Szukaj w serwisie

×
21 maja 2019

Niki Lauda – legenda Formuły 1 nie żyje. Miał 70 lat

Marko Langer

Marko Langer

Legenda Formuły 1, przedsiębiorca, człowiek wielkiej woli, który nigdy się nie poddawał. W wieku 70 lat zmarł Niki Lauda.

„Mam dość jeżdżenia w kółko” – powiedział w 1979 roku. Miał już wtedy za sobą sportowe życie, które wielu namieszałoby w głowie. Dwa tytuły mistrza świata na koncie, ale też koszmarny wypadek. Sport był całym jego życiem. Dlatego w deklarację, że nie chce już „jeździć w kółko” trudno było wierzyć.

Andreas Nikolaus Lauda, znany na całym świecie jako Niki, nadal potrzebował prędkości, konkurencji i walki. Jako założyciel kilku linii lotniczych bywał na kolanach, aby potem znowu wstać. Przeżywał dramaty, ale nigdy nie dał się wypchnąć z pasa startowego. 70-letni Wiedeńczyk całe życie walczył i nie przegrywał.

Konflikt z rodziną

Młody Lauda dorastał w zamożnej wiedeńskiej rodzinie, która robiła wszystko, aby wybić mu z głowy karierę kierowcy wyścigowego. Dziadek Hans Lauda storpedował w Radzie Nadzorczej Banku Austriackiego pierwszą umowę sponsorską. Młody Lauda zadłużył się po uszy, aby móc startować w Formule 1. „Być może dlatego byłem taki dobry za kierownicą” – mówił kiedyś telewizji ORF, odnosząc się do swojej sytuacji finansowej.

Czarny koń na zółtym tle

March-Ford - pierwszy zespół, w którego barwach ścigał się Lauda, zbankrutował. Dlatego Austriak przeszedł do brytyjskiego teamu B.R.M, w którym radził sobie tak dobrze, że Enzo Ferrari zaproponował mu kontrakt. Młody, odważny i wyrachowany Wiedeńczyk przywrócił stajni Ferrari wiarę w siebie.

Idąc po sukces, Lauda nie oglądał się na innych. Pokazał to incydent z 1973 roku w Zandvoort. Brytyjczyk Roger Williamson uległ wypadkowi na torze, a jego bolid stanął w płomieniach. Lauda, tak jak wielu innych kierowców, przejechał obok, nie pomagając Williamsonowi. „Nie potrafiłem ocenić co tak naprawdę się tam działo” – powiedział po wyścigu. Sprowokowany przez jednego z reporterów rzucił jeszcze na odczepkę, że jest kierowcą wyścigowym, a nie strażakiem.

Razem z Lucą di Montezemolo i konstruktorem Mauro Forghierim Lauda rozwijał bolid Ferrari. W 1975 roku zespół zdominował sezon. Niki Lauda został mistrzem świata. Zaczął się jego wielki czas. Co jeszcze mogło się stać?

Stało się 1 sierpnia 1976 roku podczas Grand Prix Niemiec na torze Nürburgring. Lauda uderzył w bandę, jego pojazd zapalił się. Na miejscu zatrzymują się inni kierowcy, próbują wyciągnąć Austriaka z rozbitego pojazdu. Podczas wypadku Laudzie spadł z głowy kask.

„Lekarze zrobili wszystko co było w ich mocy"

Austriak trafił do szpitala, poważnie poparzony, z oparzeniami chemicznymi płuc. „Ryzyko, które wtedy podejmowaliśmy, musieliśmy sobie wcześniej przemyśleć. Dzięki Bogu dzisiaj już tak nie jest” – mówił Lauda po latach oceniając, jak niebezpieczne były wyścigi w tamtych czasach.

Silne lekarstwa, które musiał przyjmować, doprowadziły do niewydolności nerek. W 1997 roku jedną nerkę ofiarował mu jego brat Florian, drugą, kilka lat później, jego Birgit. Z powodu problemu z płucami, konieczna będzie jeszcze jedna transplantacja.

„Płuca były moim głównym problemem, ale lekarze zrobili wszystko co było w ich mocy i wróciłem" – mówił Lauda.

Wrócił, i to jak! 42 dni po wypadku Lauda znowu zasiadł za kierownicą Ferrari. Na torze Monza zajął czwarte miejsce. „Jego powrót po wypadku był najodważniejszym czynem, jaki widziałem” – powiedział jeden z jego rywali Jackie Stewart.

A potem? Drugie mistrzostwo świata w 1977 roku, rozbrat z Enzo Ferrari, powrót w 1979 roku, pierwsza linia lotnicza Lauda Air. W 1982 roku ponownie wraca do Formuły 1 – w barwach McLarena. Dwa lata później znowu zdobywa tytuł. Karierę kończy ostatecznie w 1985 roku. Same osiągnięcia sportowe wystarczyłyby, aby spisać opasłą biografię.

Lauda Air

Z gwiazdy sportu Niki Lauda stał się przedsiębiorcą z licencją pilota. Nie zawsze odnosił sukcesy, jednak także w biznesie okazał się mistrzem przetrwania. Przy czym i tu nie brakowało dramatycznych momentów, zmieniających życie.

Katastrofa w Tajlandii

26 maja 1991 roku. Samolot linii Lauda Air startuje z Bangkoku do Wiednia. Podczas wznoszenia lewy silnik Boeinga 767 automatycznie przestawia się na ciąg wsteczny. Maszyna spada na ziemie, giną 223 osoby.

Badania wykazały, że do tragedii doprowadził źle skonstruowany wentyl. Lauda mówił potem, że katastrofa w Tajlandii była dla niego gorszym przeżyciem niż jego wypadek.

W swojej charakterystycznej czerwonej czapce, przykrywającej popaloną twarz, Lauda udał się na miejsce tragedii w Tajlandii i musiał oglądać, jak miejscowi rozkradali bagaże nieżyjących pasażerów. „To był widok, którego nigdy nie zapomnę” – wspominał.

W ostatnich latach Lauda był cenionym komentatorem wyścigów w telewizji RTL. Współpracował też ze stajnią Mercedesa, która pod jego życzliwym okiem wywalczyła tytuł mistrzowski.

Transplantacja płuc

Latem 2018 stare problemy zdrowotne znowu dały o sobie znać. Po ciężkiej grypie Lauda musiał poddać się przeszczepowi płuc. Długo dochodził do siebie po operacji. W styczniu tego roku znowu trafił do szpitala.

Z okazji swoich 70. urodzin – Lauda opublikował 22 lutego krótkie nagranie, na którym dziękował za życzenia powrotu do zdrowia. „Wrócę i to na pełnym gazie” - mówił. Tym razem planu nie udało się zrealizować.

Niki Lauda zmarł 20 maja. Zostawił żonę i pięcioro dzieci.

REDAKCJA POLECA

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję