Szukaj w serwisie

×
5 grudnia 2018

Jan Hartman: Za co kochamy Andrzeja Dudę

Jan Hartman

Jan Hartman

A ja też bym sobie zrobił zdjęcie z konikiem! A co, nie wolno? Spontaniczność jest lepsza niż zadzieranie nosa. I koktajl na rowerku też bym ukręcił – przecież to tylko niewinna zabawa.

 

A ja też bym sobie zrobił zdjęcie z konikiem! A co, nie wolno? Spontaniczność jest lepsza niż zadzieranie nosa. I koktajl na rowerku też bym ukręcił – przecież to tylko niewinna zabawa. A w ogóle powaga to niebezpieczny mit. I w dodatku antydemokratyczny.

Tak naprawdę nikt nie jest do końca poważny i dojrzały – co najwyżej zmęczony, zrezygnowany albo, co gorsza, fałszywy. Radość życia jest lepsza niż smutek, nie mówiąc już o bufonadzie. Współczesny człowiek jest wolny na wszystkich poziomach swojej egzystencji – również dziecko, które nosi w sobie, gdzieś w głębi osobowości, każdy z nas, ma prawo głosu. Andrzej Duda jest dużym dzieckiem, bo każdy jest dużym dzieckiem, tylko nie chce się do tego przyznać. A on to bierze „na klatę” – nie boi się śmieszności. I dobrze! Uczmy się więc od niego. Bądźmy śmieszni i śmiejmy się z tych, którzy z nas się śmieją.

W ogóle uczmy się całe życie i czytajmy mądre książki. Ci, co je piszą, są może i mądrzejsi od nas, ale za to jak to dobrze i normalnie, że my, tak jak Andrzej Duda, wiemy, gdzie jest nasze miejsce. Kto by zaś miał obiekcje, że urząd prezydenta stosowny jest raczej dla tych, od których można się uczyć, niż dla uczących się, temu odpowiemy: każdy ma kogoś, od kogo się musi uczyć – jak nie od profesora, to Ojca Świętego, a poza tym po to mamy demokrację, żeby wszystko było dla ludzi, dla zwykłych ludzi, łącznie z urzędem prezydenta. Andrzej Duda jest zwykłym 40-latkiem. I pokazał, że można! Że można wygrać, jak się jest grzecznym i posłusznym swoim przełożonym i jeszcze ciężko się pracuje, by zrealizować swoje ambicje i marzenia. Szef – wielki człowiek – dał mu szansę, a on ją wykorzystał. Wszystkim zwykłym ludziom pokazał, że można i że warto. No i ma – jest prezydentem! A po co nim jest? Właśnie po to, żebyś i ty wiedział, i żebym i ja wiedział, że też mogę! To ważna lekcja, jakiej Andrzej Duda – nieskomplikowany, zwykły chłopak z dobrej, wierzącej rodziny z prowincji – udzielił nam wszystkim, a zwłaszcza tym przemądrzałym frustratom z warszawki.

Zdrowe wychowanie w zdrowych wartościach gwarantuje, że zawsze będzie się po słusznej stronie. Nie trzeba być wielkim myślicielem ani dyplomatą. Jeśli ma się słuszne i zdrowe poglądy oraz autorytety, które czuwają nad nami (a może i Pana Boga po swojej stronie?), to wystarczy być sobą. Odpowiedzialność, samodzielność myślenia i decydowania pozostawmy naszym mentorom. Oni nie mają czasu na „światowe życie”. Muszą czuwać, a to wymaga pozostawania w cieniu. Czy to kapłan, czy prezes, a nawet własny ojciec – autorytet musi zawsze stać o krok z tyłu, by podpowiadać, korygować nasze błędy, ganić i chwalić. Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków, bo wszyscy są tacy jak on – prostoduszni, zwyczajni i niezepsuci. Jeśli władza ma służyć ludziom, to autorytety powinny powierzać najwyższe funkcje właśnie im – zwykłym Polakom. A dokładnie tym spośród nich, w których znajdą najwięcej szczerych chęci, najwięcej entuzjazmu i zdrowego posłuszeństwa.

Andrzej Duda nie jest bez wad. Ale kto ich nie ma? Może nie przystoi, aby dorosły mężczyzna czerpał przyjemność z nocnych korespondencji z niegrzecznymi nastolatkami. Oby inni mieli tylko takie słabości! A zresztą mężczyzna to mężczyzna. Czy to źle, że prezydent mężczyzną jest?

W mieście Krakowie grzeczni chłopcy z zacnych rodzin dostają dobre posady. Tak było, tak jest i tak będzie. Dodajmy: i tak być powinno. Naturalny porządek rzeczy i wartości rodzinne… Grzeczni chłopcy chodzą do kościoła i służą do mszy. Dużo się uśmiechają i całują ciocie w rączki. Wkuwają na egzaminy i zostają prawnikami. Albo lekarzami. Czasami chodzą nawet do teatru. Ciocie i wujkowie dają im pierwszą pracę. A potem drugą. A potem to kto wie, nawet do Warszawy można – na ministra zdrowia albo i u samego prezydenta… O dzieci się dba w Galicji. Tylko trzeba być naprawdę bardzo, ale to bardzo grzecznym chłopcem. I chodzić do kościółka, a przynajmniej do niego ze skruchą w serduszku powrócić po okresie buntu i zbłądzenia. Przed grzecznymi chłopcami cały świat stoi otworem. Dla nich panny z dobrych domów, dla nich stypendia, etaty, mandaty i testamenty. Odwdzięczą się kwiatkami i czekoladkami. A i wnuczka sprawią, gdy nocka zapadnie, żeby było komu tradycje i nieruchomość przekazać. Jakże nie kochać grzecznych chłopców? Z pokolenia na pokolenie.

Jan Hartman



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję