Szukaj w serwisie

×
28 kwietnia 2019

Jak Polki radzą sobie na emigracji, czyli emigracja po sukces

Wczoraj Rzym i Bonn, jutro Frankfurt – przemierza Europę, aktywizuje Polki-emigrantki. Prowadzi bloga dla tych, którzy – jak pisze – odważyli się żyć za granicą. Dr Ada Tomczak ma misję i coś ważnego do przekazania.

Jest powiedzenie i trudno z nim dyskutować: Polak jak nie zaszkodzi na emigracji to już pomógł. Odcinaj się od ludzi toksycznych buduj wspierające otoczenie
Adriana Tomczak. Fot. Źródło: dw.de

– Nie interesuje mnie, ile macie dzieci. Interesujecie mnie WY – mówi Ada do Polek, uczestniczek warsztatów w Bonn. – Porażką jest jedynie szczebel drabiny do sukcesu, a chodzi tylko o to, by ta drabina była przystawiona do właściwej ściany. I ja chcę wam pomóc znaleźć tę ścianę – zapewnia.

Ada, a właściwie doktor Adriana Tomczak cztery lata temu wyemigrowała do Niemiec. – Zaczęłam się czuć mocno ograniczana miejscem, w którym żyłam. Niewielka miejscowość, ja z doktoratem nauk społecznych, mąż – emeryt służb mundurowych, w kwiecie wieku. Ada przed wyjazdem z Polski pracowała jako trener, prowadziła szkolenia z motywacji.

– Pomyślałam, że wykorzystam moją wiedzę. Byłam nastawiona na to, by dawać, ale rzeczywistość mnie zaskoczyła – wspomina. – Szybko okazało się, że to ja potrzebuję wsparcia. Bo samotność i poczucie wyobcowania dotyka każdego z nas, nawet największą optymistkę, jaką jestem. Zdradza nas obcobrzmiące nazwisko, akcent, religia, kultura, światopogląd. Blokada językowa i źle pojmowana grzeczność sprawia, że nie potrafimy zawalczyć o swoje. Pierwsze lata są najtrudniejsze, najbardziej wymagające – wspomina przed publicznością.

Polki sobie radzą

Ada lubi pisać i na emigracji zakłada bloga „Emigracja po sukces”. Powstaje fanpejdż „Polki sobie radzą” oraz „Polki sobie radzą. Społeczność przedsiębiorczych emigrantek” – gdzie matki, żony, jak i „harpie biznesu” wspierają się w każdym wymiarze. Administratorka przeczesuje internet w poszukiwaniu przydatnych linków. Podrzuca je swojej, nie tylko damskiej społeczności, której zasięg idzie w dziesiątki tysięcy.

– Świat jest pełen aktywnych, wykształconych Polek, które prowadzą interesy, lub pracują na etacie, godząc karierę z obowiązkami rodzinnymi i udzielaniem się w „nowych ojczyznach” – mówi Ada. To o nich pisze Polka, przeprowadza wywiady, które następnie umieszcza na administrowanych przez siebie stronach. – Kto może być ich bohaterem? Na przykład Ty! – zachęca Adriana dziewczyny z Bonn do podzielenia się swoimi historiami – o stawianiu pierwszych kroków na swoim, ale też o emigracji widzianej oczami kobiety. Chcę, by historie sukcesów inspirowały inne kobiety do działania – dodaje.

Wśród dziewczyn, które opisuje Ada, są Kaja i Ania – przewodniczki po Portugalii, Bożena z Włoch – dziś dietetyczka i naturoterapeutka, Beata – stylistka. Wszystkie one przebranżowiły się lub wróciły do dawnych, niemal zapomnianych pasji. Dziś zarabiają nimi na życie.

Najtrudniejsze początki? Wcale nie

– Decyzja o emigracji to jedna z najprostszych decyzji, przekonuje Ada. – I nie ważne, jak przygotujemy się do emigracji, jak byśmy jej pieczołowicie nie planowali, rzeczywistość zawsze da nam po nosie. Czasami tak, że trudno utrzymać pion.

W tym, co mówi Ada, nie ma przesady. Na spotkaniu w Bonn jest Ewka*. Lata życia z mężem na odległość, on w Niemczech, ona w kraju. W końcu decyzja o wyjeździe. Jednak najtrudniejsze okazuje się przed nią: alkoholizm i narkomania partnera. Małżeństwo nie przetrwa tej próby, ale Polka wychodzi z tego mocniejsza.

Teraz Ewa definiuje się na nowo. Pracuje, jest niezależna finansowo, ale brakuje jej kontaktów z Polakami. – Potrzebuję tych relacji, brakuje mi takiego babskiego, "polskiego kopa" – mówi wprost. Chce coś zmienić, choć wśród Niemców czuje się naprawdę dobrze.

Dziesięć przysiadów przed lodówką

– Historia świata nie jest dla nas, kobiet zachęcająca, bo to historia męskich podbojów, w której kobiety zawsze krok za facetami. Taka jest też emigracja. Kobieta najczęściej przyjeżdża „za mężem”, często już jako matka, która chce przede wszystkim w nowym miejscu stworzyć dom. Trzeba tę inną codzienność jakoś ujarzmić. Siłą rzeczy potrzeby kobiet są często na szarym końcu – kwituje Ada. Momenty ogromnych wahań i rozterek nie ominęły też Ady – Gdy było źle, powiesiłam na ścianie swój doktorat i patrzyłam na niego. Przypomniałam sobie, jak było ciężko go zdobyć. I mówiłam do siebie: no skoro tego dokonałam, to nie ma rzeczy nie do zdobycia.

– Te warsztaty mają być początkiem Waszego nowego życia. Mamy naprawdę niewiele czasu i warto wypełnić go najlepiej, jak umiemy, ale z głową – dodaje i przytacza swój ulubiony przykład. – Agatha Christie 5 lat szukała wydawcy swojej pierwszej książki, a my często jesteśmy rozczarowane emigracją, bo chcemy za dużo od razu – tłumaczy Adriana podczas spotkań z Polkami. – Ale jeżeli już w końcu przystąpimy do działania, to włącza się u nas tryb „max” – jak chudnąć, to od razu 20 kg, jak miłość – to na całe życie. Jednym słowem, za wysoko stawiamy sobie poprzeczkę i wkurzamy się, gdy strącamy ją przy pierwszej próbie. A tak naprawdę zaczyna się od 10 przysiadów przy lodówce. – Za każdym razem, gdy otworzysz lodówkę, zrób 10 przysiadów. To na początek – dodaje.

Jakby euro leżało na ulicy

Adriana na swojej drodze spotyka kobiety, które chcą osiągnąć sukces, ale materialny. – Nie daj się zapędzić w kąt i wmówić, że sukces to pieniądze. Chociaż czasami tak jest i tego też nie można się wstydzić! Szczególnie będąc w Polsce – dodaje. Często jest tak, że ciężko pracujesz na to, co masz, a tłumaczysz się przed innymi, jakbyś ukradł. Po pewnym czasie masz już tego dość. I odechciewa się nawet tych wizyt w Polsce. – Ile już razy sama słyszałam „Pani zarabia w euro, stać Panią na to”. Tak, jakby euro leżało na ulicy.

Ada zachęca uczestniczki warsztatów do mierzenia wysoko, ale osiągania celów małymi krokami. I zawsze tylko jeden cel. – Ciesz się z tego, że uda się je zrealizować. Bo nie chodzi o to, by te sukcesy były jakieś spektakularne, ale by naprawdę się cieszyć nawet małymi kroczkami. Powiedzcie mi, czym się cieszycie? Wasze małe sukcesy? – zachęca do zwierzeń Ada.

Polak, jak nie zaszkodzi, to już pomógł

– Do niedawna w zasadzie byłam tu na emigracji „przy mężu” i przyznam się, dopiero teraz – po dwunastu latach, poszłam na kurs i mam certyfikat językowy B1 – mówi jedna z uczestniczek spotkania. Asia stawia również pierwsze kroki w marketingu bezpośrednim. Dobrze jej idzie, ale nie czuje wsparcia od tych, od których oczekiwałaby go najbardziej – najbliższych znajomych. – Widzę, że obserwują moje posty na moim profilu, ale nie lajkują, nie udostępniają…

– Jest takie powiedzenie i trudno z nim dyskutować, że Polak jak nie zaszkodzi na emigracji, to już pomógł. Jednak generalnie odcinaj się od ludzi toksycznych, buduj wspierające otoczenie.

REDAKCJA POLECA



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję