Szukaj w serwisie

×
8 listopada 2018

Korupcja. Wielomiliardowe zyski z handlu unijnymi paszportami

Keno Verseck

Keno Verseck

W Bułgarii ujawniono aferę dotyczącą handlu obywatelstwem tego kraju. Podobne praktyki występują także w innych państwach unijnych.

Wielomiliardowe zyski z handlu unijnymi paszportami

Przejście na granicy Turcji z Bułgarią. Fot. Źródło: dw.de

Obywatelstwo jednego z państw członkowskich UE albo prawo stałego pobytu w którymś z nich, należą dziś na świecie do najtrudniejszych do uzyskania i zarazem najbardziej poszukiwanych dokumentów. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach powstał w UE czarny rynek, na którym można je nabyć od skorumpowanych urzędników. Ale na tym nie koniec. Wiele państw unijnych zarabia oficjalnie na programie "Złota Wiza", umożliwiającym chętnym uzyskanie ich obywatelstwa i paszportu, względnie zezwolenia na pobyt.

Najnowszym przypadkiem na tym polu jest afera ujawniona w Bułgarii. Na początku ubiegłego tygodnia w Bułgarii aresztowano tymczasowo grupę ponad dwudziestu urzędników, którzy przez wiele lat wystawiali nielegalnie obywatelom Macedonii, Mołdawii i Ukrainy świadectwo pochodzenia, umożliwiające im uzyskanie obywatelstwa tego kraju, każąc sobie słono płacić za te usługi. Instytucją odpowiedzialną za wystawianie takich świadectw jest urząd ds. Bułgarów na obczyźnie SABA. W poniedziałek 5 listopada szef tej instytucji Petar Harałampjew został zwolniony ze stanowiska. Jest on jednym ze wspomnianych wyżej aresztowanych urzędników. Ciąży na nim podejrzenie, że był szefem przestępczej grupy handlującej bułgarskim obywatelstwem.

Walka o władzę w bułgarskim rządzie

W gruncie rzeczy ta sprawa jest znana od lat. Już w 2012 roku bułgarska redakcja Deutsche Welle jako jedna z pierwszych doniosła o korupcyjnych praktykach w urzędzie SABA. Od 2013 roku bułgarska prawniczka Katia Matjewa, była kierowniczka referatu ds. bułgarskiego obywatelstwa w ministerstwie sprawiedliwości w Sofii, wielokrotnie informowała o nich swoich przełożonych w rządzie. W 2014 roku ówczesny wiceminister sprawiedliwości Petko Petkow sporządził raport w tej sprawie i wysłał go na ręce premiera Georgija Bliznaszki. Ten jednak nie zareagował.

Katia Matjewa powiedziała w rozmowie z Deutsche Welle, że była przez lata poddawana naciskom ze strony polityków i sekowana w ministerstwie sprawiedliwości, z którego została ostatecznie zwolniona we wrześniu 2017 roku. Podobne doświadczenia ma za sobą Petko Petkow, któremu jego koledzy politycy zarzucali, że jest zdrajcą ojczyzny. Zarówno Matjewa, jak i Petkow oświadczyli w wywiadzie dla Deutsche Welle, że nie zaobserwowali do tej pory żadnych starań ani politycznej woli ukrócenia lukratywnego handlu bułgarskim obywatelstwem.

To, że obecnie doszło do zatrzymania osób odpowiedzialnych za tę aferę należy zapewne przypisać walce o władzę w łonie bułgarskiego rządu pomiędzy centroprawicową partią GERB premiera Bojko Borisowa i nacjonalistyczną koalicją Zjednoczeni Patrioci tworzących koalicję rządową, jak również walk frakcyjnych w skłóconej koalicji Zjednoczeni Patrioci. Niektórzy obserwatorzy polityczni są zdania, że premier Borisow, który zezwolił na aresztowanie skorumpowanych urzędników z kontrolowanego przez Zjednoczonych Patriotów urzędu SABA, chciał wysłać sygnał ostrzegawczy pod adresem swego partnera koalicyjnego.

Handel świadectwami pochodzenia w Rumunii i na Węgrzech

Nie wiadomo na razie, czy w ten sposób w Bułgarii położy się kres nielegalnemu handlu obywatelstwem i czy odpowiedzialni za ten proceder zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Warto nadmienić, że Bułgaria nie jest tu żadnym wyjątkiem. Podobne interesy kwitną bowiem w najlepsze także w Rumunii i na Węgrzech. W obu tych państwach, tak samo jak w Bułgarii, urzędowe świadectwo pochodzenia jest podstawą uzyskania obywatelstwa. W przypadku Rumunii lwią część chętnych, którzy w ten sposób chcą stać się posiadaczami rumuńskiego paszportu, otwierającego im drogę do innych państw unijnych, są Rumuni zamieszkali w Mołdawii. Stanowią w niej dwie trzecie tamtejszego społeczeństwa. Wielu Rumunów i Węgrów żyje także na Ukrainie i oni także są zainteresowani uzyskaniem obywatelstwa rumuńskiego lub węgierskiego. W obu tych państwach, jak donoszą lokalne media, handel świadectwami pochodzenia nie jest niczym nowym. Właśnie w ten sposób obywatelstwo tych krajów uzyskały tysiące Rosjan i Ukraińców, którzy byli w stanie za nie zapłacić skorumpowanym urzędnikom.

Nie mniejsze rozmiary przybrał legalny handel obywatelstwem lub rezydencją w jednym z państw UE w ramach programu "Złota Wiza". W jego ramach obywatele państw nienależących do UE mogą nabyć obywatelstwo państwa członkowskiego UE, jeśli kupią w nim nieruchomość lub zainwestują w lokalny przemysł i wniosą odpowiednią opłatę. Program "Złota Wiza" był lub jest w tej chwili realizowany m.in. w Bułgarii, Grecji, Wielkiej Brytanii, na Łotwie, Liwie, Malcie, w Austrii, Portugalii, Hiszpanii, na Węgrzech i na Cyprze. Daje on tym państwom wielomiliardowe zyski.

Krytyka programu "Złota Wiza"

W ciągu ubiegłych 10 lat w ten sposób przynajmniej 6 tys. osób nabyło obywatelstwo jednego z państw unijnych, a 100 tys. osób prawo pobytu w nim. Poinformowały o tym na początku października dwie znane organizacje pozarządowe Transparency International i Global Witness. Z ich danych wyniki, że wpływy ze sprzedaży paszportów i zezwoleń na pobyt w ramach tego programu wyniosły przynajmniej 25 mld euro. Przedstawiciele organizacji pozarządowych twierdzą, że program "Złota Wiza" jest furtką do prania brudnych pieniędzy i innych przestępstw, ponieważ nie wszyscy, którzy w ten sposób kupili sobie unijny paszport, mają czyste ręce. Dlatego organizacje te domagają się jego zakończenia.

Na Węgrzech, gdzie program "Złota Wiza" był realizowany do 2017 roku, bardzo trudno było uzyskać jakiekolwiek oficjalne informacje o nim. Węgierscy dziennikarze śledczy z organizacji pod nazwą Direkt36 wielokrotnie informowali opinię publiczną, że w ten sposób węgierskie obywatelstwo lub prawo pobytu w tym kraju uzyskali rosyjscy politycy, wysocy rangą członkowie rosyjskich tajnych służb albo zaufani syryjskiego dyktatora Baszszara al-Asada.

- Takie praktyki stanowią zagrożenie nie tylko dla bezpieczeństwa Węgier, ale całej Unii Europejskiej - mówi redaktor z organizacji węgierskich dziennikarzy śledczych Direkt36 András Pethö w rozmowie z Deutsche Welle. Zwraca on uwagę na dwuznaczną postawę rządu w Budapeszcie, który z jednej strony stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu na Węgrzech uchodźców i migrantów, z drugiej zaś, w ramach programu "Złota Wiza", wpuszcza na dużą skalę do kraju obywateli spoza UE w sposób, który w praktyce całkowicie wymyka się spod kontroli.

 

REDAKCJA POLECA

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję