Szukaj w serwisie

×
20 kwietnia 2018

Najlepsze filmy z kolekcji Bartosza Węglarczyka – lata 60

Bartosz Węglarczyk

Bartosz Węglarczyk

 

Pora na lata 60. Robi się coraz trudniej, coraz więcej wielkich filmów.

Rok 1960 to KRZYŻACY. Jest piękny remastering tego filmu, wydany lata temu przez GW na DVD. Niestety, do dziś nie ma Blu Ray, a wielka szkoda.

DZIAŁA NAVARONY z 1961 roku oglądałem z dziesięć razy. Obok „Tylko dla orłów” i „Parszywej dwunastki” to mój ulubiony film wojenny z dekad 60-70.

W 1962 r. wystartował James Bond z „Dr No”, ale tu wygrywa u mnie nieśmiertelny NÓŻ W WODZIE Romana Polańskiego, choć w tym samym roku do kin w Polsce wszedł także fantastyczny kryminał Stanisława Barei „Dotknięcie nocy”.

W 1963 roku mam wielki problem, bo to rok Steve McQueena w „Wielkiej ucieczce”. Z ciężkim sercem wybieram jednak RÓŻOWĄ PANTERĘ. Bo to w końcu też początek pięknej historii :)

W 1964 wyszło kilka filmów, z których każdy umieściłbym na krótkiej liście swoich ulubionych filmów. Wybieram PRAWO I PIĘŚĆ, bo ten pierwszy polski western (choć rozgrywa się tuż po wojnie w Polsce) jest bliski mojemu sercu nadzwyczaj. Ale koniecznie zobaczcie też „Seven Days in May” czy „Zulu”, o „Dr Strangelove” nie wspominając.

Rok 1965 to dla mnie zdecydowanie SZPIEG, KTÓRY PRZYSZEDŁ Z ZIMNEJ STREFY. Straszne tłumaczenie tytułu, ale to najlepszy film szpiegowski na podstawie najlepszej książki o szpiegach, więc na mojej liście po prostu być musi.

Rok później wszedł do kin jeden z najlepszych westernów, czyli DOBRY, ZŁY I BRZYDKI, choć nie ukrywam, że jest to też rok premiery „Czterech pancernych i psa”, wciąż niewydanych na Blu Ray, choć z kapitanem Klossem się udało to zrobić.

Rok 1967 to dla mnie rok jednego filmu: IN THE HEAT OF THE NIGHT. Sidney Poitier jako policjant z północy USA, który zostaje na Południu zatrzymany w małym miasteczku pod zarzutem popełnienia morderstwa, bo jest czarny. Genialny kryminał, genialna chemia między Poitierem i Rodem Steigerem w roli miejscowego szeryfa. Zasłużone Oscary, to jest absolutnie jeden z filmów dekady.

Rok 1968 to pierwszy rok, w którym nie mam pojęcia, co wybrać. Tyle genialnych filmów i w Polsce, i na świecie. Komedie, kryminały i Kloss. Wybieram więc BULLITTA, bo kocham McQueena, ale jak chcecie się pośmiać, to opowieść o hinduskim aktorze (Peter Sellers) rozbijającym przyjęcie w Hollywood w „Party” to jeden z najśmieszniejszych filmów w historii kina.

W 1969 brytyjska BBC zaczęła nadawać LATAJĄCY CYRK MONTY PYTHONA, więc nie ma o czym specjalnie gadać.

Uff, aż boję się myśleć, co będzie w latach 70.

Bartosz Węglarczyk



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję