Szukaj w serwisie

×
14 marca 2018

Dariusz Stokwiszewski: Czy II dekada XXI wieku to „początek końca” państwa, jakie dotąd znaliśmy?

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Nowi „władcy Polski” zaczęli powracać do utopijnej, nierealnej i wręcz głupiej, wizji restytucji Polski Jagiellońskiej. Na czym miałaby polska polityka wielkomocarstwowa polegać? Myślę, że sami zainteresowani nie potrafiliby tego sprecyzować w sposób rozsądny i adekwatny do możliwości naszego kraju, a zwłaszcza współczesnych realiów geopolitycznych

 

Żyjemy w państwie, do niedawna jeszcze uznawanym za wiodącą europejską demokrację, na pewno, pośród państw dawnego bloku socjalistycznego. To Polacy byli prekursorami przemian demokratycznych (społeczno - politycznych), które doprowadziły w końcowym efekcie do zaniku, trwającego ponad 40 lat, dwubiegunowego podziału świata, na wrogie sobie obozy. Kiedy w 1989 r., na fali niezadowolenia społecznego, Polska rozpoczęła przemiany ustrojowe, nikomu chyba nie przychodziło nawet do głowy to, że za 10 lat stanie się członkiem najpotężniejszego sojuszu militarno – obronnego, jakim do dziś jest NATO. Jeszcze na początku lat 90. XX w., trudno było to przewidzieć tym bardziej że do 1991 r. nie tylko byliśmy członkiem Układu Warszawskiego i RWPG, ale ostatni żołnierz Armii Czerwonej opuścił terytorium Polski dopiero we wrześniu 1993 roku.

Przemiany, o których wspomniałem, były skomplikowanymi procesami łączenia: Niemiec (1990 r.) i podziału ZSRR (1991 r.), Czechosłowacji (1993 r.), FSR Jugosławii (1995, jako efekt wojny domowej). Okres lat 90. XX w. był czasem przede wszystkim wielkiej euforii oraz nadziei na to, że świat rozpocznie nowy etap w dziejach pokojowego rozwoju (Francis Fukuyama, ale nie tylko), choć byli i sceptycy takiego rozwoju wydarzeń (m.in. Samuel Huntington).

Polska stała się beneficjentem światowych (taka była ich skala) przemian politycznych. Poza wspomnianym już Sojuszem, w roku 2004 przystąpiła także do Unii Europejskiej – drugiej wówczas po USA potędze gospodarczej. Do kraju zaczęły płynąć setki miliardów euro, co odmieniło jego oblicze, infrastrukturę, a także znacząco poprawiło stan polskiej gospodarki. Staliśmy się także tym, czym zawsze być chcieliśmy; członkiem światowego systemu demokratycznego. Oczywiście byli i przeciwnicy takiego kierunku działań, lecz wszystkie kolejne rządy RP (bez względu na swoją proweniencję) stanęły na „wysokości zadania”, spełniając przy tym powszechną wolę społeczeństwa polskiego - wejścia do elitarnego klubu państw demokratycznych.

I w tym właśnie tkwi istota moich rozważań, które odnosić się mają, do jakości polskiego społeczeństwa i reprezentujących je rządów. Z tym od zawsze Polska miała problemy, ze względu na polskie cechy narodowe, które (poza poświęceniem krwi i życia w sytuacjach tragicznych) zwykle szkodziły naszemu rozwojowi (pieniactwo, warcholstwo, niezgoda w zasadniczych kwestiach, partykularyzm, wynoszenie się nad innych etc.). To głównie one przyczyniły się do tego, że po III rozbiorze Polski, w 1795 roku, państwo nasze zniknęło z mapy Europy i świata na długie 123 lata.

Charakterystykę społeczeństwa polskiego XIX w. pokazuje III część „Dziadów”, Adama Mickiewicza. W scenie rozgrywającej się w jednym warszawskich salonów przebywają dwie grupy ludzi: arystokracja i młodzi patrioci. Arystokracja to modne damy, literaci, szlachta oraz generałowie związani z carskim dworem. Ludzie ci obojętni na sprawy ojczyzny pogardzają literaturą polską, rozmawiają po francusku i zachwycają się poezją francuską. Dbają przy tym jedynie o własne interesy.

Młodzi patrioci zaś to wileńscy spiskowcy i rewolucjoniści – jednym słowem patrioci. Rozmawiają o sytuacji politycznej w kraju; jeden z nich określa arystokrację mianem lawy - ludzi bez wartości - nieinteresujących się sprawami narodu. Patriotyczny odłam społeczeństwa nazywa zaś głębią, ludźmi wartościowymi, interesującymi się sprawami kraju. O społeczeństwie wileńskim - urzędnikach Nowosilcowa, mówi, że to sprzedajni i jawni zdrajcy ojczyzny, obojętni na losy ojczyzny i narodu, zwolennicy ugody z carem. Ludzie egoistyczni, okrutni i podli.

Kiedy odzyskaliśmy wolność i niepodległość, co nastąpiło w 1918 roku, po raz kolejny pojawiła się nadzieja na normalny, pokojowy rozwój. Polska 20 - lecia międzywojennego nie była jednak państwem marzeń Polaków, gdyż nasze odwieczne przywary odrodziły się wraz z odzyskaniem państwowości z nową siłą. Podziały polityczne, antysemickie postawy, powszechna bieda czy brak stosownych reform, to tylko niektóre z hamulców rozwoju państwa polskiego lat 20. i 30. XX wieku. Na dodatek fatalne sąsiedztwo między dwoma odwiecznymi wrogami Polski, skutkujące od wieków licznymi konfliktami różnej skali.

To ostatnie przyniosło tragiczne skutki w postaci II wojny światowej. Losy Polski znowu się stały przedmiotem, a nie podmiotem polityki międzynarodowej po jej zakończeniu w 1945 roku. Historię uzależnienia Polski od Związku Radzieckiego i skutków tego stanu rzeczy znamy, zatem nie będę jej szczegółowo omawiać. Jednak, jak już napisałem na początku artykułu, na przełomie l. 80/90 Polska stała się po raz kolejny państwem, które samo mogło decydować o swojej przyszłości. I tak było z pożytkiem dla nas wszystkich, o czym już także pisałem.

Pierwsze, niepokojące zmiany w tym, w miarę dobrze zorganizowanym, mechanizmie państwowym pojawiły się dopiero w 2005 roku, kiedy do władzy doszło PiS, choć wtedy nie rządziło ono jeszcze samo, a w koalicji z dwiema innymi partiami. Jednakże próby dezawuowania partnerów politycznych i przejęcia ich elektoratów, powinny już wówczas zapalić w naszych głowach czerwone światło ostrzegawcze. Dzięki „szalonej” już wtedy polityce i chciwości na władzę PiS stracił tę ostatnią aż na prawie 10 lat.

Wybory z roku 2015 przywróciły jednak partię Jarosława Kaczyńskiego do władzy i tego, co stało się przyczyną spadku znaczenia Polski w świecie, a nawet marginalizacji w UE oraz w relacjach z naszymi sojusznikami strategicznymi: jak Stany Zjednoczone, Niemcy i Francja.

Nowi „władcy Polski” zaczęli powracać do utopijnej, nierealnej i wręcz głupiej, wizji restytucji Polski Jagiellońskiej. Na czym miałaby polska polityka wielkomocarstwowa polegać? Myślę, że sami zainteresowani nie potrafiliby tego sprecyzować w sposób rozsądny i adekwatny do możliwości naszego kraju, a zwłaszcza współczesnych realiów geopolitycznych. Polska XXI wieku nie jest po pierwsze potęgą, a po drugie nikt się nie kwapi do roli jej wasala! To nie przeszkadza jednak obecnemu rządowi w skutecznym zniechęcaniu do nas (choć tak naprawdę do siebie samego, a nie Polaków) wszystkich niemal, dotychczasowych sojuszników oraz przyjaciół. Mowa nienawiści prezentowana przez rząd PiS, wsparta niesamowitą i niczym nieuzasadnioną (pomijam tu cesarskie zacięcie „władcy z Nowogrodzkiej” i jego spolegliwego dworu) butą i arogancją.

Jeden z apologetów „fatalnej zmiany” stwierdza w swojej książce, że „brak jest związku (z czym się nie zgadzam), pomiędzy modelem rządów (władza królewska autorytaryzm, demokracja, a tu rządy PiS - DS), a skutecznością »gry międzynarodowej«". Przeciwnie; to właśnie rządy PiS potwierdziły tezę przeciwną; jakość i rodzaj rządów, w tym słabych, jak ten, powodować mogą utratę wszystkich, zdobytych przez dziesięciolecia, osiągnięć na arenie międzynarodowej.

W swoim poprzednim artykule apelowałem o powrót, do lektury literatury romantycznej, powodującej wzrost postaw patriotycznych, do działań na rzecz Ojczyzny, jej dobra oraz dobra obywateli. Nie jestem pewien, ale (być może) nie sprecyzowałem wystarczająco przystępnie mojej myśli, albo niektórzy z czytelników zbyt dosłownie odebrali to, o czym pisałem. Otóż mówiąc o powrocie do prozy Henryka Sienkiewicza czy innych autorów i poetów (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki) okresu XIX wieku, miałem raczej na myśli powrót, do wartości przez nich propagowanych: patriotyzmu, uczciwości, przyzwoitości, poszanowania innego człowieka bez względu na kolor skóry, wyznanie i przynależność do tego czy innego narodu.

Nienawiść jest ciężką chorobą, a jeśli na dodatek propagują ją i wprowadzają w życie władze jakiegoś państwa, to stać się może przyczynkiem do nieszczęścia konfliktów! To z kolei może powodować w przyszłości konieczność odpowiedzialności karnej i moralnej osób, ową nienawiść propagujących!

 

Dariusz Stokwieszewski

 

 



Polub nas na Facebooku, obserwuj na Twitterze


Czytaj więcej o:




Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję