Szukaj w serwisie

×
10 sierpnia 2019

Rafał Sulikowski: Jeśli przegramy…

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Co zrobi opozycja przez te dwa miesiące. Czy wpadnie na jakiś zbawienny pomysł? Czy znajdzie tę złotą nić? Czy wydostanie się z labiryntu lawirowania, skręcania raz w te, raz we wte? Czy zrozumie, że PiS wygrał, bo dał ludziom nie tylko pieniądze

 

Niedługo wybory. Ten czas wakacyjny nie obfituje tym razem w “ogórki”, właściwie poza aferą z marszałkiem i jego “biurem podróży”, nic ciekawego nie następuje. Zbliża się jednak koniec wakacji, a “jesień to pora niebezpieczna dla Polaków”, by zacytować wieszcza z XIX wieku.

Zbliżają się wybory - decydujące o Polsce na następne cztery lata. Ale to tylko formalnie - decydują się losy kraju na co najmniej następne dwadzieścia lat. Jeśli przegramy? Co będzie dalej?

Zajęci teraźniejszością i chorobliwie penetrujący przeszłość, Polacy rzadko myślą o przyszłości. Psychologiczne motywy tego stanu rzeczy są zrozumiałe - przyszłość jest “najsłabszym” wymiarem czasu. Najmocniejsza jest zamknięta historia. Nie da się już jej zmienić. Można co najwyżej inaczej ją rozumieć czy interpretować. Lecz mam wrażenie, że nawet przeszłość przeciętnej osoby w kraju nie bardzo interesuje. “Niech się nią zajmują historycy” - zdają się powtarzać szarzy obywatele. Dlatego w tym wpisie zajmę się przewidywaniem przyszłości.

Aby jednak zrozumieć motywacje wyborcze szarego Polaka, trzeba niestety przypomnieć błędy poprzedniej koalicji i obecnej Koalicji Europejskiej.

Jest jeden poważny błąd: opozycja nie wie, co zrobić z nasilającą się obecnością, nawet nadmierną obecnością Kościoła w życiu Polaków. Nie wie, jakie stanowisko zająć. Bo przecież chrześcijanie w świecie są prześladowani. Nie neguję tego faktu, ale to nie znaczy, że z powodu faktów, dziejących się daleko, nie mam reagować na to, co zdarza się blisko. Afera z arcybiskupem mówi wszystko: Kościół “dobrze” wykorzystał odzyskanie wolności trzydzieści lat temu. Z prześladowań komunistycznych wyszedł nie tylko zwycięsko, ale wzmocnił się. Tego nie sposób negować, więc opozycja lawiruje między byciem chadeckim odpowiednikiem niemieckiej CDU, a lewicą spod znaku SPD i SLD. Opozycja dzieli się więc na dwa nurty - bardziej centrowy i bardziej lewicowy. Jednak sondaże niezależne łącznie opozycji dają najwyżej 31%, a PiS-owi nadal 40-43%. To niepokoi.

Zajęci wakacjami nad morzem zapominamy o przyszłości. PiS stosuje taktykę odciągania uwagi od przyszłości przez manipulowanie czasem przeszłym. Kto zapanuje nad historią, ten zawładnie przyszłością. Straszną przyszłością, na której końcu zawsze jest śmierć. Powszechne lęki przed nią sprawiają, że Polacy nie chcą myśleć o tym, co za rok, dwa pięć czy dziesięć. Przez przymus ekonomiczny i rozbicie społeczeństwa osłabili opozycję. Jeżeli są manifestacje to osobne: osobno pielęgniarki, osobno kolejarze, osobno rolnicy i tak dalej. Nie ma jednolitej narracji ani wizji w opozycji. Jaka ma być Polska? W którą stronę ma iść kraj? W czym się specjalizować?

Gdyby zapytać przeciętną osobą za granicą, z czym kojarzy mu się Polska, to nadal odpowie, że: “A, Walensa, John Paul Second, Solidarity…” i na tym koniec skojarzeń. Stąd nie mamy żadnej wizji tego, co przed nami.

Nie wiemy, jaka będzie przyszłość, co jest naturalne, bo nikt nie wie. Ale nawet nie próbujemy wyobrazić sobie jej - powszechny uwiąd wyobraźni i fantazji staje się przykrym faktem. Może jeszcze twórcy fantasy mają jej trochę, choć coraz mniej. Błędem więc jest niejasność światopoglądowa opozycji, podobnie jak brak nadrzędnej, spajającej ją narracji, własnej opowieści, odwołania się choćby do sympatycznej do czasu przedwojennej partii PPS, czyli lewicy i nie-lewicy jednocześnie.

Podział na prawicę i lewicę staje się anachroniczny. W jednej sprawie opozycja jest taka, a w innej siaka. Nie trzyma kursu. Wygląda to na kręcenie się w kółko. Jest za aborcją czy nie? Antykoncepcja dla wszystkich czy nie? Związki partnerskie tak czy nie? Wyborca nie wie, bo opozycja sama tego nie wie. Przecież połowa Polaków nie chodzi na wybory. Odpowiedź dlaczego zawsze brzmi - “bo to i tak nic nie zmieni”. Błąd - jesienne wybory 13 października stworzą nową rzeczywistość. Ale jaką?

W scenariuszu A wygrywa PiS i Zjednoczona Prawica.

Natychmiast rozochoceni rzucają się do dalszego demolowania kraju. Zmieniają konstytucję i podstawy ustroju: już nie konstytucja z maja 1791 ani powojenna z marca 1921, tylko kwietniowa z 1935, czyli autorytarna, staje się wzorem i punktem dojścia. Zaczynają się czystki w instytucjach, media prywatne są zlikwidowane, albo przejęte - tak, jak Polsat.

Wyobraź sobie, że włączasz rano TVN, a tam siedzi Rydzyk i mówi o “tęczowej zarazie” i podsyca nienawiść. W pierwszej chwili nie wierzysz własnym oczom. Ale wkrótce czytasz to samo w “Newsweeku”, w przejętej przez Toruń “Wyborczej”, we “Wprost” i we wszystkim portalach typu “Pikio” czy “OKO.press”.

Nie koniec na tym - na celowniku są najbogatsi przedsiębiorcy, średnie i małe firmy są przejmowane przez państwo, są nacjonalizowane całe gałęzie nowoczesnego przemysłu. Edukacja zostaje oddana Kościołowi - uczniowie mają już nie 2 godziny religii tygodniowo, ale dziesięć. Zlikwidowana zostaje niezależna nauka - nie ma mowy o teorii ewolucji, o Darwinie, nawet o Koperniku, bo zaczyna się nauczać w szkołach o tym, że są teorie, że Ziemia jest płaska… To brzmi jak bredzenie wariata albo koszmarny sen.

Nie ma mowy już o obronie praw człowieka, walczy się z prawami mniejszości, kobiet, obcokrajowców, niepełnosprawnych, innopłciowych, z prawami zwierząt, a ruchy kologiczne zostają zlikwidowane. Polską rządzi już tylko jedna partia, a nawet Solidarna Polska, partia bardziej umiarkowana, zostaje inkorporowana. Polska zmienia się stopniowo w jeden wielki obóz, podobny do tego, jaki Piłsudski urządził Polakom w Berezie Kartuskiej.

Zaczyna się polowanie na opozycję, aż do jej wytępienia. Myślący logicznie i krytycznie nazywani się “oszołomami”, a programy europejskie “dyktaturą liberalizmu”. Wszędzie tropi się “lewactwo”, pod które można będzie podłożyć nawet chodzenie w spranych dżinsach. Polska się wyludnia, spada do poziomu 30 milionów, opozycja salwuje się ucieczką na Zachód, głównie do Holandii. Polska zaczyna być krajem staruszków, wybierających co cztery lata swych “wybawców”, bo wreszcie za 1500 zł miesięcznie będą “godnie” żyć. To znaczy będzie ich stać na jedną pieluchę więcej.

To oczywiście tylko zarys, szkic, który zdolny pisarz mógłby rozwinąć. Uderzy się przede wszystkim w edukację i niezależne badania, niezależną naukę, która zacznie być ideologią katolicką, zgodną z “powszechnym nauczaniem Kościoła”. Takich, jak Jędraszewski jest i będzie więcej. Wszyscy będą zgodnie kłamać w żywe oczy. Wszyscy będą bredzić o zastraszanych katolikach. I wszyscy będą tępić wszelkie oznaki zdrowego sprzeciwu tych, co będą jeszcze mieli ochotę płynąć pod prąd.

W scenariuszu B wygrywa opozycja

i raz na zawsze zrywa podejrzane związki prawicy z reżimem rosyjskim, stopuje dalszą demolkę kraju. Przywraca praworządność, równość wobec prawa, prawa oskarżonych, prawa mniejszości. Nie boi się prywatyzacji, która jak dotąd jest jedyną znaną naukowo metodą ograniczania marnotrawstwa i ubożenia narodu. Patriotyzm staje się normalny, następuje normalizacja stosunków z UE, ponownie płynie do nas rzeka pieniędzy z Europy. Przyjmujemy bez obaw obcokrajowców, którzy przejmują stanowiska pracy fizycznej, a Polacy zaczynają swobodnie oddychać. Już nie boją się wychodzić po 20 z domu, by nie dostać maczetą po głowie. Znikają obrzydliwe plakaty antyaborcyjne i inne, znikają prześladowania sędziów i mafie, działające pod płaszczykiem
krzewienia “wartości chrześcijańskich”.

Skrajna prawica słusznie drży, bojówki młodzieżowe PiS zostają namierzone i oddane pod sąd. Nie ma już tendencyjnych wyroków i bezprawia, jakie panuje obecnie.

Budzimy się z ulgą 14 października i w kolejne dni. Otwiera się przyszłość. Rządzący przestają zajmować się złamanymi brzozami i lustracjami, ciągłym grzebaniem w przeszłości, nicowaniem jej, zakłamywaniem i idealizowaniem Polski “dawnej świetności”, w której nie było świń. Były, a jakże i to na najwyższych szczytach władzy. Polska staje się swobodna i wolna. Być może już na zawsze.

Ale to zależy od tego, co zrobi opozycja przez te dwa miesiące. Czy wpadnie na jakiś zbawienny pomysł? Czy znajdzie tę złotą nić? Czy wydostanie się z labiryntu lawirowania, skręcania raz w te, raz we wte? Czy opozycja ogarnie całość kraju? Czy zrozumie, że PiS wygrał, bo dał ludziom nie tylko pieniądze, ale zrobił transakcję wiązaną? Ludzie naprawdę potrzebowali pieniędzy na życie.

I dlatego dostali je niestety od prawicy. Oczywiście nie za darmo...

Rafał Sulikowski

 

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję