinach. Bohaterowie wystawy to ludzie, którzy już jako dorośli mierzą się ze swoją podwójną tożsamością. My bez przerwy szukamy. Pamiętam, jak zdigitalizowano nazwiska z cmentarza żydowskiego w Warszawie. Całymi dniami siedzieliśmy przy komputerze, szukając grobów swoich rodzin. Ja nie znalazłam, więc wmurowałam w ogrodzenie cmentarza żydowskiego tablicę upamiętniającą rodziców. Zaraz potem pobiegłam zrobić podmurówkę w grobie swoich polskich rodziców. Takie rozdwojenie.

DW: Kiedy i jak przeszmuglowano Panią z getta?

JS-P: To było dzień przed wybuchem powstania, 18 kwietnia 1943. Oczywiście później się takich szczegółów dowiedziałam. Miałam trzy i pół roku, na aryjską stronę przeprowadził mnie z getta granatowy policjant. Podobno schował mnie gdzieś za pazuchę i doprowadził do pani Nitz na warszawski Żoliborz.

Wystawa „Moi żydowscy rodzice, moi polscy rodzice. Fot. Źródło: dw.de

DW: Kim była ta kobieta?

JS-P: Też Żydówka, chyba przedwojenna nauczycielka mojej matki. Miała świetne aryjskie papiery. Znała mnie, bo przedtem chodziłyśmy do niej z mamą kanałami z getta. To było na Żoliborzu, gdzie mieszkało sporo inteligencji, tam w co drugim mieszkaniu ktoś kogoś przechowywał. Pani Nitz miała u siebie już inną dziewczynkę. Mnie oddała polskiemu bezdzietnemu małżeństwu, które wiedziało o losie ludzi w getcie i postanowiło przygarnąć jakieś żydowskie dziecko.

DW: Jak się Pani dowiedziała o swoim pochodzeniu?

JS-P: Miałam 18 lat, moja polska mama była umierająca. Wtedy niewyraźnie powiedziała: „jesteś tylko moją córeczką”. To mi dało do myślenia. Wyobraziłam sobie, że jestem wprawdzie jej córką, ale tylko jej, a Sobolewski to nie mój biologiczny ojciec. Powiedziałam mu kiedyś o tym, a on na to, że nie jestem ani jego, ani jej, tylko żydowskim dzieckiem z getta. Nie wiedziałam o czym do mnie mówi. Nie wiedziałam, co to getto i kto to są ci Żydzi. Słyszałam tylko, że lubią śledzie i że Niemcy się na nich kiedyś uwzięli. Nie miałam pojęcia, co to był Holokaust.

DW: Próbowała się Pani od razu dowiedzieć?

J-SP: Tak. Na szczęście zdałam wtedy na socjologię na Uniwersytecie Warszawskim i zaczęłam dużo czytać. Napisałam do izraelskiej gazety, przez którą znalazłam swojego biologicznego wujka. Dzięki niemu wiem, jak nazywali się moi rodzice i jak ja się nazywałam. Moje nazwisko to Grynszpan.

Anastazja i Walerian Sobolewski z przybraną córką Joanną. Fot. Źródło: dw.de

DW: Teraz losy uratowanych żydowskich dzieci przybliża Pani także Niemcom. Do końca czerwca wystawę można zobaczyć na zamku w Bad Freienwalde w Brandenburgii. Przedtem był Poczdam, a w planach Norymberga i Magdeburg. Jak jest odbierana w Niemczech?

J-SP: W Poczdamie spotkałam ludzi z byłej NRD, którzy ze szkoły wiedzieli o Holokauście tyle co ja. Czyli zero. Nie wiem, jak jest teraz w niemieckich szkołach, ale mam nadzieję, że lepiej.

DW: O co pytają Niemcy?

J-SP: Najbardziej ich interesuje, w jaki sposób dowiedziałam się o swoim pochodzeniu. Jedna pani spytała o stosunek polskiego rządu do Stowarzyszeniu Dzieci Holocaustu. Powiedziałam, że jeśli jakikolwiek rząd ma do nas stosunek, to chyba rząd niemiecki, bo pomyślał na przykład o emeryturze za pracę w getcie dla osób, które tam pracowały i ich potomków (umowa RP i RFN z 5.12.2014 – red.). Potem ta pani dziękowała mi za przyjazd, bo to pokazuje, że przebaczyłam Niemcom. Ale ja w ogóle w takich kategoriach nie rozumuję. Ktoś mnie pytał, czy jestem wierząca. Ja na to, że jestem katoliczką, ale bardziej z przyzwyczajenia.

Anastazja i Walerian Sobolewscy zostali pośmiertnie uhonorowani Medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Fot. ródo: dw.de

DW: A jak Pani patrzy dziś na Niemcy, na Niemców?

JS-P: Czasem jak widzę starego człowieka, to myślę, że może w najlepszym okresie swego życia był w Polsce i Żydów zabijał. Ale nie wolno tak myśleć i mam za to żal do siebie. Ale to powraca. Na otwarciu wystawy podeszła do mnie kobieta i opowiadała, że jej ojciec był w Wehrmachcie i że nigdy się z tym nie pogodził i popadł w pijaństwo, zapijając swoją przeszłość. A kiedyś mnie taki dzieciak spytał, co bym zrobiła, gdybym spotkała Hitlera. Ja na to, że nic. Bo co można powiedzieć?

DW: Prowadzenie Stowarzyszenia Dzieci Holokaustu, spotkania, opowiadanie o swoim losie. Dlaczego Pani to robi?

JS-P: Żeby dawać świadectwo. Czasem myślę, że ta edukacja może nie ma sensu, bo obok płynie normalne życie, a kto dziś interesuje się świadectwami historii? Antysemityzm był, jest i będzie. Ale nawet gdyby tylko jeden człowiek miał się dowiedzieć, to pewnie warto. Poza tym ja nie mogę inaczej. Ja tym oddycham, to moja obsesja, więc muszę. Jedyne, co mogę zrobić, to krzyczeć. I właśnie krzyczę. Może za mało, za cicho, ale krzyczę.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję